Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Spotkanie Energii z Dzikami Młochów upatrywaliśmy jako szlagier 2 ligi. Musimy przyznać, że ekipa Arkadiusza Żyznowskiego bardzo ambitnie podchodzi do rywalizacji w Lidze Fanów, bo na placu stawiła się w niemalże pełnym, zgłoszonym składzie. Tak szeroka ławka rezerwowych była potrzebna, aby dotrzymać kroku doświadczonej i dobrze zgranej drużynie z Ukrainy. Początek meczu przypominał trochę piłkarskie szachy, ale było to spowodowane tym, że obie drużyny bały się otwierać w obronie i spokojnie badały przeciwnika. Z minuty na minutę Energia rozkręcała się i coraz częściej zapuszczała się w rejony bramki gości. Dziki atakowały rzadziej, ale praktycznie każda ich akcja stanowiła zagrożenie. Długo czekaliśmy na pierwszego gola, bo aż kwadrans, ale w końcu Igor Petlyak wyłożył piłkę Patrykowi Komorowskiemu, a ten nie dał szans golkiperowi Dzików. W 19 minucie gola na raty zdobyli goście – strzał z dystansu został sparowany przez bramkarza, ale piłka spadła pod nogi Dawida Banasiewicza, który pewnym uderzeniem umieścił ją w siatce. W samej końcówce pierwszej połowy szczęście na chwilę opuściło Energię – fatalny błąd obrony skończył się przejęciem piłki przez Michała Śpiewaka, który wyprowadził Dzików na prowadzenie. Na początku drugiej części spotkania podobna sytuacja wydarzyła się, ale tym razem po drugiej stronie – obrona Dzików zaspała, Heorhii Parnitskii przejął piłkę, kiwnął bramkarza i ze spokojem wpakował piłkę do bramki. Od tego momentu inicjatywa była zdecydowanie po stronie Energii. Wprawdzie oglądaliśmy mnóstwo walki w środku boiska i napad gości nie próżnował, ale kolejne gole dokładała drużyna w białych koszulkach. W 30 minucie Oleksandr Yakubiak uruchomił podaniem Heorhija Parnitskiego, a następnie dobił jego strzał i Energia objęła prowadzenie. W 36 Heorhii ponownie zapisał się na protokole, tym razem jako strzelec, kiedy wykończył akcję Igora Petlyaka. Cztery minuty później podanie Igora przez niemal całe boisko na gola zamienił Oleksandr Yakubiak, ale Energia nie wytracała inicjatywy i po chwili było 6:2 po golu Igora. Dziki nie odpuszczały do samego końca. Być może zabrakło trochę szczęścia, bo goście wyprowadzili kilka akcji, w których wystarczyło tylko dołożyć nogę, ale fortuna zdecydowanie nie była tego dnia po stronie ekipy Arkadiusza Żyznowskiego. Do tego świetne zawody rozegrał golkiper Energii Volodymyr Slobozheniuk, który kilkukrotnie popisał się wyjątkowo dobrymi interwencjami. W samej końcówce udało się Dzikom dwukrotnie go pokonać, ale Energia również dołożyła jedno trafienie i wygrała to spotkanie w stosunku 7:4.
