Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 6 Liga
O godzinie 8:00 na Arenie AWF zmierzyły się ekipy FC Zaborów i Shot DJ. Faworytem do wygrania byli zdecydowanie gospodarze, którzy do spotkania przystępowali z pozycji wicelidera, natomiast goście zajmowali szóste miejsce i mieli o pięć punktów mniej od swoich niedzielnych rywali.
Pierwsza połowa była pełna goli oraz emocji. Jako pierwszy do siatki trafił niespodziewanie Jeremi Szymański, wyprowadzając Shot DJ na prowadzenie już na samym początku meczu. Zaborów odpowiedział błyskawicznie. Kolejne minuty przebiegły już jednak pod dyktando przyjezdnych. Kapitalną skutecznością ponownie popisał się ich lider, Jeremi Szymański, który już po niespełna dziesięciu minutach gry skompletował hat-tricka. Shot DJ umacniało swoją pozycję, i tuż przed przerwą na tablicy wyników widniał rezultat 2:5. Bramkę do szatni, która dała gospodarzom nadzieję na walkę w drugiej odsłonie, ponownie zdobył precyzyjnym strzałem Czarek Zahorodny. Ostatecznie obie ekipy schodziły na przerwę przy wyniku 3:5.
Po zmianie stron mecz ułożył się już w pełni na korzyść Shot DJ, którzy wykorzystywali błędy przeciwników i stale powiększali swój dorobek bramkowy. Goście zaprezentowali się rewelacyjnie - byli drużyną, w której każdy zawodnik biegał do utraty tchu, wspierając kolegów po każdej stracie. FC Zaborów również pokazał się z pozytywnej strony. Mimo porażki wyglądali solidnie, długo utrzymywali się przy piłce i cierpliwie rozegrali akcje, czekając na błąd rywali.
Po tej wpadce gospodarze wciąż zajmują drugie miejsce w tabeli, lecz margines błędu maleje. Kolejne porażki mogą skutkować spadkiem z podium 6. Ligi...
Szmulki Warszawa po porażce w poprzedniej kolejce liczyły na wygraną w meczu z Bartolini Pasta. Spotkanie rozpoczęło się w okrojonych składach, ponieważ gospodarze czekali na szóstego zawodnika, a żeby nie przedłużać rozpoczęcia meczu, goście zgodzili się zagrać o jednego mniej w polu. Paradoksalnie to właśnie grając w czwórkę ekipa z Pragi strzeliła pierwszą bramkę. Zespół Michała Cholewińskiego mógł przez chwilę żałować swojej decyzji, ale szybko wziął się do pracy i doprowadził do wyrównania.
Od tego momentu lepiej prezentował się zespół gości, który poszedł za ciosem i zdobył kolejne trafienia. Przy stanie 1:3 na boisku zrobiło się nieco nerwowo. Gracze Bartolini Pasta mieli pretensje do sędziego o brak odgwizdania zagrania ręką u przeciwników, ale arbiter tłumaczył, że zgodnie z przepisami nie było podstaw do użycia gwizdka. Dopiero w końcówce pierwszej połowy musiał interweniować, gdy Jakub Kaczmarek zatrzymał piłkę ręką w dogodnej sytuacji. Sędzia pokazał czerwoną kartkę i wskazał na wapno, lecz Przemysław Sierpiński zmarnował rzut karny. Do przerwy mieliśmy więc wynik 1:3.
Po zmianie stron długo utrzymywał się rezultat z pierwszej połowy. Goście dołożyli jednak kolejne bramki i przy stanie 1:5 wydawało się, że wszystko mają pod pełną kontrolą. Zryw ekipy z Pragi dał jednak nadzieję na korzystny wynik. Przy 3:5 Szmulki miały świetną okazję na gola kontaktowego, ale dobrze w bramce spisał się Piotr Szczypek. W końcówce Adam Kubajek najpierw popisał się asystą, a chwilę później sam zakończył strzelanie w tym meczu.
Ostatecznie Bartolini Pasta pokonuje Szmulki 7:4 i zdobywa cenne trzy punkty.
Spotkanie Georgian Team z Old Eagles Koło było jednym z tych meczów, w których wynik końcowy nie oddaje pełni emocji. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym 1:0 dla gospodarzy, ale wcale nie dlatego, że Old Eagles nie mieli sytuacji. Wręcz przeciwnie - goście kilkukrotnie poważnie zagrozili bramce rywali. Świetnie spisywał się również Jan Drabik, bramkarz Old Eagles, który przez większą część meczu trzymał swoją drużynę przy życiu. Wyciągał strzały z bliska, bronił kąśliwe uderzenia z dystansu, a momentami wyglądał wręcz niesamowicie.
Po przerwie Georgian Team zaczęli podkręcać tempo i wydawało się, że zaczną odjeżdżać z wynikiem, jednak Old Eagles pokazali charakter. Doprowadzili do stanu 5:4, a ich odważna gra sprawiła, że przez chwilę zapachniało nawet remisem. Grali wysoko, agresywnie, często całym zespołem. A przy takim stylu zawsze otwiera się przestrzeń za plecami. Georgian Team potrafił to wykorzystać bezlitośnie.
