Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 12 Liga
Pierwszym meczem 12 ligi był pojedynek Lisów bez Polisy ze Sportano Football Club. Spotkanie to zaczęło się od mocnego uderzenia Sportano, które świetnie wykorzystało większość nadarzających się okazji, przez co już po 8 minutach prowadziło 0:3! Świetnym ruchem okazało się ściągnięcie na ten mecz Łukasza Rysza, bo to właśnie ten zawodnik miał udział przy wszystkich trzech golach. Na domiar złego dla gospodarzy, zaliczyli oni jeszcze trafienie samobójcze, przez co strata powiększyła się o jeszcze jedną bramkę. Co prawda Lisom udaje się nieco podgonić wynik, dzięki czemu na przerwę schodzili przy stanie 2:4, jednak nadal lepsze wrażenie robili zawodnicy Sportano. Ich taktyka na ten mecz, biorąc pod uwagę, że grali bez zmian i bez nominalnego bramkarza, sprawdziła się w 100%. W obronie pozostawało zawsze trzech zawodników, a za działania ofensywne w głównej mierze odpowiadał duet Filip Motyczyński – Łukasz Rysz, z którym spore problemy miała defensywa przeciwników. Druga połowa zaczęła się dla gości równie udanie co pierwsza i Sportano podwyższyło prowadzenie do stanu 2:6. Lisy starały się odpowiadać głownie za sprawą Damiana Borkowskiego, ale jakoś nie mogły znaleźć właściwego rytmu i to raczej oponent nadawał ton tej rywalizacji. Lisy zbliżyły się co prawda do stanu 5:7, ale to była już niemal końcówka meczu, a na dodatek w ostatniej akcji to Sportano ustaliło rezultat na 5:8, choć wynik mógłby być znacznie wyższy. Wiele okazji miał zwłaszcza Łukasz Rysz, który mógłby zakończyć te zawody ze znacznie większą liczbą bramek. Lisy zagrały chyba najsłabszy mecz w tej rundzie, jakby początek spotkania kompletnie ich zaskoczył, przez co nie byli w stanie skutecznie przeciwstawić się rywalowi. Sportano natomiast zupełnie nie wyglądało na drużynę ze strefy spadkowej i jeżeli ich gra utrzyma się na takim poziomie, to jeszcze parę punktów tej jesieni na pewno zdobędą.
Teoretycznie, patrząc przed meczem w tabelę, zapowiadało się bardzo wyrównane spotkanie. Obie drużyny zajmowały miejsca w dolnej części tabeli, więc wiedzieliśmy, że to starcie będzie miało ogromne znaczenie. Spodziewaliśmy się walki przez pełne 50 minut, ale rzeczywistość okazała się trochę inna. Gospodarze w tym spotkaniu od początku mieli drobne problemy z konstruowaniem skutecznych akcji. Goście stawili się w bardzo szerokim składzie i już w pierwszej połowie wyszli na prowadzenie 4:1. W drugiej połowie gospodarze zmienili trochę sposób gry, ale nic to nie dało, a ostatnie 10 minut, to już powolne rozbijanie nadziei Bagstaru na jakikolwiek dobry rezultat. Fenomenalne spotkanie zaliczył Bartek Kopacz, który ustrzelił 5 bramek i dodał do swojego dorobku 3 asysty. Podobne znaczenie dla wyniku miał Ksawery Kehl, który skompletował hat-tricka i dołożył asystę. Musimy przyznać, że spotkanie miało swoje tempo, ale niestety głównie po stronie Ajaksu. Bagstar nie zaprezentował się na miarę swoich możliwości, które mają nieprzeciętne. Dobry mecz zaliczył jedynie Filip Pacholczak, który ustrzelił dublet i zadbał o honor gospodarzy. Mimo kiepskiego rezultatu uważamy, że Bagstar jeszcze nie raz nam udowodni swój potencjał. Ajaksowi należy pogratulować i życzyć kolejnych sukcesów w następnych spotkaniach.
Absolutnym hitem w 12-stej Lidze Fanów było starcie lidera i aspirującego do pierwszego miejsca zespołu. Mowa oczywiście o Essing Gorillaz, którzy mieli bardzo dużą motywację, aby obronić zajmowaną przez siebie pozycję, lecz aspiracji zespołowi z Wilanowa nie można było odmówić. Ku zaskoczeniu, dość szybko inicjatywę w tym spotkaniu przejęli młodzi zawodnicy gospodarzy, którzy szybkim tempem swoich akcji i finezją w rozgrywaniu raz po raz groźnie atakowali bramkę strzeżoną przez Maćka Dobrowolskiego. Bramkarzowi gości trzeba także oddać, że spisywał się świetnie i w dużej mierze brak goli w pierwszej połowie był jego zasługą. Był jednak bezradny przy trafieniu, które po indywidualnej akcji zdobył przebojowy Filip Wolski. Gracze gości też mieli swoje sytuacje i to takie 100%, jednak zabrakło odrobinę dokładności przy wykończeniu i ostatecznie w pierwszej połowie nie było więcej goli. Po zmianie stron "Goryle" nie zwalniały tempa, czego owocem była trafienie na 2:0 autorstwa Filipa Wolskiego, który wykorzystał podanie Rafała Foty, popędził przez środek boiska i strzałem w krótki róg pokonał golkipera rywali. Wspomniany wcześniej Rafał Fota miał także udział przy bramce na 3:0, a konkretnie to właśnie on wpisał się na listę strzelców, nie marnując dobrego podania od... Filipa Wolskiego. Filip był naprawdę świetny w tym meczu i graczom z Wilanowa ciężko było znaleźć na niego receptę. Na szczęście znaleźli oni sposób na przełamanie strzeleckiego impasu, gdy po podaniu z rzutu rożnego Karola Kowalskiego pięknym strzałem "rogalem" w okienko popisał się Michał Supłat. Gospodarze nie pozwolili jednak gościom rozwinąć skrzydeł i przypieczętowali swoje zwycięstwo golem na 4:1 w ostatniej minucie, gdzie z dobrego podania Mikołaja Płatka skorzystał Staszek Mazur. Zasłużony i zdecydowany triumf Essing Gorillaz umocnił ich na pozycji lidera, powiększając przewagę nad FC Warsaw Wilanów do pięciu punktów.
