Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 11 Liga
To był niezwykle ważny mecz dla Hiszpańskiego Galeonu w walce o 3. miejsce, ale nie mniej istotne spotkanie dla Patetikos - ich ostatnia szansa, by jeszcze włączyć się do walki o medale.
Niestety, a może - jak się później okazało - na szczęście dla Galeonu, spotkanie zaczęło się od problemów kadrowych. Na boisku pojawił się nawet koordynatorski duet Kowalski - Makowski, ale być może właśnie ta sytuacja dodatkowo zmobilizowała drużynę, a jednocześnie uśpiła czujność rywali. Od pierwszych minut Galeon wyglądał bardzo pewnie i szybko zrobiło się 3:0 - prawdziwy zimny prysznic dla przeciwnika. Patetikos zdołali później zdobyć bramkę kontaktową, ale nadzieja nie trwała długo. Kolejne dwa trafienia sprawiły, że przed przerwą na tablicy widniał wynik 5:1.
Głównymi architektami sukcesu w pierwszej połowie byli Krzysiek Małażewski, który zanotował dwa gole i asysty, oraz Stanisław Piątkiewicz, również dwukrotnie wpisujący się na listę strzelców. Defensywę bardzo dobrze organizowali wspomniany Michał Kowalski, debiutujący w tym spotkaniu, oraz Patryk Makowski.
W drugiej połowie gra nieco się wyrównała. Hiszpański Galeon starał się spokojnie kontrolować przebieg meczu i dowieźć zwycięstwo, natomiast Patetikos próbowali jeszcze wrócić do gry. Do prawdziwej dramaturgii było jednak daleko. Na plus dla Patetikos można zaznaczyć fakt, że wszystkie ich pięć bramek zdobyli różni zawodnicy, co pokazuje, że drużyna potrafi zagrozić rywalowi z wielu stron. Problem polegał jednak na tym, że Galeon odpowiedział aż dziewięcioma trafieniami i całkowicie zdominował to spotkanie. Pokerami popisali się Stanisław Piątkiewicz i Krzysiek Małażewski, a swoje trafienie dorzucił także Jakub Szczypiorski.
Patetikos niestety wypisują się już z walki o medale w tym sezonie, choć wciąż pozostaje im rywalizacja o Puchar Ligi. Z kolei przed Hiszpańskim Galeonem starcie z bezpośrednim rywalem o 3. miejsce i do tego meczu z pewnością trzeba będzie przyjechać z dłuższą ławką rezerwowych.
Chyba nie takiego meczu spodziewano się po starciu lidera ligi z drużyną ze strefy spadkowej. Tymczasem oba zespoły zafundowały nam prawdziwy thriller - spotkanie, które mogło zakończyć się każdym z trzech możliwych wyników, ale ostatecznie wygrał jednak faworyt.
Już w pierwszej połowie Choszczówka wyglądała lepiej, szczególnie w jej początkowej fazie. Szybko objęła prowadzenie i zaczęła budować przewagę. Główną postacią tej części meczu był Jakub Klimczak, który dwukrotnie trafił do siatki i dorzucił asystę. Pewne prowadzenie 3:1 bardzo szybko zamieniło się jednak w remis 3:3. W Legijnej Ferajnie również znalazł się bohater - Jan Parafianowicz odpowiedział dokładnie takim samym dorobkiem i utrzymywał swoją drużynę w grze.
Druga połowa była już prawdziwą bitwą nerwów. Jeśli w pierwszej części to Legijna goniła wynik, to gole zdobyte jeszcze przed przerwą mocno podbudowały zespół mentalnie i po zmianie stron to właśnie oni przez większość czasu prowadzili, a Choszczówka musiała odrabiać straty. Ta pogoń, podobnie jak w pierwszej połowie, doprowadziła nas do remisu 5:5 na trzy minuty przed końcem i wtedy przyszła wielka kulminacja tego widowiska.
