Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 13 Liga
W niedzielny poranek doszło do pojedynku drugiej i piątej ekipy 13. ligi. Zespoły Boiskowy Folklor oraz Borowiki przystępowały do tego meczu w zupełnie odmiennych nastrojach. Gospodarze, po serii czterech zwycięstw, z wiarą spoglądali w kierunku awansu do wyższej klasy rozgrywkowej, natomiast goście - po trzech porażkach z rzędu - musieli uważać, by nie wylądować w strefie spadkowej.
Od marzeń do ich realizacji daleka droga, ale od początku spotkania widać było wyraźną przewagę gospodarzy. Kacper Miriuk tym razem rozpoczął mecz na ławce, jednak z boku aktywnie dyrygował poczynaniami swoich kolegów. Patryk Świtaj bronił pewnie, skutecznie rozprowadzał piłkę i nie popełniał błędów. Ariel Kucharski - autor czterech trafień - regularnie nękał defensywę przeciwników, sprawdzając jej czujność niemal w każdej akcji. Co prawda Borowiki dwukrotnie obiły poprzeczkę bramki strzeżonej przez Świtaja, jednak w przekroju całego spotkania nie był to ich najlepszy występ. Dość powiedzieć, że strzelanie w drugiej połowie rozpoczęli... golem samobójczym.
Wysoka wygrana pozwoliła Boiskowemu Folklorowi umocnić się w czołowej trójce tabeli, a Ariel Kucharski objął prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców ligi. Z kolei porażka Borowików zepchnęła ich do strefy spadkowej, choć tabela jest na tyle wyrównana, że wciąż możliwy jest każdy scenariusz.
Rywalizację w 13. lidze rozpoczęliśmy od pojedynku Kresovii Warszawa II z White Foxes. Przed spotkaniem faworytem wydawali się gospodarze, którzy zajmowali trzecie miejsce w tabeli, jednak Lisy, mimo że znajdowały się w strefie spadkowej, nie były skazywane na porażkę. Jak się później okazało, słusznie. Ostatnie występy w ich wykonaniu wyglądały coraz lepiej, a dołączenie do zespołu Maćka Chojnackiego znacząco wzmocniło potencjał ofensywny gości. To właśnie on otworzył wynik meczu, choć nawet analiza nagrania z VEO nie dała jednoznacznej odpowiedzi, czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową.
Na kolejnego gola musieliśmy czekać około dziesięciu minut – podobnie jak poprzedni, padł on po rzucie rożnym. Wynik 0:2 mógł być lekkim zaskoczeniem, ponieważ to Kresovia częściej stwarzała sytuacje, lecz była nieskuteczna, podczas gdy Białe Lisy w pełni wykorzystały swoje stałe fragmenty gry. W końcu gospodarze odpowiedzieli tą samą bronią – Kerim Memedow wykorzystał świetne dośrodkowanie z rzutu rożnego i zrobiło się 1:2. Co więcej, Kresovia zdołała wyrównać jeszcze przed przerwą i druga połowa rozpoczęła się praktycznie od nowa.
Po zmianie stron White Foxes ponownie wyszły na prowadzenie, ale gospodarze nie odpuszczali. Obie ekipy poszły na otwartą wymianę ciosów, długo utrzymując się przy remisie. W zespole Kresovii wyróżniał się duet Artem Janczylik – Maksim Lapatsuyeu, natomiast w ekipie Białych Lisów brylowali Maciek Chojnacki i Krzysztof Oracz. Przy wyniku 6:6 to goście wrzucili wyższy bieg – odskoczyli na 6:9, czym praktycznie zapewnili sobie zwycięstwo. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 8:10 dla White Foxes.
Czy było to zwycięstwo zasłużone? Zdecydowanie tak. O sukcesie Lisów przesądziła przede wszystkim lepsza skuteczność. Gdyby Kresovia lepiej wykorzystała fakt, że rywale grali bez nominalnego bramkarza, rezultat mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Mimo porażki gospodarze utrzymali się na trzecim miejscu w tabeli, choć ich strata do Boiskowego Folkloru i Jogi Bonito wzrosła. Z kolei White Foxes wydostali się ze strefy spadkowej i tracą już tylko dwa punkty do Kresovii.
W 13. lidze, podczas 6. kolejki, doszło do niezwykle emocjonującego spotkania pomiędzy Jogą Bonito a Cockpit Country. Mecz ten dostarczył kibicom prawdziwych emocji - od dominacji gości, przez pościg gospodarzy, aż po pełen dramaturgii finisz zakończony zwycięstwem 3:2 dla Jogi.
