Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 3 Liga
Minionej niedzieli, na boiskach warszawskiego AWF-u, stanęły naprzeciwko siebie ekipy znajdujące się w bliskim, ligowym sąsiedztwie. Hiszpański Galeon przed startem tego pojedynku wydawał się być zdecydowanym faworytem. Nie można było jednak skreślać ich rywali, czyli młodego, ambitnego i przede wszystkim perspektywicznego zespołu KS Centrum. Goście wbrew pozorom mogli wykazać się wzrostem cech wolicjonalnych, ponieważ ewentualna wygrana mogła przybliżyć ich do upragnionego trzeciego miejsca. To właśnie to silne pragnienie zdecydowanie było widoczne w pierwszym kwadransie gry, kiedy to zawodnicy w żółtych strojach zdominowali rywala. Efektem tego była kombinacyjna akcja na linii Morus – Ciołek, która zaowocowała otwarciem wyniku oraz prowadzeniem Centrum 1:0. Radość nie trwała jednak długo, ponieważ doświadczony rywal skrzętnie wykorzystał moment rozluźnienia w szykach rywala. Kolejno do bramki trafiali Misha Lishtwan oraz Aleksander Popecki. Na szczególną uwagę zasługuję drugie trafienie - ofensywny gracz Galeonu niezwykle mocnym oraz precyzyjnym uderzeniem pokonał bramkarza rywali z rzutu wolnego. Wynik do przerwy mógł napawać optymizmem i nadzieją na kolejne wyrównane 25 minut. Można stwierdzić, że nasza predykcja była dość zbliżona do rzeczywistości, ponieważ dopiero kolejny gol Popeckiego, tym razem na 4:2 podciął skrzydła rywalom. W szeregi KS Centrum wdało się wtedy sporo niedokładności i chaosu, nie ma się jednak czemu dziwić, ponieważ przy takim wyniku nie ma już czego bronić. Od tego momentu, czyli mniej więcej ostatniego kwadransa spotkania padł remis 2:2 Najpierw to gracze Galeonu powiększyli swoją i tak wyraźną przewagę, by następnie stracić dwie bramki. Finalny wynik to 6:3, a emocję którymi obfitował ten mecz zdecydowanie przypadły do gustu kibicom obecnym na Arenie AWF.
Konfrontacja Bejernu z Legionem była zdecydowanie wisienką na torcie niedzielnych zmagań na Arenie AWF. Mieliśmy do czynienia z dwoma zespołami, które w 3.lidze (wspólnie z Hiszpańskim Galeonem) rozdają karty i które prawdopodobnie tylko między sobą rozstrzygną, kto zajmie który stopień podium na koniec sezonu. Stawka spotkania była naprawdę spora, zwłaszcza dla ekipy z Ukrainy, która miała świadomość, że jeśli straci punkty, to z marzeniami o złocie będzie się musiała pożegnać. Bejern miał większy komfort, ale nie zamierzał korzystać z marginesu błędu i liczył się dla niego tylko komplet punktów. Jak więc wyglądał ten mecz? Mimo, że przez 50 minut obejrzeliśmy łącznie tylko sześć bramek, to emocji nie brakowało. Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk i do samego końca nie było jasne, że komuś uda się tutaj postawić stempel na całej puli. Pierwsza bramka padła pod koniec pierwszej połowy, gdy Bejern zaprezentował specjalność zakładu, czyli dwójkową akcję Filipa Pławiaka i Tomasza Skórki, którą świetnie spuentował ten drugi. Legion nie zamierzał jednak odpuszczać. Błąd w ustawieniu defensywy Beyernu podczas wyrzutu piłki z autu kapitalnie wykorzystał Vladyslav Barabash, który uderzeniem z główki pokonał Maćka Miękinę. Wszystko co działo się dalej, to