reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Mecz pomiędzy AC Choszczówka a FC Patetikos, mimo że do końca sezonu pozostały jeszcze trzy kolejki, śmiało można było określić mianem starcia o mistrzostwo 12. Ligi. Gospodarze tracili do liderujących w tabeli gości trzy punkty i, by pozostać w grze o tytuł, musieli bezwzględnie wygrać to spotkanie.

Początek meczu nie porywał – obie drużyny grały bardzo zachowawczo, badając się wzajemnie i unikając ryzyka. Z biegiem czasu coraz częściej inicjatywę przejmowali zawodnicy FC Patetikos, a ich ofensywne akcje zaczęły zagrażać bramce gospodarzy. Wydawało się, że gol dla gości to tylko kwestia czasu. Tymczasem to Choszczówka, po przejęciu piłki na własnej połowie, wyprowadziła zabójczą kontrę i objęła prowadzenie. Pierwsze trafienie nie zmieniło jednak znacząco obrazu gry – nadal dominowała ostrożność i koncentracja na unikaniu błędów. Cztery minuty po stracie bramki FC Patetikos zdołało wreszcie pokonać świetnie spisującego się między słupkami Szymona Salatę, doprowadzając do remisu 1:1. Do końca pierwszej połowy bramki już nie padły, choć coraz wyraźniej rysowała się przewaga gości.

Po przerwie to właśnie bramkarz Choszczówki miał najwięcej pracy. Zawodnicy Patetikos coraz sprawniej poruszali się po połowie rywala i raz po raz testowali jego refleks. Doskonała postawa Szymona Salaty utrzymywała gospodarzy w grze, bo ofensywa Choszczówki miała duże problemy z przedarciem się przez solidną defensywę rywali. Kiedy do końca meczu pozostawały zaledwie dwie minuty i wszystko wskazywało na podział punktów, duet Jasztel–Kharin poprowadził błyskotliwą kontrę, po której FC Patetikos po raz pierwszy w tym meczu objęło prowadzenie. Gospodarze, zmuszeni do natychmiastowej reakcji, odsłonili się w defensywie, co goście błyskawicznie wykorzystali, ustalając wynik spotkania na 3:1.

Zwycięstwo FC Patetikos sprawiło, że zespół ten jest już o krok od zapewnienia sobie mistrzostwa 12. Ligi. AC Choszczówka wciąż ma matematyczne szanse na tytuł, ale by je zrealizować, musi wygrać wszystkie pozostałe mecze i liczyć na to, że Patetikos całkowicie pogubi punktowy rytm.

2
16:00

Dla Wystrzelonych starcie z FC Razam było kluczowym momentem w walce o ligowe utrzymanie - każdy punkt może być na wagę złota. Z kolei goście, próbując uciec ze strefy spadkowej, również potrzebowali zwycięstwa. Ostatecznie jednak emocjonujący i wyrównany mecz zakończył się podziałem punktów, który nie zadowolił żadnej ze stron.

Od pierwszych minut spotkanie było niezwykle otwarte – zarówno gospodarze, jak i goście potrafili stwarzać zagrożenie po ataku pozycyjnym, jak i po kontrach. W 6. minucie gospodarze byli blisko gola po koronkowej akcji tercetu Kalinowski–Opiński–Bąk, jednak ostatni z nich fatalnie przestrzelił. Chwilę później zemsta nadeszła błyskawicznie – po wyrzucie z autu Kiryl Tutski kapitalnie piętą odegrał do Andreia Yakimiuka, który strzałem od słupka pokonał Daniela Wasilewskiego.

Wystrzeleni nie spuścili głów i konsekwentnie realizowali swój plan. Wysoki pressing przyniósł efekt – wymuszony błąd defensywy Razamu pozwolił Bartkowi Bąkowi wyrównać wynik. Kilkadziesiąt sekund później gospodarze wyszli na prowadzenie – efektowny strzał z powietrza ponownie zaskoczył bramkarza gości. Razam zareagował, wprowadzając świeżych zawodników, ale mimo wielu prób – Saglama z bliska zatrzymał Wasilewski, Loikuts niecelnie uderzał z dystansu, a Gorevoi przegrał pojedynek z bramkarzem – rezultat nie ulegał zmianie. W końcówce pierwszej połowy klasę pokazał Witek Kalinowski. Po świetnym przerzucie od Opińskiego wygrał pojedynek z obrońcą i podwyższył na 3:1.

Po przerwie kapitan FC Razam, Władysław Sopot, dał sygnał do ataku, trafiając w samo spojenie. Choć Wystrzeleni długo skutecznie bronili się przed kolejnymi atakami, ich defensywa z czasem zaczęła się kruszyć. Zwłaszcza gdy gospodarze przesunęli więcej zawodników do ofensywy, pojawiły się luki w tyłach.

To skrzętnie wykorzystał Kiryl Karabeika – przechwyt po presji na Kalinowskim, strzał przy słupku i było 3:2. FC Razam poczuł krew i ruszył po więcej. Po pięciu minutach był już remis – Yakimiuk wykończył kontratak po podaniu Karabeiki. Nerwy zaczęły brać górę – żółte kartki obejrzeli Bąk (za dyskusję z sędzią) i Loikuts (za nieumyślny, ale ostry faul).

Końcowy gwizdek przyniósł podział punktów – remis 3:3, który dla żadnej z drużyn nie stanowi realnego przełomu. FC Razam oddala się od bezpiecznej strefy, a Wystrzeleni wciąż nie mogą być pewni swojego losu. Patrząc na przebieg meczu, trudno się jednak nie zgodzić, że remis był sprawiedliwym rezultatem.

