Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 6 Liga
Pełen emocji mecz mogliśmy oglądać na sektorze B, gdzie Inferno Team II podejmował FC Popalone Styki. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście, gdy Kamil Paszek skierował piłkę do siatki po precyzyjnym podaniu Rafała Cygana. Na odpowiedź gospodarzy nie musieliśmy długo czekać. Pięknym strzałem z wolnego, bramkarza Popalonych Styków, pokonał Jeremi Szymański, który wykorzystał błąd w ustawieniu muru. Niedługo potem na prowadzenie znów wyszli goście, którym jednak szybko po raz kolejny odpowiedziało Inferno. Do przerwy wynik brzmiał 3:3 i był on sprawiedliwy, ponieważ jedni i drudzy na bardzo równym poziomie. Druga połowa przyniosła nam co prawda mniej bramek, natomiast dużo więcej emocji. Tuż po przerwie piłkę do siatki przeciwników wpakował Marcel Winiarski z Inferno, dzięki któremu jego ekipa po raz pierwszy wyszła na prowadzenie. Popalone Styki nie powiedziały jednak ostatniego słowa i znowu mieliśmy remis, gdy indywidualną akcję wykończył Popow. Koniec meczu należał jednak do Inferno, którzy częściej byli w ataku, a owocem świetnej gry, była bramka Jeremiego Szymańskiego, który ustalił wynik spotkania na 5:4
Rywalizacja After Woli z Furduncio Brasil to jedna z tych, o której trzeba jak najszybciej zapomnieć. Szkoda, bo sportowo nie brakuje jakości po obydwu stronach, ale jak widać, z umiejętnościami piłkarskimi nie zawsze idzie w parze trzymanie nerwów na wodzy. No ale zacznijmy od początku. A był on dość nietypowy, bo gracze After Woli, mimo że jak nazwa wskazuje, daleko na boisko nie mają, to przyjechali początkowo w pięciu. Ale dzięki skutecznej obronie nie dali sobie nic wbić. Przewaga była po stronie Canarinhos, którzy jednak bili głową w mur, a na domiar złego stracili głupiego gola, po błędzie bramkarza, która dał się uprzedzić Patrykowi Abbassiemu po podaniu z autu Daniela Guby. Brazylijczykom udało się jednak odpowiedzieć za sprawą Bruno Pessoy i po 25 minutach zaciętej rywalizacji wynik brzmiał 1:1. W drugiej połowie atmosfera zaczęła się robić coraz gorsza. Sędzia co chwilę musiał interweniować i tłumaczyć coś jednym bądź drugim. W akompaniamencie tych mało przyjemnych okoliczności gola na 2:1 zanotował dla After Woli Kacper Łopuszyński. To zdeterminowało dalsze poczynania Furduncio. Tutaj trzeba było zaryzykować, w rozegraniu akcji zaczął pomagać Bruno Martins i właśnie on popełnił fatalny w skutkach błąd. Jego złe podanie przejął Patryk Abbassi i zrobiło się 3:1. Canarinhos próbowali wrócić do gry, mieli nawet przewagę zawodnika po wykluczeniu Pawła Fronczaka, ale lada moment zaczęła się szarpanina, po tym jak Bruno Martins chciał sam wymierzyć sprawiedliwość za faul, jakiego dopuścił się Kacper Łopuszyński. Cała reszta, to już historia. Mecz zakończył się przedwcześnie, posypią się kary i jedyne, co ciśnie nam się na usta, to po co? Dorośli ludzie i takie rzeczy…
Tylko Zwycięstwo zaliczyło świetny początek w nowym sezonie. Powrót do ekipy Andrzeja Morawskiego, jak również zakontraktowanie Łukasza Walo dało piorunujący efekt, w postaci 6 punktów w dwóch meczach. Tyle że potem przyszła „specjalność zakładu”, czyli problemy kadrowe. Spowodowały one dość bolesną porażkę z Furduncio, a w ostatnią niedzielę ze składem wcale nie było lepiej. Dość powiedzieć, że chłopaki zaczęli mecz w pięciu i tylko dzięki uprzejmości rywali, mecz odbywał się na równych zasadach, bo Na2Nóżkę zdecydowało się zdjąć jednego zawodnika z boiska. Potem dwóch graczy dojechało do składu TZ i tak naprawdę od tego momentu spotkanie rozpoczęło się na dobre. Tyle że nawet jeden rezerwowy nie wróżył nominalnym gościom najlepiej, bo rywalizowali z naprawdę dobrze wybieganym oponentem. No i to się potwierdziło – przeciwnicy objęli tutaj dwubramkowe prowadzenie i zdawali się być na dobrej drodze do zgarnięcia całej puli. Wtedy przebudził się jednak Andrzej Morawski, który zaliczył