Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Zespół Explo Team do tej pory w pięciu kolejkach zdobył tylko sześć punktów, ale nawet mimo porażek w każdym meczu pozostawiał pozytywne wrażenie. Jego rywal, zespół FC Otamany tylko raz schodził z boiska bez zdobyczy punktowej i dzięki temu do spotkania przystępował jako lider najwyższego poziomu rozgrywkowego. Od początku wyżej notowana drużyna przejęła inicjatywę, stwarzając sobie bardzo dużo sytuacji bramkowych. Już w 4 minucie mieli pierwszą, doskonałą okazję do otwarcia wyniku, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. Chwilę później gospodarze nie mieli już tyle szczęścia i wynik otworzył niezawodny Borys Ostapenko. W dalszej części trwał prawdziwy napór zawodników z Ukrainy, co zaowocowało tym, że po 10 minutach przewaga wynosiła już cztery gole. Stracona czwarta bramka pobudziła nieco zespół gospodarzy, którzy minutę później odpowiedzieli jednym trafieniem. Więcej goli w tej części spotkania nie padło i drugą połowę rozpoczynaliśmy od stanu 1:4. Finałowa odsłona zaczęła się idealnie dla Explo Team. Najpierw zdobyli drugą bramkę a potem przez trzy minuty grali z przewagą jednego zawodnika. To mógł być przełomowy moment tego starcia, ale beniaminkowi nie udało się wykorzystać okoliczności. Chwilę po zakończonej karze zawodnicy gości dwukrotnie trafili do bramki rywali i tak naprawdę to był koniec emocji w tej potyczce. W ostatnim fragmencie meczu faworyci dołożyli kolejne dwa trafienia i spotkanie zakończyło się wynikiem 8:2 dla gości. FC Otamany zdobyły kolejne trzy punkty, które umacniają ich na fotelu lidera. Zawodnicy Explo Team muszą wyciągnąć wnioski z tego spotkania, zwłaszcza że w niedzielę ich kolejnym rywalem będzie Kebavita, która jest tylko o jedną pozycję wyżej.
Gdyby ten mecz rozgrywany był jeszcze kilka miesięcy wcześniej, to mówilibyśmy o dużym wydarzeniu. W poprzednim sezonie do samego końca jedni i drudzy walczyli o mistrzowski tytuł. Rzeczywistość się trochę zmieniła. EXC Mobile Ochota cały czas jest w "czubie" tabeli, ale ich przeciwnicy zaliczyli mocny falstart. W związku z tym nietrudno było wskazać faworyta tego spotkania. Jak jednak niejednokrotnie podkreślamy piłka nożna 6-osobowa to jest tak dynamiczny i nieprzewidywalny sport, że to co na papierze nie zawsze ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Tak też było w początkowej fazie tego pojedynku. Optyczną przewagę od początku mieli gospodarze, ale to FC Kebavita zdobywała gole a konkretnie Vladyslav Budz, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Sygnał do ataku faworytom dał przepięknym trafieniem z dystansu Patryk Kępka. Chwilę później swoją cegiełkę dorzucił Michał Kępka i wynik do przerwy brzmiał 2:2. Druga odsłona była podobna do pierwszej. Częściej przy futbolówce utrzymywali się wicemistrzowie poprzedniego sezonu, ale ekipa Buraka Cana bardzo groźnie kontrowała. Tym razem pierwsi strzelanie rozpoczęli gracze EXC Mobile a konkretnie Jan Grzybowski. Ich rywale odpowiedzieli kilka minut później za sprawą Kamila Majorka. I jak się później okazało kolejne trafienia dorzucali już tylko gospodarze. Dwa razy bramkarza przeciwników pokonał Goździewski, kolejnego gola dorzucił Michał Kępka i ostatecznie EXC Mobile Ochota pokonało FC Kebavitę 6:3.
