Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Ten mecz zapowiadał się niezwykle ciekawie. Starcie lidera z wiceliderem drugiej ligi i walka o przezimowanie na pierwszym miejscu w tabeli. Przed 8. kolejką zarówno Gracze Gorszego Sortu, jak i Energii, mieli dokładnie tyle samo punktów i zbliżony bilans bramkowy. Spodziewaliśmy się niezwykle wyrównanego starcia i ogromnego zaangażowania obu zespołów. Tym bardziej zdziwiły nas ogromne problemy kadrowe GGS-u. Mecz zaczęliśmy z lekkim opóźnieniem, a w tle do końca istniało ryzyko odwołania spotkania. Gospodarze stawili się bowiem w pięciu (później dołączyło dwóch kolejnych). Frustracja Graczy Gorszego Sortu przełożyła się na szybko stracone dwie bramki. Pierwszy oprzytomniał Arkadiusz Waszak, który najpierw strzelił płasko po długim słupku, a następnie przejął piłkę i ominął bramkarza, by wyrównać wynik spotkania. To natomiast nie spodobało się zawodnikom Energii, którzy wykorzystali przewagę liczebną i odpowiedzieli rywalom trzykrotnie. Druga połowa była bardzo jednostronna. O wyniku 2:7 zadecydował Stetsiuk, który nie podał w sytuacji “sam na sam”, trafił w słupek, ale sam dobił swój strzał. Długo na bramkę czekał też Parnitskii, który marnował sytuacje, ale jak już wpisał się na listę strzelców, to dwa razy z rzędu. O niewykorzystanych sytuacjach będzie też pamiętał Waszak, który mimo wysokiej porażki swojego zespołu (2:11) nie raz stawał przed szansą poprawienia wyniku.
W niedzielne przedpołudnie naprzeciwko siebie stanęły Orzeły Stolicy oraz Ukranian Vikings. Gospodarze to outsiderzy drugiej ligi, a goście ze zmiennym szczęściem zgromadzili na swoim punkcie 9 punktów. Faworytem tego spotkania byli goście i to oni od początku przejęli inicjatywę. Orzeły Stolicy dość szybko oddały piłkę przeciwnikom i starali się przyjmować groźne ataki rywali na swojej połowie. Na pierwszą bramkę czekaliśmy do 7 minuty. Wtedy to Aleksandr Ivanov silnym i precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego pokonał bramkarza gospodarzy. Z każdą kolejną minutą przewaga gości rosła. W 14 minucie Vikingi wychodzą na dwubramkowe prowadzenie - autorem gola był Yeugen Sirotenko. Gospodarze nie potrafili poradzić sobie z dobrze dysponowaną tego dnia ekipą z Ukrainy. Szwankowała gra w ofensywie a w obronie raz po raz pojawiały się proste błędy. Taki właśnie przytrafił się też bramkarzowi Orzełów, który z zimną krwią wykorzystał Vadim Korob. Do końca pierwszej połowy nie widzieliśmy już bramek i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 0-3. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, ponownie byliśmy świadkami naporu Vikingów. Goście mając korzystny rezultat grali bez presji i z polotem. W akcjach ofensywnych wyróżniał się Yeugen Sirotenko, który na początku drugiej części strzelił kolejno trzy bramki. Gospodarze obudzili się dopiero w 32 minucie spotkania i przy wyniku 0-6 udało im się zdobyć swoją bramkę, autorem trafienia był Mikołaj Kiełpisz. W końcówce meczu goście zdobyli jeszcze dwie bramki i spotkanie ostatecznie zakończyło się wynikiem 2-8. Ukranian Vikings zasłużenie wygrywa to starcie, dzięki czemu zawodnicy z Ukrainy do podium tracą już tylko 3 punkty. Goście z zerowym dorobkiem punktowym, już teraz muszą myśleć co poprawić, by po przerwie zimowej przystąpić do rywalizacji i walczyć o każdy ligowy punkt.
