reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

W meczu 13. kolejki 2. ligi FC Kryształ Targówek podejmował Orzeły Stolicy. Gospodarze, zajmujący 6. miejsce w tabeli z dorobkiem 13 punktów, starali się umocnić swoją pozycję, podczas gdy Orzeły, zamykające stawkę z 7 punktami, walczyły o wydostanie się ze strefy spadkowej. Mecz rozpoczął się od szybkiego, zaskakującego ciosu ze strony Orzełów – Jan Wnorowski zaskoczył bramkarza Romanowskiego, otwierając wynik na 1:0. Gospodarze nie czekali długo z odpowiedzią i szybko odrobili straty. W pierwszej połowie bramki dla Kryształu zdobyli Ruciński oraz Grabiec, co pozwoliło im zakończyć tę część meczu z wynikiem 2:1 na swoją korzyść. Była to zasługa świetnej współpracy ofensywnej oraz solidnej obrony, która skutecznie ograniczyła zagrożenie ze strony gości.

Po przerwie FC Kryształ całkowicie przejął kontrolę nad meczem, wygrywając drugą połowę aż 9:2. Kacper Kubiszer popisał się fenomenalnym występem, zdobywając cztery bramki i notując dwie asysty, stając się kluczowym zawodnikiem swojej drużyny. Wsparcie otrzymał od Jakuba Zubkowicza, który dorzucił trzy gole i jedną asystę, nie pozostawiając Orzełom szans na odwrócenie losów spotkania. Bramkarz Romanowski również zapisał się w protokole, notując dwie asysty, co miało spory wpływ na przebieg gry.

Ostateczny wynik 11:3 odzwierciedla dominację gospodarzy, którzy imponowali zarówno skutecznym atakiem, jak i solidną defensywą. Orzeły Stolicy, mimo walki i ambicji, nie znalazły sposobu na powstrzymanie rozpędzonego oponenta. FC Kryształ Targówek umocnił się w górnej części tabeli, podczas gdy Orzeły, mimo waleczności, wciąż pozostają w strefie spadkowej.

2
13:00

Ciężko oceniać ten mecz wyłącznie przez pryzmat wyniku. Remis po pierwszej połowie sugerował wyrównane zawody, jednak trzeba przyznać, że UEFA Mafia Ursynów przez cały mecz rozdawała karty. Już po kilku minutach było 0:2 po dwóch golach Michała Piłatkowskiego. Po kwadransie gry wynik brzmiał 1:4 i nic nie wskazywało na gwałtowne zmiany, jednak gospodarze wykorzystali do maksimum chwilę rozprężenia gości. Do walki poderwał ich Dmytro Kuźmin, który w końcówce pierwszej połowy zanotował gola i dwie asysty.

Patrząc na przebieg meczu, remis 4:4 do przerwy był sporym zaskoczeniem, ale też jasnym sygnałem, że FC Niko UA nie można lekceważyć nawet przez moment. Jak na drużynę z doświadczeniem z wyższych lig, potrafią oni wykorzystać każde potknięcie rywala.

Goście wyciągnęli wnioski z pierwszej połowy i w drugiej odsłonie nie pozostawili wątpliwości, kto zasłuży na komplet punktów. Ataki ursynowian napędzało trio Dominik Woronowicz – Adam Goleń – Stanisław Pawlak, a FC Niko UA przegrywało już 4:8. Dopiero wtedy goście nieco odpuścili, co wykorzystał najlepszy w drużynie gospodarzy Dmytro Kuźmin, dokładając kolejne „oczko” do klasyfikacji kanadyjskiej. Na więcej nie pozwolił jednak Maks Szulc, który przez całe spotkanie był w znakomitej dyspozycji.

Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:8, co sprawia, że ursynowianie już po majówce mogą mieć zapewnione miejsce na podium w tym sezonie. Na informację o „kolorze kruszcu” będą musieli jeszcze poczekać, ale jedno jest pewne – jeśli marzą o mistrzostwie, muszą grać bezbłędnie, w tym pokonać Sirius, a także liczyć na jeszcze jedną porażkę obecnego lidera. Gospodarze z kolei mają sporo pracy przed sobą, jeśli chcą się utrzymać w 2. lidze. Po serii sześciu porażek z rzędu tracą cztery punkty do siódmego miejsca, co oznacza, że muszą jak najszybciej odwrócić fatalną passę.

3
14:00

Spotkanie Zorii z Dzikami z Młochowa zapowiadało się niezwykle ciekawie. Oba zespoły stawiły się dość licznie na boisku przy ulicy Grenady, a tempo meczu od samego początku było imponujące. Gospodarze rozpoczęli bardzo mocno – już w 1. minucie zdobyli bramkę, a chwilę później podwyższyli na 2:0. Dopiero od tego momentu Dziki zaczęły lepiej prezentować się na murawie. Szybko złapali kontakt z rywalem, a w ofensywie wyróżniał się szczególnie Viktor Herasymiuk. To właśnie po jego akcji goście zdobyli gola na 2:1. Ekipa z Ukrainy szybko odpowiedziała, ponownie wychodząc na dwubramkowe prowadzenie. Dziki jednak nie dawały za wygraną – dwa szybkie trafienia doprowadziły do remisu 3:3. Od tego momentu Zoria przejęła inicjatywę i stworzyła kilka groźnych sytuacji. Kilkukrotnie świetnie interweniował Arek Żyznowski, ale w końcu i on musiał skapitulować. Do przerwy gospodarze prowadzili 5:3.

