reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Z samego rana doszło do starcia drużyn z 12 ligi - Ajaksu i Shitable. Gospodarze zaczęli bardzo ofensywnie atakując cały czas, jednak do 10 minuty bezskutecznie. Po trafieniu Mateusza Kieryło, który już od pierwszych popisywał się efektownymi dryblingami, obejmują wreszcie prowadzenie. To tylko rozzłościło rywali. Drużyny zupełnie zamieniły się rolami i po akcji kombinacyjnej goście wyrównują. W pewnym momencie przy walce o piłkę zawodnik Shitable doznaje poważnego urazu głowy, a mecz zostaje wstrzymany, gdyż była wymagana opieka medyczna. Kiedy spotkanie zostaje wznowione to goście są wciąż w gazie i wychodzą na prowadzenie pod koniec pierwszej połowy. Wynik do przerwy to 1:2. Chwilę po powrocie na boisko Ajaks informuje nas, że to jeszcze nie koniec! Vova Havrylyshyn znany nam również z Energii po idealnej wrzutrze pakuje piłkę z bliska do bramki. Do 36 minuty mamy spokojne widowisko, aż zawodnik Shitable dostaje żółtą kartkę za przerwanie akcji wślizgiem w okolicach pola karnego. Po kilku minutach to znów Ajaks wychodzi na prowadzenie i zaczyna mądrze rozgrywać piłkę w defensywie. W ostatniej minucie meczu Shitable wyrównuje. Obejrzeliśmy bardzo fajne i równe spotkanie, które jest dowodem na to, że gra się do ostatniej minuty.

2
08:00

Lisy podchodziły do spotkania z WEiTI opromienione imponującym zwycięstwem nad Ajaksem Warszawa. Rywale z kolei znów pojawili się w wąskim składzie, dysponując zaledwie jednym zmiennikiem, którym był… drugi bramkarz. Gospodarze mając znacznie więcej zmian mogli nadać temu spotkaniu wysokie tempo, ale goście pod tym względem dorównywali przeciwnikowi. Wynik meczu już w 5 minucie otworzył Szymon Auguścik, który rozegrał dwójkową akcję z Kazimierzem Lipskim. Goście cieszyli się z prowadzenia dosłownie kilkanaście sekund. Damian Borkowski wykazał się niezwykłym sprytem – zobaczył wysuniętego bramkarza stojącego na skraju pola karnego i bezpośrednio ze wznowienia przelobował Adama Juszczyńskiego. Obie drużyny się otworzyły i gdy jedna wychodziła na prowadzenie momentalnie druga doprowadzała do ponownego remisu. Najpierw znów o sobie dał znać duet Lipski – Prządka, za chwilę samobójcze trafienie zaliczył Jan Jędrzejewski. Potem na trafienie Damiana Borkowskiego odpowiedział Szymon Auguścik, a gdy znów WEiTI objęło prowadzenie, Lisy doprowadziły do wyrównania po rzucie wolnym. Do przerwy wynik brzmiał 4:4 i z przebiegu meczu był jak najbardziej zasłużony. W przerwie doszło do zmiany bramkarza w zespole WEiTI, a dotychczasowy golkiper Adam Juszczyński wspomagał w drugiej części zawodników z pola, którzy choć na moment mogli odetchnąć przy linii bocznej. Kolejne 25 minut zaczęło się świetnie dla graczy WEiTI – Kazimierz Lipski wykorzystał błąd obrońcy, który za lekko podał do bramkarza, przejął piłkę i pewnie umieścił ją w siatce. Parę minut później widzieliśmy niemal bliźniaczą akcję – znów w wydawało się niegroźnej sytuacji Kazimierz Lipski wykorzystał błąd techniczny rywala i jego zespół odskoczył na dwie bramki przewagi. Na 13 minut przed końcem Lisy zdobyły bramkę kontaktową na 5:6 i wydawało się, że jeszcze parę goli w tym meczu zobaczymy. Od tej pory jednak WEiTI skutecznie się broniło, szczególnie po stracie bramki, gdzie rywale jeszcze mocniej rzucili się do ataków. Do tego sami próbowali wyprowadzać kontry, ale z jednej i drugiej strony nie doszło już do zmiany wyniku. WEiTI tym razem wytrzymało trudy spotkania i dzięki swojemu zaangażowaniu udało im się dowieźć korzystny rezultat do końca.

3
13:00

Po pierwszej serii gier rundy jesiennej odmieniony zespół Sportano Football Club nie miał na swoim koncie punktów i z pewnością nie tak wyobrażał sobie początek sezonu w 12 lidze. W całkowicie odmiennych nastrojach była drużyna FC Warsaw Wilanów, która dość pewnie zwyciężyła NieDzielnych i w pozytywnym nastroju przystępowała do drugiej serii. Te dobre humory chyba zbyt mocno rozprężyły szeregi defensywne zawodników z Wilanowa i po prostej stracie piłki przed własną bramką ekipa Sportano wyszła na prowadzenie. Inna sprawa że o tym, iż ktoś wyszedł tutaj na prowadzenie, można było pisać non stop. Na bramkę Sportano po chwili odpowiedział Warsaw Wilanów, a potem mieliśmy jeszcze kilka podobnych sytuacji. Rewelacyjna to była pierwsza połowa dla postronnego widza, dużo bramek, zacięty mecz, interwencje bramkarzy i co najważniejsze - gra toczyła się w bardzo zdrowych relacjach, bez żadnych złośliwości, czy też niepotrzebnych fauli. Największe wrażenie robili z jednej strony Filip Motyczyński z drugiej Kuba Świtalski, którzy z łatwością dochodzili do sytuacji strzeleckich, które zamieniali na gole. Do przerwy oczywiście był remis, co tylko pozwalało nam sądzić, że w tym meczu o emocje możemy być pewni do samego końca. Druga część spotkania w zasadzie niewiele różniła się od pierwszych 25 minut. Dopiero finałowe fragmenty tego widowiska rozstrzygnęły, która z ekip zgarnie 3 punkty i w końcówce lepiej wyglądała drużyna z Wilanowa, która odskoczyła na trzy-bramkowe prowadzenie i ostatecznie zwyciężyła 10:7.

