reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Kolejny mecz o mistrzostwo w 6. lidze – i kolejny z gatunku tych decydujących. After Wola, po triumfie nad Tylko Zwycięstwo sprzed tygodnia, liczyła na kolejne trzy punkty, tym razem w starciu z ekipą Brazylijczyków. Gospodarze przygotowali się nie tylko sportowo – tuż przed meczem zgromadzili się licznie wraz z kibicami, planując małą fetę z grillem po końcowym gwizdku.

Od pierwszych minut czuć było, że to spotkanie o wysoką stawkę. Obie drużyny chciały zaznaczyć swoją przewagę, przez co nie brakowało ostrych starć i fauli – sędzia musiał często sięgać po gwizdek. Po jednym z przewinień Marcos Lima obejrzał żółtą kartkę, a After Wola zyskała przewagę jednego zawodnika. Paradoksalnie... to właśnie wtedy straciła dwa gole, wpadając w spore tarapaty.

Gospodarze świetnie organizowali się w defensywie, a napastnicy z Woli mieli ogromne problemy, by przebić się pod bramkę Adama Czerwińskiego. Tymczasem Furduncio dostało rzut wolny, do piłki podszedł Bruno Pessoa i kapitalnym strzałem podwyższył prowadzenie na 3:0. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty, ale tuż przed przerwą sygnał do walki dał Kacper Włodarczyk, zdobywając bramkę i dając After Woli nadzieję na powrót do gry.

Po zmianie stron goście starali się odwrócić losy spotkania. Mieli swoje okazje, jednak tego dnia wyraźnie brakowało skuteczności. Brazylijczycy grali mądrze, utrzymywali korzystny wynik, a w końcówce dorzucili jeszcze jedno trafienie, ustalając wynik meczu na 4:1.

Zwycięstwo sprawiło, że to Furduncio wskakuje na pozycję lidera przed kolejnym spotkaniem. After Wola spada na trzecie miejsce i by liczyć się w walce o złoto, musi nie tylko wygrywać wszystko do końca, ale też na potknięcia rywali w ostatnich kolejkach.

2
14:00

W 16. kolejce 6. ligi doszło do niezwykle emocjonującego pojedynku pomiędzy Inferno II Team a FC Popalone Styki. Choć gospodarze uchodzili za faworytów, rywale postawili im twarde warunki – a ich gra w pierwszej połowie zaskoczyła niejednego kibica.

Mecz dobrze rozpoczął się dla Inferno II, którzy szybko objęli prowadzenie 1:0. Ale Popalone Styki nie zamierzały się cofnąć – najpierw wyrównały, a potem wyszły na prowadzenie. Gospodarze zdołali jeszcze przed przerwą doprowadzić do remisu 2:2, ale wynik z pewnością nie satysfakcjonował trenera Inferno.

Po zmianie stron goście znów zaskoczyli – dwie szybkie bramki i nagle było 2:4. Inferno znalazło się pod ścianą, a widmo sensacji wisiało w powietrzu. I właśnie wtedy na scenę wkroczył Artur Cioth – zawodnik, który całkowicie odmienił losy meczu. Szybki, zwrotny, z głową do gry – najpierw trafił na 3:4, a chwilę później dał drużynie prowadzenie 5:4. Hat-trick, który nie tylko odwrócił wynik, ale też złamał ducha rywali. Popalone Styki nie potrafiły już odpowiedzieć, a gospodarze dorzucili jeszcze dwa gole, ustalając wynik na 7:4.

To był mecz, który pokazał nie tylko ofensywną siłę Inferno II, ale przede wszystkim charakter i determinację – bez których taka remontada nie byłaby możliwa. Artur Cioth został bezdyskusyjnym bohaterem kolejki i jednym z kluczowych graczy końcówki sezonu.

3
14:00

Runda wiosenna nie układa się po myśli Na2Nóżkę. Czwarta drużyna ligi podejmowała zespół Tylko Zwycięstwo, który walczy o najwyższy stopień podium. Mecz od pierwszych minut był bardzo zacięty – obie drużyny przystąpiły do rywalizacji z dużymi nadziejami i pełnym zaangażowaniem.

Przy wysokiej temperaturze to gospodarze, dysponując szerszą ławką rezerwowych, teoretycznie mieli więcej atutów. Ale to goście już w 3. minucie objęli prowadzenie, z miejsca ustawiając sobie mecz. Obie ekipy grały ofensywnie, regularnie stwarzając sobie dogodne okazje strzeleckie, ale dopóki Tylko Zwycięstwo nie podwyższyło prowadzenia, Na2Nóżkę trzymał w grze Maciek Miękina – prawdziwa zapora w bramce gości. W 12. minucie gospodarze w końcu znaleźli na niego sposób i zmniejszyli stratę do jednego gola. Radość nie trwała jednak długo – goście błyskawicznie odpowiedzieli, odzyskując dwubramkowe prowadzenie. Mimo dalszych prób z obu stron, wynik 1:3 utrzymał się do przerwy.

Druga połowa wyglądała niemal identycznie – szybkie tempo, wymiany ciosów i ofensywna gra z obu stron. To jednak Na2Nóżkę częściej dochodziło do czystych sytuacji, ale tam znów pojawiał się Miękina – w znakomitej formie, broniący wszystko, co mógł. Jedynego gola w tej części gry zdobyli gospodarze – minutę przed końcowym gwizdkiem, po żółtej kartce dla rywali, Olek Kubicki świetnie wykorzystał rzut wolny, dając nadzieję na remis. Niestety, pogoń zaczęła się zbyt późno.

