reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00
( 3 : 0 )
10 : 2
Raport

Mecz pomiędzy liderem 12. Ligi – FC Patetikos – a przedostatnim w tabeli zespołem Wystrzelonych, miał być formalnością. Goście jednak potrafią postraszyć faworytów, a sam przebieg meczu miał nietypowy i emocjonalny początek. Wystrzeleni rozpoczęli spotkanie... w czterech zawodników w polu. W odpowiedzi Patetikos, w duchu sportowej rywalizacji, również zdecydowało się grać o jednego mniej.

Ten gest fair play był pięknym początkiem, ale też wpłynął na jakość gry – obie drużyny miały trudności z odnalezieniem rytmu, a pierwsze akcje były szarpane. Najlepszą okazję na gola miał Michał Opiński, lecz kapitalną interwencją popisał się Jan Stefanowicz, utrzymując wynik 0:0. Dopiero w końcówce pierwszej połowy, Robert Michalcewicz, po podaniu Tomasza Borkowskiego, otworzył wynik. Po kilku minutach do Wystrzelonych dołączył spóźniony Bartek Bąk i od tej chwili grano już pełnymi składami. Wróciła też przewaga gospodarzy – duet Skibiński – Jasztel dwukrotnie wymienił się rolami, a Patetikos do przerwy prowadziło już 3:0.

Po zmianie stron lider nie zwolnił. Fonfara podwyższył na 4:0 po asyście Jasztela, a jedyną groźniejszą odpowiedź Wystrzelonych przyniósł strzał Kalinowskiego i skuteczna dobitka Tadeusza Bellaby – 4:1. Na więcej gości nie było już stać. Gospodarze odpalili ofensywny koncert: trafiali kolejno Skibiński (asysta Michalcewicza), Jasztel (po prostopadłym podaniu Mike’a Do), Wileński, Balandin i ponownie Michalcewicz. Mecz zakończył się efektownym wynikiem 10:2, a bramkę na otarcie łez zdobył Witek Kalinowski, popisując się sprytnym lobem.

To była potyczka, która rozpoczęła się sportowym gestem a zakończyła demonstracją siły Patetikos. Lider nie tylko umocnił się na szczycie tabeli, ale też zawodnicy indywidualnie błyszczeli – Jasztel zanotował hat-trick goli i asyst, a Mike Do cztery kluczowe podania. Wystrzeleni? Mimo walki – nie mieli tego dnia szans. Miejmy nadzieję, że problemy kadrowe nie będą ich prześladować w kolejnych meczach.

2
15:00

Spotkanie LEPANÉS F.C. z FC Razam miało być dla gospodarzy szansą na szybkie zmazanie plamy po ostatniej porażce z FC Cały Czas Bomba. Z kolei goście, którzy na wiosnę wciąż nie zdobyli ani jednego punktu, liczyli na przełamanie. Rzeczywistość boiskowa szybko jednak zweryfikowała te nadzieje.

Od pierwszego gwizdka to LEPANÉS narzuciło swój styl gry. Już po kilku minutach gospodarze otworzyli wynik po rzucie rożnym, kiedy Bartosiak idealnie dograł piłkę, a Kisieliński wykorzystał sytuację. Chwilę później Bartosiak znów popisał się asystą – tym razem po kontrataku, który skutecznie zakończył Zając. Gospodarze grali z rozmachem i dużą płynnością, a trzecie trafienie – po dynamicznym rajdzie Kisielińskiego – tylko potwierdziło ich dominację. Przed przerwą Zając dołożył drugiego gola, mijając bramkarza FC Razam, który niestety chwilę później doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. W bramce gości stanął zawodnik z pola, co tylko pogłębiło ich problemy.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie – LEPANÉS dalej naciskało. Żurakowski huknął sprzed pola karnego i podwyższył wynik na 5:0. Kolejne trafienie dołożył Zając, kompletując hat-tricka po świetnym podaniu Bartosiaka. Choć przyjezdni długo nie mogli odnaleźć się w meczu, w końcówce pokazali charakter. Najpierw Kolokoltsev strzelił ładnego gola z dystansu po szybkim kontrataku, a następnie po dośrodkowaniu Loikutsa do siatki trafił Tutski. Na więcej jednak zabrakło już sił, a ostatnie słowo należało do Bartosiaka, który ustalił wynik meczu na 8:2.

