reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Pierwsza kolejka 6. Ligi rozpoczęła się z prawdziwym przytupem. W upalny dzień na Arenie AWF kibice byli świadkami prawdziwego festiwalu bramek, a drużyna Shot DJ w efektownym stylu rozgromiła Bartolini Pasta aż 8:3. Od pierwszego do ostatniego gwizdka tempo meczu było bardzo wysokie.

Shot DJ szybko narzucił swoje warunki gry, prezentując zorganizowaną ofensywę i imponującą skuteczność. Gwiazdą spotkania bez wątpienia był Jeremi Szymański, który zdobył hat-tricka, dołożył dwie asysty i zasłużenie zgarnął tytuł zawodnika meczu oraz miejsce w „szóstce kolejki”. Jego współpraca z Janem Jabłońskim (trzy gole i jedna asysta) oraz Michałem Wasiakiem (dwa trafienia) siała spustoszenie w szeregach obronnych przeciwnika.

Choć w pierwszej połowie zawodnicy Bartolini Pasta zdołali się postawić, w drugiej części spotkania wyraźnie opadli z sił, co młody i wybiegany zespół gospodarzy bezlitośnie wykorzystał. Goście próbowali odpowiadać głównie za sprawą Adama Kubajka, autora dwóch bramek, jednak ich defensywa z Piotrem Szczypkiem między słupkami nie była w stanie zatrzymać rozpędzonego rywala.

Mecz pokazał, że Shot DJ to drużyna, z którą trzeba się liczyć w tym sezonie. Jeśli utrzyma taką formę, może być jednym z faworytów do awansu, a nawet mistrzostwa. Bartolini Pasta z kolei musi popracować nad grą w obronie, jeśli chce liczyć na lepsze wyniki w nadchodzących tygodniach.

2
09:00

W niedzielny poranek na arenie AWF-u spotkały się ekipy Georgian Team i FC Zaborów. Goście debiutowali w naszych rozgrywkach i sami byliśmy ciekawi, jak zaprezentują się na inaugurację. Gruzini wystawili solidny skład, ale zabrakło jednego z liderów – Georgiego Gabrichidze, który złamał rękę i nie mógł pomóc kolegom na początku sezonu.

Początek spotkania to szybka bramka dla gospodarzy. FC Zaborów po słabszym starcie wzięli się do pracy i po przechwycie wyprowadzili kontratak, który sfinalizował defensor gości. Ekipa z Gruzji była jednak w pierwszej fazie meczu bardzo skuteczna i po dwóch własnych kontrach podwyższyła wynik. Od stanu 3:1 Zaborów starał się odrabiać straty i w końcu dopiął swego – bramka kontaktowa dodała zawodnikom animuszu, ale przed przerwą to gospodarze ponownie trafili do siatki. Do szatni zespoły schodziły przy wyniku 4:2.

Po krótkim odpoczynku Gruzini jakby „nie dojechali” na drugą połowę i szybko stracili dwie bramki. Co więcej, przy stanie 4:4 Zaborów poczuł, że może wygrać to spotkanie. Dwa kolejne przechwyty przyniosły dwie następne bramki i nieoczekiwanie na tablicy widniał wynik 4:6.

Gruzini potrafili jednak wrócić do meczu i na kilka minut przed końcem zmniejszyli stratę do jednej bramki. Końcówka to ataki z obu stron, ale ostatecznie po kolejnym przechwycie bramka na 6:8 ostudziła zapał gospodarzy. Zaborów dosłownie na sekundy przed końcowym gwizdkiem ustalił rezultat na 6:9 i w efektownym stylu rozpoczął swoją przygodę z Ligą Fanów.

3
12:00

W jednym z meczów pierwszej kolejki 6. Ligi, na Arenie Grenady, zmierzyły się drużyny Szmulki Warszawa oraz Old Eagles Koło. Spotkanie rozegrane w ostatnią niedzielę dostarczyło kibicom sporej dawki adrenaliny.

Od pierwszego gwizdka było widać, że żadna ze stron nie zamierza oddać punktów bez walki. Mecz był wyrównany, a obie drużyny prezentowały duże zaangażowanie zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Jako pierwsi z prowadzenia cieszyli się goście – skuteczna akcja duetu Mariusz Żywek–Sylwester Madej zakończyła się bramką dającą Old Eagles Koło prowadzenie.

Gdy wydawało się, że goście dowiozą jednobramkową przewagę do przerwy, gospodarze wrzucili wyższy bieg. Najpierw Mateusz Łęcki dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, wyprowadzając Szmulki na prowadzenie, a chwilę później Adrian Kaczmarek popisał się indywidualną akcją zakończoną celnym strzałem, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:1 dla gospodarzy.