Tylko Zwycięstwo dowiozło zwycięstwo do końca i dzięki temu awansowało na drugie miejsce w tabeli. Na2Nóżkę natomiast, przez porażkę, wypada z gry o podium i musi teraz skupić się na walce o utrzymanie pozycji premiowanej udziałem w Pucharze Ligi Fanów.

4
20:00

Warsaw Gunners w tej rundzie zdecydowanie grają poniżej oczekiwań, ale do meczu z Virtualnymi przystępowali z nadzieją na przełamanie słabszej passy. Goście natomiast walczą o utrzymanie i trzeba przyznać – w ostatnich tygodniach imponują formą.

Tradycyjnie w ekipie Marka Giełczewskiego kluczową rolę odegrał Szymon Kolasa, ale cała drużyna pokazała walkę, zaangażowanie i determinację, by utrzymać się w lidze. Początek spotkania ułożył się idealnie dla Virtualnych – dwa szybkie trafienia i Gunnersi od samego początku musieli gonić wynik. Gospodarzom udało się zdobyć gola kontaktowego, ale chwilę później – kolejna strata, błąd w kryciu i rywale znów podwyższyli. Mimo to Gunners nie poddali się i cierpliwie budowali ataki. Gdy strzelili bramkę na 2:3, pojawiła się realna nadzieja na punkty. Niestety, niemal w ostatnich sekundach pierwszej połowy Virtualni ponownie odskoczyli – i do przerwy było 2:4. Wynik wciąż był otwarty, ale druga połowa szybko zweryfikowała ambicje obu ekip.

Po wznowieniu gry przez chwilę rezultat utrzymywał się blisko remisu, jednak z czasem gra Gunnersów się posypała. Virtualni natomiast złapali rytm i weszli na wyższy poziom skuteczności, który nie pozostawił żadnych złudzeń. Szymon Kolasa znów był wszędzie – strzelał, asystował, dyrygował tempem gry. Pokazał, dlaczego jest niekwestionowanym liderem swojego zespołu. Virtualni zasłużenie wygrali aż 9:3 i wciąż liczą się w grze o medale.

Warsaw Gunners natomiast pozostają z rozczarowującym bilansem na wiosnę – i nic nie wskazuje na to, by w dwóch ostatnich kolejkach miało się to zmienić.

5
21:00

To było prawdziwe piłkarskie widowisko – o godzinie 21:00 Green Lantern i Oldboys Derby zafundowali kibicom pojedynek pełen zwrotów akcji. Przez cały mecz oglądaliśmy grę cios za cios. Goście aż trzykrotnie wychodzili na prowadzenie (0:1, 1:2, 4:5), by w końcówce sami gonić wynik. Green Lantern, jak to mają w zwyczaju, zagrali swoim charakterystycznym stylem – wykorzystując Mikołaja Wysockiego bardziej jako dodatkowego zawodnika w polu niż klasycznego bramkarza. To dawało wiele emocji po obu stronach – klasyczny przykład broni obosiecznej.

Pierwsza połowa należała do Oldboysów. Spustoszenie siał duet Jacek Pryjomski – Grzegorz Zaleski, ale dzięki ofiarnej grze defensywy Green Lantern udało się ograniczyć straty do dwóch bramek. Z drugiej strony Michał Piątkowski świetnie bronił w bramce gości, skapitulował tylko raz – po dobitce z najbliższej odległości. Do przerwy mieliśmy skromne 1:2.

Druga połowa to już prawdziwa eksplozja – aż 11 bramek i mecz, który przypominał emocjonalny rollercoaster. Co kilka minut padał gol, a drużyny wymieniały się ciosami. Po każdej bramce niemal natychmiast przychodziła odpowiedź.

Kulminacja nadeszła w ostatnich trzech minutach, kiedy przy stanie 5:5 oglądaliśmy aż cztery trafienia! Najpierw dwa razy trafili zawodnicy Green Lantern, wydawało się, że mecz mają już pod kontrolą. Ale Oldboys Derby pokazali, że nie z takimi sytuacjami sobie radzili. Najpierw Grzegorz Zaleski zdobył kontaktowego gola na 7:6, a chwilę później gospodarze – mając rzut rożny – popełnili kluczowy błąd. Przechwyt Miłosza Suchty i lob nad wysuniętym z bramki Wysockim dał gościom upragniony remis – 7:7!

Gospodarze zeszli z boiska z ogromnym niedosytem. W ostatniej minucie stracili koncentrację i mocno skomplikowali swoją sytuację w walce o utrzymanie. Zielone Latarnie muszą teraz wygrać oba pozostałe mecze i liczyć na bardzo korzystne wyniki w innych spotkaniach. Nawet 20 punktów na koniec sezonu może nie wystarczyć – szczególnie przy słabym bilansie bezpośrednich meczów z drużynami walczącymi o miejsca 5–9.

Paradoksalnie jedyny korzystny dwumecz mają właśnie z Oldboys Derby – ale ci są już niemal pewni utrzymania i mogą nawet zgarnąć miejsce premiowane udziałem w Pucharze Ligi Fanów. W przyszłym tygodniu zagrają z Popalonymi Stykami, którzy są już zdegradowani – a przy słabej formie Warsaw Gunners, 5. miejsce wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Reklama