trafienie kontaktowe, a potem dojechał Łukasz Walo, więc jakaś nadzieja pojawiła się w obozie drużyny z Gocławia. Nie przełożyło się to jednak na kolejne efekty bramkowe. Co gorsze – Na2Nóżkę podwyższyło rezultat na 3:1, po pięknym trafieniu z rzutu wolnego Mateusza Rosłanowskiego. Tak naprawdę, to prowadzącym brakowało tutaj jeszcze jednego gola, by sprawę trzech punktów załatwić na dobre. Tę kwestię zamierzali rozstrzygnąć na początku drugiej połowy, lecz defensywę Tylko Zwycięstwo wcale nie jest tak łatwo złamać. W końcu udało się to za sprawą indywidualnej szarży Olka Kubickiego, który golem na 4:1 zamknął dywagację odnośnie zwycięzcy tej potyczki. Przegrywający odpowiedzieli na to trafienie dzięki Łukaszowi Walo, lecz na więcej nie było ich stać i przegrali 2:4. Z perspektywy szerokości składu jakim dysponowali, to nie był wcale taki zły wynik, natomiast w pełnym zestawieniu, tutaj można było pokusić się o coś więcej. Nie chcemy jednak niczego odbierać ekipie N2Nóżkę, zwłaszcza że dawno nie widzieliśmy ich na Arenie Grenady i kiedyś ten zespół kojarzył nam się głównie z jednym zawodnikiem. Był nim Wiktor Sląz. Teraz jest tutaj wielu fajnych graczy i każdy z nich może zrobić różnicę. To powoduje, że trzeba chłopaków poważnie rozpatrywać w kontekście walki o medale i domyślamy się, iż taki jest właśnie ich cel.
Spotkanie drużyny Green Lantern z Oldboys Derby mimo tego, że grały w nim ekipy z dołu tabeli, przyniosło dużo emocji. Mecz od samego początku był niesamowicie intensywny. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście, gdy mocnym strzałem piłkę do siatki wpakował Grzegorz Zaleski. Na odpowiedź gospodarzy nie musieliśmy długo czekać. Na listę strzelców w drużynie Green Lantern wpisał się Kuba Mendak, a chwilę później dołączył do niego kolega z zespołu, Bartek Getler. Koniec pierwszej połowy był równie interesujący, ponieważ mieliśmy powtórkę z rozrywki - znowu na prowadzenie wyszli Oldboye, a chwilę później więcej bramek na koncie mieli gospodarze, którym od razu odpowiedzieli goście. Wynik do przerwy - 4:4. Po przerwie ten schemat powtórzył się tylko raz. Po bramce Oldboyów na 5:6, Green Lantern odpowiedział trzeba bramkami, a swój duży udział miał w tym Damian Dobrowolski. Gracze z Osiedla Derby próbowali jeszcze złapać kontakt, natomiast prowadzenia już nie odzyskali, a Green Lantern wygrał ten mecz 9:8. Mimo porażki, należy pochwalić świetny występ Grzegorza Zaleskiego, który tego dnia miał udział przy 6 bramkach dla swojej ekipy.
Mieliśmy nadzieję na zacięty mecz pomiędzy coraz lepiej grającymi Warsaw Gunners FC i zawsze solidnymi Virtualnymi. Pierwszy raz w tym sezonie na placu pojawił się Szymon Kolasa, co miało dać gwarancję sukcesu ekipie gości. Jednak już pierwsze minuty pokazały, że gospodarze będą mieć tutaj więcej argumentów. Niemal z pierwszym gwizdkiem ekipa Arka Trwogi rzuciła się na rywala i team Marka Giełczewskiego zanim się zorientował, to już miał trzy bramki straty. Imponujący był pressing i doskok każdego zawodnika do przeciwnika, przez co rywale mieli problem, by konstruować swoje akcje. Praktycznie cała pierwsza połowa to dominacja gospodarzy i dopiero przy stanie 5:0 Virtualni potrafili strzelić bramkę. Dosłownie tuż przed przerwą Michał Płotnicki zagrał do Szymona Kolasy, a ten pokonał Marka Reszczyńskiego. Po zmianie stron gospodarze nadal dominowali i szybko podwyższyli swoje prowadzenie. Przy pewnym wyniku wkradło się trochę nonszalancji w defensywie, stąd rywale mogli strzelić trzy gole w drugiej odsłonie. Jednak wypracowana przewaga nie dawała złudzeń, kto w tym pojedynku był lepszy. Warsaw Gunners po kapitalnym meczu w swoim wykonaniu dopisują trzy punkty i wskakują na trzecie miejsce w tabeli. Virtualni po dwóch wysokich porażkach muszą się jak najszybciej otrząsnąć, bo rywale uciekają, a jesteśmy już niemal w połowie rundy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)