Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Nie możemy tego ukrywać, ten mecz oglądaliśmy z ogromną przyjemnością. Obie drużyny bardzo zmotywowane i zdeterminowane, żeby odnieść zwycięstwo. Gospodarze przed tym spotkaniem mieli świadmość, że muszą wygrać, żeby mieć nadal szanse na walkę o medale. Goście z kolei wiedzieli, że potrzebują 3 punktów, aby pozostać w grze o utrzymanie w 2 lidze. Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy wyszli na prowadzenie za sprawą Pidluzhnego. W odpowiedzi Maciej Kiełpsz doprowadził do wyrównania, a chwilę później na prowadzenie wyszły Orzeły za sprawą Wnorowskiego. Wikingowie nie zamierzali jednak odpuszczać i doprowadzili do remisu, ponieważ ponownie zapunktował Pidluzhnyi. Tuż przed przerwą trafił Wadim Korob, po chwili hat-tricka skompletował Pidluzhnyi i na odpoczynek zespoły schodziły z wynikiem 4:2. Po przerwie Wikingowie chcieli szybko wyjaśnić sytuację, ale obie drużyny trafiły do siatki i było 5:3. Żadna z drużyn nie chciała się otworzyć w defensywie, ale wiedzieliśmy, że Orzeły muszą zacząć gonić. Niestety, to było brzemienne w skutkach, bo mniejsze skupienie na defensywie spowodowało, że Wikingowie odskoczyli na cztery bramki i nie dali się już dogonić. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 8:5, co przedłużyło nadzieję gospodarzy na brązowe medale. Gościom niestety po tym pojedynku widmo spadku zajrzało bardzo poważnie w oczy, ale o wszystkim zadecyduje zaległy mecz z Bonito.
To był mecz o wszystko, bezpośrednie starcie dwóch kandydatów do tytułu mistrzowskiego. Obie ekipy stawiły się w solidnych składach i spodziewaliśmy się ciekawego starcia, a dostaliśmy jedno z najbardziej emocjonujących i dramatycznych spotkań w dziejach Ligi Fanów. Niemalże jak u Hitchcocka mecz zaczął się od wybuchu bomby atomowej, a potem napięcie tylko rosło. W 4 minucie wynik otworzył niezawodny Igor Petlyak, a 8 minucie doszło do sytuacji, która mogła ustawić resztę spotkania. Po niedokładnym podaniu Patryk Kieszkowski ratował się wślizgiem, ale był już poza polem karnym i sędzia musiał ukarać go czerwoną kartką. Perspektywa gry bez jednego zawodnika przez dziesięć minut to na tym poziomie rozgrywkowym praktycznie wyrok, ale chłopaki z GGSu wykazali się nerwami ze stali, końską kondycją i niewzruszoną wolą walki. Wprawdzie bezpośredni rzut wolny Energia zamieniła na gola, ale był to jedyne trafienie, które ukraińskiej ekipie udało się wywalczyć w przewadze. Co więcej – gospodarze nie spuścili głów, sami również próbowali atakować i wyprowadzili kilka akcji, przy których Michał Sobieralski musiał ratować swój zespół przed utratą bramki. Najbliżej zdobycia gola Energia była w 17 minucie, czyli praktycznie pod koniec kary, ale strzał Oleksandra Yakubiaka obił jedynie poprzeczkę. Gdy tylko składy wyrównały się szala zwycięstwa momentalnie przechyliła się na stronę GGSu. Na boisko wszedł Mateusz Grabowski i dosłownie kilkanaście sekund potrzebował na wypracowanie akcji, po której Paweł Pająk strzelił gola kontaktowego. Nie minęła nawet minuta, a gospodarze dostali prezent w postaci rzutu karnego, który wykorzystał Łukasz Kulesza, a w 22 minucie krzyk radości podniósł się po trafieniu Łukasza Krówki. Na początku drugiej połowy Gracze Gorszego Sortu podwyższyli prowadzenie – w 27 minucie Mateusz Grabowski przejął niedokładne podanie i na spokojnie trafił do siatki, a po minucie dalekim wrzutem z autu podał do Jakuba Mydłowieckiego, który precyzyjnie strzelił głową i było 5:2. Wydawało się, że niespodzianek w tym meczu już nie będzie, ale Energia jest zespołem, który wychodził i z gorszych opresji. W 34 minucie Artur Petrov urwał się obrońcom i trafił przy słupku, a minutę później dostał podanie od Igora Petlyaka i nagle przewaga GGSu zmalała do zaledwie jednego oczka. Chwila braku koncentracji w bloku obronnym ekipy Adriana Kanigowskiego spowodowała, że mecz praktycznie rozpoczynał się od nowa, ale fortuna szykowała absolutnie szalony zwrot akcji. Niedokładne przyjęcie Michała Sobieralskiego skończyło się faulem i tym razem sędzia musiał ukarać czerwonym kartonikiem bramkarza Energii! Nie minęło dużo czasu, a Paweł Pająk urwał się na lewym skrzydle i trafił z ostrego kąta, a niemalże w następnej akcji przeciął niedokładne podanie i lobem nad bramkarzem umieścił piłkę w siatce. Przy stanie 7:4 GGS praktycznie kontrolował dalszy przebieg meczu. W 43 minucie Paweł zdobył swojego czwartego gola, Energia odpowiedziała trafieniem Aidyna Yessaly i kiedy sędzia odgwizdał koniec meczu Gracze Gorszego Sortu mogli otwierać szampana i cieszyć się ze zdobycia mistrzostwa 2 ligi!