Dokładnie 12 miesięcy temu układ tabeli przed spotkaniem obu ekip wyglądałby całkowicie odwrotnie. W rundzie jesiennej poprzedniego sezonu Esportivo Varsovia wygrywało mecz za meczem i było na dobrej drodze do zdobycia medalu. Ich przeciwnicy natomiast bardzo mocno męczyli się, aby zdobyć jakiekolwiek punkty i do ostatnich kolejek rundy wiosennej drżeli o ligowy byt. Nowy sezon, nowe zestawienia personalne i zgoła odmienne rezultaty u jednych i drugich. Gospodarze jeszcze bez zdobyczy punktowej okupują ostatnie miejsce w ligowej tabeli. Goście z najszczelniejszą obroną w lidze i niezłą ofensywą dowodzoną przez Piotrka Branickiego, na stałe zadomowili się w górnej części tabeli. Mecz zgodnie z przewidywaniami rozpoczął się od natarcia gości, którzy raz za razem próbowali pokonać Norberta Wierzbickiego, ale albo byli nieskuteczni albo zasłużony golkiper bardzo dobrze bronił. W miarę upływu pierwszej części gry do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. Swoje szanse mieli Dębski, Zieliński czy Martinez, ale tak samo jak rywale byli bardzo nieskuteczni. Kiedy wydawało się, że to Esportivo jest bliżej pierwszego gola, to cios wyprowadził Tur Ochota. Branicki podawał wzdłuż pola karnego a piłkę do własnej bramki skierował Dębski. Chwilę później mieliśmy już 2:0, kiedy to przepięknym strzałem z dystansu popisał się Leśniewicz. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Druga odsłona rozpoczęła się od gola kontaktowego autorstwa Aliego Soudi. I to by było na tyle jeżeli chodzi o strzelanie w wykonaniu gospodarzy. W kolejnych minutach wyciągali oni tylko piłkę z własnej bramki. Gole strzelali dwukrotnie Branicki, Wojtkielewicz oraz Rosik i to Tur Ochota zasłużenie zgarnął komplet oczek.
W spotkaniu Gladiatorów z dobrze spisującym się w tym sezonie Alpanem liczyliśmy na wyrównany pojedynek. Początek spotkania a w zasadzie kilka pierwszych minut dawało taką nadzieję, bo zespół Kamila Melchera miał swoje dobre okazje na strzelenie bramki, lecz w bramce gospodarzy kapitalnie bronił tego wieczoru Adrian Mańk. Gospodarze stopniowo rozkręcali się i dość szybko zaznaczyli kto w tym meczu będzie dyktował warunki na boisku. W ofensywie świetnie prezentował się jak zawsze Patryk Zych, który tego wieczoru był zmorą defensywy i bramkarza Alpana. Szybkie prowadzenie zmuszało zespół z Duczek do odrabiania strat, co nie było prostą sprawą. W ogóle niewidoczny i mało produktywny był Mateusz Marcinkiewicz. Tym, który starał się wejść w pojedynek jeden na jeden i czymś zaskoczyć rywali był jedynie Mateusz Koclęga, ale w pojedynkę nie miała za wiele szans ze szczelną i solidną defensywą przeciwników. Do przerwy było 4:1 i jeszcze tliła się nadzieja, że tutaj nie wszystko jest jeszcze rozstrzygnięte. Po zmianie stron maszyna ofensywna Gladiatorów ruszyła jednak z pełną mocą, o czym przekonał się Piotr Koza, który musiał co chwilę wyjmować piłkę z siatki. W pewnym momencie dominacja nie podlegała dyskusji i mieliśmy wrażenie, że goście czekają z niecierpliwością na końcowy gwizdek w meczu. Gospodarze niemal bawili się na boisku i zdecydowanie pokonali Alpan 14:2. To pokazuje, że forma idzie zdecydowanie w górę i to niezwykle ważne w kontekście finiszu rundy jesiennej, gdzie zespół Michała Dryńskiego czekają ciężkie pojedynki. Alpan musi zapomnieć o tym meczu i skupić się na kolejnych. Zwłaszcza, iż mimo porażki nadal mamy wrażenie, że tę ekipę stać na lepsze wyniki z czołówką ligowej hierarchii.
