Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Rywalizację w 12 lidze zaczęliśmy od hitu tego poziomu rozgrywkowego czyli pojedynku niepokonanego w tym sezonie Essing Gorillaz z bijącymi się o awans Lisami Bez Polisy. Obie drużyny zaczęły dość spokojnie, niejako badając się wzajemnie i obserwując przez pierwsze minuty na co stać przeciwnika. Pierwszego gola zobaczyliśmy w 7 minucie. Piłka po przebitce pomiędzy dwoma zawodnikami trafiła pod nogi Olka Florczuka, ten ruszył parę metrów wzdłuż linii i mocnym uderzeniem skierował piłkę w samo okienko bramki. 1:0 dla Gorylków, ale trzeba oddać, że to Lisy wcześniej miały lepsze sytuacje do strzelenia gola, a dla gospodarzy był to właściwie pierwszy celny strzał na bramkę. Taki wynik utrzymywał się przez kolejne 10 minut. Golkiperzy obu zespołów właściwie nie mieli zbyt wiele pracy w tym okresie. Dopiero niezawodny Filip Wolski strzałem zza pola karnego podwyższył prowadzenie swojej drużyny, a tuż przed przerwą rezultat na 3:0 ustalił wcześniej wspomniany Florczuk. Nie miało się jednak wrażenia, że Essing Gorillaz zdominował rywala w pierwszej części tak, jak wskazywałby na to wynik, natomiast był zdecydowanie skuteczniejszy w swoich poczynaniach. Po zmianie stron Lisy szybko zdobyły swoją pierwszą bramkę – Damian Borkowski przejął piłkę na połowie rywala i sfinalizował swoją akcję golem. Wśród gości mogła odżyć nadzieja na to, że są w stanie powalczyć o korzystny rezultat, ale rzeczywistość okazała się inna, bo do siatki trafiali już tylko rywale. Gospodarze najpierw wykorzystali grę w przewadze, podwyższając na 4:1, następnie Filip Wolski trafił na 5:1, a wynik meczu tuż przed ostatnim gwizdkiem ustalił Staszek Mazur. W drużynie Lisów można wyróżnić ofensywny duet Damian Borkowski – Marcin Doch. Na lidera nie znaleźli skutecznego sposobu, natomiast wydaje się, że w rundzie rewanżowej Lisy będą mieli z gry tego duetu sporo korzyści. Dla Gorylków ten mecz był jak kolejny dzień w biurze. Wyszli na boisko i zrobili to, co do nich należało, wygrali bez większych problemów i umocnili się na pierwszym miejscu w tabeli.
Ciekawe widowisko stworzyły w niedzielny poranek ekipy Bagstaru Wszedło i Warsaw Wilanów. W rundzie jesiennej ekipa Rafała Jagóry borykała się z kontuzjami i niemal wszystkie mecze w roli bramkarza wcielał się zawodnik z pola, co na pewno nie pomagało w walce o punkty. Dodatkowo pojawiło się sporo kontuzji i nie zawsze gospodarze mieli możliwość, by wystawić optymalny skład. Po przebytym urazie wrócił przede wszystkim golkiper Cezary Szczepanek, co musiało cieszyć całą drużynę i dawało nadzieję na walkę o utrzymanie w lidze. Goście na jesieni mieli znakomitą formę i z nadziejami na podtrzymanie tej tendencji przystępowali do rywalizacji. Pierwsza połowa to dominacja Bagstaru. W ataku szalał Filip Pacholczak strzelając w pierwszym okresie trzy bramki a w bramce cuda wyprawiał Cezary Szczepanek, kapitulując tylko po strzale Karola Kowalskiego. Gdy tuż przed przerwą na tablicy wyników mieliśmy rezultat 4:1 wydawało się, że gospodarze mogą realnie myśleć o punktach w tym meczu. Goście jednak zdołali strzelić gola na 4:2 co dawało nadzieję na odrobienie strat w drugich 25 minutach. Po zmianie stron uaktywnił się Kuba Świtalski, którego gole i asysty dały szybkie wyrównanie. Przy stanie 4:4 Bagstar Wszedło ponownie potrafił zaskoczyć defensywę rywali, lecz wówczas gracze z Wilanowa włączyli wyższy bieg i najpierw wyrównali a w końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Trzy punkty pojechały do Wilanowa, jednak gospodarze pokazali, że w rundzie rewanżowej mają zamiar powalczyć nie tylko o utrzymanie, ale i możliwość startu w Pucharze Ligi Fanów.
