Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 2 Liga
W meczu 14. kolejki 2. ligi rozegranym na Arenie Grenady Korsarze zaprezentowali futbol godny drużyny walczącej o najwyższe cele. Mimo braku choćby jednego zmiennika, gospodarze rozegrali mądre i konsekwentne spotkanie, pokonując Dziki Młochów aż 6:1.
Od pierwszego gwizdka imponowali organizacją gry, cierpliwością w budowaniu akcji i znakomitą współpracą między formacjami. Już do przerwy prowadzili 2:0, w pełni kontrolując przebieg meczu. Ich gra była uporządkowana i wyważona – bez zbędnego ryzyka, z pełną świadomością ograniczeń kadrowych. Zamiast forsować tempo, grali z głową, umiejętnie dzieląc siły, co pozwoliło im utrzymać intensywność aż do końca.
W drugiej połowie przewaga Korsarzy jeszcze wzrosła. Choć Dziki zdołały zdobyć honorowe trafienie, nie miały wystarczających argumentów, by realnie zagrozić dobrze zorganizowanej defensywie gospodarzy. Dla zespołu z Młochowa był to kolejny trudny występ na Arenie Grenady – w tym sezonie tylko raz udało im się tam zwyciężyć, co każe zadać pytanie, czy nie ciąży nad nimi "klątwa Grenady".
Końcowy wynik 6:1 to w pełni zasłużone zwycięstwo Korsarzy – drużyny, która mimo kadrowych problemów pokazała charakter, dojrzałość taktyczną i dużą skuteczność. Ten mecz był jasnym sygnałem: nawet w osłabionym składzie potrafią grać piłkę na bardzo wysokim poziomie.
Spotkanie pomiędzy FC Niko UA a FC Zorią Streptiv miało wszystkie cechy piłkarskiego thrillera – dwie drużyny ze strefy spadkowej, bezpośrednia rywalizacja o utrzymanie i ogromna stawka. Jak przystało na mecz o być albo nie być – emocji nie brakowało ani przez chwilę.
Pierwsza połowa to typowy „bokserski pojedynek” – akcja za akcję, sytuacja za sytuację, piłka wędrująca od jednej bramki do drugiej. Mimo ogromnej intensywności, długo brakowało konkretów. Aż w końcu worek z bramkami rozwiązał się dzięki trafieniom Solopa i Sudenkova, które dały Zorii przewagę do przerwy.
Druga połowa to już prawdziwa wymiana ciosów. Gospodarze za wszelką cenę chcieli wrócić do gry, ale napotkali na dobrze zorganizowaną i skuteczną w kontrach drużynę gości. Zoria dołożyła kolejne dwa trafienia, pokazując świetną organizację i chłodną głowę w kluczowych momentach.
Mimo prób ratunku ze strony Niko UA – i bramek zdobytych przez Anatoliego Ursu oraz Vitaliiego Diieva – to goście zgarnęli pełną pulę. Dla Niko UA to kolejna bolesna porażka, która może kosztować ich utrzymanie w lidze, choć matematyczne szanse wciąż pozostają. Zoria natomiast tym zwycięstwem wyraźnie sygnalizuje, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i zamierza bić się o ligowy byt do samego końca.
W niedzielny wieczór na sektorze B doszło do niezwykle ważnego spotkania – Orzeły Stolicy, walczące o utrzymanie, podejmowały niepokonany dotąd zespół Siriusa, który wciąż marzy o zakończeniu sezonu bez porażki. Choć patrząc na tabelę faworyt wydawał się oczywisty, drużyna Jana Wnorowskiego kolejny raz udowodniła, że potrafi stawić czoła nawet najlepszym.
Przez długi czas po pierwszym gwizdku utrzymywał się bezbramkowy remis – Orzeły świetnie zorganizowane w defensywie skutecznie ograniczały pole manewru rywalom, mimo że to Sirius znacznie dłużej utrzymywał się przy piłce. W końcu przełamanie – kapitan gospodarzy, Jan Wnorowski, otworzył wynik meczu, ku uciesze swojej drużyny.
Sirius odpowiedział jednak jeszcze przed przerwą, doprowadzając do remisu. Mecz długo był wyrównany, ale początek drugiej połowy należał już do faworytów. Sirius zdobył dwa szybkie gole i objął dwubramkowe prowadzenie – a jak wiadomo, gdy ta ekipa prowadzi, trudno o odrobienie strat. Ich defensywa funkcjonuje wzorowo, bramkarz nie popełnia błędów, a cały zespół imponuje intensywnością i pracą bez piłki.
