reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

W spotkaniu 12. kolejki Ligi Fanów na warszawskim AWF-ie, Dziki Młochów podejmowały ukraiński zespół FC Niko UA. Gospodarze prezentują się w tym sezonie z bardzo dobrej strony i przed tym meczem zajmowali drugą pozycję w silnie obsadzonej 2. lidze. Z kolei goście, po serii czterech porażek z rzędu, liczyli na pierwsze punkty w rundzie rewanżowej.

Od pierwszych minut tempo było wysokie, a oba zespoły imponowały organizacją gry i przygotowaniem taktycznym. Nie było kalkulacji – obie drużyny szybko dążyły do otwarcia wyniku. Udało się to gospodarzom. Tomasz Piórkowski pewnie wykorzystał rzut wolny, a kilka minut później na 2:0 podwyższył Viktor Herasymiuk. Niko UA szybko ruszyło do odrabiania strat, jednak brakowało im skuteczności i precyzji w ostatniej fazie akcji. Gdy już zdołali przedrzeć się przez defensywę, świetnie w bramce interweniował Arkadiusz Żyznowski. Dopiero w końcówce pierwszej połowy Anatolii Ursu wykorzystał błąd w rozegraniu Dzików i zdobył kontaktową bramkę.

Po przerwie to Dmytro Kuzmin doprowadził do wyrównania, wykorzystując sprytne podanie i umieszczając piłkę w siatce. W tej części gry pojawiło się więcej walki, a mecz momentami tracił płynność przez częste faule i dyskusje z arbitrem. W 34. minucie Kuzmin ponownie wpisał się na listę strzelców – tym razem pięknym strzałem z rzutu wolnego, dając prowadzenie Niko UA. Dziki nie pozostawały dłużne. Szybko doprowadzili do remisu, a po trzech minutach znów wyszli na prowadzenie – 4:3. Mimo to goście, napędzani świetną formą Kuzmina, który regularnie wygrywał pojedynki z rywalami, nie zamierzali się poddawać. To właśnie on zdobył gola na 4:4, ponownie pokazując swoje wysokie umiejętności. W końcówce obie drużyny jeszcze raz trafiły do siatki, ale decydujący cios zadali gospodarze. W ostatnich minutach meczu dwójkową kontrę wykończył Herasymiuk, ustalając wynik na 6:5. Niko UA próbowało jeszcze doprowadzić do wyrównania, ale zabrakło czasu.

Dziki Młochów dopisują cenne trzy punkty i umacniają się w czołówce 2. ligi. FC Niko UA zagrało dobre spotkanie – widać poprawę formy i dobre zimowe transfery. Jeśli utrzymają ten poziom, mogą jeszcze zaskoczyć niejednego rywala w dalszej części sezonu.

2
13:00

W ostatnią niedzielę na Arenie AWF doszło do starcia drużyn z dolnych rejonów drugoligowej tabeli. FC Zoria Streptiv i Orły Stolicy zmierzyły się w meczu o ogromnym znaczeniu w kontekście walki o utrzymanie. Obie ekipy potrzebowały punktów jak tlenu, a ten bezpośredni pojedynek mógł okazać się kluczowy dla końcówki sezonu.

Lepiej w spotkanie weszli goście – Orzeły od pierwszego gwizdka przejęły inicjatywę, tworząc kilka groźnych sytuacji. Dobrze jednak spisywał się bramkarz Zorii, który kilkakrotnie ratował swój zespół przed stratą gola. Paradoksalnie to jednak Zoria otworzyła wynik – ich pierwszy strzał w meczu od razu wylądował w siatce. Stracona bramka nie zniechęciła Orzełów, które nadal utrzymywały się przy piłce i konsekwentnie atakowały. Ich cierpliwość opłaciła się – dwa celne trafienia dały im prowadzenie 2:1. Niestety, jeden z błędów przy wyprowadzeniu piłki został bezlitośnie wykorzystany przez Zorię, która doprowadziła do wyrównania, a chwilę później – po szybkiej kontrze duetu Bayer Eugenily – Oleksiy Sudenkov – ponownie wyszła na prowadzenie. Do przerwy było 3:2 dla gospodarzy.

