reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Mecz Husaria Mokotów III kontra Dziki Młochów odbył się w deszczowych warunkach, co wpłynęło na dynamiczny i fizyczny przebieg tego pojedynku. Początek był bardzo intensywny – Dziki szybko zaznaczyły swoją obecność na boisku, oddając kilka groźnych, choć niecelnych strzałów. Jednak brak skuteczności zemścił się na nich, gdy Husaria jako pierwsza objęła prowadzenie. Rzut wolny precyzyjnie wykorzystał Damian Starosta, umieszczając piłkę w siatce, co dało ekipie z Mokotowa bramkę otwierającą wynik. Choć dalsza część pierwszej połowy nie przyniosła zbyt wielu goli, emocje na boisku rosły. Obie drużyny grały ostro, co podkreślało, że nie jest to spotkanie okraszone przyjazną atmosferą. Gra była pełna napięcia i walki o każdy metr boiska, jednak do 20. minuty wynik pozostawał bez zmian. Dziki Młochów odzyskały inicjatywę na pięć minut przed końcem pierwszej połowy, kiedy wyrównały, a zaledwie minutę później strzeliły kolejną bramkę, wychodząc na prowadzenie. Te dwa trafienia do szatni wyraźnie podcięły skrzydła Husarii, co było widoczne w drugiej połowie. Mokotowska drużyna nie była już w stanie utrzymać tempa z premierowej części meczu. Wtedy też pierwszy plan wysunął się Maciej Cybulski, który był absolutnym liderem zespołu z Młochowa. Jego umiejętności i aktywność na boisku znacząco wpłynęły na grę drużyny, dzięki czemu odskoczyli rywalom, wygrywając 8:4. Mimo końcowego rezultatu, Husaria długo dotrzymywała kroku przeciwnikom, a wynik zaczął rozstrzygać się dopiero w ostatnich minutach. Spotkanie, które teoretycznie miało być wyrównane, pokazało ostatecznie przewagę Dzików Młochów, którzy zgarniają pełną pulę punktów.

2
15:00

Do bardzo ciekawej rywalizacji doszło pomiędzy zawodnikami Kryształu Targówek a FC Niko UA. Oba zespoły rozpoczęły ten sezon z pewnością poniżej swoich oczekiwań. Gospodarze po trzech kolejkach zgromadzili na swoim koncie 4 punkty, goście mieli ich o dwa więcej, ale sama gra była daleka od ideału. Ciężko było dopatrywać się zdecydowanego faworyta, więc należało cierpliwie poczekać na rozwój zdarzeń. Już od pierwszego gwizdka obie ekipy starały się być bardzo kreatywne, jednak sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Pierwsi groźne ataki zaczęli wyprowadzać zawodnicy z Ukrainy, widać było, że jako pierwsi opanowali nerwy i to oni rozpoczęli strzelanie przy Marymonckiej. Po prostej akcji i wyrzucie piłki z autu bramkę zdobył Vladyslav Voronov. Gospodarze próbowali się odgryzać, jednak mocno osłabiona drużyna z Targówka odbijała się jak od twardo i solidnie grającej obrony gości. W ekipie Kacpra Romanowskiego widać było spore braki kadrowe, które z pewnością wpływały na słabszą postawę na początku sezonu. W kolejnych minutach częściej do głosu dochodziła ekipa Kryształu, jednak nadziewała się na kontry. Tak właśnie padł gol na 0:2, po szybkim odbiorze piłki bramkę strzelił Taras Mysko. Do końca tej odsłony wynik nie uległ już zmianie. Po zmianie stron i po mocnych słowach w przerwie, do pracy wzięli się przegrywający. Długo w tej odsłonie rezultat nie ulegał zmianie, jednak zdecydowanie dało się zauważyć większą jakość po stronie Kryształu. Wiarę w odwrócenie losów spotkania wlał nominalny obrońca gospodarzy Mateusz Sidor, który pewnym strzałem pokonał bramkarza gości. W ostatnich dziesięciu minutach tempo meczu było bardzo wysokie i mimo zmęczenia, zawodnicy obu drużyn dawali z siebie wszystko. W 45 minucie Krystian Wieczorek zdobył wreszcie bramkę wyrównującą. Do końca spotkania zostało jeszcze kilka chwil i mimo prób zmiany wyniku, rezultat nie uległ żadnej poprawce. Dla Kryształu Targówek to drugi remis z rzędu, co w rozgrywkach piłki 6-osobowej zdarza się niezwykle rzadko. Oba zespoły utrzymują pozycje w środku tabeli, co w perspektywie dalszej rywalizacji, pozostawia nadzieję na walkę o najwyższe cele. 

