Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 1 Liga
W spotkaniu 1 ligi zespół Inferno Team podejmował FC Impuls UA. Patrząc tylko na tabele, goście byli zdecydowanym faworytem tego starcia. Inferno Team nie gra źle, często brakuje im niewiele, jednak problemy kadrowe z jakimi mierzy się zespół Igora Patkowskiego niestety nie pozwala na osiąganie dobrych wyników. Do niedzielnego meczu gospodarze również podchodzili z mocno uszczuploną kadrą i bez żadnej zmiany starali się urwać punkty faworyzowanemu rywalowi. Spotkanie już od pierwszych minut stało na bardzo wyrównanym poziomie, obie ekipy prezentowały naprawdę solidny futbol. Początek to dość nieoczekiwana przewaga Inferno, która została przypieczętowana bramką Stanisława Tymińskiego. Impuls szybko zabrał się do odrabiania strat i po chwili po bramce Igora Petlyaka było 1:1. W kolejnych minutach Inferno Team kontynuowało swoją dobrą grę w defensywie, rozbijając raz po raz ataki rywali. W obronie świetnie spisywał się Maciej Kumor, który dodatkowo perfekcyjnie rozgrywał piłkę od tyłu. Kolejne fragmenty przyniosły nam bramki po obu stronach i kiedy wszyscy myśleli, że pierwsza połowa zakończy się wynikiem remisowym, Daniel Dworecki zdobył bramkę i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 3:2. Po zmianie stron do remisu szybko doprowadził Vladyslav Budz i po raz kolejny w tym meczu mieliśmy remis. Potem zmienił on formę na 4:4, jednak w grze gospodarzy dało się zauważyć coraz większe zmęczenie. Brak zmian oraz wysoka intensywność powodowały, że w grze Inferno zaczęły pojawiać się niewymuszone błędy. Inicjatywa była więc po drugiej stronie boiska. W końcowej fazie spotkania goście, coraz częściej wykorzystywali grę z bramkarzem, co mają przecież dopracowane do perfekcji. Właśnie po jednej z takich akcji Volodymyr Slobozheniuk płaskim strzałem pokonał bramkarza Inferno i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 4:5. W ostatnich minutach przegrywający starali się wyrównać, jednak rozpaczliwe ataki nie przyniosły rezultatu, a dodatkowo po jednej z kontr stracili bramkę na 4-6. Wynik do końca nie uległ już zmianie i trzy punkty zainkasowali goście. Gracze Inferno w pojedynku z liderem pokazali jakie drzemią w nich możliwości i gdyby na to spotkanie dotarło 2-3 zmienników, wynik mógł być zupełnie inny. Impuls UA pomimo przeciętnych zawodów zdobywa 3 punkty i umacnia się na prowadzeniu w 1.lidze.
Mecz pomiędzy Ukranian Vikings a Warsaw Rangers zapowiadał się bardzo interesująco. Gospodarze przystępowali do tego pojedynku bardzo zmotywowani i liczyli na drugie zwycięstwo w sezonie. Goście z kolei dotarli na to spotkanie w dość okrojonym składzie. Od początku lepiej prezentowali się zawodnicy z Ukrainy, dość regularnie zagrażając bramce strzeżonej przez Aleksandra Szymczaka. I to właśnie oni wyszli na prowadzenie, gdy pięknym strzałem popisał się Viktor Yaremii. To nie był koniec kłopotów Rangersów, bo już po kilku minutach stracili kolejne bramki. Gracze Olafa Gontarka przebudzili się dopiero przy wyniku 3:0, kiedy sam kapitan wziął sprawy w swoje ręce i po akcji Kamila Marczaka pokonał bramkarza rywali. Chwilę później mieliśmy już 4:1 I wydawało się, że gracze Ukranian Vikings będą wysoko prowadzić po pierwszej połowie. Nic bardziej mylnego, bo właśnie wtedy gracze Warsaw Rangers pokazali charakter oraz wolę walki i dość szybko zaczęli odrabiać straty. Dzięki dwóm trafieniom Marczaka i Laskowskiego wynik do przerwy brzmiał 4:4! Po zmianie stron i po mocnych słowach w przerwie, gospodarze ponownie zaczęli dominować, szybko odskoczyli na dwa trafienia i zależało im, by już w początkowej fazie drugiej odsłony zamknąć mecz. Nie wybiła ich z rytmu bramka Wiktora Tatarka. Wręcz przeciwnie, bo od stanu 6-5 gospodarze nie dali sobie już wbić żadnej bramki. Sami natomiast kontynuowali dobra grę w ofensywie i rozbijali rywala zdobywając kolejne trafienia. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 10:5. Gracze Ukrainian Vikings dopisują na swoje konto trzy punkty i z sześcioma oczkami mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo do czwartego miejsca tracą już tylko trzy punkty. Warsaw Rangers po mocnym wejściu w ten sezon, teraz załapali zadyszkę I w trzech ostatnich pojedynkach zdołali zdobyć tylko punkt. Obóz Olafa Gontarka musi wziąć się w garść, bo kolejne straty punktów mogą być już nie do nadrobienia.