Druga połowa również rozpoczęła się po myśli Zorii – sprytnie rozegrany rzut wolny i kolejne trafienie pozwoliło im powiększyć przewagę. Orzeły odpowiedziały niemal natychmiast – po zamieszaniu w polu karnym i kilku dobrych interwencjach Stanislaua Piashki, skuteczna dobitka Adama Wownysza dała im kontaktową bramkę. Po chwili kolejny gol z dystansu zmniejszył straty do 5:4. Choć gra wydawała się wyrównana, to Zoria ponownie odskoczyła na dwa trafienia. Niewykorzystane okazje Orzełów – jak to bywa – zemściły się, a gospodarze podwyższyli wynik. Jeszcze raz nadzieja pojawiła się wśród gości, gdy w osłabieniu – po żółtej kartce – zdołali zdobyć gola na 7:5.

Zoria jednak nie oddała już prowadzenia i dowiozła bardzo ważne trzy punkty do końca meczu. Zawodnicy Janka Wnorowskiego, mimo momentami dobrej gry i walki do końca, ponownie muszą przełknąć gorycz porażki. A czasu na odwrócenie losów sezonu jest coraz mniej…

3
17:00

W meczu 12. kolejki 2. ligi We Love Life Husaria Mokotów podejmowała zespół AGAPE Team. Od pierwszego gwizdka można było poczuć świetną atmosferę i ducha zdrowej rywalizacji – dokładnie to, co chcemy oglądać na ligowych boiskach.

Goście od samego początku ruszyli do ataku. Zanotowali dwa groźne wejścia pod bramkę Husarii, ale gospodarze nie pozostali dłużni, odpowiadając dwoma szybkimi akcjami. W grze AGAPE było widać dużą cierpliwość, płynność w wymianie pozycji, szanowanie piłki i próbę wykreowania czystych sytuacji dla kolegów. Ich konsekwencja przyniosła efekt – dwie skutecznie wykończone akcje dały im prowadzenie.

Husaria miała swoją szansę – jedna z najlepszych okazji w pierwszej połowie zakończyła się niestety kiksującym strzałem z kilku metrów, który poszybował ponad poprzeczką. Goście miejscami grali z lekką nonszalancją, ale ich efektowny styl przynosił rezultaty. Na wyróżnienie zasługiwał też Piskorz, który swoją agresywną, pełną zaangażowania postawą robił różnicę. Do przerwy AGAPE prowadziło 0:3.

Po zmianie stron pojawiło się kilka błędów technicznych, które bardziej rozluźniały atmosferę niż frustrowały zawodników. Było sporo uśmiechu i pozytywnego podejścia do gry. Kolejną bramkę dla AGAPE zdobył Woźnica, ale chwilę później pechowo upadł po starciu z rywalem i skręcił kostkę. To był moment przełomowy.

Husaria złapała wiatr w żagle, zaczęła grać pewniej, agresywniej i z większą wiarą w możliwość odwrócenia losów meczu. Pressing przynosił efekty – gospodarze zaczęli odrabiać straty, a rywale mimo kilku groźnych kontrataków (w tym strzału w słupek) nie byli w stanie zatrzymać tego naporu.

W końcówce Husaria dopięła swego – doprowadziła do wyrównania i mecz zakończył się remisem 4:4, który jeszcze kilkanaście minut wcześniej wydawał się nierealny. Na wyróżnienie w zespole gospodarzy zasługuje Piskorz, natomiast w drużynie AGAPE – Martynov.

