Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 3 Liga
Do bardzo ciekawego spotkania w niedzielni poranek doszło pomiędzy Deluxe Barbershop a BM. Do tego momentu gospodarze zdobyli siedem punktów i znajdowali się w środkowej części ligowej tabeli. Ich przeciwnik znakomicie rozpoczął zmagania i po pięciu seriach spotkań posiadał komplet punktów. Mecz lepiej rozpoczęli niżej notowani zawodnicy z Azerbejdżanu, który już w 4 minucie otworzyli wynik. Po kilku chwilach prowadzenie podwyższył najlepszy strzelec tej drużyny Raul Mammadov i gospodarze odskoczyli rywalom na dwa trafienia. Uczciwie trzeba przyznać, że w pierwszej połowie na boisku istniała tylko jedna ekipa, która z biegiem czasu powiększała swoje prowadzenie. Do przerwy wynik brzmiał 4:0. Goście mieli szansę na zmniejszenie strat, którzy przez trzy minuty grali w liczebnej przewadze, jednak nie wykorzystali tej okazji. Na domiar złego, chwilę później stracili kolejne dwie bramki. Uśpieni wysokim prowadzeniem gospodarze dali sobie wpakować dwie gole, ale ostatnie słowo należało do nich i celnym strzałem ustalili wynik 7:2. Na uwagę zasługuje świetna forma strzelecka wspomnianego wcześniej Raula, który zdobył pięć bramek i poprowadził drużynę do końcowego triumfu. BM zasłużenie przegrał spotkanie, ale mimo porażki utrzymał status lidera tabeli.
Husaria Mokotów II vs Warszawska Ferajna to kolejny mecz, jaki mieliśmy przyjemność oglądać w ten weekend na Arenie Grenady. Spotkanie to zapowiadało się na bardzo zacięte, bo punktowo drużyny stały na takim samym poziomie. Wszystko jednak miało zweryfikować boisko. Pierwsza odsłona tego starcia była dosyć obfita w gole. Po jednej stronie, u gospodarzy, błyszczał Patryk Borowski. Napastnik Husarii popisał się klasycznym hat-trickiem, dekorując udaną połówkę pięknym trafieniem, lobując Bartosza Wojciechowskiego. Z drugiej strony Patryk Stefaniak był tym, który podłączał swoją drużynę do tlenu i dawał jej jakąkolwiek nadzieję na punkty. Przepiękny gol z wolnego był jednym z dwóch jego trafień w tym meczu i coś czujemy, że znajdzie się on wysoko w klasyfikacji bramek tego tygodnia. Natomiast to właśnie ekipa Tomka Hubnera te część meczu może zaliczyć bardziej na plus, gdyż za sprawą Marka Wdowińskiego oraz samego kapitana zakończyła pierwsze 25 minut wynikiem 5:3. Drużyna gospodarzy wyszła na drugą połowę jeszcze bardziej zmotywowania a już na pewno mocniej skupiona, bo choć Ferajna się dwoiła i troiła by strzelić bramkę i odrobić straty, to w drugiej połowie do głosu dochodzili tylko Husarze. I to trzykrotnie! Mecz zakończył się rezultatem 8:3, co daje większy spokój Husarii i to ona może trochę odetchnąć, skupiając się już na doganianiu czołówki stawki w tej lidze. Warszawska Ferajna musi natomiast szukać punktów w kolejnych meczach. Wciąż znajduje się w strefie spadkowej i jeśli nie chce, aby taki stan rzeczy trwał całą zimę, to potrzebuje kolejnych zwycięstw, których jej oczywiście życzymy.
