Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 6 Liga
Lider 6 ligi After Wola podejmował ekipę Warsaw Gunners, która plasowała się przed rozpoczęciem tej kolejki na 4 miejscu. Spotkanie z pewnością zapowiadało się ciekawie, gdyż sytuacja w górnej części tabeli jest bardzo interesująca. Początkowo oba zespoły pilnowały, aby nie stracić bramki, z tego też powodu na pierwszego gola przyszło nam nieco poczekać. Strzelanie rozpoczęli zawodnicy z dzielnicy Wola, a dokładnie Patryk Abbassi, który wykorzystał fatalny w skutkach błąd obrony gości. Od tego momentu gospodarze przejęli inicjatywę i z każdą kolejną minutą konstruowali groźne akcje pod bramką Gunnersów. Goście starali się odgryzać rywalom szybkimi kontrami, jednak świetnie w tym meczu dysponowany Daniel Guba przecinał wszystkie podania kierowane w pole karne. To co nie udawało się gościom, po raz kolejny udało się zawodnikom After Wola. Ponownie w roli egzekutora wystąpił Abbassi i mieliśmy 2:0. Jeszcze przed przerwą Patryk skompletował klasycznego hat-tricka i wyprowadził swój zespół na trzybramkowe prowadzenie. Po zmianie stron do odrabiania strat przystąpili goście, którzy zdecydowanie poprawili grę w obronie i starali się atakować większą ilością graczy. Niestety ich częste ataki kończyły się brakiem dokładności, a gdy wszystko wychodziło, świetnie w bramce spisywał się Jakub Cygan. W końcówce zawodnicy Warsaw Gunners wykonywali rzut wolny, do piłki podszedł Jan Jabłoński, mocny strzał napastnika gości trafił jeszcze pod nogi Patryka Kluka, a ten zmieniając tor lotu piłki zaskoczył bramkarza i zdobył bramkę na 3:1. Finałowe fragmenty były bardzo nerwowe, zawodnicy często dopuszczali się fauli, żeby za wszelką cenę przerwać akcję rywali. Ostatecznie wynik już się nie zmienił, After Wola po bardzo dobrej pierwszej połowie i mądrze rozegranej drugiej pokonuje w meczu o sześć punktów Warsaw Gunners FC.
Zajmujący pozycje w strefie spadkowej Green Lantern podejmował ekipę Furduncio Brasil. Spotkanie już od pierwszych minut przyniosło wiele emocji. Zdecydowanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy stawili się na AWFie w całkiem solidnym zestawieniu. Strzelanie rozpoczął Patryk Podgórski, który wykorzystał świetne podanie Adriana Rzepeckiego. Po upływie kilku minut ten sam duet zamienił się miejscami i mieliśmy 2:0. Zawodnicy z Brazylii przebudzili się dopiero pod koniec pierwszej połowy. Wtedy to po składnej akcji całej drużyny bramkę zdobył Hugo Chiaradia i tym akcentem zakończyliśmy premierową odsłonę. Po zmianie stron spotkanie nabrało zdecydowanie na jakości, po krótkiej przerwie oba zespoły grały bardziej zmotywowane i za wszelką cenę starały się osiągnąć korzystny rezultat. Mecz się zaostrzał i sędzia zmuszony był coraz częściej używać gwizdka. Furduncio szybko odrobiło straty i po zaledwie kilku minutach najpierw doprowadziło do remisu, by po chwili - po bramce Luciano - prowadzić. Podłamany zespół braci Wysockich kilka minut później stracił czwartą bramkę i sytuacja na boisku z perspektywy gospodarzy robiła się coraz trudniejsza. Kolejne fragmenty przyniosły nam prawdziwy zastrzyk emocji. Green Lantern rzucił się do odrabiania strat i w raptem 4 minuty doprowadził do wyrównania. Po dwóch miękkich, ale jednak faulach w polu karnym, sędzia zmuszony był użyć gwizdka. Oba karne wykorzystał świetnie dysponowany tego dnia Tomasz Ciurzyński. Zawodnicy z Brazylii głośno protestowali i w dość wulgarny sposób podważali decyzję sędziego, za co ostatecznie zostali ukarani czerwoną oraz żółtą kartką. Do końca meczu pozostawało trochę czasu, goście grali dwóch zawodników mniej, a na tablicy wyników było 4:4. Chyba nikt ze zgromadzonych kibiców nie spodziewał się, że Furduncio Brasil utrzyma ten wynik do końca. Nic bardziej mylnego. Canarinhos dzielnie się bronili, a w ostatnich minutach wyprowadzili zabójczą kontrę, którą wykończył Gomez Aliyu i ku zdumieniu wszystkich mieliśmy 4:5. Załamany takim obrotem sprawy zespół gospodarzy starał się jeszcze zmienić wynik, jednak wysiłki spełzły na niczym. Ostatecznie po dramatycznym meczu i szalonej końcówce Furduncio Brasil pokonuje Green Lantern. Szkoda tylko, że w końcówce meczu mieliśmy wiele negatywnych emocji, które przyćmiły te dobre, piłkarskie widowisko.
