Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 13 Liga
Zaruby United w poszukiwaniu swoich premierowych punktów zmierzyły się z Boiskowym Folklorem, który po porażce w pierwszej kolejce z niepokonaną do tej pory Jogą Bonito wygrywa wszystko. Biorąc pod uwagę formę obu drużyn, faworyt w tym meczu był oczywisty i już od pierwszych akcji rywalizacji było widać różnicę klas.
Boiskowy Folklor szybko przejął inicjatywę, choć długo nie potrafił znaleźć drogi do bramki. Dopiero po upływie kwadransa gry udało się przełamać szyki obronne Zarubów, a następnie w odstępie kolejnych dziesięciu minut goście jeszcze czterokrotnie pokonali Łukasza Kuleszę.
Wydawać by się mogło, że 0:5 to fatalny wynik, ale nie takie historie już widzieliśmy - drużyny przegrywające potrafiły odwracać losy spotkania w drugiej połowie. Tym razem jednak tak się nie stało. Boiskowy Folklor w drugich 25 minutach znacząco podkręcił tempo, wbijając rywalom kolejne… 10 bramek. Fenomenalny mecz rozegrał Franek Ciastko, który strzelił cztery bramki i zanotował sześć asyst. Udział przy dziesięciu golach w jednym meczu? Słowa uznania. Z tak grającym Frankiem Boiskowy Folklor może realnie myśleć o miejscu na podium, a kto wie - może nawet o walce o najwyższy skalp.
Po drugiej stronie bieguna są Zaruby United, które wciąż mają okrągłe zero punktów. Trudno nam uwierzyć, że bez konkretnych wzmocnień ta ekipa będzie w stanie włączyć się do walki o utrzymanie.
Już o godzinie 8:00 rozpoczęliśmy rywalizację w 13. lidze. Naprzeciw siebie stanęły Kresowia Warszawa i Cockpit Country. Obie ekipy miały na swoim koncie po siedem punktów, co dawało im odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w tabeli. Mecz zapowiadał się więc bardzo ciekawie, a stawką tej rywalizacji było miejsce na podium po piątej serii gier.
W przedmeczowych zapowiedziach nieco więcej szans dawaliśmy Kresowii, jednak od pierwszego gwizdka byliśmy świadkami bardzo wyrównanego pojedynku. Oba zespoły od samego początku szukały okazji do zdobycia bramki, choć klarownych sytuacji było jak na lekarstwo. Tempo spotkania było szybkie, ale defensywy obu drużyn spisywały się bezbłędnie. Z drugiej strony obu ekipom brakowało większej dokładności w rozegraniu – większość akcji kończyła się jeszcze przed polem karnym rywala. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że był to mecz rozgrywany głównie w środkowej strefie boiska.
Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, przy czym nieco lepiej w premierowych 25 minutach prezentowała się Kresowia. Niezwykle czujny w bramce Cockpitu był Michał Maziarz, który kilkukrotnie skutecznie interweniował na przedpolu. Po pierwszej części gry można było odnieść wrażenie, że trzy punkty powędrują do tego, kto jako pierwszy zdobędzie gola. I tą drużyną okazali się gospodarze. Najpierw mieli szansę na otwarcie wyniku z rzutu karnego, jednak „jedenastkę” przestrzelił bramkarz Kresowii, Michał Jędrak. W końcu jednak strzelecki impas przełamał Mirosław Nowacki, który wykorzystał zawahanie obrońców Cockpitu i pokonał bramkarza rywali. Trzy minuty później było już 2:0 — ponownie do siatki trafił Nowacki, a wynik na 3:0 ustalił Artem Janczylik.
Cockpit Country próbował jeszcze odwrócić losy spotkania, ale tego dnia ofensywa nie była jego najmocniejszą stroną. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:0 i to Kresowia Warszawa zgarnęła kolejny komplet punktów. Cockpit natomiast musiał przełknąć gorycz porażki, ale jeśli nie wykorzystuje się dwukrotnej gry w przewadze, trudno liczyć na korzystny rezultat.
O godzinie 8:00 na arenie AWF zmierzyły się ze sobą ekipy Elitarnych Gocław i Lisów Bez Polisy. Faworytem w tym starciu byli goście, którzy po dwóch udanych kolejkach chcieli podtrzymać serię zwycięstw. Gospodarze natomiast mieli na koncie tylko jedno wygrane spotkanie – to inauguracyjne – i wciąż czekali na przełamanie.
Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy bardzo otwartą postawę obu drużyn. Mecz był wyrównany, a choć nie brakowało prób, długo żadna z nich nie potrafiła znaleźć drogi do bramki. Worek z golami rozwiązały Lisy dopiero po piętnastu minutach gry, gdy Jan Siulkowski wykończył składną akcję całego zespołu. Na odpowiedź Elitarnych czekaliśmy zaledwie dwie minuty, a nim się obejrzeliśmy, gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Damiana Rojka. Tuż przed końcem pierwszej połowy byliśmy świadkami kolejnej szybkiej wymiany ciosów – Lisy doprowadziły do wyrównania, ale Elitarni jeszcze przed gwizdkiem zdobyli bramkę „do szatni”. Do przerwy na tablicy widniał wynik 3:2.
