Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 13 Liga
W starciu w ramach 13. Ligi zmierzyły się zespoły Elitarni Gocław oraz Nieuchwytni. Są to dwie drużyny, które bezpośrednio rywalizują ze sobą o jak najwyższe miejsce na koniec sezonu w tabeli.
Spotkanie zakończyło się sprawiedliwym podziałem punktów, ponieważ przez pełne 50 minut każda z ekip zdobyła po jednej bramce. Jak na standardy naszej ligi - czy ogólnie piłki sześcioosobowej - jest to dość skromny dorobek. Niski wynik nie świadczył jednak ani trochę o braku emocji. Wręcz przeciwnie - obie drużyny stworzyły sobie wiele dogodnych sytuacji strzeleckich, lecz za każdym razem brakowało postawienia przysłowiowej kropki nad „i”, zarówno po stronie Elitarnych, jak i Nieuchwytnych. To, jakie okazje marnowali zawodnicy obu zespołów, sprawia, że pewnie jeszcze długo będą pluć sobie w brody za niewykorzystane „setki”. Dużą rolę przy tak niskim wyniku odegrali również bramkarze, którzy wielokrotnie ratowali swoje drużyny i stali na straży dostępu do własnych bramek.
Elitarni bazowali głównie na posyłaniu długich piłek do napastnika, natomiast Nieuchwytni za wszelką cenę próbowali rozgrywać akcje od tyłu, często korzystając również z pomocy bramkarza.
Ten remis praktycznie niczego nie zmienił w walce obu drużyn o końcowe cele. Nieuchwytni nadal mają punkt przewagi nad Elitarnymi, jednak do zakończenia sezonu pozostało jeszcze kilka kolejek, więc wszystko nadal może się wydarzyć.
Rezerwy Kresowii okazały się zdecydowanie za wysokimi progami na lisie nogi! White Foxes bardzo słabo weszli w pierwszą połowę, szybko tracąc kilka bramek. Wynik spotkania otworzył Artem Janczylik, a chwilę później Robert Senkel dorzucił kolejne dwa trafienia. Gościom brakowało przy tym odrobiny szczęścia – bramkę na 4:0 stracili po trafieniu samobójczym, natomiast ostatni gol tej odsłony był wręcz brutalny dla „Lisów”. Daniil Mikulich wybił piłkę z linii bramkowej Kresowii, po czym gospodarze błyskawicznie wyprowadzili kontratak wykończony przez Maksima Lapatsuyeu. Na przerwę gospodarze schodzili więc z pięciobramkową przewagą.
White Foxes zdecydowanie lepiej rozpoczęli drugą połowę. Mieli dwie–trzy bardzo dobre okazje, aby wreszcie otworzyć swój dorobek bramkowy, jednak bramka gospodarzy była tego dnia jak zaczarowana. Co więcej, chwilę później Pavel Todryk podwyższył wynik na 6:0. Dopiero Robert Wróblewski zdobył gola na 6:1, dając gościom iskierkę nadziei. Później jednak kolejna bramka samobójcza po niefortunnym rykoszecie sprawiła, że White Foxes znaleźli się już na deskach. W ostatnich minutach Artem Janczylik postawił kropkę nad „i”, ustalając wynik meczu na 8:1.
Dzięki korzystnemu dla gospodarzy remisowi Nieuchwytnych z Elitarnymi Gocław zwycięstwo nad White Foxes pozwoliło rezerwom Kresowii sensacyjnie wskoczyć na podium na zaledwie trzy kolejki przed końcem sezonu. To stawia ich przed fantastyczną szansą na zdobycie medali. Jeśli za tydzień nie potkną się w meczu z Borowikami, dwa tygodnie później czeka ich starcie z wiceliderem – Jogą Bonito. Również ostatnia kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco, bo Elitarni Gocław tracą obecnie zaledwie dwa punkty.
White Foxes kontynuują natomiast walkę o utrzymanie – do bezpiecznego miejsca tracą jedynie dwa oczka.
Zespół Joga Bonito po dwóch porażkach z rzędu w końcu się przełamał i w ostatniej kolejce zdobył bardzo cenne trzy punkty. Ich rywal – Cockpit Country – zaliczył natomiast falstart i w tej rundzie nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Wyniki te sprawiły, że drużyna ta zamyka ligową tabelę.
Niespodziewanie pierwszą groźną sytuację stworzyli goście, jednak piłka po ich strzale zatrzymała się na słupku. Na pierwszą bramkę musieliśmy czekać aż do końcówki pierwszego kwadransa gry, kiedy to gospodarze otworzyli wynik spotkania. Chwilę później zrobili to ponownie i drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 2:0 dla Jogi Bonito.
Drugie dwadzieścia pięć minut wyglądało bardzo podobnie – kontrola gry po stronie gospodarzy i kolejne dwie zdobyte bramki. W końcowym fragmencie meczu zawodnicy Cockpit Country zdołali zdobyć gola, czym uradowali licznie zgromadzonych kibiców. Był to jednak jedyny pozytywny akcent dla gości, ponieważ kilka chwil przed końcem stracili jeszcze jedną bramkę. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Jogi Bonito 5:1 i zespół ten nadal liczy się w walce o mistrzostwo. Dla zawodników Cockpit Country była to kolejna porażka, z której muszą wyciągnąć wnioski i szukać punktów w następnych meczach.
Po raz kolejny najbardziej wyróżniającym się zawodnikiem był Łukasz Krysiak, który nie tylko kilkukrotnie świetnie interweniował między słupkami, ale również dołożył do swojego dorobku kolejne dwie asysty.
