Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 1 Liga
W meczu 15. kolejki 1. Ligi Fanów obejrzeliśmy prawdziwy rollercoaster. Uragan pokonał Orły Maciejki 6:5, choć jeszcze do przerwy to zawodnicy Orłów byli zdecydowanie bliżej zwycięstwa, prowadząc 4:2 po bardzo skutecznej i dynamicznej pierwszej połowie.
Od początku spotkania Orły Maciejki narzuciły wysokie tempo i imponowały skutecznością w ofensywie. Drużyna świetnie wykorzystywała swoje sytuacje bramkowe, a szybkie akcje i dobra organizacja gry pozwoliły zbudować dwubramkową przewagę przed zejściem do szatni. Uragan miał problemy z zatrzymaniem rywali, mimo że sam również potrafił groźnie atakować.
Po przerwie obraz meczu zaczął się jednak stopniowo zmieniać. Kluczowym aspektem okazał się brak zmian w zespole Orłów Maciejki. Grający praktycznie bez możliwości rotacji zawodnicy zaczęli z każdą minutą tracić siły, co doskonale wykorzystał Uragan. Zespół przejął inicjatywę, częściej utrzymywał się przy piłce i coraz skuteczniej dochodził do sytuacji strzeleckich. Bohaterem Uraganu został Vladyslav Tkachenko, wybrany zawodnikiem meczu. Jego bramki oraz aktywność w ofensywie dały drużynie impuls do odrabiania strat. Ważne role odegrali także Bohdan Manuilov i Ivan Lazarets, którzy napędzali akcje ofensywne i dokładali cenne trafienia.
Orły Maciejki walczyły ambitnie do samego końca, a Rafał Polakowski i Samuel Czucher robili wszystko, by utrzymać korzystny rezultat. Ostatecznie jednak zmęczenie dało o sobie znać w końcówce, a Uragan wykorzystał swoją przewagę fizyczną i odwrócił losy spotkania, wygrywając 6:5 po jednym z najbardziej frapujących meczów tej kolejki.
W spotkaniu pomiędzy FC Kebavitą a drużyną FC Łowcy zdecydowanym faworytem byli goście, którzy pewnie zmierzają po awans. Choć Łowcy nie zagwarantowali sobie jeszcze matematycznie występów w Ekstraklasie, są już tego bardzo bliscy. Z powodu braku kluczowych zawodników, takich jak Karol Bienias, Norbert Jaszczak czy Kamil Kucharski, nawet najwięksi optymiści nie liczyli na sukces gospodarzy, którzy w tym sezonie zmagają się z własnymi problemami.
Niedzielne starcie rozpoczęło się zgodnie z przewidywaniami. To Łowcy dyktowali warunki gry i od pierwszego gwizdka kontrolowali przebieg spotkania. Głębia ich składu jest na tyle duża, że nawet tak istotne osłabienia nie przyprawiły trenera Mariusza Milewskiego o ból głowy. Strzelanie rozpoczął Patryk Dudziński, a na 2:0 podwyższył syn szkoleniowca - Igor Milewski. Kebavita próbowała odpowiadać kontratakami, jednak defensywa gości była tego dnia wyjątkowo szczelna. Do przerwy, po kolejnych trafieniach Patryka Dudzińskiego oraz Michała Knajdrowskiego, było już 5:0 dla Łowców.
Po zmianie stron goście tradycyjnie przeprowadzili roszadę w bramce, której w drugiej połowie strzegł Tomasz Warszawski. Obraz gry jednak się nie zmienił. Łowcy, prezentując szeroki wachlarz rozwiązań taktycznych oraz ogromną chęć zdobywania kolejnych bramek, systematycznie powiększali swoją przewagę. Dopiero przy wyniku 0:9 premierowe trafienie zanotowali podopieczni Buraka Cana. Po podaniu weterana Kebavity, Barisa Kazkondu, do siatki trafił Christian Nnamani. W ostatnich minutach gospodarze zdecydowali się na manewr z lotnym bramkarzem, co pozwoliło im stworzyć kilka składnych akcji. W samej końcówce oba zespoły dołożyły jeszcze po dwa trafienia i spotkanie ostatecznie zakończyło się rezultatem 11:3 dla FC Łowcy.