4
15:00
( 6 : 0 )
13 : 2
Raport

Czasami po spotkaniu nachodzą cię różne refleksje. Mecz Essing Gorillaz z Bagstar Wszedło był właśnie jednym z takich meczów, gdzie po ostatnim gwizdku zaczęliśmy się nad czymś bardzo poważnie zastanawiać. A chodziło konkretnie o to, czy aby te zespoły na pewno występują na tym samym poziomie rozgrywkowym. I piszemy to z całym szacunkiem dla Bagstaru, który mógł przypuszczać, że na Arenie Grenady czeka go trudny, aczkolwiek będący w jego zasięgu rywal. To co zobaczyliśmy na boisku było jednak totalnym zaprzeczeniem tej tezy. Okazało się, że ekipa Essing Gorillaz to młode, techniczne, wybiegane i dobrze rozumiejące się chłopaki, którzy na tle przeciwnika wyglądali jak zespół z innej galaktyki. Według nas to nie był poziom 12.ligi, ale chłopaki spokojnie poradziliby sobie znacznie wyżej i ciekawe, czy w tym sezonie nie będą po prostu tracili czasu. Tak jak w niedzielę, bo zamiast fajnego i wyrównanego spotkania, rozgromili przeciwnika aż 13:2, a gdyby się postarali, to pewnie byłoby znacznie wyżej. Co prawda oponenci trochę im ułatwili sprawę, bo nie mieli nominalnego bramkarza, ale nawet gdyby w ich szeregach był Manuel Neuer, to niewiele by to zmieniło. „Gorylki” błyskawicznie pokazały kto jest lepszy i po prostu zabiegały swojego przeciwnika. Już do przerwy było 6:0 i gdyby nie indywidualne umiejętności Kuby Wrzoska, który w drugiej połowie zdobył obydwie bramki dla Wszedło, to pewnie skończyło by się tutaj do 0. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. W tym momencie nie widzimy innej możliwości niż ta, w której Essing Gorillaz wygrywają mecz za meczem i idą po mistrzostwo 12.ligi. Być może brakuje im jeszcze doświadczenia, ale nie widzimy nikogo, kto mógłby dotrzymać im kroku pod względem szybkości i błyskotliwości. Dlatego Bagstar niech się nie martwi, bo do grona drużyn, które zaliczyły od Gorylków solidnego łupnia, na pewno szybko dołączą kolejne.

5
19:00
( 0 : 0 )
1 : 1
Raport

Rywalizacja AFC Niezamocnych z NieDzielnymi wieńczyła zmagania 2.kolejki na Arenie Grenady. Walka szła o pierwsze punkty w sezonie, bo jedni i drudzy nie zaliczyli udanej inauguracji, jednak trudno było wskazać potencjalnego odbiorcę całej puli. Inna sprawa, że w tym spotkaniu długo zapowiadało się na to, że żadnej ze stron ta sztuka się nie uda, bo tutaj mniej więcej do 35 minuty wynik nie różnił się od tego, od którego mecz się rozpoczyna. Mimo wszystko ten bezbramkowy remis oglądało się całkiem przyjemnie. Okazji nie brakowało, a z bramkarzy więcej pracy miał golkiper NieDzielnych, Kamil Jarosz. Spisywał się jednak bardzo dobrze, a do tego miał trochę szczęścia, bo był taki moment w pierwszej połowie, gdzie rywale w odstępie zaledwie dwóch minut najpierw zaliczyli strzał w poprzeczkę, a następnie w słupek. Perspektywa 0:0 robiła się coraz wyraźniejsza, ale impas strzelecki został wreszcie przełamany. Jakub Lejman wrzucił piłkę z autu, a Piotr Dziubiński na raty pokonał bramkarza oponentów i wydawało się, że Niezamocni właśnie wykonali kluczowy krok w kierunku sukcesu. Ale NieDzielni nie zamierzali tak tego zostawić. Co prawda trzeba było troszkę się odkryć, co skutkowało tym, że obrońcy tej drużyny dość często ścigali się z napastnikami rywali, jednak w większości przypadków wychodzili z tych batalii zwycięsko. Dobrze grał Janek Wójcik, ale tak naprawdę cały blok defensywny NieDzielnych wyglądał solidnie. Teraz trzeba było jeszcze pomyśleć o tym, by ukłuć coś z przodu. I to też się ostatecznie udało! Strzelcem gola był Michał Drosio i jak się później okazało – był to trafienie na wagę jednego oczka. I chociaż z perspektywy boiska ten wynik jest sprawiedliwy, to wcale nie musiało się tak skończyć, bo w końcówce spotkania jedni i drudzy grali jeszcze przez krótki moment w przewadze zawodnika, jednak żadnej ze stron nie udało się tych okoliczności wykorzystać. Rezultat 1:1 nikogo tutaj nie krzywdzi, zwłaszcza że należałoby zadać sobie pytanie, czy któraś z ekip zrobiła wyraźnie więcej aniżeli rywal w kontekście kompletu punktów. A ponieważ nie potrafimy na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć, to wydaje się, że „dobrze się stało, jak się stało”.

Reklama