reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Lider Mikstura podejmował walczącą o utrzymanie Bartolini Pastę. Gospodarze, którzy w tym sezonie jeszcze nie przegrali, liczyli na podtrzymanie dobrej passy. Goście natomiast w ostatnich tygodniach prezentowali się solidnie i po cichu liczyli na sprawienie niespodzianki.

Początek spotkania należał do ekipy z Bielan – Patryk Stefaniak dość szybko wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Od tego momentu obie drużyny stworzyły sobie kilka sytuacji, ale brakowało skuteczności. Bartolini Pasta próbowała odrobić stratę, jednak w ich grze było sporo niedokładności i brakowało płynności w rozegraniu. Do przerwy utrzymał się wynik 1:0.

Tuż po zmianie stron gospodarze błyskawicznie podwyższyli prowadzenie – Patryk Zych kapitalnie zagrał do Patryka Stefaniaka, który zdobył drugiego gola dla Mikstury. Goście jednak nie zamierzali się poddawać i wciąż szukali swojej szansy. Moment zwrotny nadszedł, gdy Bartolini wywalczyła rzut karny – Przemek Sierpiński pewnie wykorzystał "jedenastkę" i zdobył bramkę kontaktową.

Gdy wydawało się, że zespół Michała Cholewińskiego zacznie grać pewniej, stracił trzecią bramkę. Od stanu 3:1 Mikstura złapała wiatr w żagle i po szybkim przechwycie podwyższyła wynik. Przy 4:1 gościom było już bardzo trudno myśleć o korzystnym rezultacie. Faworyci z kolei nie zwalniali tempa i grali konsekwentnie do końca. W samej końcówce padły jeszcze dwie bramki – najpierw Darek Jochemski wykorzystał rzut karny, a strzelanie dla zespołu z Bielan zakończył Mateusz Pawlik. Bartolini Pasta zmniejszyła rozmiary porażki w ostatniej akcji meczu po trafieniu Mateusza Brożka.

Lider nie zawiódł – Mikstura pewnie wygrała i umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli. Goście natomiast muszą szukać punktów w kolejnych meczach, bo na razie pozostają w strefie spadkowej szóstej ligi.

2
11:00

W siódmej kolejce na przeciw siebie stanęli sąsiedzi z tabeli. Shot DJ po sześciu seriach gier miał punkt przewagi nad Sante, więc na papierze zapowiadało się bardzo wyrównane spotkanie.

I rzeczywiście – początek meczu był niezwykle zacięty. Akcja za akcję, cios za cios – oba zespoły od pierwszych minut nastawione były ofensywnie. Strzelanie rozpoczął Jan Jabłoński. Jak na Jana przystało, jego strzał był mocny, precyzyjny i nie dał wielu szans Krzysztofowi Wiśniewskiemu. Odpowiedź Sante była jednak błyskawiczna, bo dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kuba Melak.

Wtedy na boisku pojawił się Jeremi Szymański, który uporządkował rozegranie i dodał drużynie pewności w budowaniu akcji. Z jego gry skorzystali m.in. Marcel Winiarski, autor dwóch bramek i trzech asyst, oraz Edouard Van Tran, który popisał się hat-trickiem. Sam Jeremi dołożył jeszcze gola i asystę, potwierdzając, jak duży wpływ miał na przebieg meczu.

Sante z czasem straciło pomysł na grę. Stworzyli kilka sytuacji, ale za każdym razem czegoś brakowało – precyzji, decyzji lub odrobiny szczęścia. Ich dorobek strzelecki poprawiło jedynie trafienie samobójcze Filipa Olaka, i to było wszystko, na co tego dnia było ich stać.

Wysoka wygrana pozwoliła Shot DJ odskoczyć od strefy spadkowej, natomiast Sante stanie przed kolejną szansą na przełamanie już w następnej kolejce, gdy zmierzy się z Saską Kępą.

3
11:00

Spotkanie dwóch weteranów Ligi Fanów nie zawiodło oczekiwań – było twardo, intensywnie i momentami naprawdę efektownie. Od pierwszych minut obie drużyny ruszyły do ataku, a gra toczyła się w dobrym tempie. Wynik otworzył Piotr Parol, który przejął piłkę przed polem karnym i mocnym strzałem pokonał bramkarza Saskiej Kępy. Goście jednak szybko odpowiedzieli – Sławomir Gedira kapitalnie wykorzystał rzut wolny, a chwilę później Mariusz Zgórzak dołożył kolejne trafienie, wyprowadzając ekipę gości na prowadzenie 1:2.

Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy. Old Eagles złapali właściwy rytm, częściej utrzymywali się przy piłce i konsekwentnie budowali swoje akcje. Dwa szybkie trafienia sprawiły, że do przerwy to oni schodzili z przewagą 3:2, a ich gra wyglądała coraz pewniej.