3
16:00
( 1 : 1 )
1 : 1
Raport

Lepanes FC, walczące o miejsce na podium, podejmowało ekipę BRD Young Warriors, która mimo poprawy formy względem końcówki ubiegłego roku, wciąż nie potrafi przełamać się i zbudować serii zwycięstw. Mecz z wyżej notowanym rywalem był więc doskonałą okazją, by pokazać, że BRD wcale nie zamierza łatwo składać broni.

To spotkanie bez wątpienia było jednym z najbardziej wyrównanych w ostatnich tygodniach. Walka o każdy centymetr boiska, próby przejęcia kontroli w środku pola i ogromna intensywność – tak wyglądała większa część meczu. Wysoka agresja obu ekip nie przekładała się jednak na liczbę klarownych sytuacji bramkowych.

W pierwszej połowie jedyny gol padł po precyzyjnie wykonanym rzucie wolnym – Marcin Taras dał prowadzenie gościom, którzy na przerwę schodzili z jednobramkową zaliczką.

Po zmianie stron Lepanes ruszyło do odrabiania strat i już w jednej z pierwszych akcji doprowadziło do wyrównania. Choć wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, BRD postawiło twarde warunki – defensywa działała bez zarzutu, a rywale mieli ogromny problem, by przedrzeć się w pole karne.

Z każdą minutą było coraz bardziej oczywiste, że żadna ze stron nie przechyli szali na swoją korzyść. Mecz zakończył się remisem 1:1, który – trzeba przyznać – nie zadowolił ani gospodarzy, walczących o podium, ani gości, którzy w ten sposób zanotowali szósty (!) brak rozstrzygnięcia w trwającej kampanii. Czyżby szli na jakiś rekord?

4
19:00

Piwo Po Meczu FC przystępowało do spotkania z DMN Yebańsk z jasnym celem – wygrać i zbliżyć się na dwa punkty do wicelidera ligi, z którym zmierzą się już w następnej kolejce. Gospodarze również mieli swoje ambicje, i choć brakowało im płynności w rozegraniu, to właśnie oni jako pierwsi oddali kilka strzałów na bramkę przeciwnika.

Niestety dla nich, w 7. minucie popełnili rażący błąd – zamiast ustawić się do obrony przy aucie dla rywali, trzech zawodników DMN ruszyło w kierunku strefy zmian. Rafał Wiercioch nie zmarnował tej okazji i otworzył wynik spotkania.

Po zdobyciu bramki przez gości obraz gry nie uległ zmianie – obie drużyny dochodziły do sytuacji, jednak brakowało skuteczności, energii lub celności. W 11. minucie indywidualną akcją popisał się Kacper Cieśnikowski, który mimo asysty dwóch obrońców zdołał oddać precyzyjny strzał, po którym Jacek Spaliński musiał wyciągać piłkę z siatki.

To trafienie dodało gospodarzom animuszu. W 16. minucie Andrei Tsiaslenka huknął z dystansu, lecz piłka zatrzymała się na poprzeczce. Trzy minuty później Jakub Cygan miał doskonałą okazję z rzutu wolnego, ale i tym razem futbolówka odbiła się tylko od słupka.

Jak głosi stare piłkarskie porzekadło – niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. W 34. minucie Mateusz Buczak potężnym strzałem z woleja pod poprzeczkę wyprowadził Piwo Po Meczu FC na prowadzenie. To właśnie on przypieczętował zwycięstwo w końcówce, zdobywając swoją drugą bramkę w meczu.

Dzięki tej wygranej, w 16. kolejce Piwo Po Meczu FC stanie przed szansą wskoczenia na drugie miejsce w tabeli – zapowiada się kluczowe starcie o strefę medalową.

5
22:00

Na boiskach AWF-u mieliśmy przyjemność obserwować kolejne ciekawe starcie – Cały Czas Bomba, wciąż walczący o awans, mierzył się z Dynamo Wołomin. Już poprzedni, zdecydowanie wygrany pojedynek przez ekipę gości sugerował, że możemy spodziewać się dominacji i… przez większą część meczu tak właśnie było.

Początek spotkania był jednak zaskakująco wyrównany. Dynamo wyszło na murawę z dużą ostrożnością, co zdecydowanie pasowało gospodarzom. Kilka pierwszych minut to wzajemne badanie sił, aż w końcu wynik otworzył Patryk Baran. Gospodarze szybko odpowiedzieli – Michał Matyja pięknym strzałem doprowadził do remisu. I właśnie to trafienie było dla gości jak zapalnik.

Od tego momentu na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Cały Czas Bomba, z Maksem Czyżewskim jako liderem ofensywy, przejęła pełną kontrolę nad spotkaniem. Do siatki trafiali m.in. Bruno Worotyński i ponownie Czyżewski, a bramkarz Dynama był pod ostrzałem niemal bez przerwy.

Wynik końcowy 6:1 to – bez przesady – najmniejszy wymiar kary. Szczególnie druga połowa to był pokaz siły triumfatorów, którzy co chwilę stwarzali zagrożenie pod bramką rywala. Jedyny mankament? Skuteczność – mimo wielu klarownych okazji, goście nieco się "zacięli" przy finalizacji.

Jeśli Cały Czas Bomba chce realnie powalczyć o awans w końcówce sezonu, musi popracować właśnie nad tym elementem. Potencjał jest, styl gry jest – teraz czas przekuć to wszystko na konkretne wyniki.

Reklama