Mecz o wyjście lub pozostanie w strefie spadkowej rozegrał się pomiędzy Ajaksem Warszawa, a NieDzielnymi. Spotkanie to poprzedziła minuta ciszy, ku pamięci zmarłego przedwcześnie Łukasza Ostrowskiego – zawodnika NieDzielnych. W tej rywalizacji długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Strzelecki impas dopiero w 12 minucie przerwał Adam Bogusz – warto tu zaznaczyć, że przy tej bramce asystował Bartek Kopacz, który popisał się przytomnym, prostopadłym podaniem do swojego kolegi z drużyny. To właśnie gospodarze w pierwszej części groźniej atakowali, choć nie przekładało się to na kolejne trafienia. Gdy wydawało się więc, że na przerwę obie drużyny zejdą przy skromnym, jednobramowym prowadzeniu Ajaksu, doszło do niecodziennej sytuacji. Gospodarze w samej końcówce premierowych 25 minut wykonywali rzut rożny, po którym… piłkę do własnej siatki skierował bramkarz NieDzielnych, przez co rywale podwoili swój stan posiadania. Chwilę po zmianie stron nic nie wskazywało na to, że w tym meczu będziemy mieli jeszcze jakiekolwiek emocje, bo Ajaks wyszedł na prowadzenie 3:0. Sygnał do odrabiania strat dał Marcin Aksamitowski, który był autorem pierwszej bramki dla swojego zespołu, po tym jak wyłuskał piłkę przed polem karnym oponenta. Stosunkowo szybko opowiedział Bartek Kopacz, znów wyprowadzając Ajaks na trzybramowe prowadzenie, ale to NieDzielni wrzucili w tym momencie wyższy bieg. W przeciągu 5 minut zdobyli 3 bramki, a bardzo dobry okres zaliczył wtedy Michał Drosio. Najpierw trafił z rzutu wolnego na 4:2, a potem doprowadził do remisu po świetnej indywidualnej akcji na skrzydle. Niestety dla gości, nie potrafili oni dowieźć tego remisu do końcowego gwizdka. Po raz kolejny w zespole Ajaksu błysnął Bartek Kopacz, niewątpliwie bohater tego spotkania w ekipie gospodarzy. W całym meczu zaliczył asystę i trzy gole, w tym ten dający jakże ważne zwycięstwo. NieDzielni mogą mieć niedosyt po tej rywalizacji, ale patrząc po grze można być umiarkowanym optymistą przed zbliżającą się rundą rewanżową.