Najpierw rzut karny wywalczyła Choszczówka, a Bartosz Salata pewnie zamienił go na gola. Chwilę później swoją szansę z siedmiu metrów miała również Legijna Ferajna, ale Oskar Jenner - który rozgrywał świetne spotkanie i zdobył dwie bramki - nie zdołał pokonać Szymona Salaty. Bramkarz popisał się kapitalną interwencją i w efektownym stylu obronił strzał. Końcówka godna filmu.
Legijna Ferajna rozegrała naprawdę bardzo dobre spotkanie i nie ma tu czego rozpamiętywać - tego dnia po prostu zabrakło im odrobiny szczęścia. A Choszczówka jest już o krok od mistrzostwa i być może już w następnej kolejce oficjalnie przypieczętuje tytuł.
Mistrzowie Chaosu podchodzili do tego spotkania z jasnym celem - oddalić się od strefy spadkowej i wykorzystać starcie z ostatnim w tabeli Piwem Po Meczu do zdobycia bardzo ważnych punktów. Z kolei Piwosze liczyli na przełamanie i pokazanie, że mimo trudnej sytuacji nadal potrafią rywalizować z wyżej notowanymi drużynami.
Początek meczu był dość nerwowy. Już w 11. minucie bramkarz Mistrzów Chaosu obejrzał żółtą kartkę za zagranie ręką poza polem karnym. Piwo Po Meczu otrzymało szansę na wykorzystanie przewagi, jednak nie potrafiło zamienić jej na bramkę. Przełamanie przyszło dopiero w 24. minucie, kiedy po podaniu Królaka wynik otworzył Dziurdz. Mistrzowie Chaosu zaczęli przejmować kontrolę nad spotkaniem i kilka minut później prowadzenie podwyższył Serafin. Jeszcze przed przerwą ponownie trafił Dziurdź, a chwilę później gole dołożyli Kuligowski oraz Królak, praktycznie rozstrzygając losy meczu.
W drugiej połowie Mistrzowie nadal byli skuteczni. W 45. minucie drugą bramkę zdobył Kuligowski, potwierdzając bardzo dobrą dyspozycję ofensywną swojej drużyny. Piwo Po Meczu zdołało odpowiedzieć trafieniem Koziarskiego w 46. minucie, jednak chwilę później emocje ponownie podgrzała żółta kartka dla Królaka.
W końcówce meczu Talarek zdobył jeszcze drugą bramkę dla Piwa Po Meczu, ale nie miało to już większego wpływu na przebieg spotkania. Mistrzowie Chaosu pewnie sięgnęli po komplet punktów i wykonali ważny krok w kierunku utrzymania bezpiecznej pozycji w tabeli.
W starciu pomiędzy FC Warsaw Wilanów a CWKS Ferajna Warszawa górą okazali się zawodnicy ekipy zajmującej najniższy stopień podium - mowa oczywiście o CWKS Ferajnie.
Od początku to właśnie goście lepiej weszli w spotkanie, otwierając wynik za sprawą trafienia Aureliusza Szeremety. Nie zamierzali jednak zwalniać tempa i zgodnie z zasadą, że „najlepszą obroną jest atak”, nadal naciskali rywali. Po dłuższej chwili prowadzili już różnicą trzech bramek.
Największą różnicą, którą można było dostrzec gołym okiem, była różnica pokoleniowa pomiędzy obiema drużynami. Najbardziej było to widoczne w pojedynkach biegowych, zwrotności oraz dynamice zawodników. W piłce nożnej nawet kilka lat potrafi zrobić ogromną różnicę i gospodarze boleśnie się o tym przekonali. Goście raz po raz wygrywali pojedynki jeden na jednego, mając w swoim składzie niezwykle szybkich i zwinnych zawodników, którzy bez większego problemu potrafili mijać kolejnych rywali.
Od pierwszego do ostatniego gwizdka CWKS Ferajna kontrolowała przebieg spotkania, mimo kilku momentów, w których pachniało sensacyjnym powrotem zawodników z Wilanowa. Ostatecznie jednak taki scenariusz się nie spełnił i gospodarze musieli uznać wyższość rywala, przegrywając 5:8.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)