Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 14 Liga
Z samego rana rozpoczęliśmy 13. kolejkę w 14. lidze, a jednym z pierwszych spotkań był pojedynek Sultan z Cockpit Country. Faworytem tego starcia był oczywiście wicelider, czyli gospodarze. Mimo to, już na początku meczu niespodziewanie pierwsi do głosu doszli goście – zdobyli bramkę na 0:1 po precyzyjnym uderzeniu, które – choć nie wyglądało groźnie – prześlizgnęło się bramkarzowi pod pachą i wpadło do siatki.
Od tego momentu inicjatywę przejęli zawodnicy Sultana, którzy zaczęli systematycznie napierać. Do przerwy prowadzili już 3:1, a duet Kamol Obidov – Yakub JR znakomicie kierował grą ofensywną zespołu, tworząc kolejne okazje. Wynik z pierwszej połowy pozostawiał jeszcze jakieś nadzieje dla Cockpit Country – dwubramkowa strata wydawała się możliwa do odrobienia, patrząc na ich początek meczu.
I rzeczywiście, goście dobrze weszli w drugą połowę, szybko strzelając bramkę kontaktową. Jednak od tego momentu Sultan wrzucił wyższy bieg i skutecznie pogrzebał marzenia rywali o punktach. Gospodarze grali składnie, szybko wymieniali podania i pewnie kończyli swoje akcje celnymi strzałami. Cockpit Country zdołał jeszcze raz wpisać się na listę strzelców, wykorzystując rzut wolny pod koniec spotkania, ale było to zdecydowanie za mało, by wrócić do gry.
Ostatecznie Sultan wygrał pewnie 9:3, utrzymując świetną formę i nadal licząc się w walce o mistrzostwo. Cockpit Country natomiast musi się jak najszybciej przebudzić, jeśli chce uniknąć spadku – czasu na odwrócenie losów sezonu zostaje coraz mniej.
Na rozpoczęcie 13. kolejki Ligi Fanów dostaliśmy potyczkę dużej wagi, bowiem wynik tego meczu bezpośrednio wpływał na układ podium 14. ligi. FC Vikersonn II i Synowie Księdza zajmowali odpowiednio czwarte i trzecie miejsce, mając tyle samo punktów – jedynie skromne zwycięstwo Synów w poprzednim starciu tych drużyn sprawiało, że to oni byli wyżej w tabeli.
Od samego początku spotkanie nie układało się po myśli gospodarzy – już w 2. minucie Synowie Księdza wyprowadzili zabójczy cios, zakończony trafieniem Macieja Cendrowskiego po asyście Adama Jusińskiego. Vikersonn próbował szybko odpowiedzieć, podnosząc jakość gry i budując atak pozycyjny, ale mimo wysiłków ani razu nie zmusili bramkarza gości Pawła Prycińskiego do większego wysiłku. Kiedy gospodarze zaczęli tracić siły, rywale zwietrzyli szansę – Cendrowski najpierw wykorzystał rzut z autu Tomka Godzimirskiego, a minutę później sfinalizował prostopadłe podanie Mateusza Gołębiewskiego, podwyższając prowadzenie na 0:3. Zawodnicy Vikersonna, sfrustrowani szybkim rozwojem wydarzeń, nadal szukali swoich szans poprzez cierpliwe rozgrywanie piłki. Tworzyli sytuacje, ale świetnie spisywali się Gołębiewski w defensywie i Pryciński w bramce. Najlepszą okazję miał Shokhruh Saidakhmedov, który przejął złe podanie Jusińskiego, ale z bliska trafił wprost w bramkarza. Dopiero w 20. minucie Danylo Kononchuk zdobył gola kontaktowego strzałem z dystansu. Wynik do przerwy pozostał 1:3 głównie dzięki dobrej dyspozycji Serhiego Zaridze i Artema Haidaia, który uratował Vikersonn wybijając piłkę z linii bramkowej.
Po zmianie stron obie ekipy zaczęły od ostrzału słupków – najpierw Kononchuk, potem Jusiński. Synowie Księdza nadal konsekwentnie trzymali się planu, co zaowocowało czwartym trafieniem Cendrowskiego. Choć gospodarze próbowali przełamać impas, dominacja w posiadaniu piłki nie przynosiła efektów. Świetny gol z rzutu wolnego autorstwa Yevheniego Kyriego dał jeszcze cień nadziei, ale mecz układał się jednostronnie. Na 2:5 trafił Krzysztof Bogucki, który dosłownie wturlał piłkę do bramki po podaniu Godzimirskiego. W końcówce meczu kontuzji nabawił się Pryciński, a zastąpił go w bramce... Cendrowski. Mimo braku swojej największej gwiazdy w ofensywie, goście zdołali jeszcze dobić rywala – po akcji Sudowski – Węgierek i ustalili wynik na 2:6.
Taki rezultat sprawił, że FC Vikersonn II nie zdołało zamienić się miejscami z Synami Księdza, a pozycja gości w strefie medalowej wydaje się być – przynajmniej na razie – niezagrożona.
Drugim spotkaniem w 13. kolejce na sektorze C w 14. lidze był pojedynek pomiędzy Turkmens a Zaruby United. Starcie zapowiadało się bardzo emocjonująco, bo mierzyły się ze sobą drużyny zajmujące odpowiednio 6. i 7. miejsce w tabeli. Co więcej, ewentualna wpadka Zaruby United mogła skutkować utratą pozycji na rzecz bezpośredniego rywala.