Jedna wygrana na pięć meczów Warsaw Bandziors to dużo mniej, niż spodziewaliśmy po awansie tej ekipy do Ekstraklasy. A o kolejne punkty wcale nie było łatwo, gdyż niedzielnym rywalem Bandziorów była utytułowana drużyna In Plusu & Pojemnej Haliny. Trzeba jednak podkreślić, że goście przybyli na to starcie w wyjątkowo skromnym ilościowo składzie, gdyż na początku meczu nie mieli nawet zmiennika i potrzebowali trochę czasu, aby wskoczyć na swój wysoki poziom. Zaczęło się bardzo dobrze dla gospodarzy, którzy już w 1 minucie wyszli na prowadzenie po golu Maćka Kiełpsza i asyście Szymona Kołosowskiego. Wyrównanie przyszło, gdy z bardzo ostrego kąta płaskim strzałem golkipera rywali pokonał Maciek Sioch. To jednak nie zniechęciło dobrze grających "Bandziorów" i prawie do końca pierwszej odsłony, to oni głównie zagrażali bramce przeciwników. Trzykrotnie udało się rozmontować defensywę "Pojemnej", a wszystkie akcje to świetne, zespołowe ataki. Najpierw podanie Maćka Kiełpsza wykorzystał Szymon Kołosowski, a kilka minut później, po ładnym podaniu Krzyśka Niedziółki, wynik na 3:1 podwyższył Michał Bogusz. Gdy po bramce Norberta Wilka zrobiło się 4:1 byliśmy przekonani, że w tym meczu gościom będzie bardzo ciężko wrócić, chociaż promyk nadziei dało ładne trafienie "do szatni" Janka Skotnickiego. A międzyczasie do ekipy gości dołączył jeden zmiennik i możliwość skromnej rotacji dużo wniosła w szeregi In Plusu. Druga połowa od początku toczyła się zupełnie inaczej, niż premierowa odsłona i widać było zaskoczenie na twarzach Warsaw Bandzors w stylu oraz skuteczności rywali. Świetnie spisywali się wszyscy gracze "Pojemnej" i ciężko wskazać bohatera remontady, jaką przeprowadzili od stanu 2:4, strzelając aż cztery gole z rzędu. W tym czasie na listę strzelców wpisywali się: Patryk Szeliga, Janek Skotnicki, Oliwier Jagielski oraz Maciek Sioch i mieliśmy 4:6! Gol kontaktowy Maćka Kiełpsza sprawił, że na Arenie AWF zrobiło się bardzo ciekawie, p czym nastąpiła obustronna wymiana ciosów. Za każdym razem, gdy goście odskakiwali na dwie bramki, gospodarze odpowiadali tym samym. Przebieg wyniku w końcówce to: 5:6, 5:7, 6:7, 6:8. Kiedy tuż po wznowieniu Szymon Kołosowski zaskoczył stojącego w bramce rywali Norberta Kucharczyka wiedzieliśmy, że końcówka będzie bardzo intensywna. Tak było do ostatnich chwil, aż do sytuacji przy stanie 7:8. Wówczas powstało spore zamieszanie w polu karnym In Plusu. Wybitą przed pole karne futbolówkę dośrodkował w "szesnastkę" jeden z graczy Warsaw Bandziors, a do strzału przewrotką złożył się, będący raptem dwa metry od linii bramkowej, napastnik gospodarzy, jednak muśnięta przez niego piłka ostatecznie minęła słupek, a po chwili sędzia ogłosił koniec zawodów. W dramatycznych okolicznościach In Plus & Pojemna Halina ostatecznie pokonał Warsaw Bandziors 8:7, dzięki czemu oddalił się od strefy spadkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)