Było to bezpośrednie starcie o podium i spodziewaliśmy się wyrównanego meczu, szczególnie, że obu drużynom nie brakuje zarówno waleczności, jak i twardego charakteru. Obydwie ekipy nie zawiodły oczekiwań i do ostatniej minuty był to wyjątkowo zacięty pojedynek. Już w 2 minucie WEiTI wyszło na prowadzenie – po akcji Szymona Auguścika piłkę do siatki zapakował Antek Kwietniewski. Shitable długo dłużne nie pozostało i już trzy minuty później był remis, a pięknym strzałem głową popisał się Maksym Marchenko. Na 2:1 trafił Jakub Kałuski, ale dosłownie akcję później znów był remis i ponownie do protokołu wpisał się Maksym Marchenko. Po chwili Jakub Kałuski wszedł w rolę asystenta, a na prowadzenie swój zespół wyprowadził Filip Krajewski. W 19 minucie potężnym strzałem z dystansu popisał się Ivan Kirianov, a zrykoszetowana piłka wpadła do bramki. Tym razem inicjatywa przeszła na stronę gości i Shitable objęło prowadzenie, a Vladislav Yavdonka pokazał, że podobnie jak Ivan Kirianov również umie huknąć z dystansu. Z przewagi Shitable nacieszyło się raptem minutę, bo z rzutu wolnego trafił Filip Krajewski i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:4. Po wznowieniu gry goście przypuścili skuteczny atak i ponownie byli o bramkę z przodu po trafieniu Fedira Ivanchenki, ale WEiTI błyskawicznie zabrało się do odrabiania strat i w 31 minucie ponownie był remis, a swoje drugie oczko zaliczył Jakub Kałuski. Stawka spotkania zaczęła udzielać się obu drużynom i niestety atmosfera zgęstniała. Na placu gry zrobiło się nerwowo i nie zabrakło brzydkich fauli i wzajemnych złośliwości. W 34 minucie gospodarze wyszli na prowadzenie po golu Antka Kwietniewskiego, a w 38 minucie sędzia ukarał zawodnika gości żółtym kartonikiem. Rzut wolny celnym strzałem na gola zamienił Filip Krajewski. Po tym golu na boisku już niemalże wrzało i sędzia musiał uspokajać zawodników obu drużyn. Niestety jeden z rezerwowych Shitable nie wytrzymał presji i ostatecznie został przez sędziego ukarany czerwienią. Ostudziło to nieco zawodników drużyny przyjezdnej i kiedy w 46 minucie gola zainkasował Maksym Marchenko, Shitable stanęło przed szansą dogonienia wyniku. Niestety otrzeźwienie przyszło za późno i zwyczajnie zabrakło czasu, a gospodarze szczęśliwie dowieźli wynik 7:6 do końca. Warto wspomnieć o tym, że mimo przykrej atmosfery w czasie meczu ostatecznie wygrała postawa fair-play i po ostatnim gwizdku zawodnicy obu drużyn przybyli piątki i pogratulowali sobie rywalizacji na dobrym poziomie.
W zaległym spotkaniu 8 kolejki Ligi Fanów drużyna AFC Niezamocni podejmowała Sportano Football Club. Faworytem tego meczu była ekipa gości, która jesienią spisywała się zdecydowanie lepiej, dzięki czemu uplasowała się w środku tabeli 12 ligi. Gospodarze z zaledwie 4 punktami liczyli na korzystny wynik, jednak już początek pokazał, że będzie to bardzo trudne zadanie. Sportano od pierwszej minuty przeważało i szybko wyszło na prowadzenie. W ataku brylował Filip Motyczyński, który zaledwie w kilka minut zdobył dwie bramki. Trochę optymizmu w drużynie Niezamocnych wprowadził Arkadiusz Okurowski, który wykorzystał błędy obrony i po 10 minutach mieliśmy 1:2. Goście kontynuowali świetną grę w ataku i z każdą kolejną minutą jeszcze bardziej powiększali przewagę. W 13 minucie pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Marcin Pierzynowski i mieliśmy 1:3. Przewaga Sportano Football Club rosła, w grze gospodarzy brakowało polotu a słaby początek ewidentnie wpływał negatywnie na motywację całego zespołu. W grze Niezamocnych brakowało zrozumienia, a częste błędy i straty były od razu wykorzystywane przez napastników gości. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 2:6 i tylko najwięksi optymiści liczyli na odrodzenie gospodarzy. Druga odsłona rozpoczęła się ponownie od szybkiej bramki faworytów, którzy całkowicie przejęli kontrolę na boisku. W kolejnych minutach drużyna Filipa Motyczyńskiego i spółki zdobywała następne bramki, czym zniechęcała swoich rywali do odważniejszej gry. W tej odsłonie wysoką skutecznością popisał się Łukasz Rysz, który strzelił 3 bramki. Sportano w drugiej połowie dokłada w sumie pięć trafień i ostatecznie wygrywa całe spotkanie 2:11. Był to mecz bez większych emocji, gdzie zwycięzcę poznaliśmy już w pierwszej odsłonie spotkania. Dzięki wygranej goście wskakują na 3 pozycję w tabeli, a ekipa gospodarzy pozostaje czerwoną latarnią 12 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)