Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 3 Liga
W 14. kolejce Ligi Fanów doszło do jednego z najbardziej wyczekiwanych starć 3. ligi – lider tabeli BM podejmował trzecią siłę rozgrywek, Ternovitsię. Spotkanie, które już na papierze zapowiadało się znakomicie, nie zawiodło oczekiwań i dostarczyło emocji od pierwszej do ostatniej minuty.
Choć to gospodarze przystępowali do meczu w roli nieznacznych faworytów, już w pierwszych minutach spotkania do głosu doszli goście, obejmując prowadzenie. BM szybko odpowiedziało trafieniem wyrównującym, a tempo meczu nie pozwalało nawet na chwilę wytchnienia. Obie drużyny grały niezwykle uważnie w defensywie, nie pozostawiając wiele miejsca do rozgrywania piłki, co tylko podkreślało wagę tego starcia.
BM ponownie wyszło na prowadzenie, a jak zwykle w ich ofensywie błyszczał duet Yehven Mushnin – Oleh Blintsov. Jednak po drugiej stronie boiska pojawił się ktoś, kto skutecznie im dorównywał – Pavel Paduk. Najpierw doprowadził do remisu 1:1, a następnie wyrównał na 2:2, czym ustalił wynik pierwszej połowy.
Po przerwie oglądaliśmy już dominację Ternovitsii. Goście zagrali znakomite drugie 25 minut, w których zdobyli trzy bramki, nie tracąc przy tym żadnej. Paduk kontynuował swój koncert, kompletując hat-tricka i notując asystę – bezsprzecznie zasłużył na miano zawodnika meczu.
Choć obaj bramkarze spisali się na medal i kilkukrotnie ratowali swoje drużyny, ostatecznie to Ternovitsia okazała się bardziej konkretna w ofensywie. Mecz zakończył się wynikiem 2:5, co oznacza poważne komplikacje dla BM w kontekście walki o mistrzostwo. Z kolei Ternovitsia mocno zbliża się do Dzików z Lasu i włącza się na poważnie do rywalizacji o tytuł.
To spotkanie zapowiadało się jako starcie Dawida z Goliatem – wicelider tabeli, FC Dziki z Lasu, podejmował ekipę RCD Los Rogalos, która okupuje dolne rejony ligowej stawki. Niestety, mecz potoczył się zgodnie z przewidywaniami i był jednostronnym widowiskiem, w którym brylowali zawodnicy tylko jednej drużyny.
Od pierwszego gwizdka Dziki z Lasu przejęły pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Dominowali w posiadaniu piłki, operowali nią z dużą swobodą i dokładnością, a ich ofensywa była bezlitosna. Kolejne strzały zamieniały się w gole, a wynik 17:4 po pierwszej połowie mówił sam za siebie.
Druga odsłona była niemal lustrzanym odbiciem pierwszej. Dziki nie zwalniały tempa i kontynuowały bramkowy festiwal, podczas gdy Los Rogalos (grający bez zmian) nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. Zmęczenie szybko dało się we znaki, a ich linie defensywne zaczęły się sypać. Dziki z Lasu bezlitośnie wykorzystywały każdą okazję, kończąc mecz wynikiem aż 27:7. Mimo dotkliwej porażki, trzeba pochwalić Los Rogalos za ambicję i fakt, że mimo trudnych warunków, zdołali zdobyć aż siedem bramek. Liderem tej ekipy ponownie był Piotr Poter – jeśli ktoś ma wyciągnąć ich z dołka, to właśnie on.
Dziki z Lasu utrzymują natomiast pozycję wicelidera i nadal liczą się w walce o mistrzostwo. Zwłaszcza, iż w obliczu porażki BM, zmniejszyli stratę do lidera.
W ostatnią niedzielę Warszawska Ferajna podejmowała zespół Elite Team – ekipę, która od początku swojej przygody z Ligą Fanów wręcz deklasuje każdego rywala. I tym razem nie było inaczej. Goście rotowali składem co pięć minut, dzięki czemu mogli utrzymywać maksymalne tempo gry przez całe spotkanie.
