Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 2 Liga
Równo o godzinie 11:00 na arenie AWFu spotkały się dwie rywalizujące o czołowe miejsca drużyny drugiej ligi. Orlik Mokotów podejmował zespół Energii. Przed tą kolejką te ekipy zgromadziły na swoim koncie po 21 oczek i zajmowały odpowiednio drugą i trzecią lokatę. Mecz od początku spotkania stał na bardzo wysokim poziomie technicznym, oba zespoły miały w swoich składach zawodników, którzy indywidualnie mogli zmienić lost spotkania. Już w 3 minucie meczu na akcję wzdłuż linii bocznej zdecydował się Eryk Kopczyński, który mijając kilku zawodników posłał piłkę w pole karne. W jedenastce pierwszy dobiegł do niej Piotr Borowski i płaskim strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Radość Orlika Mokotów trwała raptem minutę, bo do remisu doprowadził Oleksandr Yakubiak i mieliśmy 1-1. Kolejne minuty spotkania to akcja zarówno pod jedną jak i drugą bramką, dobrze spisywali się bramkarze, często ratując swój zespół przed stratą bramki. Po wymianie szybkich dwóch ciosów oba zespoły nieco bardziej skupiły się na tym aby bramki nie stracić, nie angażując wszystkich w akcję pod świątynię rywala. Do końca pierwszej połowy wynik już się nie zmienił i na przerwę schodziliśmy przy stanie 1-1. Po przerwie oba zespoły prezentowały się jeszcze lepiej niż w pierwszej odsłonie. Oglądaliśmy kawał futbolu a piłka wyprowadzana jak po sznurku wędrowała od nogi do nogi. Na pierwszego gola w drugiej połowie czekaliśmy do 37 minuty, kiedy to po jednej z akcji zaczepnych gospodarzy obrońca Energii fauluje przeciwnika w polu karnym. Sędzię słusznie dyktuje rzut karny i po strzale Krzysztofa Mamli Orlik prowadzi 2:1. Po stracie bramki Energia rzuciła się do odrabiania strat, niespełna dwie minuty później do remisu doprowadził Dymytro Stetsiuk i ponownie mieliśmy remis. Goście poszli za ciosem i za chwilę było już 2-3. Pięknym strzałem w same okienko popisał się Aidyn Yessaly. Kolejne kilka minut były decydujących dla losów spotkania, Orlikowi za sprawą Arkadiusza Urmanowskieg udaje się dość szybko doprowadzić do remisu, ale końcówka należała już do gości. Szybkie wznowienie ze środka, piłka rozegrana od tyłu i Energia w następnej akcji po stracie gola raz jeszcze obejmuje prowadzenie - strzelcem bramki Yakubiak. Mimo rozpaczliwych akcji do samego końca, doświadczona ekipa gości nie dała już sobie wydrzeć tego spotkania. Energia ostatecznie wygrywa z Orlikiem Mokotów 4:3 i tym samym rewanżuje się gospodarzom za porażkę w rundzie jesiennej. Zwycięstwo było tym bardziej cenne, gdyż przy korzystnych wynikach z innych boisk dało Energii prowadzenie na czele 2 ligi. Orlik Mokotów ze stratą 3 punktów zajmuje najniższe miejsce na podium i cały czas liczy się w grze o końcowy triumf.
W drugiej lidze panuje prawo dżungli. O miano najlepszej drużyny, reprezentującej faunę, zadecydować może układ tabeli, ale także bezpośrednie starcie. Pierwszy aspekt wskazuje na Dziki Młochów, które pozostają w walce o podium, mając na koncie 18 punktów. Trzy razy mniej oczek uzbierały Orzeły Stolicy, które dopiero w 2023 roku wzbiły się w powietrze jak na skrzydłach. Oba zwycięstwa ekipy Janka Wnorowskiego udało im się zdobyć właśnie w dwóch ostatnich tygodniach - jednym z nich była wygrana z Dzikami. W przyrodzie niczego nie można być pewnym, więc ssaki reprezentujące zwierzęta lądowe musiały wykazać się wyjątkową czujnością. Nie zdołali tego dokonać, bo dwa pierwsze gole w starciu z 11. kolejki należały do Orzełów. Wynik otworzył Szarkowski, a poprawił Czerniewski. Czy poirytowani gospodarze ruszyli po bramkę kontaktową? A pytasz dzika, czy…? Trafienie na 1:2 zaliczył Jacek Miracki, który niczym kłusownik oddał strzał ze sporego dystansu i upolował swoją ofiarę. Niewiele to dało, bo goście za sprawą Maxa Mahora, ponownie odskoczyli. Przed przerwą Dzikom udało się jednak wyrównać, strzelając dwa gole - w tym jednego między nogami bramkarza Orzełów. Początek drugiej połowy również zachęcał do spędzania czasu na świeżym powietrzu, bo oglądanie takich podcinek, jak te Szarkowskiego, to czysta przyjemność. Miłośnicy zwierząt utrzymywali nas w zainteresowaniu niczym Krystyna Czubówna, bo Skrzydlewski ponownie zapewnił Dzikom wyrównanie. Przyjęcie piłki w powietrzu i uderzenie bez kontaktu z murawą, którym popisał się Gola, ustanawiając wynik na 4:5 mógł, mógł zaliczyć jedynie piłkarz Orzełów. Antoni Gola nie dał sobie podciąć skrzydeł również w kolejnej akcji, gdy mimo faulu rywala, zdołał wykończyć sytuację i podwyższyć prowadzenie. O ostatecznej wyższości zespołu z ptakiem w herbie przekonał nas Maciej Kiełpsz - autor trafienia na 4:7 - ostatniego w tym spotkaniu.