Spotkanie pomiędzy Orlikiem Mokotów a Bonito Warszawa zapowiadało się bardzo ciekawie. Obie ekipy wygrały swoje pierwsze mecze w tym sezonie i obie zaprezentowały naprawdę ciekawy i miły dla oka futbol. Lekkim faworytem wydawał się być bardziej doświadczony na piłkarskich boiskach Orlik. Mecz zgodnie z oczekiwaniami lepiej zaczęli gospodarze, od początku spotkania byli bardziej zdeterminowani, ich akcje były groźniejsze a pressing na całym boisku zmuszał rywali do częstych błędów. To przyniosło wymierne korzyści i już w 3 minucie zawodnicy z Mokotowa wychodzą na prowadzenie - akcję Mamla & Kopczyński wykańcza ten drugi i mamy 1-0. Po zdobyciu bramki Orlik kontynuował swój plan i dalej dążył do strzelania kolejnych bramek. Kilka minut później sędzia dyktuje rzut karny, do piłki podszedł Krzysztof Mamla i podwyższył prowadzenie swojej ekipy. Od tego momentu do pracy wzięli się zawodnicy gości. Orlik mając dwubramkową przewagę, cofnął się na swoją połowę i nastawił się na kontrataki. Ekipa Bonito Warszawa długo szukała pomysłu na przedarcie się pod bramkę rywala, a gdy już się zbliżali często brakowało dokładności oraz opanowania w bramkowych sytuacjach. W końcówce pierwszej połowy goście zdobywają bramkę kontaktową. Akcje całego zespołu mocnym strzałem wykończył Wiktor Mądry i na tablicy wyników mieliśmy 2-1. W końcówce pierwszej połowy, gdy wszyscy myśleli już o przerwie, zawodnicy Bonito Warszawa doprowadzają do remisu. Po pięknie rozegranym rzucie z autu, Bartosz Olędzki pokonuje bramkarza gospodarzy i na odpoczynek schodziliśmy przy wyniku 2-2. W drugiej odsłonie byliśmy świadkami prawdziwego rollercoastera. Ekipy za wszelką cenę dążyły do strzelenia bramki, przez co zdecydowanie bardziej się otwierały zapominając często o grze w obronie. Wraz z upływem czasu rysowała się przewaga zawodników Bonito, jednak piłka nie chciała znaleźć drogi do bramki rywali. Prawdziwe emocje zaczęły się jednak w ostatnich dziesięciu minutach spotkania. Najpierw z rzutu wolnego sprytnie uderzył Leon Hendigery, a chwilę później do remisu doprowadził Eryk Kopczyński. Ostatnie fragmenty gry należały jednak do gości, którzy wykorzystali błędy obrony i bramkarza i w końcowych minutach meczu wyszli na prowadzenie 3-4. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie i chwilę później sędzia zakończył to spotkanie. Zespół Bonito Warszawa po bardzo dobrym spotkaniu nieznacznie pokonuje swojego rywala i dzięki wygranej zapisuje na swoje konto drugie zwycięstwo w nowym sezonie.
Bardzo dobre spotkanie zobaczyliśmy w starciu Graczy Gorszego Sortu z Orzełami Stolicy. Już od początku tempo było bardzo wysokie, a akcje płynne. Gracze często wykorzystywali w rozegraniu swojego bramkarza, który miał tworzyć przewagę na boisku. Orzeły wyciągnęły wnioski sprzed tygodnia, bo w podobnym stylu grała Energia, przez co udawało im się dość długo neutralizować ataki rywala. Nie mniej jednak GGS świetnie operował piłką, szybkie, dokładne podania sprawiały, że defensywa Orzełów musiała sporo się nabiegać, by nadążyć z kryciem. Goście też potrafili się odgryźć i przeprowadzić parę składnych akcji na jeden kontakt. W końcu, po kilkunastu minutach wynik otworzył Maciej Chojnacki, a parę chwil później podwyższył on prowadzenie dla GGS-u. Orzeły miały jeszcze w pierwszej części szanse na zdobycie kontaktowego gola, ale świetnym refleksem popisał się Patryk Kieszkowski. Parę sekund później byliśmy już pod drugim polem karnym, bo ze świetną kontrą wyszli Gracze Gorszego Sortu, ale tym razem swoje umiejętności pokazał golkiper Orzełów. Ogólnie mecz niekiedy był ostry, nikt nogi nie odstawiał, ale też zawody przebiegały w atmosferze wzajemnego szacunku. W drugiej połowie coraz częściej do głosu zaczęli dochodzi zawodnicy Orzełów. W końcu i oni zdobyli swoją pierwszą bramkę po rzucie wolnym Maćka Kiełpsza. Chyba nieco pozazdrościł mu tej bramki Maciej Chojnacki, bo on również po stałym fragmencie gry wpisał się po raz kolejny na listę strzelców, zaliczając hat-tricka. GGS znów złapał luz w swojej grze, akcja na 4:1 którą sfinalizował Karol Wierzchoń tylko potwierdziła, że tego dnia gospodarze są w świetnej formie. Gdy na 5:1 podwyższył Przemek Długokęcki wydawało się, że jest już po meczu. Jednak Orzeły nie dawały za wygraną i w końcówce Janek Wnorowski, który swoją drogą był w tym spotkaniu niemal wszędzie na boisku, zdobył dwie bramki. Zabrakło już czasu na wyrównanie, ale trochę nerwów w końcowej fazie GGS miał. Przyjemnie oglądało się to spotkanie, a świetna forma Graczy Gorszego Sortu i niesamowita ambicja Orzełów sporo dały tej rywalizacji.
