Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
KSB Warszawa podchodziło do meczu z Ukrainian Vikings z myślą o komplecie punktów, ale jak zawsze w tym sezonie goście nie zamierzali łatwo ustępować, tym bardziej że sami walczą o ligowy byt. Pierwsza połowa to 25 minut walki, podczas których zawodnicy bardziej skupiali się na defensywie niż na akcjach ofensywnych. Już na początku, po jednym z fauli, doszło do drobnych utarczek słownych, co sprawiło, że więcej było koncentracji na wzajemnych uszczypliwościach niż na samej grze.
Pierwsza połowa zapadnie w pamięć właściwie tylko z jednego powodu – sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy. Kiryl Seremenko pewnie wykorzystał „wapno” i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W końcówce tej odsłony Vikingowie przeprowadzili dwie groźne akcje, ale Cezary Wachnik zachował czujność między słupkami i nie dał się zaskoczyć.
W drugiej połowie obraz gry praktycznie się nie zmienił. Mieliśmy wrażenie, że KSB Warszawa chciało „przepchnąć” ten mecz, zdobywając trzy punkty, ale ich gra – delikatnie mówiąc – nie kleiła się. Ukrainian Vikings, widząc że rywal nie jest w najwyższej formie, próbowali swoich szans. Trzeba przyznać, że kilka razy byli blisko wyrównania, jednak Czarek Wachnik znów potwierdzał, dlaczego jest jednym z najlepszych bramkarzy ligi. Kilka naprawdę koncertowych interwencji uchroniło gospodarzy przed stratą gola.
Stare piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić – i tak było w tym meczu. KSB, po błędzie bramkarza Vikingów i odbiciu piłki na przedpole, zdobyło drugą bramkę, a wynik ustalił Szymon Puna. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:0, choć jakość widowiska nie była najwyższa. Miejmy nadzieję, że kolejne spotkania obu ekip będą znacznie bardziej atrakcyjne dla kibiców.
Mająca za sobą świetny początek rundy wiosennej Betterstyle Husaria Mokotów podejmowała grający w kratkę zespół Połczyn Brothers. Delikatnym faworytem wydawała się drużyna gości, ale to gospodarze z Mokotowa szybko objęli prowadzenie. Nie cieszyli się jednak z niego długo – przyjezdni błyskawicznie odpowiedzieli trafieniem.
Spotkanie obfitowało w bramki, a do stanu 4:3 dla Husarii oba zespoły wymieniały się ciosami jak najlepsi pięściarze wagi ciężkiej. Z czasem jednak Połczyn Brothers zaczęli coraz częściej przyjmować potężne uderzenia – gospodarze odskoczyli na 9:3 i takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa.
Po zmianie stron Dominik Talarek jeszcze podwyższył stan posiadania, a chwilę później Husaria prowadziła już 11:3, co praktycznie przesądziło losy spotkania. Goście ruszyli jeszcze do odrabiania strat, ale czasu było za mało, a i ekipa Tomka Hubnera nie zamierzała odpuszczać.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Jan Grzybowski, który robił wszystko, by potwierdzić, że jest jednym z najlepszych zawodników w Warszawie – zakończył mecz z dorobkiem 6 bramek i 2 asyst, co robi naprawdę duże wrażenie.
Husaria wygrała 17:8, zbliżając się do swoich rywali w tabeli. Ich szanse na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej może wciąż są niewielkie, ale z taką formą absolutnie nie można ich skreślać.
Znajdujący się w strefie spadkowej zespół Warsaw Bandziors podejmował walczącą o awans ekipę FC Implus UA. Mimo sporej różnicy w tabeli spotkanie zapowiadało się bardzo ciekawie, bo obie drużyny stawiły się w mocnych, solidnych składach. Już od pierwszych minut było widać, że czeka nas naprawdę dobre widowisko – szybka gra, polot, przygotowane schematy i wysoka intensywność.
Nieco lepiej w mecz weszli goście, którzy za sprawą Vladyslava Budza objęli prowadzenie. Warsaw Bandziors nie zamierzali jednak się poddawać – szybko przystąpili do ataku i wyrównali po trafieniu Krzysztofa Niedziółki. W dalszej części pierwszej połowy obserwowaliśmy wyrównany, zacięty pojedynek. Kiedy wydawało się, że drużyny zejdą do szatni przy remisie, pechowa interwencja Vadima Butenki zakończyła się golem samobójczym i do przerwy Implus prowadził 2:1.
Butenko szybko się jednak zrehabilitował po zmianie stron, trafiając na 2:2. Oba zespoły nadal grały na wysokim poziomie, starając się wykorzystać każdy błąd przeciwnika. W 32. minucie gospodarze po raz pierwszy w tym meczu objęli prowadzenie – Szymon Kołosowski popisał się potężnym strzałem, który dał Warsaw Bandziors prowadzenie 3:2. Radość nie trwała długo, bo już chwilę później wyrównał Dmytro Stetsiuk.