Mecz Eternisu z Orlikiem Mokotów praktycznie od samego początku przebiegał pod dyktando gości. Bardzo dużą rolę odegrała tu kiepska frekwencja Eternisu, który na ostatnią chwilę musiał łatać skład, a na dodatek zawodnicy dotarli na plac spóźnieni, przez co gospodarze musieli rozpocząć mecz w piątkę. Pierwszy gol dla Orlika padł w dosyć przypadkowych okolicznościach – strzał Patryka Borowskiego trafił w słupek, ale piłka odbiła się od przebiegającego obrońcy Eternisu i wtoczyła się do bramki. Sytuacja to trochę podkopała morale gospodarzy i choć na kolejne gole musieliśmy poczekać, to przewaga gospodarzy była widoczna gołym okiem. Po dwudziestu minutach gry było już 0:4 po dwóch trafieniach Krzysztofa Mamli i jednym Patryka Borowskiego. Eternis przełamał się tuż po wznowieniu gry, bo gola błyskawicznie zdobył Łukasz Cegielski, a po chwili było już 2:4 po trafieniu Mateusza Leszczyńskiego. Orlik zripostował bramką Arkadiusza Romanowskiego i schodził na przerwę z bezpiecznym prowadzeniem 2:5. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że wynik powinien być dla Orlika jeszcze bardziej korzystny, jednak nieco zawiodła skuteczność, a i stojący między słupkami bramki Eternisu Karol Dębowski popisał się kilkoma dobrymi interwencjami. Początek drugiej połowy mógł przynieść zupełne odwrócenie losów meczu. Gospodarze coraz śmielej zapuszczali się w okolice pola karnego gości, a trzy groźne akcje nie zakończyły się golem tylko dzięki ofiarnym obronom Łukasza Gołębiowskiego. Gra przenosiła się od bramki do bramki i oglądaliśmy dużo futbolowej walki i dopiero w 36 minucie Łukasz skapitulował po golu Emila Słomczyńskiego. Orlik Mokotów odpowiedział już minutę później – Patryk Borowski wykonał rzut rożny, a strzałem „z klepki” gola zdobył Sebastian Lech. Eternis wciąż deptał gościom po piętach i na dziesięć minut przed końcem było 4:6 po golu Kamila Leszczyńskiego. W końcówce Orlik wziął się jednak w garść, a dwa gole Sebastiana Lecha szybko pogrzebały nadzieje gospodarzy na dogonienie wyniku. Zwyciężając Orlik Mokotów utrzymał się na trzeciej pozycji w tabeli, a gospodarze wciąż znajdują się w strefie spadkowej i aby się z niej wydostać będą musieli wygrać w ostatniej kolejce tej rundy.
Drużyna Dzików z Młochowa ostatnie swoje spotkanie wygrała i dzięki temu zrównała się w tabeli z zespołem FC Górka, która po dobrym starcie sezonu ostatnie dwa spotkania kończyła bez zdobyczy punktowej. Lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już w 1 minucie wyszli na prowadzenie. Doskonałą sytuację do wyrównania po upływie dziesięciu minut gry mieli goście, ale piłka po ich strzale wylądowała na słupku. W ostatnich minutach pierwszej połowy wyraźną przewagę osiągnęli gospodarze, którzy aż trzykrotnie pokonali bramkarza rywali i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 4:0. Początek drugiej części meczu to bardzo dobra gra zawodników Górki, którzy jedną z pierwszych akcji zakończyli bramką. Chwilę później ich rywale otrzymali żółtą kartkę i przewagę jednego zawodnika udało się wykorzystać zdobywając dwie bramki. Zaraz po wejściu na plac szóstego zawodnika Przemysław Skrzydlewski zdobył gola dla swojej drużyny, która wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Kolejne minuty to ponownie duża przewaga zespołu gości, którzy pokonując dwukrotnie bramkarza rywali wyrównali wynik. Od tego momentu spotkanie bardzo się otworzyło, dzięki czemu byliśmy świadkami dużej ilości sytuacji bramkowych, które każda z drużyn wykorzystała po razie. Ostatnie minuty zdecydowanie należały do zespołu gospodarzy, którzy aż trzykrotnie znaleźli drogę piłki do bramki przeciwników i ustalili wynik spotkania na 9:6. Ostatecznie po bardzo ciekawym meczu kolejne trzy punkty wędrują do zespołu Dzików, którzy odskakują swoim rywalom w tabeli na trzy punkty. Zespół FC Górka ponosi trzecią z rzędu porażkę i zespół ten powoli niebezpiecznie zbliża się do strefy spadkowej.