Po zmianie stron Dziki próbowały odwrócić losy meczu, jednak nadziewały się na skuteczne kontry rywali. Zoria szybko odskoczyła na kilku bramkową przewagę i było jasne, że gościom będzie niezwykle trudno wrócić do gry. Prawda jest też taka, że gdyby nie znakomita postawa bramkarza Dzików, wynik mógłby być jeszcze wyższy. W samej końcówce Dziki wreszcie zdobyły swojego pierwszego gola w drugiej połowie – autorem trafienia był Przemek Skrzydlewski – jednak była to bramka, która nie mogła już zmienić losów meczu. Ostatecznie Zoria wygrała zasłużenie 12:5 i zgarnęła cenne trzy punkty.

4
17:00

Dotychczas niepokonany na poziomie 2. ligi Sirius zmierzył się z drużyną zajmującą trzecie miejsce w tabeli – Agape Team. Spotkanie miało jednak wyjątkowo jednostronny przebieg. Goście nie byli w stanie znaleźć żadnych argumentów na tle tak dysponowanego Siriusa, który – jak na lidera przystało – przyjechał i dosłownie „przejechał się” po rywalu.

Trudno wskazać jednego wyróżniającego się zawodnika gospodarzy, bo cała drużyna zagrała kapitalny, zespołowy futbol. Szybka wymiana podań, doskonała organizacja, wymienność pozycji i ogromna intensywność – właśnie to cechuje Sirius. Tam nie ma miejsca na indywidualne popisy – liczy się kolektyw.

Już do przerwy Sirius prowadził 4:0, choć wynik spokojnie mógł być znacznie wyższy, bo gospodarze stwarzali sobie mnóstwo dogodnych sytuacji. Druga połowa wyglądała niemal identycznie – całkowita dominacja Siriusa, który nie dawał rywalom chwili wytchnienia, nieustannie podkręcając tempo.

Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 10:1, pokazując swoją wielkość i po raz kolejny udowadniając, dlaczego są niepokonaną drużyną w tej lidze.

5
20:00

W meczu 13. kolejki 2. ligi Korsarze podejmowali mocno przebudowaną ekipę We Love Life Husaria Mokotów. Dla gospodarzy była to doskonała okazja, aby odrobić straty do czołówki i włączyć się do walki o podium, z kolei Husaria miała szansę odskoczyć od strefy spadkowej. Ostatecznie to zespół Tomasza Hubnera wyszedł z tego pojedynku zwycięsko.

Korsarze mieli spore problemy z przełamaniem dobrze zorganizowanej defensywy gości, a kapitalne zawody rozegrał bramkarz Husarii, Konrad Piskorz. Spotkanie lepiej rozpoczęli "przyjezdni", którzy od początku narzucili swój styl gry. Przez długi czas utrzymywał się remis, a pierwsze trafienie zobaczyliśmy dopiero w 14. minucie – wtedy świetnie pokazał się Tomasz Hubner, który pewnie wykończył podanie Tomasza Kruczyńskiego. Korsarze próbowali odpowiadać, głównie po kontratakach, ale brakowało im skuteczności, a w kluczowych momentach dobrze spisywał się bramkarz z Mokotowa. Do przerwy utrzymał się wynik 0:1, a mecz nadal trzymał w napięciu, bo żadna ze stron nie chciała popełnić błędów.

Druga połowa przebiegała podobnie – Husaria budowała ataki pozycyjne, a Korsarze odgryzali się groźnymi kontrami. Z czasem przegrywający zaczeli wyglądać na coraz bardziej zmęczonych, co mogło zwiastować zmiany w przebiegu meczu. Husaria, dysponując szeroką kadrą, rotowała składem mądrze, co z czasem zaczęło przynosić efekty. W końcówce meczu bramkarz Konrad Piskorz długim zagraniem uruchomił Tomasza Hubnera, a ten świetnie przyjął piłkę i z zimną krwią podwyższył prowadzenie na 0:2. Chwilę później w obronie Husarii wkradło się rozluźnienie, co wykorzystali gospodarze – Jakub Zagawa zdobył kontaktowego gola, wlewając jeszcze nadzieję w serca swojej drużyny. Do końca spotkania zostało jednak tylko kilka minut, Korsarze rzucili się do ataku, ale zabrakło im czasu i konsekwencji. Husaria utrzymała koncentrację do końca i nie dopuściła już do wyrównania. W samej końcówce doszło jeszcze do kilku niepotrzebnych spięć, a sędzia musiał sięgnąć po kartki, co nieco popsuło obraz tego ciekawego meczu.

Ostatecznie Korsarze ulegli Husarii Mokotów 1:2, a drużyna Tomka Hubnera mogła cieszyć się z cennych trzech punktów.

Reklama