„Zwierzęcy pojedynek” w 13. Lidze był doskonałym przykładem na to, że w osiąganiu wyników nie zawsze pierwsze skrzypce gra efektowny styl, lecz konsekwentna realizacja założeń taktycznych. Zanim postronny obserwator zdążył zorientować się, jaki futbol zamierzają zaprezentować obie drużyny, przed szansą z rzutu karnego – podyktowanego za faul na Kamilu Jaroszu – stanął lider LBP, Damian Borkowski. Mimo świetnych interwencji w pierwszych minutach meczu Kuba Filutowski tym razem nie wyczuł intencji strzelca i dość niespodziewanie zrobiło się 0:1. Od tego momentu Lisy niemal całkowicie skupiły się na bronieniu własnej bramki, czekając na błędy rywali, które mogłyby umożliwić szybki kontratak lub stworzyć okazję po stałym fragmencie gry.
Wyrównanie dla Siwego Konia zdobył Sebastian Zwierzchowski, który po podaniu Ivana Yanyshyna uderzył z powietrza niezwykle precyzyjnie przy dalszym słupku. Chwilami gra gospodarzy wyglądała tak, jakby chcieli wręcz wejść z piłką do bramki – ich długie ataki pozycyjne nie przynosiły jednak efektów, a prób strzałów z dystansu było bardzo niewiele. Choć przebieg spotkania zupełnie tego nie zapowiadał, kolejnego gola zdobyli goście. Nieświadomie pomógł im w tym bramkarz Siwego Konia, który wyszedł z piłką w rękach poza pole karne. Arbiter podyktował rzut wolny, a Damian Borkowski pewnym strzałem ponownie wyprowadził Lisy na prowadzenie. Mając korzystny rezultat, goście zamykali się we własnym polu karnym nawet całą piątką zawodników z pola, skutecznie utrudniając rywalom zdobycie wyrównującej bramki. Siwy Koń dopiął jednak swego około 21. minuty, kiedy po serii przełożeń piłki z jednej nogi na drugą do siatki trafił Szymon Zawadzki.
Druga połowa wyglądała niemal identycznie jak pierwsza – Siwy Koń utrzymywał się przy piłce, a Lisy Bez Polisy broniły się głęboko na własnej połowie. I ponownie szczęście uśmiechnęło się właśnie do gości. Tym razem Damian Borkowski nie wykorzystał rzutu karnego, a Kuba Filutowski obronił także dobitkę, jednak piłka spadła pod nogi Przemka Goworka, który naprawił pomyłkę kolegi i zdobył gola. Po wielu mozolnych próbach sforsowania defensywy przeciwnika zawodnicy SK doprowadzili do remisu 3:3. Podanie Eryka Borczona na pustą bramkę wykorzystał Jurij Pijasiuk. Chwilę później ponownie oglądaliśmy dobrze znany scenariusz – moment nieuwagi, szybki kontratak Lisów, strzał Goworka w słupek i skuteczną dobitkę Damiana Borkowskiego.
Zdecydowanie lepsi w grze zawodnicy Siwego Konia musieli jednak przynajmniej wyrównać i ostatecznie dopięli swego. Bramkę na 4:4 zdobył Eryk Borczon, który uderzeniem z powietrza przełamał ręce Krystianowi Załuckiemu. Niewykorzystanie dwóch „piłek meczowych” sprawiło, że spotkanie zakończyło się podziałem punktów, mimo tak odmiennych wizji futbolu prezentowanych przez obie drużyny.
Boiskowy Folklor przystępował do tego spotkania jako lider tabeli i zdecydowany faworyt, chcąc dopisać kolejne punkty w walce o mistrzostwo. Borowiki, znajdujące się w środku stawki, liczyły natomiast na sprawienie niespodzianki i zatrzymanie jednej z najskuteczniejszych drużyn ligi.
Od pierwszych minut Boiskowy Folklor narzucił bardzo wysokie tempo gry. Już w 6. minucie wynik otworzył Kucharski po podaniu Miriuka. Ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców w 11. minucie po rozegraniu rzutu rożnego z Ciastką. Folklor nie zwalniał i w 15. minucie kolejną bramkę dołożył Jankowski. Cztery minuty później hat-tricka skompletował Kucharski, pokazując znakomitą skuteczność pod bramką rywali. Borowiki próbowały wrócić do meczu i w 24. minucie po dobitce gola zdobył Bilski, dając swojej drużynie nadzieję przed drugą połową.
Po przerwie lider tabeli ponownie bardzo szybko przejął kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W 28. minucie, po rzucie z autu i podaniu Jankowskiego, kolejnego gola zdobył Kucharski. Borowiki odpowiedziały trafieniem Valodzkiego w 35. minucie, jednak chwilę później Folklor ponownie ruszył do ofensywy. W 36. minucie po rzucie rożnym i dośrodkowaniu Miriuka głową trafił niezawodny Kucharski. Jeszcze w tej samej minucie na listę strzelców wpisał się również Miriuk, a chwilę później kolejne trafienie dołożył Jankowski. W końcówce spotkania gole zdobywali jeszcze Ciastko, Bednarski oraz ponownie Miriuk, który wcześniej popisał się także pięknym uderzeniem z rzutu wolnego w 41. minucie. Ostatnią bramkę dla Borowików zdobył Stachacz, jednak nie zmieniło to już obrazu meczu.
Boiskowy Folklor potwierdził swoją dominację i po bardzo ofensywnym spotkaniu dopisał kolejne ważne punkty, umacniając się na pozycji lidera tabeli.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)