Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Druga kolejka 6. Ligi Fanów przyniosła niezwykle ciekawy pojedynek pomiędzy Saską Kępą a Georgian Team. Obie drużyny miały za sobą nieudane inauguracje – gospodarze zostali rozbici przez Miksturę aż 2:11, a goście przegrali 6:9 z Zaborowem. Nic więc dziwnego, że przystępowały do spotkania z ogromną determinacją, by zapisać na swoim koncie pierwsze punkty.
Mecz rozpoczął się sensacyjnie. To Georgian Team złapał wiatr w żagle i już na początku objął prowadzenie 3:0, czym kompletnie zaskoczył gospodarzy. Wydawało się, że Saska Kępa może po raz kolejny przeżyć koszmar, jednak tym razem nastąpiła błyskawiczna reakcja. Gospodarze uporządkowali grę, przejęli inicjatywę i raz po raz punktowali rywala. Do przerwy tablica wyników pokazywała już 6:3, co było dowodem charakteru i całkowitego odwrócenia losów meczu.
Po zmianie stron Saska Kępa całkowicie zdominowała boisko. Gra gospodarzy była poukładana, schematyczna i przede wszystkim skuteczna. Każdy zawodnik dołożył swoją cegiełkę, a efekt końcowy nie pozostawił złudzeń – pewne zwycięstwo 13:5.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Korneliusz Troszczyński, który zanotował cztery bramki i asystę. Doświadczony zawodnik pokazał, że mimo upływu lat wciąż ma ogromny głód gry i potrafi poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Ważną postacią był także Łukasz Kryczka, rozdzielający piłki kolegom i kończący spotkanie z trzema asystami.
To zwycięstwo daje Saskiej Kępie nową energię i pozwala uwierzyć, że jej potencjał sięga znacznie dalej niż pokazał to nieudany debiut. Georgian Team natomiast musi popracować nad koncentracją i stabilnością, bo mimo świetnego początku zabrakło konsekwencji.
Spotkanie Bartolini z Old Eagles Koło zapowiadało się bardzo ciekawie. Bartolini to drużyna solidna, choć na początku sezonu boryka się z problemami frekwencyjnymi. Old Eagles takiego kłopotu nie mają i wyszli w mocnym składzie.
Od pierwszych minut mecz toczył się w spokojnym tempie – było widać doświadczenie obu ekip, które rozegrały już niejeden ligowy pojedynek. Styl gry bardziej taktyczny, oparty na myśleniu niż na szybkim bieganiu czy fizyczności, mógł sprzyjać Bartolini. Jednak Old Eagles szybko pokazali, że nie zamierzają się temu podporządkować. Pierwszą połowę wygrali dzięki znakomitej dwójkowej akcji Józefiak–Parol, którą skutecznie zakończył ten pierwszy.
Bartolini odpowiedzieli błyskawicznie – Marcin Zaremba odegrał w stylu futsalowego „słupa”, a Michał Cholewiński mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Niedługo później Adrian Olwiński dobrze odnalazł się w polu karnym i z dobitki ponownie wyprowadził Old Eagles na prowadzenie. Tuż przed przerwą padł gol, który mocno wpłynął na losy meczu – Cholewiński próbując przeciąć dośrodkowanie rywali niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Do szatni drużyny schodziły więc przy wyniku 3:1 dla ekipy z Koła.
Po zmianie stron długo utrzymywał się wynik bez bramek, choć obie drużyny miały swoje okazje. W 40. minucie Eagles podwyższyli na 4:1 i wydawało się, że sprawa jest rozstrzygnięta. Bartolini jednak nie odpuścili – wykorzystali kilka sytuacji i na cztery minuty przed końcem przegrywali już tylko 3:4. Długo napierali, ale nadziali się na kontry, które „Orły” zamieniły na kolejne bramki.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:3 na korzyść Old Eagles Koło. Bartolini muszą popracować nad frekwencją – w tym spotkaniu brakowało im zmian i świeżości, by odwrócić losy rywalizacji. Old Eagles z kolei pokazali doświadczenie i skuteczność, choć powinni szybciej zamykać takie mecze, zamiast dopuszczać do nerwowej końcówki.
Sante przystępowało do spotkania z FC Zaborów jako lider, choć 1. miejsce zawdzięczało jedynie lepszemu bilansowi bramkowemu. Oba zespoły miały po trzy punkty, więc mecz zapowiadał się ciekawie i miał pokazać, w jakiej formie faktycznie są obie drużyny.
Pierwsza połowa toczyła się w spokojnym tempie – dużo ostrożnej i odpowiedzialnej gry, bez większego ryzyka. Cierpliwe budowanie akcji opłaciło się w 7. minucie, gdy po składnej wymianie piłki prowadzenie dla Sante zdobył Maksymilian Jędrzejczak. Jak to często bywa, chwilę później koncentracja lidera spadła i Zaborów to wykorzystał – Jacek Wdowczyk dograł do niepilnowanego Kamila Czarneckiego, a ten bez problemów doprowadził do wyrównania. Końcówka połowy wyglądała podobnie: najpierw spokojna gra, potem bramka dla jednej strony i błyskawiczna odpowiedź drugiej. Do przerwy mieliśmy sprawiedliwy remis 2:2.