Po meczu Tylko Zwycięstwo z Bonito Warszawa możemy stwierdzić, że ekipa Leona Hendigery przechodzi wyraźny kryzys. W składzie gości zabrakło kilku istotnych zawodników, w tym samego kapitana, i mimo obecności Diego Deisadze widać było wyraźne luki kadrowe. Gospodarze sami nie grzeszą frekwencją, ale nadrabiają tym, że na mecze stawia się przeważnie trzon drużyny, który jest ze sobą zgrany od lat. Przewaga TZu ujawniła się dość szybko. Już w 7 minucie wynik otworzył Grzegorz Dybcio, w 10 minucie było już 2:0 po trafieniu Adama Krupińskiego, a w 12 minucie Grzegorz dołożył kolejne trafienie. Warto tu odnotować, że przy każdym z tych goli asystował niezawodny jak zawsze Andrzej Morawski. Bonito niesione dopingiem kibiców nie spuściło głowy i szukało okazji do podgonienia wyniku. Goście raz po raz wyprowadzali groźne, choć nieskuteczne ataki. TZ bardzo mądrze wyłączał z gry Diego Deisadze – podwójne i ciasne krycie uniemożliwiało temu zawodnikowi rozpędzenie się do strzału, a skrzydła Bonito grały zbyt ospale, żeby realnie zagrozić bramce Mateusza Kwaśnego. Goście obudzili się dopiero po przerwie i po podaniu Aleksandra Olędzkiego gola na 3:1 zdobył Wiktor Mądry. W 33 minucie Adam Krupiński znalazł się w 100% sytuacji do strzelenia gola, ale górą był golkiper Bonito Lucjan Baran. Po chwili Lucjan przeszedł sam siebie i obronił strzał, który w naszej ocenie na 200% powinien skończyć się golem. Mimo wysiłku bramkarza goście nie przejęli inicjatywy. Wręcz przeciwnie – w 35 minucie z ostrego kąta uderzył Grzegorz Dybcio i zgarnął hat-tricka. Po chwili Tylko Zwycięstwo urządziło istne oblężenie bramki gości – do wrzutki z prawego skrzydła głowę dołożył Andrzej Morawski, ale piłkę obrońcy wybili na róg. Sytuacja z dośrodkowaniem ze skrzydła powtórzyła się kilkukrotnie i tylko cudem Bonito nie straciło bramki. Mimo to do końca meczu to gospodarze byli drużyną dyktującą warunki, a w ekipie przyjezdnej dało się zauważyć brak pomysłu na konstruowanie akcji ofensywnych. W końcówce Maciek Dombrowicz podwyższył na 5:1, Bonito wywalczyło rzut karny, który wykorzystał Diego, a tuż po wznowieniu gry wynik na 6:2 ustalił Mateusz Jałkowski. O tym, jak wyrównana jest rywalizacja w 2 lidze świadczy fakt, że przed tym meczem obie ekipy dzieliło zaledwie sześć punktów, a obecnie TZ stoi na przedsionku podium, do drugiego miejsca tracąc raptem 3 punkty, a Bonito znalazło się w strefie spadkowej i młoda ekipa musi zdecydowanie coś zmienić, jeśli chce utrzymać się na tym poziomie rozgrywkowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)