To był zdecydowanie najlepszy występ LEPANÉS w tej rundzie – skuteczny, zdominowany od początku do końca i rozegrany z pełną kontrolą. FC Razam mimo dwóch trafień nadal pozostaje bez punktu wiosną i musi jak najszybciej znaleźć sposób, by przerwać złą passę.

4
20:00

Starcie dwóch drużyn walczących o ligowy byt zapowiadało się emocjonująco – i dokładnie takie było. Obie ekipy miały świadomość stawki i od pierwszego gwizdka rzuciły się do ofensywy, wiedząc, że każdy punkt może mieć kluczowe znaczenie w końcowym układzie tabeli.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo żywiołowo. Już na samym początku Cygan dobił piłkę po akcji kolegi i wyprowadził gości na prowadzenie. Chwilę później odpowiedzieli gospodarze – rzut karny pewnie wykorzystał Karczewski. Niedługo potem Taras przejął źle rozegraną piłkę przez obronę i zdobył gola na 2:1. Gdy Dobrosz uderzył po ziemi i zrobiło się 3:2, wydawało się, że BRD złapało właściwy rytm. Ale DMN Yebańsk nie zamierzało się poddawać. Wiśniewski wyrównał po dobitce, a goście zaczęli przejmować kontrolę. Obiedziński, Cygan i ponownie Wiśniewski wpisali się na listę strzelców, a po golu z rzutu rożnego autorstwa Banaszka, na tablicy wyników widniało zaskakujące 4:7.

Druga połowa rozpoczęła się od mocnego sygnału ze strony BRD. Nowicki zaskoczył golkipera strzałem z ostrego kąta, zmniejszając stratę. Jednak Cygan odpowiedział w stylu lidera – potężne uderzenie z dystansu i znów trzy bramki przewagi dla DMN. BRD nie rezygnowało – Dobrosz dorzucił gola, lecz Tsiaslenka podwyższył dla DMN na 6:9. I wtedy zaczęła się końcowa szarża gospodarzy. Karczewski po raz drugi wpisał się na listę strzelców, potem Nowicki trafił po dobitce, a w samej końcówce Zawada odpalił rakietę z dystansu, doprowadzając do remisu 9:9!

Choć żadna ze stron nie sięgnęła po komplet punktów, BRD może mówić o małym zwycięstwie – takim powrotem udowodnili, że zawsze trzeba grać do końca. DMN z kolei pokazało potencjał ofensywny, ale brak konsekwencji w końcówce meczu okazał się bardzo bolesny.

5
21:00

Niedzielny mecz o 21:00 na sektorze C pomiędzy Dynamo Wołomin a Piwo Po Meczu FC dostarczył kibicom ogromnych wrażeń. Gospodarze, plasujący się w środku tabeli z dorobkiem 17 punktów, pokazali, że ich szeroka kadra i potencjał zasługują na wyższą pozycję. Z kolei goście, zajmujący 3. miejsce, walczyli o utrzymanie kontaktu z czołówką i zepchnięcie Choszczówki z drugiej lokaty.

Spotkanie od samego początku było bardzo dynamiczne. Obie drużyny rozpoczęły mecz z dużym impetem, stwarzając sytuacje bramkowe niemal przy każdej akcji. Gra toczyła się w szybkim tempie – naprzemiennie oglądaliśmy gole, ale także sporo błędów w defensywie po obu stronach. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do Piwa Po Meczu FC, które wykorzystało moment nieuwagi rywali i z remisu zrobiło się 2:4. Dynamo wróciło do gry zaraz po przerwie, zdobywając bramkę kontaktową, a z każdą minutą coraz bardziej przejmowało inicjatywę.

W drugiej odsłonie to właśnie Dynamo Wołomin dyktowało warunki. Gospodarze dwukrotnie wyszli na prowadzenie – najpierw 7:6, potem 8:7 – pokazując ogromną determinację. Goście jednak nie odpuszczali i w końcówce zdołali wyrównać, ustalając końcowy wynik na 8:8.

Mecz był emocjonujący do ostatnich sekund i obfitował w zwroty akcji, piękne bramki i mnóstwo walki. Patrząc na całokształt spotkania, remis wydaje się jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem, który nie krzywdzi żadnej ze stron i pokazuje, jak wyrównany poziom prezentują obie ekipy.

Reklama