prawdziwy rollcercoaster. Legion zdołał wyjść na prowadzenie po kontrze, gdzie wcześniej rywale kwestionowali faul na swoim zawodniku. Tutaj nie można było jednak tracić energii na dyskusje, tylko trzeba było wziąć się do roboty. Bejern tak też zrobił i po bramce Maćka Starnawskiego znowu mieliśmy remis. Lada moment kapitalnej okazji nie wykorzystał Filip Pławiak, co spotkało się z ripostą Legionu, który wykorzystał grę w przewadze i znowu był bliżej końcowego sukcesu. Ostatnie słowo należało jednak do rywali, a konkretnie to Tomka Skórki, którego gol na 3:3 okazał się ostatnim, jaki zobaczyliśmy w tym emocjonującym widowisku. Domyślamy się, że po obu stronach barykady mogło być delikatne rozczarowanie takim obrotem spraw, ale analizując spotkanie na chłodno, to remis sprawiedliwie oddał to, co widzieliśmy na placu boju. Dla nas i tak najważniejsze był fakt, że po ostatnim gwizdku jedni i drudzy przybili sobie „piątki”, doceniając wzajemny wysiłek. A najbardziej z tego rezultatu ucieszył się Hiszpański Galeon, który dzięki własnej wygranej ma już solidną przewagę nad Legionem i minimalną stratę do Bejernu. A przecież mecz tych drużyn dopiero przed nami, co tylko potęguje napięcie i oczekiwania związane z ich bezpośrednim starciem.
Wiele emocji spodziewaliśmy się w spotkaniu pomiędzy dwiema sąsiadującymi ekipami 3.ligi - FC Torpedo oraz WKS Bęgal. Już od pierwszych minut obie ekipy postawiły na bardzo ofensywny styl gry. Akcje obu zespołów były przeprowadzane z rozmachem i wielkim zaangażowaniem. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście za sprawą Szymona Piątka, który wykończył akcję Łukasza Krawczyka. Po stracie bramki widać było jeszcze większą mobilizacje w drużynie Andrzeja Barana. Młodzi zawodnicy z Ukrainy, z każdą kolejną minutą coraz groźniej atakowali świątynię gości. Emil Łebski, bramkarz WKS Bęgal pierwszy raz skapitulował w 8 minucie, kiedy to Oleh Ilnytskyi wcisnął piłkę do jego bramki. Kilka minut później ten sam zawodnik podwyższył stan posiadania Torpedo. Od tego momentu bramki padały na zmianę - raz z jednej raz z drugiej strony boiska, a przebieg spotkania sugerował bardzo zaciętą drugą część spotkania. Ostatecznie na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 4-3. Po zmianie stron, ponownie Oleh Ilnytskyi podwyższa prowadzenie gospodarzy i mamy już 5-3. Goście nie poddawali się i grali do samego końca, walcząc o każdą piłkę. Taka postawa przyniosła wymierne korzyści i najpierw bramkę sprezentował im rywal, a po chwili Kuba Szabłowski doprowadza do remisu. Przy wyniku 5-5 obie ekipy cofnęły się nieco do gry w obronie i tylko czasami zapędzały większą liczbą zawodników na połowę przeciwnika. W samej końcówce meczu, byliśmy świadkami prawdziwej dramaturgii, najpierw po składnej akcji całego zespołu Kuba Szabłowski wyprowadza gości na prowadzenie 5-6. A gdy sędzia miał już kończyć mecz rzutem na taśmę do remisu doprowadza niezawodny tego dnia w ekipie gospodarzy Oleh Ilnytskyi. Mecz kończy się podziałem punktów i z perspektywy 50 minut wynik ten wydaje się sprawiedliwy. Obie ekipy dalej sąsiadują w tabeli 3.ligi i cały czas mają szansę na medale w letniej odsłonie Ligi Fanów.