Pierwsze fragmenty przyniosły jeszcze wyrównaną walkę, jednak z każdą kolejną akcją przewaga Elite Team stawała się coraz bardziej widoczna. Byli szybsi, lepiej zorganizowani i przede wszystkim znacznie skuteczniejsi. Ferajna próbowała wyprowadzać piłkę od własnej bramki, ale kończyło się to stratami i... kolejnymi bramkami dla gości. Dawno nie widzieliśmy tak jednostronnego widowiska. Doświadczenie i boiskowa ogłada Elite Team były bezlitosne. Mimo wysokiego prowadzenia, zawodnicy nie odpuszczali, wzajemnie się motywowali i szukali kolejnych trafień. Do przerwy mieli już dziesięć goli na koncie, tracąc tylko jednego – 1:10.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Ferajna – znana od lat z ambicji i waleczności – próbowała stwarzać zagrożenie pod bramką Norberta Plichty, ale defensywa Elite Team działała jak szwajcarski zegarek i skutecznie blokowała wszelkie próby. Najlepszymi zawodnikami spotkania bez dwóch zdań byli Adam Stankowski i Andrey Voropaev – duet, który łącznie zdobył 13 bramek. Dla obu były to indywidualnie najlepsze występy w rozgrywkach Ligi Fanów. Ferajna może mówić o szczęściu, że momentami Elite Team zawodził w wykończeniu akcji – Grzegorz Och dwukrotnie nie trafił do praktycznie pustej bramki, a wynik równie dobrze mógł przekroczyć granicę 30 goli.
Ostatecznie Elite Team rozgromił rywala 1:22 i kontynuuje swoją bezbłędną serię. Ferajna musi jak najszybciej zapomnieć o tej porażce i skupić się na kolejnym starciu – z Lagą Warszawa. Z pewnością będą zmotywowani, by odbudować się po tej bolesnej lekcji. Tymczasem Elite Team już szykuje się na kolejny mecz – z Deluxe Barbershop.
Niedzielne zmagania w trzeciej lidze zakończyło starcie zamykającej tabelę Laga Warszawa z czwartą drużyną rozgrywek – P.P.B. Artel Husarią Mokotów. Jesienią spotkanie tych ekip zakończyło się remisem 2:2, więc biorąc pod uwagę ostatnie wahania formy Husarii, gospodarze mogli liczyć na niespodziankę.
Od pierwszego gwizdka to goście dłużej utrzymywali się przy piłce, budując ataki cierpliwą grą i dużą liczbą podań. Jednak mimo przewagi w posiadaniu, to Laga jako pierwsza trafiła do siatki – Julian Wzorek po skutecznym przechwycie i indywidualnym rajdzie otworzył wynik meczu. Choć Husaria w pierwszej połowie dwukrotnie grała w osłabieniu, gospodarze nie potrafili tego wykorzystać i przed przerwą utrzymał się wynik 1:0.
Po zmianie stron mecz nabrał tempa, a jego bohaterem został Patryk Borowski. Najpierw huknął zza pola karnego, doprowadzając do wyrównania, a chwilę później powtórzył ten wyczyn, dając Husarii prowadzenie 2:1. Radość gości nie trwała długo – zaledwie trzy minuty później Julian Wzorek ponownie dał o sobie znać, strzelając swoją drugą bramkę i przywracając remis. Obie drużyny miały jeszcze okazje na przechylenie szali zwycięstwa, ale brakowało im zimnej krwi pod bramką. Ostatnie słowo należało jednak do gości – w końcówce meczu Patryk Hermann, po świetnym podaniu Jakuba Brzeskiego, zapewnił Husarii cenne trzy punkty trafieniem na 3:2.
P.P.B. Artel Husaria Mokotów dzięki tej wygranej umocniła swoją pozycję w czołówce tabeli. Laga Warszawa natomiast, mimo ambitnej i odważnej postawy, ponownie musiała obejść się smakiem i straciła nawet matematyczne szanse na pozostanie na tym szczeblu rozgrywkowym.







)
)
)
)
)
)
)
)
)