Po zmianie stron obraz meczu zmienił się całkowicie. Krzysztof Józefiak podwyższył wynik na 4:2, a z każdą minutą przewaga gospodarzy rosła. Sylwester Madej dołożył dwa trafienia, dzięki czemu Old Eagles odskoczyli rywalowi na cztery bramki. Saska próbowała się jeszcze odgryzać, ale gospodarze byli zdecydowanie skuteczniejsi i kontrolowali przebieg gry do końca spotkania.

W końcówce obie ekipy zdobyły jeszcze po kilka goli, ale ostateczny rezultat 9:4 nie pozostawia złudzeń. Old Eagles Koło byli drużyną lepszą, bardziej konsekwentną i przede wszystkim skuteczniejszą. Dzięki tej wygranej gospodarze mocno zbliżyli się do ligowego podium i wysłali jasny sygnał, że zamierzają aktywnie włączyć się do walki o medale.

4
14:00

Green Lantern podejmujące FC Zaborów to kolejny mecz, jaki mieliśmy okazję oglądać w zeszły weekend na naszych obiektach. Starcie trzeciej drużyny ligi z ostatnią zapowiadało się raczej na spotkanie do jednej bramki, ale wcale nie okazało się takie oczywiste do przewidzenia.

W tej odsłonie zobaczyliśmy pojedynek niezwykle wyrównany. Po stronie gospodarzy pierwsze skrzypce grał Mikołaj Wysocki, co nie jest żadnym zaskoczeniem dla kogoś, kto choć trochę zna tę ekipę. Ten znakomicie wyszkolony technicznie zawodnik nadawał tempo gry i wielokrotnie brał odpowiedzialność na swoje barki, robiąc znaczącą różnicę na boisku. Goście natomiast postawili na grę drużynową - trudno było wyróżnić jednego lidera, co tylko dobrze o nich świadczy, bo w każdym zestawieniu personalnym potrafią być groźni. W tej części spotkania byliśmy również świadkami przepięknego trafienia Patryka Przygody z rzutu wolnego. Piłka po uderzeniu z dalekiego dystansu powędrowała prosto w okienko bramki, tworząc dla tego zawodnika piękny moment.

Druga część meczu była już zupełnie inna. Goście kompletnie przejęli inicjatywę i szybko pokazali, do kogo mają powędrować trzy punkty w tym spotkaniu. FC Zaborów pod wodzą Adriana Dadasa zdobyło pięć kolejnych bramek, nie tracąc żadnej, i ostatecznie pewnie wygrało różnicą kilku trafień, potwierdzając świetną dyspozycję w tym sezonie.

Dzięki temu zwycięstwu awansowali na drugą lokatę w lidze i mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Gospodarze natomiast muszą pilnie szukać punktów w kolejnych starciach i liczyć na potknięcia rywali, jeśli nie chcą spędzić zimy w strefie spadkowej 6. ligi.

5
17:00

Na zakończenie siódmej kolejki w 6. lidze obejrzeliśmy niezwykle emocjonujące spotkanie pomiędzy Szmulki Warszawa a Georgian Team.

Początek meczu był wyrównany, a gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Na pierwszego gola musieliśmy czekać do 7. minuty – wtedy bramkarz Georgian Team popełnił fatalny błąd przy wybiciu piłki, co skrzętnie wykorzystał Kuba Marciniak, posyłając futbolówkę do siatki obok bezradnego golkipera. Chwilę później, w 12. minucie, Krystian Rzeszotek zgrał głową piłkę do Wiktora Januszewskiego, który wykorzystał swoją szybkość, urwał się obrońcy i mocnym strzałem podwyższył prowadzenie na 2:0.

Wydawało się, że Szmulki mają mecz pod kontrolą. Grali pewnie, dokładnie i z pomysłem, podczas gdy Georgian Team nie potrafił przedostać się pod bramkę rywala. Jednak końcówka pierwszej połowy przyniosła prawdziwy rollercoaster. W 17. minucie Saba Lomia w efektowny sposób utrzymał się przy piłce, mając rywala na plecach, po czym zagrał do Lashy Gabrichidze, który zdobył gola kontaktowego. Gruzini nabrali wiatru w żagle i w kolejnych minutach zdołali odwrócić losy meczu, trafiając dwukrotnie. Gdy wydawało się, że na przerwę zejdą z prowadzeniem, w ostatnich sekundach znakomitym uderzeniem z dystansu popisał się Jakub Kaczmarek, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:3.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się niemal identycznie jak zakończyła pierwsza – ponownie Kaczmarek huknął z dystansu i dał Szmulkom prowadzenie. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Georgian Team odpowiedział serią groźnych ataków, a choć Karol Dębowski dwukrotnie uratował swój zespół kapitalnymi interwencjami, to przy trzeciej próbie był już bez szans – Saba Lomia doprowadził do remisu 4:4.

Końcowe minuty to ofensywna wymiana ciosów z obu stron, jednak więcej zimnej krwi zachowali Gruzini. Najpierw wykorzystali rzut karny, obejmując prowadzenie 5:4, a dwie minuty przed końcem po pięknej kombinacyjnej akcji podwyższyli rezultat. Ostatecznie Georgian Team pokonał Szmulki Warszawa 6:4, odnosząc cenne zwycięstwo.

Reklama