reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

W ostatniej kolejce sezonu na boisku spotkały się drużyny z dwóch biegunów tabeli – mistrzowie 3. ligi BM oraz żegnający się z tą klasą rozgrywkową RCD Los Rogalos. Choć wynik sportowy był już znany, to gra bez presji czasami skutkuje brakiem kompleksów i tak właśnie było w miniony weekend.

Spotkanie rozpoczęło się od niespodzianki – to goście jako pierwsi zdobyli bramkę, skutecznie kontrując i zaskakując faworyzowanych gospodarzy. Chwilowa dekoncentracja BM szybko jednak ustąpiła miejsca pełnej mobilizacji. Mistrzowie przejęli kontrolę nad meczem i nie pozwolili przeciwnikom złapać oddechu. Do przerwy prowadzili aż 7:1, a RCD tylko sporadycznie przekraczało połowę i ograniczało się do prób blokowania strzałów oraz przechwytów.

Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Gospodarze zdominowali każdy fragment boiska, a goście, choć walczyli ambitnie, nie byli w stanie zagrozić poważnie bramce BM. Co więcej – w drugiej połowie do ofensywy włączył się nawet bramkarz BM, który... zdobył dwa gole! Łącznie aż dziesięciu zawodników gospodarzy zanotowało bramki lub asysty, co tylko pokazuje skalę dominacji.

Rogale stworzyli jeszcze jedną groźną akcję – lob był bliski celu, ale obrońca BM w ostatniej chwili wybił piłkę z linii. Najlepszym strzelcem meczu został Oleksandr Maksymov, który pięciokrotnie wpisał się na listę strzelców. Mecz zakończył się imponującym zwycięstwem faworytów aż 20:1.

BM przypieczętowało tytuł w wielkim stylu – jak na mistrza przystało. RCD Los Rogalos mimo porażki zasłużyło na szacunek – za sportową postawę, pozytywne nastawienie i walkę do końca. Trzymamy kciuki za ich szybki powrót do 3. ligi! ;)

2
13:00

Warszawska Ferajna miała już zapewnione utrzymanie, a Ternovitsia mogła spokojnie cieszyć się z trzeciego miejsca na podium. Indywidualne osiągnięcia zawodników gości również wydawały się niezagrożone – Volodymyr Hrydovyi przewodził w klasyfikacji strzelców, a Pavel Paduk w liczbie asyst.

Czy to sprawiło, że zespół z Ukrainy podszedł do meczu rozluźniony? Niekoniecznie. Ale mimo wszystko, po kilkunastu minutach niespodziewanie to gospodarze prowadzili 3:1. Bramki dla Ferajny zdobyli Konrad Pietrzak, Daniel Mikołajczyk oraz Wiktor Kozłowski. A jak padł gol dla Ternovitsii? Nietrudno zgadnąć – Paduk asystował, Hrydovyi wykończył. Ten duet kontynuował swój popis również przy kolejnych trafieniach gości.

Ferajnę było jeszcze stać na jedno efektowne trafienie – Michał Wójcik przymierzył z rzutu wolnego i lewą nogą trafił w samo okienko bramki Vasyla Borysa. Gospodarze próbowali jeszcze podwyższyć wynik, m.in. za sprawą mocnych, choć niecelnych strzałów Adriana Dembińskiego, ale więcej goli już nie zdobyli.

Ternovitsia natomiast imponowała precyzją – show skradł tym razem Paduk, który do sześciu asyst dołożył jeszcze trzy bramki. Hrydovyi poprawił swój bilans o kolejne trzy trafienia, czym przypieczętował tytuł króla strzelców.

Zespołowi Ternovitsii gratulujemy awansu i z ciekawością będziemy śledzić ich grę na wyższym poziomie rozgrywkowym.

3
14:00

W ostatniej kolejce sezonu trzeciej ligi zmierzyły się drużyny o zupełnie różnych celach. Deluxe Barbershop, zajmujący miejsce w środku tabeli, chciał zakończyć rozgrywki z podniesioną głową, mimo ostatnich problemów kadrowych i nierównej formy. Ich rywalem była Laga Warszawa – zespół zamykający ligową stawkę, który tydzień wcześniej poniósł bolesną, dwucyfrową porażkę i szukał choćby symbolicznego odkupienia.

Początek spotkania sugerował, że gospodarze bez problemu dopiszą sobie trzy punkty. Deluxe szybko zdobyło dwa gole, wykorzystując błędy rywali, i wyglądało na zespół w pełni kontrolujący sytuację. Ale to był tylko chwilowy obraz gry. Laga po kilkunastu minutach się przebudziła i zupełnie odmieniła przebieg meczu.

Goście przejęli inicjatywę i ruszyli do zdecydowanego ataku, zdobywając aż siedem bramek z rzędu i kompletnie dominując w końcówce pierwszej połowy. Do przerwy prowadzili 2:7, a Deluxe był w totalnym rozsypce. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – Laga dalej grała koncertowo, podczas gdy gospodarze nie byli w stanie się pozbierać.

Prawdziwym bohaterem meczu był Julian Wzorek – autor sześciu bramek i trzech asyst, który rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Dla niego i jego zespołu był to mecz, który – mimo że nie zmienił ich pozycji w tabeli – pozwolił zakończyć sezon z podniesionym czołem i dał impuls do walki w przyszłości.

