reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
11:00

2 liga w tym sezonie jest bardzo wyrównana. Nie ma ekipy, która nie przegrałaby co najmniej 2 spotkań. Te, które mierzyły się ze sobą w tym meczu mają po 3 porażki na swoim koncie, mimo to zajmują miejsca w górnej połowie tabeli. Obie drużyny przystępowały do tego pojedynku po zwycięstwach w ubiegłej kolejce. Orlik Mokotów z kilkoma zmianami, Tylko Zwycięstwo bez żadnej zmiany. Od samego początku gospodarze starali się częściej utrzymywać przy piłce i stwarzać sytuacje podbramkowe. Rywale świetnie jednak ustawili się w obronie i nie pozwalali im na zbyt wiele. Szansa na zmianę takiego stanu rzeczy pojawiła się w 17 minucie, kiedy to bramkarz gości otrzymał żółtą kartkę. Bardzo nieporadnie w grze w przewadze radził sobie Orlik Mokotów, co niespodziewanie wykorzystali goście a konkretnie Andrzej Morawski, który zaskoczył golkipera przeciwników i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Taki stan rzeczy utrzymał nam się do przerwy. W drugich 25 minutach obraz gry wyglądał podobnie. Gospodarze wymieniali między sobą podania, a goście mądrze się bronili. I tak oto kilka chwil po przerwie Mateusz Jałkowski podwyższył na 2:0. Kiedy na 10 minut przed końcem gola na 3:0 zdobył Morawski, to mało kto wierzył, że stanie się to co się stało. 60 sekund po bramce na 0:3 Borowski strzelił gola dla Orlika Mokotów. Chwilę później trafienie dorzucił Kopczyński a zaraz potem znowu Borowski i zrobiło nam się 3:3. Kiedy 3 minuty przed końcem gola na 4:3 dla ekipy Tylko Zwycięstwo zdobył Andrzej Morawski wydawało się, że dużo się w tym meczu już nie wydarzy. Wydarzyło się bardzo dużo, bo najpierw do wyrównania doprowadził Krzysztof Mamla, a w ostatniej akcji meczu zwycięskiego gola dla gospodarzy zdobył Tarwacki, ustalając wynik spotkania na 5:4.