Druga część spotkania była równie emocjonująca. Old Eagles szybko zdobyli bramkę kontaktową, ale Szmulki odpowiedziały, ponownie wychodząc na dwubramkowe prowadzenie. W końcówce jednak to goście wykazali się większą determinacją – dwie skuteczne akcje i celne trafienia pozwoliły im doprowadzić do wyrównania.

Ostatecznie mecz zakończył się remisem 4:4. Obie drużyny mogą być zadowolone ze swojej postawy – spotkanie stało na bardzo dobrym poziomie, a remis należy uznać za sprawiedliwy rezultat oddający przebieg gry.

4
13:00

Mecz Mikstury z Saską Kępą od pierwszych minut miał wyraźnego faworyta i zakończył się pogromem 11:2. Gospodarze narzucili wysokie tempo już na początku, a ich ofensywa funkcjonowała niemal perfekcyjnie. Pierwsza połowa przyniosła pięć bramek dla Mikstury, przy czym goście zdołali odpowiedzieć dwukrotnie i na przerwę schodzili przy stanie 5:2. Druga część gry to już jednak absolutna dominacja – Mikstura zamknęła rywali na własnej połowie i raz po raz znajdowała drogę do bramki, zdobywając kolejne sześć trafień. Największe wrażenie zrobiła dyspozycja strzelecka liderów zespołu. Po trzy gole zdobyli Andrzej Łukomski, Kuba Polak oraz Mateusz Jochemski, prezentując różnorodność ataków i skuteczność w wykańczaniu akcji. Równie imponujący występ zanotował Rafał Jochemski, który do dwóch bramek dołożył aż pięć asyst. Cała drużyna gospodarzy wykazała się lepszą organizacją i pełnym zrozumieniem na boisku, co przełożyło się na widowiskowy rezultat.

Saska Kępa próbowała przeciwstawić się dominacji rywali, jednak ich akcje ofensywne ograniczyły się do pojedynczych przebłysków. Bramki Marcina Jaśkowca i Marcina Nowaka pozwoliły nieco zmniejszyć rozmiary porażki, ale były tylko kosmetycznym dodatkiem do całego obrazu gry. Defensywa gości nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Mikstury. Zwycięstwo 11:2 to mocny sygnał siły Mikstury w ligowych warunkach. Z kolei Saska Kępa musi szybko wyciągnąć wnioski z tej dotkliwej porażki, szczególnie w obronie, aby w przyszłości skuteczniej rywalizować z ligowymi rywalami.

5
16:00

Kiedy w kadrze na mecz żadna z drużyn nie dysponuje nominalnym bramkarzem, od razu wiadomo, że padnie sporo goli – i faktycznie tak było w szóstoligowym starciu Green Lantern z Sante. Tyle tylko, że bramki „sypały się” głównie w jedną stronę.

Przy dość wyrównanej pierwszej połowie dużą przewagę dla siedmioosobowego składu gości robił sprowadzony z Explo Team Jan Zapolski, który wyróżniał się wyszkoleniem technicznym na tle zarówno kolegów, jak i rywali. To właśnie po jego podaniu wynik meczu otworzył Tomek Kawalec. Zielone Latarnie nie zamierzały jednak odpuszczać – efektownym lobem z dystansu nad wysuniętym Tomkiem Cacko odpowiedział Patryk Podgórski.

Składne akcje duetów Wirboł–Zapolski oraz Zapolski–Kawalec podwyższyły prowadzenie Sante na 1:3. Gdy po świadomym zagraniu ręką Damiana Dobrowolskiego (czerwona kartka) rzut karny wykonywał Albert Piórkowski, wydawało się, że granatowo-czerwoni mają już utorowaną drogę do zwycięstwa. Strzał gracza z numerem 69 wylądował jednak prosto w stojącym między słupkami „z konieczności” Mikołaju Wysockim, który niedługo później został bohaterem swojej drużyny, zdobywając precyzyjnym, mocnym uderzeniem w dolny róg bramki gola kontaktowego.

Po przerwie Sante doszczętnie zdemolowało rywali, zdobywając jeszcze dziesięć bramek. Punkty do klasyfikacji kanadyjskiej dokładali Ułasiuk, Wirboł, Cacko, Kawalec i oczywiście Zapolski, którego trafienie na 3:11 śmiało może kandydować do miana gola kolejki. Gospodarze odpowiedzieli jedynie golem Rafała Koziołka po asyście Sebastiana Świparskiego oraz faulem w polu karnym Podgórskiego, za co ten ostatni otrzymał żółtą kartkę – podyktowaną „jedenastkę” Zapolski jednak fatalnie przestrzelił.

Tak dotkliwa porażka nie napawa optymizmem graczy Green Lantern. Jeśli w ich kadrze nie pojawi się bramkarz z prawdziwego zdarzenia, może być im bardzo trudno nawiązać równorzędną walkę z resztą stawki.

Reklama