Mimo niskiej pozycji w tabeli, FC Popalone Styki nie są dla nikogo łatwym przeciwnikiem. Chłopaki potrafią wyrwać rywalom punkty z gardła, jak to miało np. miejsce przeciwko Oldboys Derby. Zdarzają się też remisy, a gdy już przegrywają, to zwykle minimalnie. Ale teraz czekało ich bardzo duże wyzwanie, bo Na2Nóżkę to ekipa z absolutnego topu. W dodatku Styki nie miały optymalnego zestawienia i według wstępnego rozeznania, tutaj musiałoby się złożyć wiele sprzyjających czynników, żeby Popalone wygrały, lub choćby zremisowały. No ale nic takiego nie nastąpiło. Początek był jeszcze wyrównany, ale potem do głosu doszli faworyci. Na 1:0 gola zdobył Maciej Samoraj, który dobił strzał Kacpra Bery, a dosłownie w następnej akcji było już 2:0, co musiało wpłynąć na morale Styków. Nawet Krzysiek Grabowski nie był tak aktywny jak zawsze, przeczuwając, że jego okrzyki na niewiele mogą się zdać. Gracze Na2Nóżkę robili dalej swoje, do przerwy prowadzili 4:0 i nie było żadnej możliwości, że wypuszczą to spotkanie z rąk. Tutaj trudno było nawet kogoś wyróżnić, bo wszyscy grali na solidnym poziomie. W drugiej połowie wynik robił się coraz większy i w pewnym momencie przyjął postać dwucyfrówki. Faworyci punktowali przeciwników jak chcieli i już dawno przestaliśmy się zastanawiać, czy tutaj wygrają, ale jak wysoko. Ich celem, a konkretnie ich bramkarza Aleksandra Sordyla, było również zachowanie czystego konta. I w sumie to była jedyna rzecz, która tego wieczora nie wyszła zwycięzcom, bo chwila dekoncentracji kosztowała ich trafienie Rafała Cygana. Niewiele to jednak zmieniło w ogólnym obrazie i ta jednostronna potyczka zakończyła się wynikiem 11:1. Mecz bez historii, który dla Na2Nóżkę okazał się spacerkiem. Chłopaki pozostają tym samym w czołówce 6.ligi i nadal są w grze o miano mistrzów jesieni. Popalone pogrążają się z kolei w marazmie i był to bez wątpienia ich najgorszy mecz w tegorocznej kampanii. Oby ostatni, zwłaszcza jeśli mają nadzieję, by przerwy zimowej w rozgrywkach nie spędzić w zagrożonej strefie.
Virtualne N I Oldboys Derby to sąsiedzi w ligowej tabeli. Obydwie drużyny miały na pewno inne cele w tym sezonie, ale jak na razie liczba zdobytych punktów, plasuje ich w drugiej części tabeli. Od początku w mecz lepiej weszli goście, którzy pierwszą bramkę zdobyli strzałem z rzutu wolnego. Kolejne minuty to koncertowa gra tego zespołu i po kwadransie wynik brzmiał już 5:0. Po tym okresie spotkanie się wyrównało i coraz śmielej zaczęli atakować gospodarze. Efekt przyszedł dopiero w ostatniej minucie pierwszej połowy, co ustaliło rezultat tej części na 1:5. Przez dziesięć minut drugiej połowy wynik nie uległ zmianie a najlepszą sytuację na podwyższenie prowadzenia mieli goście, lecz piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Chwilę potem drużyna z osiedla Derby dopięła swego i ponownie odskoczyła rywalom na pięć bramek różnicy. W ostatnim fragmencie meczu przegrywający zdołali dwukrotnie pokonać bramkarza oponentów, ale to tylko przypudrował rezultat. Ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem Oldboys Derby 6:3, co umożliwiło przeskoczenie w tabeli niedzielnych rywali. Po tej porażce Virtualni mają już tylko punkt przewag nad strefą spadkową i ich sytuacja robi się coraz trudniejsza.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)