Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
W starciu pomiędzy Łowcami a Ukrainian Vikings byliśmy świadkami jednostronnego widowiska, które zakończyło się imponującą wygraną gospodarzy. Od pierwszego gwizdka Łowcy narzucili wysokie tempo, kontrolując przebieg meczu. Goście starali się przeciwstawić, ale brak skuteczności w ataku i chaotyczna gra w defensywie utrudniały im zadanie. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem Łowców 1:0 po golu Oleha Martsyniuka.
Po przerwie sytuacja dla Ukrainian Vikings stała się jeszcze trudniejsza. Kontuzja kluczowego zawodnika, Dimy Olejnika, kompletnie wytrąciła ich z rytmu, co gospodarze bezlitośnie wykorzystali. Łowcy zdominowali rywali, raz po raz punktując ich nieskuteczność i błędy w defensywie. Przy pełnej kontroli spotkania ich ofensywa działała jak dobrze naoliwiona maszyna, a każda akcja mogła zakończyć się kolejnym trafieniem.
Goście nie byli w stanie odpowiedzieć nawet honorową bramką, a Łowcy strzelali gola za golem, ostatecznie deklasując rywali 11:0. Tym zwycięstwem wysłali jasny sygnał do ligowej konkurencji, potwierdzając swoją wysoką formę.
Już poprzednie starcie tych ekip było wyjątkowo wyrównane, a i tym razem obie drużyny postarały się o solidne widowisko piłkarskie. Dodatkowo FC Impuls UA po raz kolejny udowodnił, jak niewygodnym jest przeciwnikiem, bo choć początek meczu wyraźnie należał do gospodarzy, to im bliżej końcówki, tym groźniejsza była ekipa Bohdana Ivaniuka.
Zespół Michała Tarczyńskiego koncertowo wszedł w to spotkanie i już w 3. minucie Sebastian Sobieszczuk oraz Kiryl Semerenko rozmontowali obronę gości, a Kiryl otworzył wynik. Na ripostę długo nie musieliśmy czekać – kapitalnym strzałem z dystansu popisał się golkiper Impulsu Volodymyr Slobozheniuk. KSB nie spuściło głów i w 7. minucie błyskotliwym podaniem popisał się Sebastian Sobieszczuk, a do pustej bramki piłkę zapakował Piotr Grabicki. Chwilę później było już 3:1 po samobójczym golu Bohdana Ivaniuka, ale paradoksalnie po tej sytuacji inicjatywa powoli przechodziła na stronę gości.
W 18. minucie Vladyslav Budz nie zmarnował prezentu w postaci rzutu karnego, a w 23. minucie do remisu doprowadził Dmytro Hrynov. Jeszcze przed przerwą Impuls miał wyśmienitą okazję do wyjścia na prowadzenie, ale w stuprocentowej sytuacji Vladyslav Budz nieco przekombinował z dryblingiem. Za to KSB wyprowadziło zabójczy atak, a gola do szatni strzelił Mikołaj Sitarek.
W drugiej połowie coś wyraźnie zacięło się w ekipie gospodarzy, a w ich grze zabrakło iskry z pierwszych minut spotkania. Na tym poziomie jedna bramka zaliczki to mało, ale KSB nie miało pomysłów na przełamanie defensywy przeciwnika. Za to Impuls, w klasycznym dla siebie stylu, podkręcił tempo w końcówce i w efekcie w 40. minucie Vladyslav Budz zdobył gola wyrównującego, a bramkę na wagę zwycięstwa w 44. minucie strzelił Dmytro Stetsiuk. Cztery minuty później supersnajper ukraińskiej ekipy mógł zamknąć mecz na dobre, ale po raz kolejny w tym spotkaniu przekombinował i wynik nie uległ już zmianie.
Dzięki temu zwycięstwu Impuls zameldował się na najniższym stopniu podium 1. ligi. Mimo porażki KSB zachowuje bezpieczny dystans do drugiego w tabeli Połczyn Brothers, ale podopieczni Michała Tarczyńskiego mają o czym dyskutować po tym meczu, bo ponowne potknięcie może mocno utrudnić pochód ku mistrzostwu.
Po ostatnim gwizdku zawodnicy Warsaw Rangers mogli dojść do wniosku, że bardziej opłacało im się oddać walkowera. Nie było nawet pewności, czy mecz w ogóle się odbędzie, ponieważ gospodarze przyjechali na spotkanie ze sporym, trzydziestominutowym opóźnieniem. Ostatecznie wyszli na boisko, ale od pierwszych minut widać było, że to nie będzie ich dzień. Betterstyle Husaria Mokotów od początku przejęła inicjatywę. Już w pierwszych minutach kapitalnym strzałem popisał się Sebastian Ignacak, otwierając wynik spotkania. Rangersi próbowali odpowiedzieć, ale ich ataki były nieskuteczne. Tymczasem goście nie zwalniali tempa i szybko dorzucili kolejne dwa trafienia. Gospodarze zdołali jednak jeszcze przed przerwą zdobyć bramkę, dając sobie nadzieję na lepszą drugą połowę. Po 25 minutach było 1:3.
