Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 6 Liga
W upalne popołudnie na Arenie AWF, na sektorze B, odbył się mecz pomiędzy Green Lantern a Tylko Zwycięstwo. Latarnie walczą o utrzymanie, natomiast goście o mistrzostwo – mają zaledwie punkt straty do Furduncio Brasil.
Od początku spotkanie nie układało się dla gospodarzy najlepiej. Już po kilku minutach stracili dwie bramki, zostali zepchnięci na własną połowę i zmuszeni do obrony. Ich największy atut – Mikołaj Wysocki w bramce – długo nie miał okazji, by zabłysnąć. W końcu Green Lantern wrócili jednak do gry. Po dobrze rozegranej akcji zdobyli bramkę kontaktową, co dało im chwilowy zastrzyk energii. Niestety, tuż przed przerwą znów musieli wyciągać piłkę z siatki – do szatni schodzili przy stanie 1:3.
W drugiej połowie dalej błyszczał duet Walo–Jałkowski, którzy wymieniali się bramkami i asystami. Widać było u Łukasza ogromną motywację – zależało mu na punktach do klasyfikacji indywidualnej. W pewnym momencie zaczęło się to jednak mścić. Green Lantern wykorzystali moment rozluźnienia i zbliżyli się do wyniku 4:6.
Niestety dla gospodarzy – to był koniec zrywu. Kolejna bramka dla Tylko Zwycięstwo całkowicie podcięła im skrzydła. Do końca meczu bramki strzelali już tylko goście, którzy ostatecznie wypunktowali rywali 9:4 i w pełni zasłużenie sięgnęli po trzy punkty. Triumfatorzy wciąż są w grze o tytuł, a przegrani są już - niestety - pewni relegacji.
OldBoys Derby mieli prosty plan na 17. kolejkę – zdobyć trzy punkty i włączyć się do walki o miejsce premiowane grą w Pucharze Ligi Superbet. Patrząc na tabelę, gdzie FC Popalone Styki zajmowali ostatnią pozycję z zaledwie sześcioma punktami, sprawa wydawała się formalnością. Tyle teoria – praktyka miała jednak kilka zwrotów.
Wynik szybko otworzył Jakub Targowski i już po tej pierwszej akcji było widać, że gospodarze dobrze się ustawiają i grają bez kompleksów. Efektem była kolejna groźna akcja – po rozegraniu od tyłu piłka trafiła do Julii Błażejowskiej, która kąśliwym strzałem próbowała zaskoczyć Michała Piątkowskiego. Piłka otarła się o słupek od zewnętrznej strony. Chwilę później doskonałą okazję miał Michał Majdecki, ale znów słupek stanął na drodze do gola.
Wyrównujące trafienie Miłosza Suchty nie ostudziło ofensywnych zapędów gospodarzy. Kolejne mocne uderzenie z dystansu ponownie zatrzymało się na słupku, ale najprzytomniej w polu karnym zachował się Targowski i Popalone Styki znów wyszli na prowadzenie. ODB po raz drugi doprowadzili do wyrównania, lecz wtedy ponownie błysnął duet Targowski–Błażejowska. Kuba pociągnął lewą stroną, dograł do Julii, a ta precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę zdobyła trzeciego gola dla gospodarzy. Chwilę później Błażejowska odwdzięczyła się asystą, a Targowski podwyższył na 4:2.
Oldboysi wzięli się za odrabianie strat. Dwa kolejne gole i asysta autorstwa MVP spotkania, Miłosza Suchty, całkowicie odwróciły losy meczu. Na szczególną uwagę zasługuje jego indywidualna akcja między trzema rywalami, zakończona bramką dającą dwubramkowe prowadzenie. Goście konsekwentnie budowali przewagę i nie wypuścili jej już z rąk.
Popalone Styki zagrali naprawdę solidny mecz, ale zabrakło im sił w końcówce. OldBoys Derby wykorzystali to z zimną krwią i dzięki wygranej wskoczyli na piąte miejsce w tabeli. Ostatnia kolejka zapowiada się wyjątkowo ciekawie.
To był pojedynek ekip o zupełnie różnym poziomie zaangażowania. Z jednej strony Furduncio – zespół, który stawił się w solidnym składzie i jeszcze przed pierwszym gwizdkiem przeprowadził profesjonalną rozgrzewkę. Z drugiej – Warsaw Gunners, którym, delikatnie mówiąc, posypał się skład. Drużyna, która w poprzednich sezonach walczyła o najwyższe cele, tym razem była jedynie cieniem samej siebie.