Jak na to, że ten mecz miał być raczej jednostronnym widowiskiem, to dostaliśmy tutaj spektakl dużo ciekawszy, niż mogliśmy oczekiwać. Shitable w teorii mieli się dość łatwo rozprawić z NieDzielnymi II, a zamiast tego do ostatnich sekund musieli drżeć o końcowy wynik. Prawda jest jednak taka, że od samego początku ta potyczka nie układała się po ich myśli. Co prawda Ivan Kirianov i spółka mieli przewagę w posiadaniu piłki, lecz rywale byli dobrze skonsolidowani w defensywie, a do tego skuteczni z przodu i to oni zdobyli pierwszego gola. Emocje w premierowej odsłonie rozkręciły się na dobre w finałowych fragmentach. Shitable doprowadziło do remisu, ale potem ładnym strzałem popisał się Janek Wójcik i było 1:2. To nie był jednak ostatni gol w tej odsłonie, bo po błędzie bramkarza NieDzelnych, łatwe trafienie zanotował Maksym Marchenko. Kto wie, czy ten gol nie wpłynął negatywnie na morale ekipy w żółtych strojach, bo dosłownie chwilę po tym, jak zawodnicy wrócili z krótkiego odpoczynku, Shitable wyszło na prowadzenie. Błyskawicznie zrobiło się 4:2 i chyba wszyscy mieliśmy w głowie scenariusz, w którym drogi jednego i drugiego zespołu zaczynają się rozjeżdżać. W pewnym momencie było już nawet 6:3 i nie widzieliśmy tutaj opcji na coś spektakularnego. Ale pomyliliśmy się! NieDzielni powoli, acz skutecznie zaczęli minimalizować przewagę. 6:4, potem gol Artura Jaszczaka po świetnym rajdzie Michała Drosio i jest 6:5, aż wreszcie na listę strzelców wpisuje się Bartosz Kujawiński i doświadczyliśmy sensacyjnego remisu 6:6! Gracze Shitable chyba wreszcie zrozumieli, że to nie są żarty i chociaż czas ich naglił, to byli w stanie wrócić na swój poziom. Najpierw bramkę zanotował Yevheni Kovnat, a całość zamknął Ivan Kirianov i tym sposobem ten strzelecki festiwal zakończył się przy stanie 8:6. Na pewno chwała NieDzielnym II za dobry mecz, walkę do końca, bo tutaj niewiele zabrakło do niespodzianki. I nie można umniejszać ich dobrego występu ospałością rywali lub jakimkolwiek innym czynnikiem. Co prawda do pełni sukcesu trochę zabrakło, jednak po takim spotkaniu jest zdecydowanie więcej plusów niż minusów. Z kolei gracze Shitable muszą o tym meczu dość szybko zapomnieć. Grali zrywami, mieli trochę szczęścia, no i też nie wypada wypuścić z rąk trzybramkowej przewagi. Jeśli wiec chcą coś ugrać w 12.lidze, to muszą wejść na dużo wyższy poziom, bo to co starczyło na NieDzielnych II, na ekipy z górnej części tabeli może się okazać niewystarczające.
Niezamocni, którzy są w trakcie poszukiwania formy, zajmują niechlubną, ostatnią pozycję w ligowej tabeli. Gospodarze są znacznie wyżej i szybko potwierdzili swoją obecność na boisku, bo już minutę po pierwszym gwizdku w protokole meczowym z bramką zameldował się Antek Kwietniewski. Zdobyty gol dodał faworytom pewności siebie, dzięki czemu z każdą kolejną minutą śmielej angażowali się w ofensywę. Niezamocni cofnęli się do obrony, licząc na pomyłkę rywala i stworzenie realnego zagrożenia po kontrataku. Jak się okazało w 10 minucie, ich taktyka okazała się skuteczna i udało się im doprowadzić do remisu, dzięki bramce zdobytej przez Arkadiusza Okurowskiego. WEiTI United mimo stary gola wciąż napierali, wyglądali przy tym na spokojnych i mających wszystko pod kontrolą. Niezwykle dynamiczny Antek Kwietniewski szarżował z futbolówką, tworząc problemy w defensywie gości, a jeśli do tego dodamy Jakuba Kałuskiego, który potrafi wykonać świetne kluczowe podanie to mamy równanie, z którego muszą padać bramki. Dominacja WEiTI powiększała się wraz z wynikiem, ale AFC Niezamocni nawet przy stanie 1:8 nie spuścili głowy w dół i w ostatnich minutach Łukasz Syrek zdobył dla nich drugą bramkę. Ostatecznie mecz zakończył się zgodnie z oczekiwaniami. Gracze WEiTI zwyciężyli, utrzymując swoje miejsce w ligowej tabeli. Natomiast Niezamocni nadal nie zaznali smaku zwycięstwa w tym sezonie i muszą wziąć się w garść, aby przełamać pechową passę. Ich nadzieje skupią się na pewno teraz na nadchodzącym spotkaniu z sąsiadującym w tabeli BAGSTAR Wszedło, w którym mogą zrobić pierwszy krok do odmiany swojego losu w 12. lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)