4
20:00

Sirius, niekwestionowany lider 2. ligi i jedyny zespół z kompletem zwycięstw, przystąpił do meczu z FC Kryształem Targówek z zamiarem podtrzymania świetnej passy. Już pierwsze minuty dały jasno do zrozumienia, że będzie to pojedynek jednostronny. Sirius imponował organizacją gry i dojrzałością w rozegraniu, a współpraca między zawodnikami stała na bardzo wysokim poziomie. Można było odnieść wrażenie, że każdy ruch na boisku jest przemyślany i dokładnie zaplanowany.

Ta dominacja szybko przełożyła się na bramki – jeszcze w pierwszej połowie na listę strzelców wpisali się Valerii Parszyn, Vadym Rossokhatyi, Vova Pidluzhnyi oraz trzykrotnie Ivan Gul. Gospodarze rzadko byli przy piłce, jednak w 18. minucie Nikodem Łęczycki zdecydował się na strzał z dystansu, a piłka po rykoszecie od Mateusza Jasztala zmyliła bramkarza gości, dając Kryształowi pierwsze trafienie.

W drugiej połowie obraz gry nie uległ większym zmianom. Sirius wciąż kontrolował wydarzenia na boisku, choć ich ataki były już nieco mniej skuteczne. Dwa kolejne gole dołożył Ivan Gul, a jedno trafienie dorzucił Yevhenyi Androshchuk. FC Kryształ zdołał odpowiedzieć dwoma bramkami – ponownie trafił Łęczycki, a wynik ustalił Kacper Kubiszer.

Sirius pewnie zmierza w kierunku awansu do 1. ligi i wydaje się być głównym faworytem do mistrzostwa. FC Kryształ Targówek, mimo utrzymania 6. miejsca w tabeli, musi mieć się na baczności – przewaga nad strefą spadkową wynosi zaledwie trzy punkty, a rywalizacja w dolnej części tabeli wciąż pozostaje bardzo zacięta.

5
20:00

To była jedna z największych sensacji dwunastej serii gier w całych rozgrywkach Ligi Fanów! Młody zespół z Ursynowa – dotąd niemal bezbłędny, poza drobną rysą w starciu z Sirius – wygrywał wszystko jak leci. Niestety, z ich perspektywy, ta imponująca passa właśnie dobiegła końca. I kto wie – może wraz z nią zakończyły się też marzenia o mistrzostwie.

Ukraiński Sirius to obecnie jedyna drużyna w całej Lidze Fanów, która nie zaznała jeszcze smaku porażki – i niewiele wskazuje na to, by miało się to szybko zmienić. To właśnie na ich tle Piraci dwa tygodnie temu pokazali się z bardzo dobrej strony. Choć ostatecznie przegrali, zostawili po sobie świetne wrażenie – walki, ambicji i realnych aspiracji do urywania punktów faworytom.

Na efekt nie trzeba było długo czekać. Już w następnej kolejce – tej, która właśnie się zakończyła – Korsarze pokonali UEFA Mafię 7:4. Ich strata do podium stopniała do zaledwie pięciu punktów, a apetyty rosną. Łatwo jednak nie będzie, bo już w kolejnym meczu zmierzą się z trzecią drużyną Husarii z Mokotowa – ekipą, która ostatnio zremisowała 4:4 z AGAPE Team i również wygląda na solidnie poukładaną.

Jeśli Husaria III wygra, różnica między tymi zespołami wzrośnie do czterech oczek. Kurs Korsarzy może więc obrać dwa kierunki – w stronę czołówki, lub w przycumowanie na dłużej w środku tabeli. Jedno jest jednak pewne: drużyna z Damianem Zalewskim na czele pokazała jakość, charakter i klasę. I czujemy, że nawet przerwa w rozgrywkach nie wytrąci ich z rytmu.

Sam mecz z UEFĄ Mafią już teraz przechodzi do historii klubu – zapisany złotymi zgłoskami jako pokaz siły, skuteczności i wiary w końcowy sukces.

Reklama