Orzeły nie odpuściły i zdołały zdobyć bramkę kontaktową na 2:3, ale na wyrównanie zabrakło już czasu. Mimo porażki, był to bardzo dobry występ gospodarzy – zagrali z sercem, mądrze taktycznie i pokazali, że są w stanie postawić się nawet najmocniejszym. Z takim zaangażowaniem, choć perspektywy na utrzymanie są praktycznie zerowe, żadna ekipa nie może liczyć z nimi na taryfę ulgową.
Choć zapowiadało się na wyrównany bój dwóch ekip z czołówki 2. ligi, niedzielny wieczór na boiskach AWF pokazał coś zupełnie innego. Spotkanie Agape Team z Uefa Mafią Ursynów miało być hitem – i rzeczywiście poziom sportowy był wysoki – ale wynik końcowy zaskoczył wielu obserwatorów. Gospodarze rozbili rywali, a show skradł nie kto inny jak Filip Woźnica.
Początek meczu należał do gości z Ursynowa. Już od pierwszego gwizdka ruszyli do ataku, stwarzając wiele groźnych sytuacji. Trafiali w słupki, poprzeczki, a nawet... spojenie – brakowało im jedynie skuteczności i odrobiny szczęścia, by otworzyć wynik. Choć dominowali przez wiele minut, nie potrafili zamienić przewagi na gole. Agape natomiast było bezlitosne. Filip Woźnica rozpoczął strzelanie w pierwszej połowie, a po przerwie kompletnie zdominował boisko. Strzelał, asystował, dryblował – był wszędzie i robił różnicę. Gdy obok niego pojawia się Dawid Baraniecki, Agape zyskuje kolejne ofensywne ogniwo, które również potrafi przechylić szalę zwycięstwa. Obaj zawodnicy współpracowali znakomicie, a druga połowa to była już zabawa gospodarzy.
Agape, mając bezpieczną przewagę, zaczęło grać z polotem, prezentując coraz bardziej efektowne akcje i kontrolując spotkanie od deski do deski. Uefa Mafia nie odpuszczała, walczyła ambitnie do samego końca, ale tego dnia po prostu trafiła na rywala w wysokiej formie.
Zasłużone zwycięstwo Agape Team umacnia ich w strefie medalowej, z kolei UEFA chyba definitywnie pożegnała się z marzeniami o mistrzostwie i musi się skupić na obronie drugiej lokaty.
Choć było to ostatnie spotkanie dnia na Arenie AWF i mierzyły się w nim zespoły z dolnej części tabeli, to poziom emocji i widowiska był absolutnie ekstraklasowy. Zarówno Husaria, jak i Kryształ zaserwowały kibicom świetny mecz, pełen zwrotów akcji i pięknych bramek.
Husaria weszła w to spotkanie z impetem – już w 2. minucie wynik otworzył Vladyslav Rakhmail, a chwilę później Vlad Voronov dołożył dwa kolejne trafienia (4. i 13. minuta). Gospodarze prowadzili już 3:0 i wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą. Wtedy jednak do gry nieoczekiwanie włączył się Kryształ. Najpierw Kamil Kapica niefortunnie wpakował piłkę do własnej bramki, a chwilę potem Karol Sulkowski zdobył gola kontaktowego – 3:2! Pierwsza połowa jednak zdecydowanie należała do Husarii – Wiktor Kruczyński dołożył czwartego gola, a tuż przed przerwą hat-tricka skompletował Voronov. Do przerwy 5:2 dla gospodarzy.
Druga część meczu zaczęła się idealnie dla Kryształu – szybko trafił Kacper Kubiszer i drużyna z Targówka zaczęła przejmować inicjatywę. Tempo spotkania było imponujące, a gra toczyła się od jednej bramki do drugiej. W 41. minucie Karol Sulkowski zdobył swoją drugą bramkę, zmniejszając dystans do jednego gola. A już trzy minuty później, Kubiszer huknął z dystansu w taki sposób, że bramkarz Husarii nie miał najmniejszych szans – 5:5!
Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, bohaterem Husarii został Damian Starosta. W 47. minucie przeprowadził znakomitą indywidualną akcję i precyzyjnym strzałem zapewnił swojej drużynie komplet punktów.
Dzięki temu zwycięstwu Husaria zrównała się punktami z Kryształem, choć to ekipa z Targówka – dzięki lepszemu bilansowi dwumeczu – utrzymuje wyższą lokatę w tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)