Trudno uwierzyć, widząc końcowy wynik spotkania WEiTI United z BRD Dynamit, że te zespoły przed rozpoczęciem bezpośredniej batalii miały taki sam dorobek punktowy. No ale tak było – po siedmiu spotkaniach ich bilans wynosił cztery punkty, dlatego wydawało nam się, w tej parze mamy szansę zobaczyć bój, który będzie trzymał w napięciu do ostatnich sekund. Nic z tego jednak nie wyszło, chociaż początek spotkania nie zwiastował, że tutaj skończy się różnicą aż siedmiu bramek. Co więcej – to Dynamit wyszedł na prowadzenie, ale jak się później okazało – to były miłe złego początki w wykonaniu ekipy Adama Wojciechowskiego. Potem sprawy w swoje nogi wzięło dwóch kluczowych graczy oponentów – Jakub Kałuski i przede wszystkim Wiktor Ciołek. Ten duet już w pierwszej połowie zapewnił swojej ekipie względny spokój, bo to głównie za ich sprawą ekipa WEiTI zdobyła pięć bramek i mogła w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zejść na krótki odpoczynek. Druga połowa wyglądała bardzo podobnie do pierwszej. Zawodnicy WEiTI kontrolowali przebieg meczu, w żadnym momencie ich przewaga nie była mniejsza niż trzy bramki, a pod koniec spotkania licznik zaczął rosnąć, bo zmęczeni defensorzy BRD coraz rzadziej nadążali za Wiktorem Ciołkiem, który dopisywał do swojego dorobku kolejne gole i asysty. Łącznie miał bezpośredni udział przy WSZYSTKICH trafieniach swojego teamu, których łącznie było 11. BRD Dynamit odpowiedział tylko czteroma bramkami i musiał przełknąć gorycz bolesnej porażki. To pokazuje, jak trudna do przewidzenia jest Liga Letnia, bo przecież jeszcze niedawno chwaliliśmy ten zespół za sensacyjny remis z Legionem. Cóż – takie uroki ligi amatorskiej. Brawa z kolei dla WEiTI, które dzięki trzem punktom wychyliło głowę znad czerwonej strefy i teraz trzeba zrobić wszystko, by ten stan utrzymać aż do zakończenia sezonu.
Podczas zmagań w ramach siódmej kolejki, pozycja oraz ewentualne ambicje wielu ekip zdecydowanie mogły się uwydatnić. W trzeciej lidze mierzyły się ze sobą dwie drużyny, które jak dotąd radziły sobie - delikatnie rzecz ujmując - słabo. Gospodarze co prawda zdołali wygrać jedno spotkanie, ale ich rywale niestety nie mogli pochwalić się takim osiągnięciem. Z tego powodu pojedynek pomiędzy drużynami AFC Niezamocni, a Gentleman Warsaw Team, mógł być swoistym sprawdzianem sił i próbą weryfikacji potencjału przed nadchodzącymi rozgrywkami sezonu zasadniczego. Goście otworzyli wynik tej rywalizacji, za sprawą trafienia nowego nabytku, Damiana Grochowskiego. Kapitalne wykończenie gracza występującego również w Polskim Drewnie, niestety nie pozwoliło na radość trwającą zbyt długo. Rywale relatywnie szybko wyrównali oraz wyszli na prowadzenie. Mimo tego zawodnicy w czarnych strojach nie poddali się do końca pierwszej połowy, co poskutkowało ponowną przewagą. W drugiej części meczu, o finalnym rezultacie zadecydowała bezapelacyjnie kondycja, a raczej widoczny brak tego piłkarskiego aspektu. Z tego powodu w szeregi Gentlemanów wkradła się niedokładność, co poskutkowało stratą kolejnych bramek. Mimo tego, naszym zdaniem było to jedno z lepszych spotkań Piotra Loze i spółki w dotychczasowym sezonie Ligi Letniej. Mimo ogromnego trudu i wysiłku, starania spełzły na niczym, a rywal mógł cieszyć się z kolejnej wygranej, tym razem w stosunku 6:3.







)
)
)
)
)
)
)
)