Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 14 Liga
Po sześciu seriach gier ekipa Zaruby United mogła pochwalić się dorobkiem dziewięciu punktów. Ich niedzielny rywal, Synowie Księdza, jak dotąd zdołał zainkasować o zaledwie dwa oczka mniej. Z tego powodu mogliśmy spodziewać się niezwykłych emocji oraz wyrównanego pojedynku, w którym minimalnym faworytem byli goście. Od samego początku inicjatywę sensacyjnie przejęli gospodarze, którzy po przechwycie Mateusza Gołębiewskiego wyszli na prowadzenie. Do szybkiego wyrównania doprowadził natomiast Vlad Fedyukovich. Wydarzenie to bezapelacyjnie podziałało motywująco na graczy w czarnych strojach, którzy momentalnie przejęli kontrolę nad pojedynkiem. Ogromny w tym udział miał wcześniej wspomniany gracz oznaczony numerem 15. Mateusz trafił odpowiednio na 2:1 oraz 3:1, co podkreśliło jego dobrą dyspozycję tego dnia. W pierwszej części meczu goście byli tylko tłem dla lepiej dysponowanego przeciwnika. Mimo to wciąż próbowali nawiązać równorzędną walkę. Efektem tego nastawienia była bramka kontaktowa. Niestety dla nich ta część spotkania została zdominowana przez Gołębiewskiego, który do trzech trafień dołożył jeszcze asystę przy golu na 4:2. Po zmianie stron, gdy wszyscy spodziewali się jednostronnego pojedynku, do głosu doszły Zaruby United. Niestety dla nich powtórzył się scenariusz zamykający pierwszą połowę. Prawdziwy przełom miał miejsce w momencie, gdy na tablicy widniał rezultat 5:3. Gracze gości odwrócili losy spotkania i przeprowadzili prawdziwą remontadę, odwracając wynik. Mimo objęcia prowadzenia 5:6, mecz miał jednak swoją dalszą historię. Podrażnieni Synowie Księdza w końcowym fragmencie rzucili się do odrabiania strat, co zaowocowało ostatnim golem, jakiego doświadczyliśmy w tej potyczce. Autorem był bezapelacyjny bohater gospodarzy, Mateusz Gołębiewski. Mecz zakończył się podziałem punktów.
Jak dotąd ekipa Nieuchwytnych pod wodzą Marka Szklennika - delikatnie mówiąc - nie zachwyca. Pomimo obiecującego początku (minimalna porażka z Zaruby United oraz wygrana z Cockpit Country), po sześciu seriach gier zespół gospodarzy nie zapunktował w żadnym kolejnym meczu. Ich rywale, czyli Sultan mógł pochwalić się o wiele pokaźniejszym dorobkiem. Jak dotąd udało im się zdobyć aż 16 na 18 możliwych punktów. Tym samym zapowiadało się nam dość jednostronne starcie, porównywalne do biblijnego pojedynku Dawida z Goliatem. Na potwierdzenie powyższych słów nie trzeba było długo czekać. Gracze Sultana obnażyli słabości rywala, aplikując mu błyskawicznie dwie bramki. Gospodarze co prawda zdołali zdobyć gola kontaktowego, autorstwa Oleksiia Kyselova, ale przeciwnik odpowiedział przed przerwą kolejnymi, pięcioma trafieniami. Finalnie pierwsza odsłona tego meczu zakończyła się wynikiem 2:7. Po zmianie stron zauważalny był natomiast spadek precyzji w atakach Sultana. Rozluźnieni goście, mając pokaźną zaliczkę, odpuścili trochę tempo gry oraz zdekoncentrowali się w defensywie. Poskutkowało to zaledwie jednym strzelonym przez nich golem. Ponadto stracili dwie kolejne bramki, co spowodowało, że mecz zakończył się przy stanie 4:8. Wygrana druga połowa w wykonaniu Nieuchwytnych powinna ich tym samym podbudować. Udowodnili bowiem, że są w stanie rywalizować jak równy z równym w spotkaniach, w których grają z pozornie silniejszym rywalem.
Na wznoszącej się fali zwycięstw drużyna Sokila w niedzielę miała okazję zmierzyć się z graczami Turkmens. Goście podrażnieni ostatnią porażką na pewno czuli niedosyt i byliśmy przekonani, że tym razem zamierzają zgarnąć komplet punktów. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana. Z przebiegu meczu próżno było doszukiwać się drużyny, która przeważa, ponieważ co tylko Turkmens wyszedł na prowadzenie, ekipa Sokila skutecznie goniła wynik i doprowadzała do wyrównania. W drugiej połowie ewidentnie goście opadli z sił, co bezlitośnie wykorzystali rywale. Błędy defensywy Turkmens oraz świetnie wyprowadzane kontrataki ostatecznie zadecydowały o finalnym wyniku starcia. Turkmens próbowali odrobić straty, jednak bezskutecznie. Mecz był widowiskiem pełnym zwrotów akcji, ale Sokil zaprezentował większą determinację i skuteczność w kluczowych momentach, przez co wygrał w stosunku 6:4.
Mecz pomiędzy Cockpit Country i FC Vikersonn ll odbył się o 11:30 na Arenie Grenady. Przed pierwszym gwizdkiem wydawało się, iż nie będzie żadnej niespodzianki i goście pewnie wygrają to spotkanie. Nieoczekiwanie drużyna gospodarzy narzuca warunki meczu i szybko obejmuje przodownictwo. Mimo dwukrotnego prowadzenia, za każdym razem dawali się jednak dogodzić. W świetnej dyspozycji był Mateusz Hofman, gdyż to po jego strzałach padły dwie pierwsze bramki dla Cockpitu. Długi czas utrzymywał się remis. W końcówce pierwszej części spotkania pada bramka samobójcza i Vikersonn po 25 minutach prowadził 2:3. Po zmianie stron długo nie możemy się doczekać trafień. Dużo strzałów zostało zablokowanych, było sporo niedokładnych podań i bardzo rażąca nieskuteczność. W końcu następuje wyrównanie, a Vikersonn szuka zwycięskiego gol. Musi się jednak mieć na baczności, bo bardzo niebezpieczne kontry przeprowadzane przez Cockpit, mogły im przysporzyć sporo problemów. W końcu mecz dobiega końca, a wynik pozostaje niezmienny i zatrzymuje się 3:3. Z przebiegu całego spotkania to zasłużony rezultat, który nikogo tutaj nie krzywdzi.







)
)
)
)
)
)
)
)