Drużyna Fair Partner bardzo dobrze rozpoczęła sezon, odnosząc dwa zwycięstwa. Jednak w ostatnich dwóch meczach, po bardzo wyrównanych bojach zdobyli tylko punkt i w konfrontacji z Warsaw Bandziors liczyli na przełamanie. Ich rywale spisują się znacznie poniżej oczekiwań, głównie przez problemy kadrowe, co nie pozwoliło otworzyć im dorobku. Od początku inicjatywę przejęli wyżej notowani gospodarze, którzy po pięciu minutach prowadzili już 3:0. W kolejnych fragmentach mecz się wyrównał i pomimo kilku sytuacji bramowych dla obydwu drużyn, wynik nie ulegał zmianie. Kolejne trafienie zanotowaliśmy po upływie kwadransa i była to pierwsza bramka dla zespołu gości. Szansę na podwyższenie prowadzenia mieli zawodnicy z Ukrainy, ale piłka po ich strzale trafiła w słupek i drużyny na przerwę schodziły przy stanie 3:1. Druga połowa rozpoczęła się od podwyższenia prowadzenia faworytów, którzy w pełni kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Pewna gra w defensywie plus kolejne groźne akcje – tak to wyglądało w ich wykonaniu. W tej części meczu dołożyli jeszcze trzy bramki, nie tracąc żadnej i spotkanie zakończyło się wynikiem 7:1. Dla Fair Partner to bardzo cenne punkty, które utrzymują ich na miejscu medalowym. Drużyna Warsaw Bandziors kolejny raz schodzi z boiska jako wyraźnie słabsza i miejmy nadzieję, że w kolejnych meczach ich kadra będzie szersza, co pozwoli polepszyć ich ligową pozycję.
Niesamowity mecz i znakomite piłkarskie widowisko zaserwowały nam drużyny Volkswagena i Lakoksów. Gospodarze do tej pory nie mieli tak mocnego przeciwnika na swojej drodze i nic dziwnego, że skład na ten mecz był naprawdę bardzo solidny. Goście również, mimo że brakowało chociażby Andrzeja Czerwa, to wyszli na pole gry z nastawianiem walki o całą pulę. Od początku mecz toczony był w zawrotnym tempie. Jedni i drudzy mając w składzie doskonale wyszkolonych technicznie zawodników, a do tego szybkich i kreatywnych, starali się narzucić własny styl gry. Istna wymiana ciosów w pierwszej połowie zakończyła się wynikiem 4:3 dla Volkswagena. Po zmianie stron walka nie ustała i ten kto oglądał to spotkanie, musiał być usatysfakcjonowany. Nie sposób wymienić zawodników, którzy grali dobrze, bo kto nie wchodził na boisko, to zachowywał poziom prezentowany przez gracza schodzącego. Jak to zwykle w takich potyczkach decydują detale i właśnie forma Girmy Ramosa w naszej ocenie była decydująca dla losów meczu. Cztery trafienia miało ewidentny mieć wpływ na sukces Lakoksów. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:6, co pokazuje jak zacięty był to pojedynek. W końcówce piłkę na wagę remisu miał Oskar Zaks, ale futbolówka minimalnie minęła prawy słupek bramki Radosława Wąszewskiego. Goście zdobywają cenne trzy punkty i wciąż mają nadzieję na walkę o mistrzostwo. Volkswagen będzie nadal groźny dla każdego i jeśli tylko będzie miał podobny lub jeszcze mocniejszy skład na kolejne mecze, to śmiało może myśleć nawet o awansie do Ekstraklasy.







)
)
)
)
)
)
)
)