Goście dopisują do swojego konta niezwykle cenne trzy punkty i wykonują kolejny krok w stronę ekstraklasowej elity Ligi Fanów. Szansę na oficjalne przypieczętowanie awansu będą mieli już w najbliższą niedzielę.
Zawodnicy UEFA Mafia Ursynów w tej rundzie grają w kratkę – trzy zwycięstwa oraz dwie porażki sprawiają, że walka o medale praktycznie zakończyła się już dla nich. Z kolei AZS Nietoperze, mimo ciekawego składu personalnego, tylko raz schodzili z boiska z kompletem punktów i ich sytuacja w tabeli nie jest komfortowa.
Od początku mecz stał na bardzo wysokim poziomie. Obie drużyny mają w swoich składach indywidualności, co zwiastowało dużą liczbę sytuacji bramkowych. Strzelanie rozpoczęli goście, którzy dwukrotnie pokonali golkipera rywali. Chwilę później tym samym odpowiedzieli gospodarze, doprowadzając do remisu. Kolejne minuty to wymiana ciosów, z której o jedną bramkę lepsi okazali się gospodarze i na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 4:3.
W drugiej połowie pierwszą groźną sytuację stworzyli zawodnicy AZS-u, jednak piłka po ich strzale wylądowała na słupku. Pierwsza bramka w tej części spotkania padła po sprytnie rozegranym rzucie wolnym, dzięki czemu UEFA Mafia wyszła na dwubramkowe prowadzenie. W kolejnych minutach obie drużyny zanotowały po dwa trafienia i pięć minut przed końcem meczu mieliśmy wynik 7:5. Goście, goniąc wynik, musieli się otworzyć, co skrzętnie wykorzystali rywale, zdobywając w ostatnich minutach kolejne dwie bramki. Spotkanie zakończyło się wynikiem 9:5 dla UEFY, a na szczególną uwagę zasługuje świetny występ Szymona Balcerzaka, którego trzy bramki i dwie asysty znacząco pomogły drużynie w zdobyciu kompletu punktów.
AZS Nietoperze mimo niezłego meczu po raz kolejny schodzą z boiska bez zdobyczy punktowej...
Explo Team, mające wyraźne aspiracje do zakończenia sezonu w czołowej piątce, podejmowało KS Presley Gniazdowy, który desperacko potrzebuje punktów w walce o utrzymanie. Po ubiegłotygodniowej wysokiej porażce z Kebavitą goście przyjeżdżali bez większego rozpędu i szybko okazało się, że Explo również będzie dla nich bardzo trudnym wyzwaniem.
Pierwszą połowę otworzył Pudelek strzałem z dystansu, który przeleciał tuż obok nogi bramkarza i wpadł do siatki na 1:0. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem spokojnego rozgrywania - obie drużyny szanowały piłkę i nie szukały drogi na skróty. Tę równowagę przełamała żółta kartka dla zawodnika Presley, a grę w przewadze szybko wykorzystał Brzuchacz, doprowadzając do wyrównania. Jeszcze przed przerwą Jabłoński spod własnej bramki podciągnął akcję na połowę rywali i strzałem z dystansu dał Explo prowadzenie 2:1.
Po zmianie stron Dziewicki podwyższył wynik na 3:1 po rykoszecie od obrońcy. Wtedy jednak głos zabrał Presley. Skorupa przeprowadził fantastyczny rajd i zdobył gola kontaktowego. Na boisku zrobiło się nerwowo - pojawiły się ostre starcia, spięcia między zawodnikami i żółte kartki po obu stronach. Spokój ponownie przywrócił Skorupa, który podszedł do rzutu wolnego i świetnym uderzeniem doprowadził do remisu 3:3. Chwila euforii dla gości nie trwała jednak długo. Zapolski i Brzuchacz szybko ponownie wyprowadzili Explo na prowadzenie.
Gospodarze cierpliwie rozgrywali piłkę, a Presley próbował szukać swoich szans w kontratakach. Nadzieje gości ostatecznie pogrzebał niefortunny gol samobójczy Furtaka, a Górecki dorzucił jeszcze dwa trafienia w samej końcówce, wykorzystując wysokie ustawienie bramkarza rywali.
Końcowy wynik 8:3 daje Explo Team kolejne trzy punkty w walce o udział w Pucharze Fanów, a sytuacja Presleya w tabeli robi się coraz trudniejsza. Gości stać na zdecydowanie więcej, ale tego dnia ani forma, ani szczęście nie były po ich stronie.