Spotkanie nabierało rumieńców – kolejne minuty przyniosły jeszcze po jednej bramce z obu stron i na tablicy widniał wynik 4:4. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, goście błyskawicznie rozegrali rzut z autu, a Roman Soltys wykorzystał moment dekoncentracji rywali, trafiając na 4:5. Warsaw Bandziors rzucili się do desperackich ataków, ale bramkarz Volodymyr Slobozheniuk nie dał się już pokonać. Implus dołożył jeszcze jedno trafienie w ostatnich sekundach, ustalając wynik meczu na 4:6.
Dla Warsaw Bandziors była to trzecia porażka z rzędu – mimo momentami bardzo dobrej gry gospodarze znów musieli obejść się smakiem. Goście natomiast dopisali kolejne trzy punkty, dzięki którym awansowali na trzecie miejsce w tabeli.
Tydzień temu Fair Partner odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej. Teraz, aby sięgnąć po kolejny triumf, musiał pokonać wyżej notowane w tabeli Lakoksy. Mecz od samego początku układał się po myśli gości, którzy już w 29. sekundzie objęli prowadzenie – jako pierwszy na listę strzelców wpisał się Mikołaj Zawadzki. Przez większość czasu gra toczyła się w środkowych strefach boiska, gdzie obie drużyny skrupulatnie budowały swoje akcje ofensywne. Jednak to Lakoksy zdecydowanie lepiej radziły sobie w polu karnym rywala. W 11. minucie, przy stanie 0:3, Fair Partner po raz pierwszy zdołało pokonać bramkarza oponentów, Bartka Czajkę. Ten gol dał gospodarzom nadzieję i aż do końcówki pierwszej połowy mecz był dość wyrównany. Ostatnie dwie minuty tej części spotkania należały jednak do Lakoksów, którzy ustalili wynik do przerwy na 1:5.
Po zmianie stron gospodarze szybko zdobyli drugiego gola, ale w ciągu kolejnych 10 minut stracili aż pięć bramek. Pewne prowadzenie gości pozwoliło im na lekkie rozluźnienie szyków, co próbowali wykorzystać zawodnicy Fair Partner. Jednak na każdą zdobywaną przez nich bramkę Lakoksy niemal natychmiast odpowiadały tym samym. Mimo ambitnej gry do samego końca Fair Partner musiało przełknąć gorycz wysokiej porażki 6:14, która zepchnęła ich do strefy spadkowej. Lakoksy utrzymały drugie miejsce i pozostają w walce o mistrzostwo 1. ligi.
Obfite w bramki, choć nieco mniej w piłkarskie emocje, widowisko zobaczyliśmy na zapleczu Ekstraklasy w starciu pomiędzy będącymi w gazie Łowcami, którzy pokonują wszystkich po kolei, a zespołem Rangers, dla którego wiosna jak dotąd układa się wyjątkowo nieudanie.
Spotkanie rozpoczęło się dość wyrównanie – obie drużyny potrafiły stworzyć groźne sytuacje pod bramką przeciwnika. Jako pierwsi na listę strzelców wpisali się jednak gospodarze – dwa trafienia zanotował Denys Blank. Rangers odpowiedzieli błyskawicznie – tuż po wznowieniu gry gola kontaktowego zdobył Marcin Cieślak, dając swojej drużynie chwilę nadziei.
Wtedy jednak Rangers, mówiąc obrazowo, „podrażnili lwa”, a tym lwem byli rozpędzeni Łowcy. Kolejne trafienia dołożył Blank, a wielkie strzelanie rozpoczął Vadym Ivanov, który w tym meczu imponował luzem i pomysłowością w polu karnym rywali. Ivanov zakończył spotkanie z sześcioma golami na koncie, zostając zdecydowanie najlepszym strzelcem spotkania. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 8:1, co zwiastowało dalszy pogrom po przerwie.
Trzeba jednak oddać ekipie Olafa Gontarka, że po bardzo słabej pierwszej połowie nie złożyli broni. W drugiej części spotkania Rangers zaczęli wykorzystywać swoje doświadczenie, cwaniactwo i znajomość boiskowych niuansów, co pozwoliło im zdobyć cztery bramki – głównie dzięki braciom Cieślak. Dawali sobie co chwilę impuls do walki, ale na odwrócenie losów spotkania nie było szans, zwłaszcza gdy na boisku obecny był Borys Ostapenko. Gwiazda Łowców i Otamanów zanotowała w tym meczu cztery asysty i – jak zgodnie podkreślali rywale – zasłużyła na miano MVP spotkania.
Ostatecznie Łowcy wygrali 13:5, pokazując swoją siłę i nie pozostawiając złudzeń. Rangers, mimo porażki, mogą być częściowo zadowoleni z drugiej połowy, ale ich sytuacja w tabeli robi się coraz trudniejsza. Niestety, trafili na dużo mocniejszego rywala z plejadą gwiazd, który tego dnia był po prostu lepszy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)