Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 6 Liga
W ostatniej kolejce 6. ligi decydowały się losy mistrzostwa. Furduncio Brasil potrzebowało zwycięstwa, by móc świętować tytuł – i jak zapowiadano, licznie stawili się na obiekcie AWF-u. Virtualni nie mieli już szans na utrzymanie, ale chcieli zakończyć sezon w dobrym stylu, przystępując do meczu z zamiarem sprawienia niespodzianki.
Początek spotkania należał do gości, których ataki z każdą minutą stawały się coraz groźniejsze. Jurek Modzelewski miał sporo pracy, ale długo skutecznie bronił dostępu do swojej bramki. Dopiero po stałym fragmencie gry Bruno Martins wyprowadził Brazylijczyków na prowadzenie. Chwilę później było już 0:2, a gospodarze musieli ruszyć w pogoń. Ekipa Marka Giełczewskiego miała problemy z wyprowadzaniem piłki – przeciwnicy skutecznie stosowali pressing, a dodatkowo Szymon Kolasa, kluczowy zawodnik Virtualnych, był dobrze kryty i nie miał miejsca, by rozwinąć skrzydła. Przewaga Furduncio była wyraźna, co przełożyło się na kolejne dwa gole. Do przerwy było 0:4, a nic nie wskazywało na to, że może dojść do zwrotu akcji.
Po zmianie stron szybko zdobyta bramka na 0:5 wydawała się definitywnie zamykać temat. Jednak niespodziewany zryw Virtualnych i dwa trafienia w ciągu zaledwie dwóch minut dały gospodarzom nadzieję. Chwilę później skutecznie wykonany rzut karny przez drużynę Marka Giełczewskiego oznaczał wynik 3:5 i lekką konsternację w szeregach Furduncio. Niestety dla gospodarzy – kolejne zdarzenie pokrzyżowało ich plany: Michał Burakowski obejrzał drugą żółtą kartkę, co dało Furduncio grę w przewadze. Co więcej, dobrze spisujący się w defensywie zawodnik gospodarzy nie mógł już wrócić na boisko, co było znaczącym osłabieniem. Zespół z Brazylii dołożył jeszcze jedno trafienie i kontrolował mecz aż do ostatniego gwizdka.
Po zakończeniu spotkania wybuchła prawdziwa feta – żółte race, śpiewy i taniec Canarinhos rozbrzmiewały na stadionie AWF-u jeszcze długo po zakończeniu meczu. Furduncio Brasil zasłużenie sięgnęło po mistrzostwo 6. ligi!
Choć mecz zapowiadał się jako starcie drużyn z dwóch krańców tabeli, na boisku różnicy niemal nie było widać. Popalone Styki postawiły faworyzowanemu Tylko Zwycięstwo bardzo trudne warunki, a gospodarze zapewnili sobie wygraną dopiero w końcówce spotkania.
Początek był piorunujący – już w pierwszej akcji meczu Łukasz Walo wykorzystał zawahanie bramkarza rywali i głową otworzył wynik. Jednak odpowiedź gości przyszła błyskawicznie – chwilę później nieporozumienie w defensywie TZu wykorzystał Konrad Dzięciołowski, wyrównując na 1:1. Popalone Styki od początku grały odważnie, bez respektu dla przeciwnika, i w 6. minucie zmarnowały doskonałą okazję na objęcie prowadzenia. Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła – najpierw Walo zdobył drugiego gola, a chwilę później na listę strzelców wpisał się Mateusz Walczak. Gospodarze przejęli inicjatywę, a w 17. minucie Szymon Jałkowski podwyższył wynik na 4:1. Wydawało się, że mecz może być rozstrzygnięty, ale Styki nie złożyły broni. Tuż przed przerwą Filip Targowski wykorzystał zamieszanie pod bramką TZu i strzelił gola kontaktowego.
Po zmianie stron goście przeszli do ofensywy i już w 27. minucie przeprowadzili dwie świetne akcje – najpierw dwójkowe rozegranie Dzięciołowski–Cygan zakończyło się bramką, a chwilę później Kornel Popow, po podaniu Dzięciołowskiego, doprowadził do remisu 4:4. Emocje sięgnęły zenitu. Obie strony miały swoje szanse, jednak długo żadna nie potrafiła przechylić szali na swoją stronę – gospodarzy raz uratował słupek, a później świetną interwencją popisał się ich bramkarz Andrzej Morawski. W 37. minucie gospodarze obili bramkę, ale dopiero Łukasz Walo – tego dnia w znakomitej formie – przełamał impas i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 5:4. Gra zrobiła się nerwowa, nie zabrakło fauli i słownych spięć, jednak obie drużyny szybko wróciły do sportowej rywalizacji.
Styki jeszcze próbowały naciskać, ale szczęście im nie sprzyjało. W 47. minucie Walo skompletował hat-tricka, czym podciął skrzydła ambitnym gościom. W końcówce Tylko Zwycięstwo dołożyło jeszcze dwa trafienia, pieczętując zwycięstwo 8:4 i zapewniając sobie drugie miejsce na koniec sezonu.