Starcie na samym szczycie 1. Ligi zapowiadało się jako absolutny hit tej serii gier i jedno z najważniejszych spotkań całej rundy. Naprzeciw siebie stanęli bezpośredni pretendenci do mistrzowskiego tytułu -wicelider Sirius podejmował lidera, czyli Inferno Team. Stawka tego meczu była ogromna. Zwycięstwo gospodarzy pozwoliłoby im zbliżyć się do pierwszego miejsca na dystans zaledwie jednego punktu, z kolei wygrana gości oznaczała ucieczkę na bardzo bezpieczną przewagę. Spodziewaliśmy się bardzo wyrównanego spotkania stojącego na wysokim poziomie i śmiało można powiedzieć, że jak na realia szóstek był to poziom wręcz ekstraklasowy.
Dokładnie takie widowisko dostaliśmy - fantastyczne, niezwykle wyrównane i pełne jakości, w którym nikt nie odstawiał nogi, a obie drużyny pokazały się z kapitalnej strony. Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy ogromne zaangażowanie po obu stronach. Strzelanie już w 4. minucie rozpoczęli gracze Inferno Team, kiedy to Oskar Pyrzyna wykorzystał świetne dogranie Pawła Stanka. Radość lidera nie trwała jednak długo, bo zaledwie trzy minuty później do wyrównania doprowadził Vitali Haiduchyk po podaniu Yevheniia Androshchuka. Wymiana ciosów trwała w najlepsze. W 9. minucie Piotr Bartnicki ponownie wyprowadził gości na prowadzenie. Inferno cały czas napierało i podkręcało tempo, a zawodnicy Siriusa momentami musieli ratować się nieprzepisowymi zagraniami. Skończyło się to żółtą kartką dla Haiduchyka, który był zmuszony faulować, by zatrzymać rywali. Gospodarze jednak nie spuścili głów i jeszcze przed przerwą, w 19. minucie, Vadym Rossokhatyi ustalił wynik pierwszej połowy na 2:2.
Po zmianie stron obraz gry praktycznie się nie zmienił - to wciąż było starcie wagi ciężkiej, w którym obie drużyny szły cios za cios. W 34. minucie Sylwester Wielgat pięknym strzałem dał Inferno trzecie prowadzenie w tym meczu. I tym razem Sirius odpowiedział - pięć minut później Marsel Tamoyan wpakował piłkę do siatki na 3:3. Wtedy jednak ciężar gry na swoje barki wziął… bramkarz Inferno. Paweł Stanek podprowadził piłkę, zdecydował się na bezpośredni strzał i kapitalnym uderzeniem wyprowadził swój zespół na prowadzenie 4:3. Gospodarze rzucili wszystko na jedną szalę i próbując po raz czwarty odrobić straty, zdecydowali się na grę z lotnym bramkarzem. Zamiast wyrównania obejrzeliśmy jednak absolutne kuriozum. Przy wznowieniu gry z rzutu wolnego zawodnik Siriusa chciał wycofać piłkę do własnego bramkarza, ale ten nie znajdował się tam, gdzie spodziewał się jego partner. Przy próbie ratowania sytuacji zawodnik poślizgnął się i nie zdołał już dogonić piłki, która powoli wtoczyła się do siatki. Tak padł samobójczy gol Vovy Pidluzhnyiego w 46. minucie - murowany kandydat do „kalafiora sezonu”, szczególnie biorąc pod uwagę rangę spotkania i moment, w którym do tego doszło.
Mecz zakończył się ostatecznie wynikiem 5:3 dla Inferno Team. To zwycięstwo ma ogromne znaczenie - lider odskakuje w tabeli na siedem punktów i wykonuje gigantyczny krok w stronę mistrzostwa 1. Ligi. Co prawda złotych medali jeszcze oficjalnie nie mają, ale do końcowego triumfu brakuje im już naprawdę niewiele. Sirius mimo porażki pokazał ogromny charakter i bardzo wysoką jakość, udowadniając, że nie przez przypadek walczy o medale. Tego wieczoru musiał jednak uznać wyższość rozpędzonego lidera. Niewykluczone, że okazję do rewanżu obie drużyny będą miały już w przyszłym sezonie i to na boiskach Ekstraklasy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)