Po zmianie stron oglądaliśmy już widowisko z wyraźną przewagą gospodarzy. Elitarni przejęli inicjatywę i wykazali się znacznie lepszą skutecznością, choć Lisy nie zamierzały odpuszczać. Najpierw gospodarze wykorzystali rzut rożny, zamieniając go na gola, a w końcówce przyspieszyli tempo, co przełożyło się na czterobramkowe prowadzenie. Goście zdołali jeszcze odpowiedzieć – ponownie trafił Jan Siulkowski – ale na odrobienie strat było już za późno.
Końcowy wynik 6:3 pozwolił Elitarnym Gocław przełamać serię porażek i umocnić się w tabeli. Lisy Bez Polisy, mimo ambitnej gry i sporego zaangażowania, tym razem nie zdołały przedłużyć swojej zwycięskiej passy.
To było jedno z tych spotkań, w których trudno było choć przez chwilę przewidzieć, kto wyjdzie z niego zwycięsko. White Foxes i Nieuchwytni stworzyli naprawdę ciekawe widowisko, pełne walki, emocji i momentów, które mogły przechylić szalę na każdą ze stron.
Pierwsza połowa była dość wyrównana – gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a klarownych sytuacji nie było wiele. Dopiero w 17. minucie padł pierwszy gol. Tomasz Gaworski popisał się efektownym zwodem, wszedł w pole karne i precyzyjnym strzałem dał prowadzenie Nieuchwytnym. Lisy jednak szybko odpowiedziały i jeszcze przed przerwą doprowadziły do wyrównania, dzięki czemu na drugą połowę wychodziły z nową energią i wiarą w zwycięstwo.
Po zmianie stron spotkanie nabrało tempa. White Foxes zaczęli grać odważniej i to przyniosło efekt – na prowadzenie wyprowadził ich Maciek Chojnacki, który idealnie wyskoczył do dośrodkowania i uderzeniem głową pokonał bramkarza rywali. Od tego momentu rozpoczął się prawdziwy festiwal wymiany ciosów – Chojnacki był w kapitalnej formie i dołożył jeszcze dwa trafienia, kompletując hat-tricka, ale Nieuchwytni za każdym razem potrafili odpowiedzieć.
Mecz zakończył się wynikiem 4:4, co w pełni oddaje jego przebieg. Obie ekipy pokazały charakter, a Lisy mogą żałować, że przy tak świetnym występie swojego napastnika nie udało się sięgnąć po pełną pulę. Z kolei Nieuchwytni potwierdzili, że choć mają problemy ze skutecznością, to walki i ambicji zdecydowanie im nie brakuje.
Joga Bonito po raz kolejny potwierdziła, że w tym sezonie jest drużyną w znakomitej formie i zasłużenie zajmuje fotel lidera 13. ligi. Od pierwszych minut spotkania z Borowikami gospodarze przejęli inicjatywę i nie zamierzali oddawać pola rywalom. Widać było pewność w grze i konsekwencję w realizacji planu – Joga kontrolowała tempo meczu i cierpliwie czekała na swoje okazje.
Pierwszy gol padł w 8. minucie po pewnie wykonanym rzucie karnym przez Kamila Pietrzykowskiego. Chwilę później gospodarze mogli cieszyć się z drugiego trafienia, choć tym razem sporo pomógł im rywal, bo jeden z zawodników Borowików niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Wynik 2:0 do przerwy był w pełni zasłużony, choć trzeba przyznać, że Borowiki również miały swoje momenty – zabrakło im jednak skuteczności i odrobiny szczęścia w kluczowych sytuacjach.
Po zmianie stron coraz wyraźniej było widać przewagę fizyczną Jogi. Gdy rywale zaczęli opadać z sił, do głosu doszedł Mateusz Hnatio – zawodnik, który już nie raz udowadniał, że potrafi błyskawicznie wykorzystać najmniejszy błąd przeciwnika. Jego szybkość i umiejętność odnajdywania się w polu karnym były nie do zatrzymania. Zanotował trzy bramki i jedną asystę, ponownie pokazując, że jest jednym z liderów tej drużyny.
Borowiki walczyły do końca i udało im się zdobyć trzy gole, ale to Joga przez cały mecz miała sytuację pod kontrolą. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:3, a gospodarze utrzymali status niepokonanych oraz pozycję lidera tabeli. Jeśli dalej będą grać w takim stylu, tylko cud może powstrzymać ich marsz po mistrzostwo.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)