Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
Niezwykle otwarte i pełne bramek widowisko stworzyły ekipy Impulsu oraz Volkswagena. Od początku szybkie tempo było niezwykle widowiskowe, bo akcje błyskawicznie przenosiły się z jednej pod drugą bramkę. Lepiej zaczęli goście, którzy już w jednej z pierwszych akcji strzelili bramkę. Impuls momentalnie odpowiedział i co więcej - przy okazji kolejnej swojej sytuacji wyszedł na prowadzenie. Goście jednak włączyli wyższe obroty i lada moment mieliśmy zmianę prowadzenia. Od tego momentu Volkswagen dominował i odskoczył z wynikiem. Jedyna sytuacja, która nie wyszła dobrze gościom to rzut karny - pechowym strzelcem okazał się Maciej Wojciechowski. Do przerwy mieliśmy wynik 3:6 i nic nie zapowiadało, że obóz Oskara Zaksa może stracić kontrolę nad spotkanie. Impuls w przerwie mocno się mobilizował i wyszedł na drugą odsłonę w jednym celu - by odrobić straty. Po kilku minutach szybko strzelone dwie bramki dały nadzieję na dobry wynik. Jednak Volkswagen potrafił wrócić do swojej dobrej gry. W ataku brylowali Marcel Niesłuchowski i Oskar Zaks, nastręczając wiele problemów defensywie przeciwnika. Impuls stać było jednak na kolejny zryw. Niezwykle aktywny Roman Soltys napędzał akcje swojego zespołu i udało się zmniejszyć deficyt do dwóch trafień. W końcówce ekipa z Ukrainy miała kilka naprawdę dobrych okazji, lecz szwankowało wykończenie. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:9 i goście znacznie zmniejszyli dystans do czołówki tabeli. Impuls ponownie gubi punkty, co powoduje, że gospodarze mogą stracić miejsce na podium jeszcze w tej rundzie.
W niedzielny wieczór na AWF spotkały się ze sobą drużyny, które jeszcze przed startem ligi miały z pewnością zgoła odmienne oczekiwania od zastałej sytuacji w lidze. Znając ambicje Fair Partner oraz Husarii Mokotów to celowały w ligowe podium i awans do ekstraklasy. Rzeczywistość jest jednak taka, że podium - mówiąc po piłkarsku - odjechało, a i środek tabeli nie jest taki pewny. O tym, że morale obu ekip nie jest obecnie zbyt wysokie, niech świadczy fakt, iż oba teamy meldują się na meczu w sześciu, bez żadnej zmiany. Mimo tego, że nie było rezerwowych a pogoda wymagająca, to tempo pojedynku imponowało. Dobrze w bramce spisywali się zarówno Shtykhan, jak i Wierzbicki. Ten drugi jako pierwszy musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale Kashuba. Mimo straty gola Husaria cały czas nacierała i tworzyła sobie sytuacje strzeleckie. Jedną z nich wykorzystał Maśniak. Po zdobyciu bramki, obraz gry nie uległ zmianie. Cały czas częściej przy piłce byli zawodnicy Tomka Hubnera, ale to Fair Partner strzelało gole, konkretnie Bubentsov i Zaitsev. Do przerwy goście prowadzili 3:1. Druga odsłona była kopią pierwszej. Optyczna przewaga i więcej sytuacji podbramkowych po stronie gospodarzy oraz groźne kontry po stronie rywali. Tym razem jednak Husaria Mokotów była zdecydowanie skuteczniejsza w ataku oraz szczelniej grała w obronie, co przełożyło się na dwie strzelone bramki oraz żadnej straconej i końcowy wynik 3:3. Z perspektywy całego pojedynku rezultat jak najbardziej sprawiedliwy.
Drużyna Warsaw Rangers do spotkania z Lakoksami przystępowała z dwoma zwycięstwami z rzędu. Z drugiej strony nominalni goście mogli się pochwalić serią pięciu spotkań zakończonych kompletem punktów. Już od początkowych fragmentów sporo działo się na boisku a pierwsza akcja gospodarzy zakończyła się bramką. W kolejnych minutach obydwie drużyny starały się pokonać golkipera rywali, a bardziej konkretni byli goście, którzy w ciągu minuty zanotowali dwa trafienia i wyszli na prowadzenie. Ich rywale nie pozostali dłużni i pięć minut później powtórzyli ten sam wyczyn, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:2. Na starcie drugiej połowy goli nie uświadczyliśmy i dopiero w minucie 35 Miłosz Nowakowski strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego doprowadził do remisu. Kolejne dwa trafienia były ponownie autorstwa Lakoksów i na pięć minut przed końcowym gwizdkiem sędziego, zawodnicy tej drużyny mieli dwa gole zapasu. Przegrywający zmniejszyli jednak straty, lecz tego dnia na więcej nie było ich stać i mecz zakończył się wynikiem 5:4 dla gości. Po bardzo intensywnym spotkaniu, gdzie było dużo "piłki w piłce" i nie było żadnych złośliwości, drużyna Lakoksy CF odniosła kolejne zwycięstwo, które winduje ich na drugie miejsce w ligowej tabeli. Warsaw Rangers musieli się z kolei obejść smakiem.
