Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 11 Liga
Rywalizację w 11. lidze zaczęliśmy od spotkania MWSP z Hiszpańskim Galeonem. Obie ekipy przystępowały do tego meczu bez paru ważnych dla zespołu zawodników, co zapewne miało wpływ na ich dyspozycję na boisku. Między słupkami Galeonu, z powodu absencji Artura Pręgowskiego, musiał stanąć Magnus Michalski i choć nie jest etatowym bramkarzem, radził sobie całkiem dobrze. Co prawda rywale także nie sprawili, że miał pełne ręce roboty, ale przez bardzo długi czas wykonywał swoje obowiązki bez zarzutu.
Na pierwszą bramkę musieliśmy czekać aż do 9. minuty – wówczas to świetnym podaniem popisał się Patryk Makowski, a Ivan Rudnyi dał prowadzenie Galeonowi. Goście lekko przeważali, tworzyli większe zagrożenie pod bramką rywala, ale na kolejnego gola musieliśmy czekać kolejne 10 minut – wtedy samobójcze trafienie zaliczył Jakub Soładaczuk. Wydawało się, że w pierwszej części Hiszpańskiemu Galeonowi nic już nie grozi, jednak rzutem na taśmę MWSP zdobyło gola do szatni, a na listę strzelców wpisał się… bramkarz.
Druga połowa z przebiegu była bardzo podobna do pierwszej. Obie ekipy były cierpliwe, długo przygotowywały swoje akcje, a jako że wynik był na styku, nikt nie chciał iść na mocną wymianę ciosów. Dobrze zorganizowana gra obronna sprawiła, że klarownych sytuacji nie było zbyt wiele, stąd też przez długi czas wynik się nie zmieniał. W końcu jednak błąd Jakuba Szczypiorskiego doprowadził do podyktowania rzutu karnego, który został wykorzystany przez Bartka Górczyńskiego i mieliśmy remis 2:2. Kluczowa okazała się końcówka tego spotkania – dwie straty piłki tuż przed polem karnym Galeonu (niemal w tym samym miejscu!) sprawiły, że MWSP wyszło na prowadzenie 4:2, a bramka Krzyśka Małażewskiego na 4:3 jedynie zmniejszyła rozmiar porażki.
W tym meczu liczyło się to, kto popełni mniej błędów i niestety dla Hiszpańskiego Galeonu to oni popełnili ich więcej. Z przebiegu meczu remis nie wydawałby się krzywdzącym wynikiem dla żadnej ze stron, natomiast trzeba oddać MWSP, że potrafili w pełni wykorzystać nadarzające się okazje, dzięki czemu awansowali na drugie miejsce w tabeli.
Spotkanie pomiędzy Mistrzowie Chaosu a FC Mocny Narket było bardzo wyrównanym i emocjonującym widowiskiem. Od pierwszych minut mogliśmy oglądać naprawdę dobry futbol, w którym nie brakowało efektownych dryblingów, składnych akcji oraz świetnych interwencji bramkarskich po obu stronach boiska.
Wynik meczu został otwarty już w 6. minucie na korzyść gospodarzy. Na odpowiedź rywali nie trzeba było jednak długo czekać. Po świetnym przerzucie piłki w pole karne do sytuacji doszedł Maciej Pluta, który pewnym strzałem doprowadził do wyrównania. Pod koniec pierwszej połowy gospodarze ponownie zdołali znaleźć drogę do bramki przeciwników, dzięki czemu schodzili do szatni z prowadzeniem 2:1.
Druga połowa przyniosła kolejne emocje. Do wyrównania doprowadził kapitan drużyny FC Mocny Narket – Ruben Nieścieruk, który pewnie wykorzystał rzut karny, doprowadzając do stanu 2:2. Decydujący moment spotkania nastąpił jednak później. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Tomek Faltynowski, który zapewnił swojej drużynie komplet punktów i został bohaterem Mistrzów Chaosu.
Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem zespołu Jakuba Spławskiego, którzy po bardzo zaciętym i widowiskowym spotkaniu pokonali FC Mocny Narket 3:2.
Ciekawie zapowiadał się mecz FC Warsaw Wilanów z FC Patetikos. Na papierze zdecydowanym faworytem byli gospodarze, jednak mieliśmy w pamięci to, jak duży potencjał ma ekipa Patetikos i że słabsze wyniki z jesieni nie do końca są miarodajne. Szczególnie że po dłuższej nieobecności do składu gości po kontuzji powrócił Paweł Jasztel – zawodnik, który niejednokrotnie potrafił zrobić na boisku różnicę.