Pierwsza połowa toczyła się pod lekką kontrolą Cockpit Country, które lepiej operowało piłką i umiejętnie wykorzystywało przestrzeń. Hofman, po doskonałym podaniu Maziarza, otworzył wynik i dał swojemu zespołowi prowadzenie 1:0. Joga Bonito próbowała odpowiedzieć, ale brakowało jej skuteczności w wykańczaniu akcji. Goście utrzymali prowadzenie do przerwy, prezentując spokój i dobrą organizację gry.
Po zmianie stron Cockpit Country szybko podwyższyło wynik na 2:0 i wydawało się, że nic już nie odbierze im zwycięstwa. Wtedy jednak gospodarze pokazali charakter. Krysiak poderwał zespół do walki, zdobywając kontaktowego gola i przywracając nadzieję na korzystny rezultat. Jego gra była pełna energii i determinacji – nieustannie napędzał kolegów do przodu.
Chwilę później Joga Bonito doprowadziła do wyrównania. Po świetnej akcji Kamila Pietrzykowskiego i jego idealnym podaniu ponownie błysnął Krysiak, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Gospodarze złapali rytm i zaczęli wyraźnie dominować. Decydujący cios zadali w końcówce meczu. Po dynamicznej akcji ofensywnej Krysiak obsłużył Hnatio, który zachował zimną krew i pewnym strzałem ustalił wynik na 3:2.
Po końcowym gwizdku radość Jogi Bonito była ogromna. Zespół pokazał ogromną wolę walki, charakter i zespołową dojrzałość. Bohaterem meczu został bez wątpienia Krysiak – dwa gole i asysta to występ godny wyróżnienia. Jego odwaga, siła i pewność siebie zrobiły różnicę w kluczowych momentach.
To spotkanie pokazało, że Joga Bonito potrafi grać nie tylko efektownie, ale też skutecznie. A taka postawa może być zwiastunem kolejnych sukcesów w lidze.
Elitarni Gocław wygraną sprzed tygodnia z Lisami Bez Polisy niejako uciekli spod gilotyny – czwarta porażka z rzędu mogła zepchnąć ich na dobre w dolne rejony tabeli, z których trudno byłoby się wydostać. Z kolei Nieuchwytni na kolejne zwycięstwo czekali od pierwszej kolejki, w której pokonali Borowiki – od tego czasu udało im się dopisać zaledwie dwa punkty w czterech meczach. Bezpośrednie starcie zapowiadało się więc na rywalizację drużyn, które liczyły na więcej w tym sezonie, ale dotychczasowe wyniki były zwyczajnie rozczarowujące.
Spotkanie zaczęło się idealnie dla Nieuchwytnych. Już w 2. minucie prowadzenie dał Maksym Zhukov, a chwilę później Łukasz Wiśniewski podwyższył na 0:2. Wszystko układało się po myśli ekipy Marka Szklennika – aż do 11. minuty, kiedy podyktowany został rzut karny dla gości. Wydawało się, że to idealna szansa na podwyższenie wyniku, jednak Zhukov przestrzelił. Jak mówi sportowe porzekadło: „2:0 to niebezpieczny wynik” i tym razem sprawdziło się ono w stu procentach.
Jeszcze przed przerwą Elitarni zdołali odrobić straty i wyjść na prowadzenie 3:2, choć ostatecznie obie drużyny schodziły do szatni przy remisie 3:3. Po zmianie stron gra nadal była bardzo wyrównana, a sytuacje pojawiały się pod obiema bramkami. W 30. minucie Oleksy Kyselov dał Nieuchwytnym prowadzenie 3:4, które utrzymywało się przez ponad dziesięć minut.
Sytuacja zrobiła się nieciekawa dla gospodarzy, gdy Marcin Bielski otrzymał żółtą kartkę, zmuszając zespół do gry w osłabieniu. Paradoksalnie to właśnie wtedy Elitarni pokazali charakter – nie tylko nie stracili bramki, ale po faulu w polu karnym doprowadzili do wyrównania. Rzut karny pewnie wykorzystał Damian Rojek, a chwilę później Łukasz Dawid trafił na 5:4, dając swojej drużynie pierwsze prowadzenie w meczu i – jak się okazało – zwycięstwo.
Nieuchwytni ponownie stracili punkty trochę na własne życzenie. Indywidualne błędy popełniane w kluczowych momentach mają ogromny wpływ na końcowe rezultaty. Elitarni Gocław natomiast, mimo przeciwności, pokazali ogromną wolę walki i udowodnili, że warto grać do końca. Dzięki temu mogą cieszyć się z drugiego z rzędu, cennego zwycięstwa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)