Po zmianie stron optyczną przewagę miał już FC Zaborów. Goście kreowali więcej sytuacji, ale długo nie potrafili znaleźć sposobu na Leszka Piotrowskiego. W końcu błąd w rozegraniu Sante dał rywalom okazję, którą Czarnecki wykorzystał z zimną krwią. Trudno powiedzieć, czy był to moment przełomowy, ale od tego czasu Zaborów złapał wiatr w żagle i dołożył kolejne trafienia, pieczętując pewne zwycięstwo.
Co się stanie, gdy zmieszamy Miksturę przy dobrym akompaniamencie DJ’a? Nie wiemy, choć się domyślamy… Wracając jednak do spraw boiskowych – w meczu Shot DJ z Miksturą obserwowaliśmy prawdziwy piłkarski spektakl!
Spotkanie rozpoczęło się z hukiem, i to dosłownie – w ciągu trzech minut goście zdobyli aż trzy bramki, a na listę strzelców wpisali się Michał Krzemiński, Mateusz Jochemski oraz Artur Zawadziński. Zaskoczeni gospodarze potrzebowali chwili, by dojść do siebie, ale z każdą minutą coraz wyraźniej przejmowali inicjatywę. Kilka okazji miał Jan Jabłoński i dwie z nich zamienił na gole. W 12. minucie było już tylko 2:3. Mikstura jednak nie zwolniła tempa i odpowiedziała dwoma mocnymi ciosami – ponownie błysnął Zawadziński, a towarzyszył mu Bartek Folc. Naprawdę imponujące pierwsze 15 minut gry! Jeszcze przed przerwą Jabłoński skompletował hat-tricka, ustalając wynik na 3:5.
Po zmianie stron tempo nieco opadło. Goście skupili się na obronie korzystnego rezultatu, a ataki Shot DJ długo nie przynosiły efektów. Przełom nastąpił po 36. minucie – wtedy oglądaliśmy dwie kapitalne bramki. Najpierw Jabłoński huknął z woleja w samo okienko, chwilę później pięknym strzałem od poprzeczki popisał się Michał Wasiak. Na tablicy było już 5:5, a do końca meczu pozostawało pięć minut.
Wtedy do akcji wkroczył Piotr Stefaniak, który znów wyprowadził Miksturę na prowadzenie i wprawił swój zespół w euforię – 5:6! Wydawało się, że zwycięstwo jest na wyciągnięcie ręki, ale Shot DJ przez całe spotkanie gonił wynik i nie zamierzał pozwolić, by cały wysiłek poszedł na marne. W ostatniej akcji meczu bohater dnia, Jan Jabłoński, zszedł ze skrzydła i mocnym strzałem przy krótkim słupku uratował remis.
Hat-trick plus dwa kolejne trafienia – Jabłoński bezsprzecznie MVP tego widowiska!
Spotkanie pomiędzy Szmulki Warszawa a Green Lantern szybko dostarczyło emocji i pierwszych bramek podczas niedzielnego popołudnia na Arenie Grenady. Już w 1. minucie Artur Wydra otworzył wynik meczu, dając gospodarzom błyskawiczne prowadzenie. Goście jednak szybko odpowiedzieli – kilka minut później Sebastian Bartczuk doprowadził do wyrównania.
Mecz był wyrównany, ale to Szmulki prezentowały się pewniej i skuteczniej, co potwierdziły kolejnymi trafieniami. Najpierw na 2:1 strzelił Jakub Kaczmarek, a chwilę później Kacper Pacholczak podwyższył wynik na 3:1. Green Lantern nie zamierzali się poddawać – Patryk Podgórski zmniejszył straty, jednak ostatnie słowo w pierwszej połowie należało do gospodarzy. Borys Sułek ustalił wynik do przerwy na 4:2.
Druga część spotkania rozpoczęła się spokojniej, ale była to tylko cisza przed burzą. W 39. i 40. minucie gospodarze zdobyli dwa szybkie gole, odskakując na 6:2. Ten fragment meczu praktycznie przesądził o losach rywalizacji. Green Lantern odpowiedzieli jeszcze jednym trafieniem, lecz końcówka znów należała do Szmulek, które dołożyły kolejne dwa gole i ostatecznie zwyciężyły 8:3.
Było to widowisko pełne bramek, dynamicznych akcji i nieustannej walki. Szmulki Warszawa potwierdziły swoją dobrą formę, a Green Lantern – mimo ambitnej postawy – musieli uznać wyższość rywala.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)