3
18:00

O godzinie 18:00 w zeszłą niedzielę byliśmy świadkami starcia pomiędzy FC Zoria Streptiv a Agape Team. Gospodarze na tamten moment przegrali wszystkie swoje mecze, będąc zdecydowanie poza formą i poniżej oczekiwań, jakie sobie założyli przed rozpoczęciem sezonu. Natomiast goście po porażce z UEFĄ mieli prosty plan - odkuć się na drużynie ze strefy spadkowej. I to im się powiodło! A to głównie za sprawą dwóch dyrygentów. Pierwszy z nich błyszczał w pierwszej połowie i był to Vladyslav Martynov. Strzelając klasycznego hat-tricka i dokładając dwie asysty zapewnił spokojne prowadzenie swojej drużynie i w zasadzie spokojny dalszy przebieg meczu. Może nawet za spokojny, bowiem gospodarze zbliżyli się w pewnym momencie do nich na odległość dwóch bramek (5:7) i wtedy pojawia się druga gwiazda gości, czyli Filip Woźnica, który został później wybrany MVP tego spotkania. Jego dwa trafienia oraz ładnej urody asysta dały potrzebny spokój i ponowną kontrolę nad meczem, z czego Agape czerpało już do końca potyczki. Goście tym samym udanie podnieśli się po pierwszej w tym sezonie porażce. Natomiast jeśli chodzi o gospodarzy, to czarne chmury dalej widnieją nad ich głowami. Wierzymy, że jeszcze powalczą, bo trochę ich już znamy i wiemy, że stać ich na zdecydowanie więcej!

4
20:00

Ależ byliśmy świadkami arcydzieła w 4.kolejce na piłkarskim AWF-ie w ten weekend! Spotkanie w 2.lidze między Korsarzami a Siriusem było prawdziwym dostarczycielem piłkarskich emocji. Czy na takie zapowiadało się przed rozpoczęciem meczu? Nie jesteśmy przekonani, bowiem forma gospodarzy jest na jak ich możliwości słaba, natomiast sytuacja gości to totalnie drugi biegun, gdyż zgarnęli jak dotąd komplet punktów. Zapowiadało się jednak na to, że wreszcie ktoś ich powstrzyma. W zaciętym pojedynku z kategorii cios za cios to Korsarze zeszli na przerwę z wynikiem 5:4. Podchodząc w dobrych nastrojach do drugiej połowy dali się jednak zaskoczyć rywalowi. A co zrobił rozpędzony Sirius? Wykorzystał to na 5. Czemu na taką ocenę? Bo dokładnie tyle goli z rzędu strzelili oni swojemu rywalowi. Korsarze rzucili się do odrabiania strat, dwoili się i troili, ale faworyci dokładając jeszcze dwa gole zatrzymali licznik na 10 trafieniach i wygrali to spotkanie pełne emocji. Nie takiego początku spodziewaliśmy się po drużynie Korsarzy, którzy na wiosnę i w lecie prezentowali wysoką formę a teraz okupują strefę spadkową. Pokazali oni jednak w tamtym sezonie, że gdy chcą, to potrafią się zmobilizować i wygrywać z każdym - i dokładnie tego im życzymy. Z kolei drużynie gości należą się brawa, gdyż z bilansem 4-0-0 okupują pierwsze miejsce w tabeli 2.ligi!

Reklama