Początek rundy rewanżowej dla drużyn FC Górka oraz Ukrainian Vikings był mało udany, ponieważ obydwie kończyły spotkania bez zdobyczy punktowej. Gospodarze po serii porażek znajdują się w strefie spadkowej, a ich strata do miejsca gwarantującego utrzymanie robi się coraz większa. Po drugiej stronie ligowej tabeli znajduje się ich rywal, który cały czas liczy się jeszcze w walce o medale. I to właśnie wyżej notowana drużyna lepiej rozpoczęła spotkanie, kiedy to w 4 minucie wyszła na prowadzenie. Kolejna składna akcja i już mieliśmy dwubramkowe prowadzenie zawodników z Ukrainy. W kolejnych minutach pomimo padającego rzęsistego deszczu zawodnicy obydwu drużyn stworzyli sobie kilka klarownych sytuacji bramkowych, ale wynik pozostawał bez zmian. Dopiero końcówka pierwszych 25 minut meczu przyniosła nam kolejne dwa trafienia, które ponownie były dziełem zawodników gości i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:4. Tuż po przerwie goście aż trzykrotnie pokonali golkipera rywali i losy meczu były praktycznie przesądzone. W ostatnim kwadransie uśpieni wysokim prowadzeniem goście poluzowali swoje szyki obronne, co skrzętnie wykorzystali oponenci zdobywając trzy bramki. W międzyczasie jeszcze raz musieli oni wyjmować piłkę z bramki i ostatecznie mecz zakończył się pewnym zwycięstwem zespołu Ukranian Vikings 8:3, a głównym autorem tego sukcesu był Vasyl Pidluzhnyi - strzelec czterech bramek. Zawodnicy FC Górka ponoszą kolejną porażkę i ich sytuacja w ligowej tabeli robi się coraz trudniejsza.
Ścisk w tabeli drugiej ligi przypomina układ rankingu PKO BP Ekstraklasy, w której osiem zespołów dzieli zaledwie pięć punktów. W Lidze Fanów poziom jest równie wyrównany, bowiem ostatnia bezpieczna drużyna traci tylko trzy punkty do miejsca premiowanego awansem, a sześć punktów do lidera. Wszystko jest zatem możliwe, a o ostatecznym układzie tabeli zadecyduje forma prezentowana w 2023 roku. Tą imponuje zespół Bonito Warszawa, który wygrywał w trzech ostatnich spotkaniach. O hat-trick kolejnych wygranych walczyli również Gracze Gorszego Sortu, ale ulegli drużynie Adriana Kanigowskiego. Nie musiało tak być, bo od początku meczu gospodarze napierali na bramkę swoich rywali. Pokonanie Lucjana Barana graniczyło jednak z cudem, ponieważ bramkarz Bonito co najmniej kilkukrotnie parował piłkę na słupek lub poprzeczkę, a sam imponował swoją skocznością i gibkością prezentowaną na linii. W pierwszej połowie skapitulował tylko raz, gdy po strzale z rzutu wolnego Macieja Chojnackiego piłka prześlizgnęła mu się po rękach. Na przerwę obie ekipy zeszły przy wyniku 1:1, bo pięknąym trafieniem z dystansu popisał się Andrzej Skorupa, umieszczając futbolówkę przy samym słupku. W drugiej części spotkania Lucjan Baran wciąż imponował kunsztem bramkarskim, ale goli oglądaliśmy już znacznie więcej. Na 2:3 trafił Diego Deisadze, posyłając potężną bombę w kierunku bramki GGS-u. Gospodarze wyrównali z bliskiej odległości, korzystając z chwilowej niedyspozycji gwiazdy Bonito. Rozwścieczony Deisadze wrócił na boisko i niczym Erling Haaland wziął sprawy w swoje ręce. Na bramkę uderzył głową, piłka odbiła się od słupka, ale ponownie wszedł w jej posiadanie i pokonał golkipera rywali. Gospodarze jeszcze parę razy trafili w obramowanie bramki, ale to Deisadze podwyższył prowadzenie, strzelając z rzutu wolnego niczym Lukas Podolski w starciu z Wisłą Płock. To trafienie ostatecznie podłamało Graczy Gorszego Sortu, którzy zapomnieli o obronie i stracili jeszcze trzy bramki w krótkim odstępie czasu. Mecz zakończył się wynikiem 4:8, a my nie wiemy, czy większym bohaterem był super-bramkarz, czy super-strzelec!







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)