Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Faworytem spotkania wydawał się Orlik Mokotów, jednak już na samym początku meczu prowadzenie objęła ekipa Wikingów. W 4 minucie Ivan Markovych otworzył wynik spotkania. Chwilę później mogło być 2:0, ale tym razem dobrą interwencją popisał się golkiper Orlika. Goście dążyli do wyrównania i mieli ku temu okazję, ale niestety piłka zamiast trafić do siatki odbiła się jedynie od słupka. Pomimo kilku sytuacji z jednej i drugiej strony dość długo musieliśmy czekać na kolejnego gola. Dopiero w końcówce pierwszej połowy zawodnicy rozstrzelali się na dobre. W 20 minucie duży błąd przy wyprowadzeniu piłki popełnił bramkarz Wikingów i Orlik doprowadził do wyrównania. Ostatnie minuty należały jednak do gospodarzy. Najpierw Anton Dobzodytskyi ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a tuż przed przerwą na 3:1 podwyższył Ivan Markovych. Po zmianie stron Orlik rzucił się z większą werwą do odrabiania strat. Mieli ku temu świetną okazję, ale nie wykorzystali m.in. podyktowanego rzutu karnego. Wikingowie wytrzymali ten okres naporu rywala i odpowiedzieli kolejną bramką – Viktor Yaremii strzałem z dystansu sprawił, że wygrana jego drużyny stawała się coraz bardziej realna. Impuls do dalszej walki dał jeszcze Orlikowi Kamil Żak – jego dwie bramki sprawiły, że goście wrócili do gry doprowadzając do stanu 4:3. Kropkę nad i postawił wcześniej wspomniany Yaremii ustalając wynik spotkania na 5:3. Mała niespodzianka stała się faktem, zespół z Ukrainy wygrał swoje drugie spotkanie w sezonie, natomiast Orlik chyba popadł w kryzys, który trzeba jak najszybciej zażegnać.
Sytuacja w tabeli 2 ligi jest bardzo interesująca, różnice punktowe między zespołami niewielkie, przez co ciężko wskazać faworyta. Tak było w meczu pomiędzy zespołem Tylko Zwycięstwo a ekipą Dziki Młochów. Mecz od początku stał na bardzo wysokim poziomie technicznym i taktycznym. Obie ekipy prezentowały się bardzo dobrze w obronie i starały się nie stracić bramki. W ekipie gospodarzy z przodu robił co mógł Andrzej Morawski, natomiast wśród gości wyróżniał się Przemysław Skrzydlewski. Spotkanie toczyło się w zdrowej sportowej atmosferze, jednak nikt nie zamierzał odstawiać nogi. Pomimo kilku sytuacji zarówno po jednej jak i po drugiej stronie, pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. W drugiej odsłonie obie ekipy postawiły na zdecydowanie bardziej ofensywny styl gry. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już na początku drugiej połowy na silny strzał zdecydował się Andrzej Morawski, piłka po drodze otarła jeszcze jednego z obrońców i myląc bramkarza wpadła do bramki gości. Na stratę gola ekipa z Młochowa odpowiedziała bardzo szybko - bramkę wyrównującą zdobył Przemysław Skrzydlewski. W kolejnych minutach mecz nabierał rumieńców, obu ekipom zależało na zdobyciu trzech punktów przez co często zapominały o grze w obronie. Błędy w ustawieniu obrony ponownie wykorzystał Andrzej Morawski, który pięknym strzałem głową pokonał bramkarza gości. Tak jak to miało miejsce wcześniej i tym razem odpowiedź Dzików przyszła bardzo szybko, tym razem piłkę do pustej bramki dobił Michał Śpiewak i ponownie mieliśmy remis. W końcówce meczu szala zwycięstwa mogła przechylić się na jedną, bądź drugą stronę. Obie ekipy miały swoje okazje, lecz brakowało dokładności. W końcu po zespołowej akcji Morawski-Dybcio ten drugi pokonuje bramkarza i po raz trzeci gospodarze prowadzili w tym meczu. Goście próbowali jeszcze zmienić wynik, lecz dobrze dysponowany bramkarz gospodarzy oraz cała formacja defensywna utrzymała korzystny rezultat do końca spotkania. Po bardzo interesującym i trzymającym w napięciu do końca spotkaniu drużyna Tylko Zwycięstwo pokonuje Dziki Młochów 3-2.