Sytuacja na boisku szybko to potwierdziła – po zaledwie 15 minutach gospodarze prowadzili 3:0. Już w 2. minucie wynik otworzył wyjątkowo aktywny tego dnia Gomez Aliyu. W 5. minucie Gunners dostali prezent w postaci rzutu karnego, ale Adam Czerwiński popisał się refleksem i obronił strzał Arkadiusza Trwogi. Chwilę później padł gol samobójczy, a w 15. minucie Aliyu ponownie trafił do siatki. Gospodarze mogli jeszcze bardziej podwyższyć wynik – kuriozalna sytuacja miała miejsce, gdy oblegając bramkę Krzysztofa Siwka oddali aż pięć strzałów z rzędu, z czego jeden odbił się od słupka, a inny… od obu słupków. Gola wtedy nie było, ale Brazylijczycy pokazali, że są głodni gry i kolejnych trafień. Do przerwy dołożyli jeszcze dwa gole – oba autorstwa Lucasa Monteiro – i przy wyniku 5:0 mecz był praktycznie rozstrzygnięty.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. W 28. minucie Ismilay Maya dośrodkował z prawego skrzydła, a Marcos Lima głową wpakował piłkę do siatki. Tempo meczu może nie było zawrotne, ale toczył się on w twardej, męskiej walce – fauli było sporo, choć wynikały one raczej z walki o piłkę niż z brutalności. Sędzia sięgnął po żółtą kartkę tylko raz – w samej końcówce.
Furduncio było tego dnia lepsze pod każdym względem, a Adam Czerwiński, dzięki swoim interwencjom, zachował czyste konto. Brazylijczycy utrzymali fotel lidera i już tylko zwycięstwo nad Virtualnym Ń dzieli ich od złotych medali.
Spotkanie pomiędzy Na2Nóżkę a After Wola miało dość jednostronny przebieg, choć nie brakowało emocji i kilku efektownych akcji. Gospodarze stawili się na mecz w mocno okrojonym składzie, co już na starcie postawiło ich w trudnej sytuacji. After Wola natomiast przyjechało w pełni zmobilizowane – mimo że mają już zagwarantowane miejsce na podium, wciąż walczą o mistrzostwo ligi.
Od pierwszych minut goście narzucili swoje tempo i szybko zaczęli budować przewagę. Już po kilku akcjach prowadzili 0:4, a ich szeroka ławka rezerwowych okazała się kluczowa, szczególnie w upalnych warunkach. Gospodarze odpowiedzieli jedynie jednym trafieniem w pierwszej połowie i do przerwy przegrywali 1:5.
Po zmianie stron zmęczenie przegrywających było coraz bardziej widoczne. Goście bezlitośnie to wykorzystywali, systematycznie punktując rywali. Kapitalne zawody rozegrał Patryk Abbassi, który zakończył mecz z dorobkiem pięciu bramek i dwóch asyst, będąc prawdziwym motorem napędowym ofensywy After Wola. Na uwagę zasłużył też Adrian Giska – jego potężne uderzenia robiły wrażenie i siały popłoch w szeregach defensywy gospodarzy.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:14. Na otarcie łez gospodarze mogli cieszyć się z hat-tricka Wiktora Sląza, który mimo trudnych warunków walczył do samego końca. After Wola dzięki temu zwycięstwu wciąż pozostaje w grze o mistrzowski tytuł.
Przed meczami 17. kolejki zespół Virtualne Ń zajmował ósme, czyli spadkowe miejsce w 6. lidze. W niedzielny wieczór zmierzył się z sąsiadem z tabeli – Inferno Team II. Zaledwie jeden punkt różnicy między drużynami, z jednej strony walka o utrzymanie, z drugiej szansa na dogonienie upragnionego piątego miejsca – wszystko to zapowiadało solidną dawkę emocji na boisku AWF-u. Przynajmniej tak wskazywała tabela, ale jak wiemy – boisko rządzi się swoimi prawami.
Od samego początku mecz toczył się pod dyktando gości. Już w 4. minucie Artur Cioth zdecydował się na strzał z dystansu. Uderzenie nie było może szczególnie mocne, ale zasłonięty bramkarz nie zdołał skutecznie zareagować. Cztery minuty później najlepszy tego dnia Tymek Sabadasz precyzyjnie obsłużył Bartka Kowalewskiego, a kolejny gol padł... również po czterech minutach.
Inferno działało z zegarmistrzowską precyzją – trzy gole w równych odstępach, a wynik 0:8 do przerwy nie pozostawiał złudzeń co do losów spotkania.
W drugiej połowie goście nieco odpuścili, ale gospodarze zdołali odpowiedzieć tylko czterema trafieniami. Porażka ta praktycznie przypieczętowała spadek Virtualne Ń, natomiast piłkarze Inferno Team II częściowo zrealizowali swój plan – relegacja im nie grozi i nadal są w grze o miejsce premiowane grą w Pucharze Ligi Superbet.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)