O godzinie 19:00 na sektorze B areny AWF-u naprzeciw siebie stanęły drużyny Warsaw Gunners FC oraz Green Lantern. Gospodarze przystępowali do meczu z 7. miejsca w tabeli, natomiast ich rywale – zajmujący 9. pozycję – byli już pewni spadku do niższej ligi, niezależnie od wyniku.
Początek meczu był dość wyrównany, a obie ekipy prezentowały podobny poziom. Z czasem minimalną przewagę zaczęli zyskiwać zawodnicy Green Lantern. Spotkanie toczyło się w dobrym tempie – gra była szybka, a akcje przemyślane, co z pewnością mogło się podobać kibicom. Choć w pierwszej połowie padły tylko dwa gole – oba na korzyść Green Lantern – to był to dopiero wstęp do znacznie bardziej emocjonującej drugiej odsłony.
Po przerwie mecz zdecydowanie nabrał rumieńców. Gunners poprawili swoją grę i ruszyli do ataku, próbując odrobić straty. Mimo ich zaangażowania nie udało się jednak zatrzymać najlepiej dysponowanych tego dnia graczy Green Lantern – Sebastiana Bartczuka i Tomasza Ciużyńskiego – którzy poprowadzili swój zespół do zwycięstwa 8:5.
Obie drużyny zostawiły na boisku dużo serca, tworząc bardzo efektowne widowisko. Ostatecznie, mimo wygranej, Green Lantern żegna się z ligą i spada poziom niżej. Warsaw Gunners, mimo porażki, kończą sezon na 7. miejscu i zachowują ligowy byt. Ale jasnym jest, że ten sezon skończył się bardzo daleko od ich oczekiwań.
Inferno Team II, podejmując w ostatniej kolejce ekipę Na2Nóżkę, zapewniło sobie bezpieczne miejsce w ligowej tabeli. Rywale, gdyby nie spadek formy w ostatnich meczach, mogli realnie powalczyć o trzecie miejsce, jednak tym razem musieli obejść się smakiem.
Już od samego początku oba zespoły grały na wysokiej intensywności – dużo dynamiki, mnóstwo podań po ziemi, walka o pozycję i niezliczone próby zdobycia bramki. Bramkarze mieli pełne ręce roboty! Wynik otworzyli goście, wykorzystując błąd golkipera. Kolejne minuty to kontynuacja obranej taktyki – ataki dużą liczbą zawodników, efektowne popisy techniczne i m.in. piękna indywidualna akcja Kubickiego, zakończona golem. Po pierwszej połowie goście prowadzili 1:3 i zasłużenie schodzili do szatni z przewagą.
Po zmianie stron mecz jeszcze bardziej nabrał tempa, choć w końcówce warunki atmosferyczne znacząco utrudniły grę. Ostatnie dziesięć minut to istna ściana deszczu – zrobiło się ciemno, wiał wiatr, jakby to miał być ostatni mecz w życiu! Kibice skryci pod kapturami i parasolami nie przestawali jednak dopingować swoich bliskich w walce o ligowe punkty.
Na wyróżnienie w szeregach gospodarzy zasłużyli m.in. Artur Cioth oraz Tymek Sabadasz – prawdziwe utrapienie dla rywali w środku pola. W ekipie Na2Nóżkę świetny występ zaliczył bramkarz Olek Sordyl, który zanotował co najmniej osiem skutecznych interwencji i znacząco przyczynił się do końcowego sukcesu swojego zespołu. Oprócz niego błysnęli także Sebastian Rogulski, autor dwóch bramek, oraz Maciej Samoraj, który zanotował dwie asysty.
Ostatecznie górą byli goście, którzy zwyciężyli 4:5 i zakończyli sezon kompletem punktów. Gospodarzom zabrakło przede wszystkim skuteczności w wykończeniu – sytuacji nie brakowało, ale zabrakło kropki nad „i”.
Spotkanie trzeciej drużyny ligi z ekipą ze środka tabeli było jednym z ciekawszych meczów minionego weekendu. After Wola, która wciąż miała szansę – choć niewielką – na drugie miejsce (przy potknięciu TZ) i mogła powalczyć o nagrody indywidualne, podejmowała Oldboysów, którzy z pewnością liczyli na lepszy sezon.
Pierwsza połowa to zdecydowana dominacja gospodarzy. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli znów wspomnimy nazwisko Patryka Abbassiego – był absolutnym liderem swojej drużyny, zdobywając aż 7 bramek i dokładając asystę. Tego dnia był po prostu nie do zatrzymania.
Druga połowa była już zupełnie innym widowiskiem – Oldboysi pokazali charakter i za swoją ambitną postawę zostali nagrodzeni pięcioma trafieniami. Choć przewaga After Woli była bezpieczna, to goście do samego końca walczyli o każdy centymetr boiska. Oczywiście, Abbassi nadal trafiał, utrzymując komfortowe prowadzenie swojego zespołu. Końcowy wynik 12:6 dobrze oddaje przebieg meczu – pierwsza połowa to pokaz siły gospodarzy, druga to wyrównana walka i zdecydowanie bardziej emocjonujące widowisko. I właśnie takich meczów chcemy oglądać więcej – pełnych walki, wyrównanych i z sercem zostawionym na boisku.
Dziękujemy obu drużynom za cały sezon – za zaangażowanie, charakter i sportowe podejście od pierwszej do ostatniej kolejki!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)