Choć dobrze znamy potencjał ofensywny obu zespołów, to na pierwszą bramkę w tym meczu musieliśmy czekać aż do 15. minuty! Wtedy worek z bramkami na dobre się rozwiązał i w ciągu pięciu minut aż czterokrotnie bramkarze musieli wyciągać piłkę z siatki – solidarnie po dwa razy, bowiem za każdym razem, gdy Patetikos obejmowało prowadzenie, Warsaw Wilanów doprowadzało do wyrównania. Po pierwszej połowie mieliśmy wynik 2:2.
Po zmianie stron gospodarze wyprowadzili dwa szybkie ciosy i objęli prowadzenie 4:2. Gra Patetikos nieco siadła – goście mogli zwątpić, czy uda się w tym meczu osiągnąć korzystny rezultat, ale z każdą kolejną minutą odzyskiwali rezon i zaczęli przejmować inicjatywę. To, co jednak zawodziło w tamtym momencie, to skuteczność – nie mogli się wstrzelić w bramkę Warsaw Wilanów, a gdy już się udawało, pewnie interweniował Maciej Dobrowolski. Kluczowa okazała się końcówka spotkania. Najpierw strzelecki impas przełamał Łukasz Wileński, potem w ekwilibrystyczny sposób bramkę zdobył Tomasz Tomczyk, a dzieła dopełnił – nie kto inny – jak Paweł Jasztel. Koniec końców to FC Patetikos zgarnęło jakże cenne trzy punkty, pokonując rywala 4:5.
Gracze Warsaw Wilanów mogli mieć po tym spotkaniu spory niedosyt – w końcu zwycięstwo mieli na wyciągnięcie ręki, ale chyba zmęczenie (posiadali jedynie jedną osobę na zmianę) dało o sobie znać w najmniej odpowiednim momencie i nie udało się dowieźć prowadzenia do końca. Patetikos potwierdziło natomiast, że w tej rundzie może jeszcze sporo namieszać i być czarnym koniem 11. ligi.
Jednym ze szlagierów 11. ligi było spotkanie dwóch ekip ze strefy spadkowej. Drużyna, która ma w herbie dwa kufle ze złocistą substancją, podejmowała na arenie AWF kolektyw, który… również może dumnie nosić na piersi dwa kubki zimnego, niepasteryzowanego. Legijna Ferajna, która zajmuje 8. miejsce w tabeli, może zaliczyć powrót na boiska Ligi Fanów do udanych, ponieważ wygrała to spotkanie - i to bardzo wyraźnie - z ekipą, która chętnie chodzi na „piwo po meczu”.
Tego dnia bez wątpienia prym wiódł Kuba Szewczak, który pokonał bramkarza rywali aż pięciokrotnie, jednocześnie notując dwie asysty. Pierwsza połowa już dość wyraźnie pokazała, kto tego dnia ma lepszą dyspozycję, gdyż na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 4:1. Druga część spotkania była już tylko dopełnieniem formalności i potwierdzeniem dominacji nad rywalem. Cały mecz zakończył się wynikiem 10:2, co może napawać zwycięzców optymizmem. Dla przegranych jest to natomiast wyraźny sygnał do większego wybudzenia się z wcześniej wspomnianego zimowego snu.
Czy Legijna Ferajna powalczy jeszcze w tym sezonie o utrzymanie? A może o coś więcej? Czy „Piwo po meczu” jest skazane na spadek, czy wyciągnie wnioski i ucieknie przed zagrożeniem, które powoli zaczyna im zaglądać do kufla? Zobaczymy w następnych kolejkach.
W meczu 11. ligi lider podejmował pretendenta do walki o top 3. Spotkanie zapowiadało wiele emocji i nie zawiodło. Pomimo niewielu goli, było wiele wymian ognia, mnóstwo strzałów i dogodnych sytuacji po obu stronach.
Goście szybciej weszli w spotkanie, narzucając swoje tempo i skutecznie rozgrywając akcje ofensywne. Już w pierwszych minutach stworzyli kilka groźnych sytuacji, a jedna z nich zakończyła się bramką na 0:1. CWKS próbował odpowiedzieć, jednak świetnie dysponowany bramkarz Choszczówki, Szymon Salata, pewnie interweniował, często ku zaskoczeniu wielu. Z czasem Choszczówka podwyższyła prowadzenie – i to w jakim stylu. Pięknym golem popisał się Bartosz Salata po podaniu od Janka Przybysza. Do przerwy wynik wynosił 0:2.
Druga połowa przyniosła lepszą grę gospodarzy, którzy ruszyli do odrabiania strat. Po zmianie stron ewidentnie dostali wiatru w żagle, a ich wysiłki zostały nagrodzone golem na 1:2 po składnej akcji ofensywnej. W końcówce meczu CWKS naciskał coraz mocniej, lecz ponownie na wysokości zadania stanął bramkarz Choszczówki, broniąc wiele trudnych strzałów.
Ostatecznie lider dowiózł zwycięstwo i zanotował swoją dziewiątą już wygraną.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)