Mecz z rodzaju o sześć punktów rozegrał się pomiędzy Bonito Warszawa, a Tylko Zwycięstwo. Obie drużyny pozostały w walce o najniższy stopień podium i również o utrzymanie przewagi dające udział w Pucharze Ligi Fanów. Mecz od pierwszego gwizdka sędziego był bardzo wyrównany, a gra toczyła się od jednej bramki do drugiej. Jako pierwsi na prowadzenie w 5 minucie wyszli goście, którzy zajmowali o dwa punkty wyższą pozycję w ligowej tabeli. Gospodarze potrzebowali czterech minut na przywrócenie statusu quo. Remisowy wynik nie przetrwał jednak długo, bo to Bonito wyszło na prowadzenie po raz pierwszy w tym spotkaniu. Nieustępliwi w dążeniu do poprawy wyniku na swoją korzyść zawodnicy Tylko Zwycięstwo zdołali doskoczyć rywala, lecz na ich nieszczęście minutę później gospodarze ponownie prowadzili jedną bramką. Pierwsza połowa zakończona skromnym prowadzeniem Bonito zapowiadała ekscytujący dalszy ciąg. Kiedy zawodnicy wrócili na boisko oglądaliśmy wymianę „ciosów” z niewielką, lecz jak się na koniec okazało wystarczającą przewagą gospodarzy. W czasie sześciu minut obejrzeliśmy dwa gole dla Bonito, oraz jedno trafienie Tylko Zwycięstwo. Dwubramkowa strata gości i upływający czas zmusiła ich do jeszcze częstszych wizyt pod bramką rywala, który zepchnięty do obrony nie pozwalał na zdobycie gola. Dziesięć minut przed końcem Grzegorz Dybcio zmniejszył stratę do jednej bramki i ustalił końcowy wynik meczu. Bonito dzięki wygranej awansowało w ligowej tabeli zamieniając się miejscami z Tylko Zwycięstwo, które przez porażkę straciło szansę na podium. Teraz przed oboma zespołami ostatnia kolejka, w której cały czas punkty za zwycięstwa są na wagę złota.
Mający problemy kadrowe zespół Orlika Mokotów w tej rundzie jak na razie zdobył tylko trzy punkty i już od dłuższego czasu przestał brać udział w walce o podium, pozostając w grze o udział w Pucharze Naszej ligi. Eternis, który stracił szanse na opuszczenie strefy spadkowej zawsze gra o zdobycie trzech punktów. Obie drużyny na mecz przyszły w dość okrojonych składach i musiały dobrze rozłożyć swoje siły. Zawodnicy gospodarzy w pierwszej połowie jak i całym meczu wyglądali trochę lepiej na boisku, lecz byli mało skuteczni. Natomiast goście potrafili swoje szanse wykorzystywać. Jako pierwsza na prowadzenie wyszła drużyna Eternisu i mimo gry w osłabieniu po ukaraniu zawodnika żółtą kartką. Gospodarze zdołali wyrównać, lecz chwilę później byli znów zmuszeni do odrabiania strat. Sztuka ta udała się na dwie minuty przed końcem tej części spotkania i na przerwę był remis. Kiedy sędzia wznowił mecz goście mimo częstszej gry obronnej znów jako pierwsi zdobyli gola, na którego musieliśmy poczekać dziesięć minut. Kiedy do końca spotkania pozostało dziewięć minut obie drużyny poprawiły swoją skuteczność w ofensywnej grze i mogliśmy zobaczyć aż pięć bramek z korzyścią dla Eternisu. Dzięki dwu bramkowej wygranej goście awansowali na ósmą pozycję, a Orlik, mimo iż przegrał jest pewien pozostania na swoim poziomie rozgrywkowym. Obu zespołom dziękujemy za ten wciągający i wyrównany mecz, życząc powodzenia w ostatniej kolejce.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)