Pierwsza połowa była wyrównana, choć trzeba przyznać, że to goście prezentowali się lepiej pod względem organizacji gry i jakości strzałów. Udało im się wypracować prowadzenie 1:3, jednak brak skuteczności sprawiał, że nie powiększyli tej przewagi. Gospodarze również mieli swoje okazje, ale często pudłowali lub trafiali prosto w dobrze ustawionego bramkarza. Do przerwy wynik brzmiał 2:3.
Druga połowa przez długi czas przebiegała według podobnego scenariusza – obie drużyny powtarzały swoje wcześniejsze błędy, a mocne punkty gry pozostały bez zmian. Przy stanie 4:4 i zbliżającym się końcem meczu Turkmens zaczęli opadać z sił i coraz rzadziej zagrażali bramce rywali. Zaruby United natomiast zachowały świeżość i rozegrały kapitalną końcówkę – w krótkim czasie wyszły na prowadzenie 7:4 i praktycznie zamknęły spotkanie.
To bardzo ważne zwycięstwo dla Zarub, które pozwala im oddalić się od strefy spadkowej. Turkmens natomiast wpadają w coraz trudniejszą sytuację – jeśli nie poprawią wyników, walka o utrzymanie będzie dla nich naprawdę ciężka do samego końca sezonu.
Czy byliśmy świadkami zapowiadanego starcia Dawida z Goliatem? Nic bardziej mylnego – choć trzeba przyznać, że w jednym nasze prognozy się sprawdziły: Nieuchwytni pokazali ogromny charakter i grali do samego końca na pełnych obrotach, dzięki czemu sensacja stała się faktem.
Goście rozpoczęli mecz nieco nerwowo – kilka niecelnych wybitek bramkarskich i spóźnione próby przechwytów zakończone faulami nie zwiastowały nic dobrego. Mimo to w idealnym momencie przyspieszyli grę i otworzyli wynik spotkania. Oleksii Kyselov, najlepszy strzelec Nieuchwytnych, wykorzystał zagranie z pierwszej piłki od Tomka Gaworskiego, ruszył kilka metrów z futbolówką i oddał precyzyjny strzał z zewnętrznej części stopy – piłka, odbijając się od słupka, wpadła do siatki. Sokół natychmiast wziął się za odrabianie strat, stosując wysoki pressing i dominując w posiadaniu piłki, co szybko zaczęło stwarzać zagrożenie pod bramką Nazara Horina. W 7. minucie Viacheslav Tkachuk zdecydował się na odważny strzał z własnej połowy i choć pomysł wydawał się ryzykowny, huknął z lewej nogi tak mocno, że piłka wpadła obok zaskoczonego bramkarza. Gospodarze nie zwalniali tempa – po uderzeniu w poprzeczkę Tkachuka wydawało się, że objęcie prowadzenia przez lidera 14. ligi to tylko kwestia czasu. A jednak to Nieuchwytni zaskoczyli – z rzutu wolnego przed polem karnym Kyselov najpierw trafił w mur, ale przy dobitce Ivan Soboliev był już bez szans. Wynik 1:2 utrzymał się do przerwy, choć dzięki dobrej postawie Serhiego Zaridze i interwencji Artema Haidaia, który wybił piłkę z linii bramkowej, Sokil mógł jeszcze mieć nadzieję.
Początek drugiej połowy przyniósł nagrodę za cierpliwość Sokila – w ciągu czterech minut dwa gole zdobył Serhii Pavlov: najpierw dobił własny strzał głową po odbiciu od poprzeczki, a potem wykorzystał podanie Ihora Lesiuka. Gdy wydawało się, że Sokół ma mecz pod pełną kontrolą, kolejne fatalne krycie przy wrzucie z autu pozwoliło Tkachukowi posłać piłkę idealnie na głowę Valeriego Kovala, który podwyższył na 4:2. Przy takim wyniku wiele ekip by się poddało, ale Nieuchwytni nie powiedzieli ostatniego słowa. Po kilku niecelnych próbach Maksym Zhukov w końcu znalazł drogę do siatki, błyskawicznie rozgrywając rzut rożny z Bohdanem Yukhymukiem. Ten gol zmusił gospodarzy do jeszcze większego wysiłku, ale Nieuchwytni również nie zdejmowali nogi z gazu. Mecz zrobił się niezwykle intensywny, z wieloma ofensywnymi akcjami po obu stronach. Decydujący moment nastąpił po rzucie rożnym dla Sokola – piłkę przechwycił Horin i momentalnie wyrzucił ją do Zhukova, który popędził pod bramkę rywali i płasko dograł do Yana Samysionoka. Ten zagrał do niezawodnego Kyselova, który skompletował hat-tricka, ustalając wynik na 4:4.
W końcówce oba zespoły miały jeszcze swoje szanse, ale bramkarze popisali się światowej klasy interwencjami, ratując remis. Ten wynik sprawił, że przewaga Sokila nad grupą pościgową stopniała do zaledwie jednego punktu, co z pewnością ostudziło mistrzowskie nastroje. Dla Nieuchwytnych ten punkt nie zmienia zbyt wiele w tabeli, ale ma ogromne znaczenie symboliczne – pokazali, że ciężką pracą i nieustępliwością można zawalczyć z każdym.







)
)
)
)
)
)
)
)