Szlagier 2 ligi okazał się dokładnie takim meczem, jakiego oczekiwaliśmy. Obie ekipy podeszły do tego spotkania bardzo ambitne i dostarczyły świetne widowisko piłkarskie. Już pierwsze minuty pokazały, że będzie to rywalizacja w stylu cios za cios. GGS momentalnie objął prowadzenie po golu Arkadiusza Waszaka, ale Bonito błyskawicznie odpowiedziało trafieniem Leona Hendigery. Gospodarze zripostowali strzałem Karola Wierzchonia, ale tym razem Lucjan Baran popisał się dobrą interwencją. W 8 minucie Wiktor Mądry dośrodkował, Andrzej Skorupa dołożył nogę i Bonito wyszło na prowadzenie 1:2. Dwie minuty później był remis po dobitce Mateusza Grabowskiego, a akcję później goście znów wyszli na prowadzenie, kiedy bramkarzowi GGSu piłka trochę niefortunnie wypadła z rąk wprost pod nogi Leona, który takich prezentów nie zwykł marnować. Gospodarze za to wykorzystali rzut rożny – mocna wrzutka Mateusza Grabowskiego i z pierwszej piłki huknął Łukasz Kulesza. Przy stanie 3:3 napastnikom obu drużyn skończyła się amunicja, ale nie znaczy to, że na boisku nic się nie działo. Przez całą pierwszą połowę Bonito miało kłopoty z dostosowaniem się do stylu gry gospodarzy i nieco chaotyczne postawa w obronie zostawiała napastnikom przeciwnika sporo miejsca. Goście momentami zepchnięci do defensywy atakowali głównie z kontr, a gospodarze skupiali się na ataku pozycyjnym i posiadanie piłki było zdecydowanie po ich stronie, choć nie przekładało się to na zdobywane bramki. W ostatniej akcji pierwszej połowy Łukasz Kulesza pogalopował skrzydłem, okiwał trzech obrońców, ale ostatecznie gola nie zdobył i sędzia odgwizdał koniec. W drugą połowę zdecydowanie lepiej weszli gospodarze – pięknie podanie przez całe boisko posłał Patryk Kieszkowski, a Karol Wierzchoń precyzyjnie uderzył głową i GGS wyszedł na prowadzenie 4:3. Po chwili podwyższył Łukasz Kulesza, a w 33 minucie Bonito odpowiedziało golem Aleksandra Olędzkiego. Był to ostatni gol w tym spotkaniu, ale okazji nie brakowało po jednej i drugiej stronie, choć zdecydowanie bardziej przekonujący byli Gracze Gorszego Sortu. Niebieskim jakby zabrakło pomysłu na grę i większość ataków rozbijała się o środek boiska. GGS umiejętnie wywierał presję na przeciwnikach, zamurował dostęp do bramki i to ekipa Adriana Kanigowskiego wywiozła z tego spotkania cenne trzy punkty.
Bardzo trudne zadanie czekało FC Górkę, która podejmowała liderującą Energię. Początek był dość wyrównany, goście nie od razu zastosowali znaną nam z poprzednich spotkań taktykę z wysuniętym bramkarzem, jakby chcieli najpierw sprawdzić, jak prezentują się i na co stać tego dnia rywali. A to właśnie gospodarze grający w niebieskich trykotach mieli jako pierwsi dogodną okazję do strzelenia bramki, ale bramkarz Energii popisał się bardzo dobrą interwencją, która wymagała nie lada refleksu. Niewykorzystana sytuacja się zemściła i to zespół z Ukrainy objął w tym spotkaniu prowadzenie po golu Patryka Komorowskiego. Od tego trafienia dość długo czekaliśmy na kolejne gole. Bliżej podwyższenia wyniku była Energia, ale z kolei tym razem to golkiper Górki popisał się bardzo dobrą interwencją. Wyrównanie przyszło dopiero w 20 minucie, kiedy to piłkę do siatki skierował Tomasz Rulak. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do rywali, którzy tuż przed przerwą ponownie wyszli na prowadzenie. Po 25 minutach mieliśmy 1:2. Drugą połowę znów lepiej zaczęli zawodnicy Energii, trafiając chwilę po wznowieniu meczu na 1:3. To podziałało otrzeźwiająco na Górkę, bo z szybką ripostą pospieszył Szymon Maruszewski, a kiedy wyrównał Michał Rydz wydawało się, że mecz zacznie się na nowo. Energia włączyła jednak wyższy bieg i odskoczyła przeciwnikowi strzelając kolejne 3 bramki do stanu 3:6. To było już za dużo dla gospodarzy, którzy nie byli w stanie odrobić takiej straty. Energia trzymała oponenta na dystans i pomimo, że bramki padały z jednej i drugiej strony, Górka nie była w stanie odwrócić losów meczu. Ostatecznie Energia wygrała 5:9, w naszej opinii jak najbardziej zasłużenie.
Zespół Eternisu, po dwóch porażkach z rzędu, była bardzo głodny zwycięstwa w starciu z Orzełami Stolicy. Co prawda na mecz stawili się tylko w sześciu, jednak od pierwszych minut było widać, że tlenu w płucach starczy im na długo. Spotkanie rozpoczęło się zdecydowanie po myśli gospodarzy, którzy po golach Mateusza Leszczyńskiego oraz Emila Słomczyńskiego prowadzili 2:0. W tym momencie zaczął się pojedynek napastników obu zespołów, którzy na przemian zdobywali bramki dla swojego zespołu. Drugie trafienie Emila Słomczyńskiego oraz dwie bramki strzelone przez Janka Wnorowskiego sprawiły, że na boisku zrobiło się bardzo ciekawie, gdyż wynik brzmiał 3:2. Kiedy po świetnym podaniu Damiana Długosza oraz genialnym, potężnym strzale Maćka Kiełpasza zrobiło się 3:3 byliśmy przekonani, że druga połowa przyniesie równie wiele emocji. Niestety, nie wiemy co stało się w przerwie meczu, ale gra zespołu Orzełów Stolicy zupełnie siadła po zmianie stron. Z kolei w szeregach Eternisu świetne zawody rozgrywali Mateusz Leszczyński oraz Emil Słomczyński, dzięki którym gospodarze odjechali z wynikiem na kilka bramek. Mateusz w całym spotkaniu zanotował dwa trafienia oraz dwie asysty, co było świetnym wynikiem, jednak MVP spotkania został Emil Słomczyński, który aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców! Całe spotkanie zakończyło się rezultatem 10:4, co w kontekście walki, jaką oglądaliśmy w pierwszej połowie było bardzo zaskakujące. Niemniej, dzięki zwycięstwu Eternis przerwał serię porażek. Orzeły Stolicy, niestety nadal bez punktów w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)