Największą gwiazdą gospodarzy był Saba Lomia, zdobywca trzech bramek. Był wszędzie: dynamiczny, silny, świetnie ustawiony w polu karnym. Dawał swojej drużynie ciągły impuls, szczególnie wtedy, gdy Orzełki łapali kontakt i napędzali się do dalszej walki.
Końcowe 7:4 może sugerować jednostronne widowisko, ale Old Eagles zagrali odważnie, momentami naprawdę dobrze, a Drabik w bramce zasłużył na osobne wyróżnienie. Gdyby nie jego interwencje, Georgian Team mógłby zamknąć mecz znacznie wcześniej. Ostatecznie gospodarze byli skuteczniejsi i w końcówce bezlitośnie wykorzystali ryzyko podjęte przez rywali.
Niezwykle ważne w kontekście układu tabeli starcie oglądaliśmy w szóstej lidze. Zarówno Saska Kępa, jak i Sante liczyły na walkę o coś więcej niż tylko utrzymanie. Od początku mecz toczył się głównie w środkowej części boiska i obie ekipy miały problemy ze stworzeniem sobie dobrej okazji strzeleckiej. Pierwsi niemoc przełamali gospodarze, gdy po dobrym dograniu Marcina Nowaka Mariusz Zgórzak popisał się kapitalnym uderzeniem, nie dając szans bramkarzowi rywali.
Sante próbowało szybko odpowiedzieć, ale gdy pojawiały się okazje, brakowało wykończenia. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się skromnym prowadzeniem gospodarzy, Saska Kępa podwyższyła wynik po rzucie rożnym. Po 25 minutach było 2:0.
Po zmianie stron goście ruszyli z nastawieniem na odwrócenie losów spotkania i zaczęli lepiej funkcjonować na boisku. Szybko przyniosło to efekty. Maksymilian Jędrzejczak zdobył bramkę kontaktową. Problem w tym, że chwilę później Saska Kępa ponownie odskoczyła na dwa gole. Gdy padło trafienie na 4:1, wydawało się, że emocje w tym meczu już się skończyły. Wtedy jednak Sante niespodziewanie rzuciło się do pościgu. Najpierw Piotr Wirboł zanotował asystę przy bramce Tomasza Cacko, a następnie sam pokonał bramkarza gospodarzy. W końcówce zrobiło się naprawdę gorąco dla zespołu Korneliusza Troszczyńskiego, ale mimo ambitnej walki do samego końca goście nie zdołali doprowadzić do remisu.
Saska Kępa zdobywa cenne punkty i wciąż może liczyć na coś więcej niż tylko walkę o utrzymanie. Sante natomiast musi szukać lepszych wyników w ostatniej kolejce. Ta runda zdecydowanie nie należała do najbardziej udanych w ich wykonaniu.
OChoć te dwie zasłużone stażem w Lidze Fanów ekipy znajdowały się na dwóch przeciwnych krańcach tabeli, to z przebiegu meczu absolutnie nie było widać tej punktowej przepaści. Przez długi czas nie padały bramki, choć wcale nie oznaczało to braku emocji. Gospodarze długo utrzymywali się przy piłce, a goście świetnie odnajdywali się w grze na jeden kontakt, tworząc naprawdę sporo dogodnych sytuacji. Serię niecelnych strzałów lub uderzeń prosto w bramkarza przerwało dopiero precyzyjne trafienie Filipa Junowicza z prawej nogi w końcówce pierwszej połowy.
Po przerwie, niespodziewanie, choć w pełni zasłużenie, prowadzenie objęli reprezentanci Zielonych Latarni. Najpierw po akcji duetu Podgórski – Świpiarski, a następnie dzięki sprytnemu zachowaniu w polu karnym Adriana Rzepeckiego. Szybka gra kombinacyjna Mikstury w końcu zaczęła dawać efekty i po podaniu Patryka Zycha na 2:2 trafił Mateusz Pawlik.
Gospodarze, chcąc urwać punkty liderowi, nie zamierzali składać broni i dzięki indywidualnemu kunsztowi Mikołaja Wysockiego ponownie wyszli na prowadzenie. Nie trwało ono jednak długo, bo błyskawicznie odpowiedział Artur Zawadziński, uderzając przy słupku i znów wyrównując stan meczu.
Choć większość spotkania przebiegała w spokojnej atmosferze, to w pewnym momencie - w obliczu narastającej frustracji i braku akceptacji decyzji sędziowskich - arbiter ukarał żółtą kartką bramkarza Green Lantern, Jana Wysockiego. Mimo tego to gospodarze zdobyli gola na 4:3 i lider 6. ligi po raz kolejny musiał gonić wynik.
Jak się okazało, końcówka była kluczowa dla ostatecznego rezultatu. Mikstura zdobyła jeszcze trzy bramki i to ona dopisała sobie po tym zaciętym boju komplet punktów, zostawiając dzielnie walczących rywali w pokonanym polu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)