Perły WWA kontra Ternovitsia to był świetny mecz w ramach szóstej kolejki trzeciej ligi. Od pierwszych minut była duża rotacja pozycji między zawodnikami gości, za to gospodarze byli odważni w swoich poczynaniach, rozgrywali piłkę od ataku pozycyjnego. Mimo to akcje szybko kończyły się przechwytami i kreowaniem akcji ofensywnych. Za sprawą udziału Romanovskiego i kolegów goście stosunkowo szybko zdominowali rywali wychodząc na prowadzenie 0:3. Perła za szybko pozbywała się piłki. W tym fragmencie gry mieliśmy okazję zobaczyć piękne bramki po obydwu stronach i zwrot sytuacji, ponieważ po wymianie ciosów i powrocie do gry przez gospodarzy, na przerwę zawodnicy schodzili przy remisie 4:4. W ostatniej sytuacji bramkowej doskonale obronił Czajka, za co należy mu się brawa! Po zmianie stron dalej mnóstwo strzałów, dalszych zwrotów akcji, goście nie trafili z karnego, ale trafili samobója. Do ostatnich chwil nie wiadomo było jakim rezultatem to wszystko się zakończy, ale to goście mieli w swoich szeregach Romanovskiego i Hrydovyia, za sprawą których zdobyli 5 bramki i 6 asyst! Finalnie mecz zakończył się wynikiem 5:9 dla gości, którzy zasłużenie zdobyli komplet punktów, umacniając się w górnej połowie tabeli.
Minionej niedzieli na obiektach warszawskiego AWFu doszło do niezwykle interesującego starcia pomiędzy ekipami Graczy Gorszego Sortu oraz Sante. Dotychczas obydwa zespoły zgromadziły taką samą liczbę punktów, co wskazywać mogło na bardzo wyrównany pojedynek. W naszych oczach do miana minimalnego faworyta należało wybrać gospodarzy. Goście bowiem borykali się z brakiem swojego etatowego snajpera, Michała Aleksandrowicza. Tym samym przed podopiecznymi Adriana Kanigowskiego rozpościerała się ogromna szansa na trzy punkty. Zgodnie z przedmeczową predykcją GGS otworzył mecz dwiema szybko zdobytymi bramkami. W odpowiedzi rywale zdołali pokonać golkipera rywali zaledwie raz. W drugiej odsłonie tego meczu dużo wyraźniej zaznaczona została przewaga ekipy w różowych strojach. Ogromny udział miał w tym niezawodny, zabójczo szybki i przede wszystkim skuteczny Mateusz Grabowski. Ofensywny zawodnik zdobył tego dnia aż trzy bramki, dokładając do tego taką samą liczbę asyst, czym zdecydowanie wywarł wpływ na przebieg zawodów. Sante co prawda próbowało podjąć rękawicę, jednak przy wyniku 4:2 rywal wyraźnie zaznaczył swoją dominację, zdobywając kolejne cztery bramki w relatywnie szybkim tempie. W odpowiedzi na to doświadczeni gracze zdołali jeszcze strzelić jednego gola. Niestety na nic się to zdało, ponieważ finalnie mecz ten zakończył się wysoką i pewną wygraną gospodarzy aż 10:2.
Gospodarze przed starciem z outsiderem ligi Lagą Warszawa byli murowanymi faworytami, ale czy było tak łatwo? Od pierwszej minuty Dziki długo starały się utrzymywać przy piłce. Obie drużyny bardzo dużo biegały, nie pozwalały na łatwe przyjęcie piłki i holowanie jej, w związku z czym było mało czasu na decyzję. Gospodarze byli bliżsi strzelenia gola i w końcu im się to udało, do przerwy trafili w sumie dwukrotnie, przede wszystkim za sprawą Aleksandra Janiszewskiego. To on był motorem napędowym, brał ciężar gry na siebie, ale także kreował kolegów, którzy pracowali na wspólny sukces. Po zmianie stron goście musieli gonić wynik, ale to gospodarze ponownie strzelili bramkę. Wydaje się, że po obu stronach niektórzy chcieli zbyt koronkowo zakończyć akcję, wręcz wejść do bramki. Goście wyglądali jakby opadali z sił, ale Wzorek wraz z kolegami starał się jak mógł, by odwrócić losy meczu. Doświadczenie ich oponentów było jednak zbyt duże. Ponownie Wzorek miał szansę na kolejną bramkę, ale piłka trafiła w słupek. W odpowiedzi Dziki cały czas testowały formę Antka Dudy, aż trafili bramkę zamykającą mecz na 4:1, po akcji Janiszewski - Jamróż. Goście momentami grali naprawdę solidnie, ale z przebiegu całego meczu trochę zabrakło, aby uratować wynik i zdobyć chociaż punkt. Punkt na wagę złota.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)