W zupełnie innych nastrojach przystępowały do rywalizacji zespoły Ukranian Vikings oraz Tylko Zwycięstwo. Ci pierwsi okazali się nieznacznie słabsi od swoich rywali ostatecznie przegrywając spotkanie jedną bramką. Ich rywal natomiast odniósł bardzo ważne zwycięstwo na starcie rozgrywek inkasując pierwsze trzy punkty. Premierowa połowa toczyła się głównie w środkowej części boiska, było dużo walki ale mało sytuacji bramkowych. Golkiperzy obydwu drużyn nie mieli w tej części spotkania za dużo roboty, dzięki czemu w rubryce straconych bramek po obydwu stronach widniała cyfra 0. Przy linii bocznej nerwowo przebierał nogami najlepszy zawodnik drużyny gospodarzy Eduard Vakhidov, który nie będąc w pełni sił nie pojawił się w pierwszej połowie na placu. Na szczęście dla jego kolegów oraz drużyny przeciwnej bezbramkowy wynik do przerwy sprawił, że już od pierwszej sekundy drugiej części spotkania wszedł na boisko i znacznie ożywił spotkanie. Już w pierwszej akcji po przerwie jego zespół objął prowadzenie, którym się cieszył tylko dwie minuty. Jedna z nielicznych akcji gości zakończyła się bramką wyrównującą. Kolejne minuty to powtórka z rozrywki - bramka zespołu gospodarzy, na którą szybko odpowiedzieli goście. Chwilę później po raz trzeci zespół z Ukrainy objął prowadzenie, które utrzymywał aż do końcowych fragmentów meczu. Końcówka tego spotkania należała jednak do ich rywali, którzy najpierw doprowadzili do wyrównania, za sprawą bramki samobójczej zawodnika gospodarzy. Następnie w odstępie dwóch minut goście dwukrotnie pokonali bramkarza rywali, dzięki czemu po skutecznej grze w ostatnich minutach spotkania pokonali rywali 5:3. Po bardzo wyrównanym spotkaniu kolejne trzy punkty wędrują do zawodników Tylko Zwycięstwo i zespół ten z 6 punktami został liderem rozgrywek. Ukranian Vikings pomimo bardzo dobrej postawy w drugiej połowie, po raz kolejny schodzi z boiska bez zdobyczy punktowej...
Patrząc na przebieg meczu FC Górki z Eternisem ciężko uwierzyć, że jest to dopiero 2 liga. Rywalizacja tych zespołów okazała się tak wyrównana i zacięta, że mieliśmy wrażenie meczu ekstraklasowego. O charakterze tego spotkania może świadczyć fakt, że niewiele zabrakło, aby skończyło się bardzo nietypowym dla szóstek piłkarskich wynikiem 1:0. Choć gra przenosiła się od bramki do bramki, tylko jeden gol padł w pierwszej połowie. W 16 minucie dwójkowa akcja Szymona Maruszewskiego i Roberta Bartochy przyniosła gola Górce, ale obie drużyny stwarzały mnóstwo okazji strzeleckich. Można powiedzieć, że głównymi bohaterami tego spotkania byli bramkarze obu ekip – Cezary Łobodziński i Karol Dębowski. Obaj bardzo czujnie strzegli swoich bramek i popisywali się obronami, których nie powstydziliby się zawodowi golkiperzy. W samej końcówce pierwszej połowy Eternis miał dwie wyśmienite okazje na wyrównanie – najpierw Aleksander Cuch oddał bardzo groźny strzał i Cezary Łobodziński tylko cudem sięgnął piłki, a po chwili słupek uratował Górkę przed stratą gola. W drugiej połowie niewiele zmieniło się w obrazie gry – obie drużyny miały dużo niewykorzystanych okazji, przez co długo nie oglądaliśmy żadnych trafień. Finał meczu rozegrał się w ostatnich pięciu minutach, ale było to widowisko niebywałej dramaturgii. W 45 minucie zamieszanie w polu karnym Górki zakończyło się żółtą kartką dla zawodnika niebieskich. Rzut karny z zimną krwią wykorzystał Grzegorz Goliszewski. Gospodarze przez trzy minuty gry w osłabieniu bronili wyniku i praktycznie na sam koniec kary Grzegorz zdobył gola dla Eternisu. Górka ostatkiem sił rzuciła się do ataku i o włos a byłaby w stanie wyrównać. Być może remis byłby nawet sprawiedliwy w świetle tego, ile zdrowia zostawili na boisku gospodarze, ale jak mówi przysłowie - gra się do końca, a końcówka należała zdecydowanie do Eternisu. Szybka kontra i gol Emila Słomczyńskiego pogrzebał wszelkie nadzieje na remis i to drużyna gości zgarnęła 3 punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)