Laga Warszawa pewnie wygrała to spotkanie, kończąc rozgrywki na ostatnim miejscu, ale z jasnym sygnałem, że potrafi grać na wysokim poziomie. Deluxe Barbershop utrzymał się w lidze, jednak ten mecz pokazał, że przed zespołem sporo pracy – przede wszystkim nad ustabilizowaniem formy i wzmocnieniem składu, jeśli w przyszłym sezonie chce mierzyć wyżej.

4
16:00

Spotkanie pomiędzy Elite Team a Perłą WWA było jednym z tych meczów, które – przynajmniej na papierze – nie zapowiadały większych emocji. Tabela była już praktycznie zamknięta: Perła żegna się z ligą, a Elite Team, po bardzo solidnym sezonie, pewnie kończy zmagania na 5. miejscu.

Niestety, piłkarsko było podobnie – mecz nie porwał tempa, a gospodarze kontrolowali przebieg spotkania od początku do końca, ostatecznie zwyciężając 11:3.

Mimo braku dramaturgii, było kilka momentów, które warto zapamiętać. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Jakub Haponiuk, który czterokrotnie wpisał się na listę strzelców i pokazał niesamowitą skuteczność oraz wyczucie pola karnego. Do tego zobaczyliśmy parę spektakularnych trafień, które zdecydowanie podniosły widowiskowość tego starcia. Gol bramkarza w okienko z połowy boiska? Rzadkość nawet na poziomie amatorskim! A techniczny strzał Mateusza Muszyńskiego z pierwszej piłki, po którym piłka wylądowała w siatce, to czysta poezja futbolu.

Na uznanie zasługuje również postawa Perły, która mimo spadku do końca walczyła i nie odpuściła meczu – w przeciwieństwie do niektórych ekip, które końcówkę sezonu potraktowały ulgowo. To się ceni – za ducha walki i szacunek dla rywali.

Na zakończenie pozostaje tylko podziękować obu zespołom za cały sezon – zaangażowanie, obecność i sportową postawę. Do zobaczenia w kolejnych rozgrywkach!

5
19:00

Na zakończenie trzecioligowych zmagań dostaliśmy przysłowiowy „mecz o pietruszkę”, w którym naprzeciw siebie stanęły P.P.B. Artel Husaria Mokotów oraz FC Dziki z Lasu. Obie drużyny miały już jasną sytuację w tabeli – Dziki miały zapewnione srebrne medale, a Husaria – pewny awans do Pucharu Ligi Fanów Superbet. Mecz przebiegał więc w harmonijnej, niemal przyjacielskiej atmosferze – celem było dogranie sezonu bez kontuzji.

Choć stawka nie była wysoka, poziom sportowy absolutnie nie odbiegał od ligowych standardów. Obie drużyny od pierwszych minut udowodniły, że potrafią konstruować przemyślane akcje w ataku pozycyjnym. W pierwszej połowie oglądaliśmy wymianę cios za cios, choć wynik długo pozostawał bezbramkowy. Husarię ratowało wybicie piłki z linii bramkowej, z kolei Dziki zawdzięczały czyste konto świetnej postawie Piotra Jamroża, który kilkakrotnie bronił groźne strzały.

W końcu jednak błysk geniuszu Kuby Sosnowskiego i jego perfekcyjne dośrodkowanie na głowę Aleksandra Janiszewskiego dały Dzikom prowadzenie. Chwilę później przy narastającym naporze gości Kamil Ostapiński musiał się solidnie napracować, ale jego kluczowe interwencje pozwoliły Husarii zebrać siły i... wyprowadzić dwa ciosy – oba autorstwa Filipa Przygody, któremu asystowali kolejno Jakub Brzeski i Jakub Cegiełka. Reakcja Dzików była natychmiastowa – już minutę później Kamil Wiktorowicz wyrównał po efektownym podaniu raboną autorstwa Michała Ossowskiego. Jeszcze przed przerwą Husaria ponownie objęła prowadzenie – po błędzie gości Tomek Hübner wyłożył piłkę Cegiełce, a ten spokojnie zwiódł rywala i umieścił futbolówkę w siatce.

Druga połowa, choć rozgrywana w podobnym, spokojnym tonie, przyniosła jeszcze więcej bramek. Przez pierwsze sześć minut Dziki musiały się solidnie napracować, by odzyskać kontrolę nad meczem. Po dwóch niemal identycznych akcjach Janiszewski obsługiwał Jamroża, który – jako lotny bramkarz – dwukrotnie trafił na „pustaka”. Wynik na 3:5 podwyższył Wiktorowicz po podaniu Szymona Bednarskiego. Jak zareagowała Husaria? Dokładnie tak, jak przystało na zespół tej klasy. W niecałe dwie minuty zdominowali rywala i zdobyli dwie bramki – autorami byli Jakub Brzeski oraz Jakub Machoń. Dzikom nie pozostało nic innego, jak szybko odpowiedzieć – po efektownej, zespołowej akcji na listę strzelców wpisał się ponownie Janiszewski.

Gdyby nie kunszt Ostapińskiego, Husaria prawdopodobnie przegrałaby to spotkanie, ale w końcówce udało się jeszcze wymusić błąd rywali, przechwycić piłkę i zdobyć bramkę na wagę remisu – znów za sprawą Brzeskiego.

Końcowy wynik 6:6 był zdecydowanie sprawiedliwy i dał obu drużynom to, czego najbardziej potrzebowały: spokojne zakończenie sezonu bez kontuzji, w dobrym stylu i przy pełnym szacunku dla przeciwnika.

Reklama