Stawką niedzielnej potyczki pomiędzy Warsaw Bandziors i Ukrainian Vikings były cenne trzy punkty. Dla Bandziorów zwłaszcza, bo oni nie otworzyli jeszcze swojego dorobku, z kolei dla Wikingów była to okazja, by podgonić czołówkę. Już pierwsza akcja gości zakończyła się golem, po którym wyszli na prowadzenie. Na kolejną bramkę czekaliśmy do 10 minuty i ponownie zaliczyli ją gracze z Ukrainy. Od tego momentu gospodarze zaczęli śmielej atakować i w efekcie zaliczyli trafienie kontaktowe. Bramka ta, mimo kilku dobrych sytuacji, ustaliła wynik pierwszej połowy na 1:2. Druga część meczu zaczęła się od straty Warsaw Bandziors, która okazała się brzemienna w skutkach i zakończyła straconą bramką. Podopieczni Szymona Kołosowskiego nie zamierzali jednak składać broni i próbowali odrobić dwubramkową stratę. Ostatnie pięć minut w ich wykonaniu było koncertowe. Najpierw zainkasowali trafienie kontaktowe, a potem niemal równo z ostatnim gwizdkiem sędziego, zadali ostatni cios na wagę remisu. Po bardzo wyrównanej batalii, w której obydwie strony miały swoje szanse, mecz zakończył się remisem. Dzięki skutecznej końcówce zawodnicy Warsaw Bandziors zdobyli pierwszy punkt w sezonie, który jest dla nich światełkiem w tunelu i sugeruje, że ta ekipa nie powiedziała ostatniego słowa. Zespół Ukrainian Vikings był bardzo blisko zdobycia kompletu punktów, ale to starcie pokazuje, że możesz prowadzić niemal przez całe spotkanie, a i tak meczu nie wygrać.
W pierwszej lidze doszło do kolejnego starcia drużyn doskonale się znających, a pojedynek ten dostarczył wielu emocji. Spotkanie było również starciem dwóch koordynatorów, co zawsze dodaje dodatkowego smaczku rywalizacji. Obie ekipy dobrze znają się z warszawskich orlików a ich relacje są mieszane, ale tym razem rywalizacja odbyła się w pełni w duchu fair play. Nie zabrakło jednak intensywnej walki i determinacji, co sprawiło, że pojedynek ten stał się świetną wizytówką pierwszej ligi – klasy rozgrywkowej uznawanej za najbardziej emocjonującą w Lidze Fanów. Mimo że lider tabeli był zdecydowanym faworytem starcia z drużyną znajdującą się w strefie spadkowej, mecz okazał się bardziej wyrównany, niż wielu mogło się spodziewać. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym, jednobramkowym prowadzeniem gospodarzy. Choć ekipa Michała Tarczyńskiego kontrolowała przebieg gry, ich momenty rozluźnienia w defensywie pozwoliły rywalom na zdobycie kilku bramek, co utrzymało wynik w zasięgu Inferno. Drugą połowę gospodarze rozpoczęli z impetem, szybko podwyższając prowadzenie i wydawało się, że mecz zmierza ku pewnemu zwycięstwu lidera. Piotr Grabicki wyróżniał się skutecznością, a jego trafienia pomogły drużynie osiągnąć czterobramkową przewagę. Inferno Team jednak nie zamierzało się poddać – ich ofensywa, kierowana przez doskonale dysponowanego Jaśka Szklarzewicza, pozwoliła na zmniejszenie strat i doprowadzenie wyniku do stanu 9:8. Walka była zacięta, a na chwilę zapachniało sensacją. Lider jednak udowodnił, dlaczego w tym sezonie pozostaje niepokonany. Po chwilowym chaosie zdołali opanować sytuację, skutecznie wyhamowali zapędy Inferno i zakończyli mecz, zgarniając kolejne trzy punkty. Wygrana oznacza, że zakończą rundę jesienną na pierwszym miejscu, bez względu na wyniki ostatniej kolejki. Mimo to widoczny był u nich pewien niedosyt – sportowa ambicja podpowiadała, że powinni rozegrać ten mecz w bardziej dominującym stylu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)