Po zmianie stron boisko zamieniło się w pole egzekucji. Betterstyle Husaria Mokotów grała koncertowo, a Rangersi zupełnie nie potrafili się odnaleźć. Już na starcie drugiej połowy Sebastian Maśniak i Filip Bućko podwyższyli prowadzenie gości. Kolejne minuty przyniosły istną kanonadę – Husaria raz za razem rozbijała defensywę Rangersów, dokładając kolejne gole. Kapitalne zawody rozgrywali Daniel Bogucki, Sebastian Maśniak i Sebastian Ignacak, którzy mieli udział przy niemal wszystkich trafieniach swojego zespołu.
Ostatecznie Husaria rozbiła Rangersów aż 11:2, co pozwoliło jej zbliżyć się do wyjścia ze strefy spadkowej – brakuje do tego tylko jednego punktu. Rangersi natomiast tracą pozycję na rzecz Impulsu i będą musieli szybko się otrząsnąć, jeśli chcą pozostać w czołówce ligi.
Na zapleczu Ekstraklasy doszło do emocjonującego starcia pomiędzy Fair Partner a debiutującą w lidze ekipą Połczyn Brothers. Goście, znana marka na piłkarskiej mapie Warszawy, wskoczyli do 1. ligi w miejsce wycofanego AK Volkswagen i już od pierwszych minut pokazali swoją jakość.
Lepiej w mecz weszli zawodnicy właśnie Połczyn Brothers, którzy jako pierwsi objęli prowadzenie po golu Jakuba Guziny, zdobytym po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. W kolejnych minutach kontynuowali ofensywę, a na 2:0 podwyższył Oskar Zaks, popisując się precyzyjnym strzałem w długi róg. Gospodarze obudzili się dopiero pod koniec pierwszej połowy, gdy przegrywali już 0:3. Sygnał do walki dał Andrey Tsyrulnev, zdobywając pierwszą bramkę dla Fair Partner. Podbudowani tym trafieniem, gospodarze poszli za ciosem i w końcówce ponownie pokonali defensywę rywali, zmniejszając stratę do 2:3 na przerwę.
Po zmianie stron Połczyn Brothers przejęło całkowitą kontrolę nad spotkaniem. Świetnie dysponowany Oskar Zaks raz po raz wygrywał pojedynki i siał spustoszenie w defensywie gospodarzy. W 27. minucie wynik brzmiał już 8:2, odzwierciedlając dominację gości. Z każdą kolejną akcją grali coraz swobodniej, momentami wręcz nonszalancko, ale Fair Partner – osłabiony odejściem kilku kluczowych zawodników – nie był w stanie tego wykorzystać.
Ostatecznie Połczyn Brothers rozgromiło rywali 11:3, dając wyraźny sygnał, że są zespołem, który może za chwilę wskoczyć nawet na fotel lidera tabeli.
Lakoksy spodziewały się ciężkiego meczu z Bandziorami, ale chyba nieco zaskoczył ich poziom sportowy zespołu Szymona Kołosowskiego. Goście, którzy jesienią mieli spore problemy ze składem, na wiosnę zapowiadali odrodzenie – i jak zapowiedzieli, tak zrobili.
Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana, obfitowała w szybkie tempo, zwroty akcji i walkę na całym boisku. Oba zespoły miały swoje okazje, a 25 minut minęło w mgnieniu oka. Wynik do przerwy 2:2 zapowiadał spore emocje w drugiej odsłonie.
Po zmianie stron rywalizacja stała się jeszcze bardziej intensywna, a drużyny utrzymały zarówno tempo, jak i wysoki poziom gry. Kiedy Lakoksy wyszły na prowadzenie 3:2, wydawało się, że przejmą kontrolę nad spotkaniem. Jednak błąd Bartka Czajki, który stracił piłkę pod własnym polem karnym, kosztował ich wyrównanie.
Bandziory, nakręcone tym momentem, chwilę później objęły prowadzenie. Gospodarze zdołali jeszcze wyrównać, ale w końcówce to drużyna Kołosowskiego zadała dwa decydujące ciosy, na które Lakoksy nie potrafiły już odpowiedzieć. Niespodzianka stała się faktem – ekipa Bartka Królaka spadła poza podium, a Bandziory zapowiadają dalszą walkę o utrzymanie w pierwszej lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)