2
12:00

Z niecierpliwością czekaliśmy na to spotkanie. Absolutny szlagier 2 ligi czyli starcie Energii z Ukranian Vikings nie rozczarowało i okazało się niebywałej urody widowiskiem piłkarskim. W teorii powinien być to mecz przyjaźni, bo ukraińskie drużyny znają się bardzo dobrze, ale ze względu na sytuację w tabeli nie było tu mowy o ulgowym traktowaniu. Gospodarze nie zaznali jeszcze smaku porażki w tej rundzie i na pewno chcieli podtrzymać ten stan, za to goście musieli wygrać to spotkanie, żeby na wiosnę mieć szansę dogonienia podium. Cel obu ekip bardzo podobny, tak samo jak styl. Ukraińskie ekipy przyzwyczaiły nas do szybkiej, zespołowej gry i spotkania takich drużyn zawsze trzymają wysoki poziom, ale rzadko zdarza się, żeby w jednym meczu spotkały się dwa zespoły grające z wysoko wysuniętym bramkarzem. Volodymyr Slobosheniuk po jednej i Eduard Vakhidov po drugiej stronie to zawodnicy, którzy dodają sporo jakości swoim drużynom, a trzeba przyznać że obydwaj mieli w tym meczu sporo pracy. Mecz rozkręcał się relatywnie powoli. Wynik otworzył się dopiero w 9 minucie – Igor Petlyak zdecydował się na strzał z pozycji stojącej, ale zmieścił piłkę przy słupku i Energia objęła prowadzenie. W 14 minucie Vikings odpowiedzieli sprytnym golem Vasyla Pidluzhnego, ale już minutę później było 2:1 po dwójkowej akcji Petlyak – Partnitski. Niskie prowadzenie Energii utrzymało się do przerwy i druga połowa zapowiadała się jeszcze ciekawiej. W 28 minucie Victor Yaremii oddał strzał przez nogi obrońców Energii i zasłonięty bramkarz nie zdążył z interwencją. W 33 minucie z rzutu rożnego precyzyjnie podał Arsen Oleksiv, a Vasyl Pidluzhny huknął z klepy i nieoczekiwanie Wikingowie objęli prowadzenie. Kilka minut później Eduard Vakhidov nieco zbyt nonszalancko wyszedł z piłką z pola bramkowego i w kuriozalnych okolicznościach dał sobie zabrać futbolówkę, która po strzale Artura Petrova poszybowała do pustej bramki. Szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Energii, bo już minutę później było 4:3 po ładnej, zespołowej akcji zakończonej golem Aidyna Yessalyego. Wymiana ciosów trwała i już minutę zrobiło się 4:4, kiedy Vasyl Pidluzhny wykorzystał zamieszanie pod bramką i skompletował hat-tricka. W 42 minucie Volodymyr Slobozheniuk dalekim podaniem odnalazł Igora Petlyaka, a ten nie dał szans bramkarzowi gości i Energia odzyskała prowadzenie. Ostatnie słowo należało jednak do Vikings. Najpierw w 46 minucie akcję na jeden kontakt wykończył Ivan Markovych, a na minutę przed końcem Vasyl Pidluzhny podał z rzutu rożnego, a niekryty Arsen Oleksiv zdobył zwycięskiego gola dla Vikings. Goście skromnie, choć zasłużenie wygrali 5:6, a obu drużynom należą się brawa za świetne widowisko, w którym sędzia ani razu nie sięgnął po żółty kartonik. Panowie, czapki z głów!

3
15:00
( 2 : 3 )
4 : 10
Raport

Trudny czas dla Orzełów Stolicy. W rundzie jesiennej przegrali wszystkie dziewięć spotkań i w ten sposób zajmują ostatnie miejsce w tabeli drugiej ligi. Do bezpiecznej pozycji tracą dwanaście punktów - właśnie tyle, ile na swoim koncie uzbierał zespół Bonito Warszawa. Ta ekipa również nie prezentowała najlepszej formy w minionych kolejkach, więc starcie z Orzełami zapowiadało się niezwykle emocjonująco. I takie też było, a gole oba zespoły strzelały naprzemiennie. Zaczęli goście, gdy Grzeszczak wykończył rajd Deisadze. Akcją zespołową i finalizacją Mahora odpowiedzieli gospodarze, ale Deisadze ponownie minął kilku rywali i zmów wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Na tę bramkę najlepiej zareagował Szarkowski, który strzałem od słupka znów dał Orzełom wyrównanie. Zgadnijcie co było dalej! Tak, Deisadze skompletował hat-tricka i celnym strzałem z rzutu karnego sprawił, że do przerwy wygrywało Bonito. Druga część spotkania nie była aż tak wyrównana, choć początek był obiecujący. O wyniku 2:4 zadecydował Grzeszczak, ale kolejna akcja zespołowa Orzełów sprawiła, że znów była tylko jednobramkowa strata. Następnie Wydrzyński obronił “sam na sam”, ale później do siatki trafiali już przede wszystkim goście. Deisadze dobił strzał jednego z kolegów, Mahor zaliczył gola samobójczego, a później gwiazda zespołu Bonito trafiała jeszcze dwukrotnie. Przy wyniku 3:9 został podyktowany rzut karny dla gospodarzy, który pewnie został wykorzystany przez kapitana Orzełów, Wnorowskiego. Bonito Warszawa może nazywać się mistrzami riposty, bo znów odpowiedzieli na trafienie gospodarzy i przy wyniku 4:10 sędzia zagwizdał po raz ostatni.

4
20:00

W spotkaniu zamykającym zmagania rundy jesiennej spotkały się zespoły Dziki Młochów, oraz Eternis. Gospodarze spod warszawskiego Młochowa nie chcąc pozostać w tyle do pierwszej trójki musieli wygrać to spotkanie. Potencjalne zwycięstwo gości pozwoliłoby im na opuszczenie strefy spadkowej przy „dobrych” wynikach w pozostałych spotkaniach. Mecz od samego początku był rozgrywany pod dyktando Dzików, którzy szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Gracze Eternisu mimo słabszego wejścia w spotkanie zdołali wyrównać wynik, za sprawą Damiana Rudego, który dwa razy pokonał bramkarza rywali. Pierwsza połowa nie przyniosła większej zdobyczy bramkowej żadnej ze stron mimo paru ciekawych akcji pod obiema bramkami. Druga odsłona spotkania to już całkowita dominacja gospodarzy od samego wznowienia gry. Ilość zdobytych goli przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Czternaście bramek – tyle zdobyli zawodnicy z Młochowa nie tracąc ani jednej. Eternis mimo swojego wysiłku nie był w stanie zatrzymać wręcz perfekcyjnie grającej przeciwnej drużyny, a z każdą straconą bramką ich motywacja malała. Duży wkład w zwycięstwo swojego zespołu miał Michał Śpiewak, który w drugiej połowie po samodzielnych akcjach zdobył cztery bramki i trzy asysty, a jego gra została doceniona przez rywala w formie wybrania najlepszym zawodnikiem. Dziękujemy obu zespołom za udział w rundzie jesiennej. Mamy nadzieję, że w czasie przerwy zimowej dobrze przygotują się na rundę rewanżową, a meczom z ich udziałem będą towarzyszyły ogromne emocje.

5
20:00
( 4 : 3 )
8 : 3
Raport

Spotkanie pomiędzy zespołami Graczy Gorszego Sortu a FC Górką to mecz drużyn, które w ostatniej kolejce schodziły z boiska bez zdobyczy punktowej. Dla gospodarzy był to pierwszy taki przypadek od kilku kolejek, natomiast dla ich przeciwników to była już trzecia porażka z rzędu, która zepchnęła ich do strefy spadkowej. Gracze gospodarzy bardzo dobrze rozpoczęli mecz i już po pięciu minutach prowadzili dwoma bramkami. W kolejnych minutach przebudzili się goście, którzy najpierw zmniejszyli straty do jednego trafienia a następnie piłka po ich strzałach trafiała w słupek oraz poprzeczkę bramki przeciwników. Ich wysiłki zostały wynagrodzone pod koniec pierwszej połowy meczu i w 20 minucie pierwszy raz w tym meczu wyszli na prowadzenie. Ostatnie słowo w tej części meczu należało do zawodnika gospodarzy, Arkadiusza Waszaka, którego dwa trafienia ustaliły wynik pierwszej połowy na 4:3 dla zespołu GGS. W drugiej części spotkania pomimo kilku dobrych sytuacji pierwsze dziesięć minut nie przyniosło zmiany rezultatu. Dopiero po upływie tego czasu kolejne trafienie zanotowali gospodarze i ponownie wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Gra gości po straconej bramce całkowicie się posypała i ich rywale stwarzali sobie coraz więcej sytuacji bramkowych, które trzy razy zostały zamienione na bramki. W tej części meczu zaimponował formą strzelecką Łukasz Kulesza, którego kolejne bramki ustaliły wynik spotkania na 8:3 a zawodnik ten aż czterokrotnie pokonał bramkarza rywali. Zespół Graczy Gorszego Sortu pewnie pokonał swojego rywala i zakończył rundę z taką samą liczbą punktów co lider tabeli. Zawodnicy FC Górka ponosząc kolejną porażkę w sezonie przezimują na miejscu spadkowym. 

Reklama