reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

W zapowiedziach zastanawialiśmy się, czy Synowie Księdza udźwigną presję faworyta i musimy przyznać, że gospodarze potwierdzili swój dotychczasowy progres i pokazali kawał solidnej formy. Budowanie wyraźnej przewagi rozpoczęło się praktycznie od pierwszego gwizdka, ale mimo dużej ilości strzałów na bramkę Kuby Szymborskiego, golkiper Cockpit Country dał się pokonać dopiero w 6 minucie, kiedy podanie Oskara Foremniaka na gola zamienił Mariusz Jazgierski. W 9 minucie było już 2:0 po trafieniu Damiana Węgierka, a po kwadransie gry Synowie mieli już trzy oczka przewagi, a na protokole zapisał się Patryk Perlejewski w roli strzelca i ponownie Oskar Foremniak w roli asystenta. Gospodarze nie forsowali tempa i swoją przewagę budowali stopniowo, ale była ona w pierwszej połowie bezapelacyjna, a broniący bramki Synów Księdza Paweł Pryciński, nie miał zbyt wiele do roboty. Wynik mógł być nieco lepszy na korzyść gospodarzy, ale brakowało skuteczności, a możemy nawet powiedzieć, że w grze Synów pojawiła się lekka nonszalancja. Po zmianie stron uaktywnili się w końcu napastnicy Cockpitu i praktycznie moment po wznowieniu gry popisali się ładną, dwójkową akcją a gola ustrzelił Jakub Stępień. Był to raczej wypadek przy pracy, niż szansa na comeback i kilka minut później Damian Węgierek dośrodkował z rzutu rożnego, a pięknym strzałem popisał się niezwykle aktywny w tym meczu Oskar Foremniak. Po chwili na 5:1 podwyższył Mateusz Gołębiewski, ale na moment Synowie stracili koncentrację i nagle zrobiło się 5:3. Najpierw gola samobójczego przy pechowej interwencji defensywnej trafił Łukasz Gonta, a w niemalże kolejnej akcji fatalny błąd podczas rozegrania popełnił Paweł Pryciński i po jego wybiciu piłkę do siatki skierował Maciej Gorzeliński. W ostatnich minutach goście wyraźnie się uaktywnili i coraz śmielej zapuszczali się w rejony bramki Synów. Szkoda, że stało się tak późno, bo gdyby Cockpit Country w taki sposób rozegrał całe spotkanie, to mogło się ono skończyć zupełnie inaczej. A tak Synowie Księdza cierpliwie bronili dostępu do swojej bramki, a w ostatnich minutach boleśnie ukłuli aż trzykrotnie i wygrali wynikiem 8:3.

2
10:00

Lider rozgrywek, Sultan, podzielił się punktami z trzecim w tabeli Sokilem w starciu pełnym emocji i zwrotów akcji. Mecz rozpoczął się idealnie dla gospodarzy. Yakub JR otworzył wynik, a chwilę później Kamol Obidov podwyższył po precyzyjnym płaskim strzale wzdłuż bramki. Gdy Yakub JR zakończył kontrę na 3:0, wydawało się, że Sultan ma wynik pod kontrolą. Prawda jest jednak taka, że to Sokil dominował w grze, a gospodarze jedynie wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję. Dobrze się też bronili, bo defensor Sultanu dwukrotnie ratował swój zespół na linii bramkowej, a nieco później można powiedzieć, że jedynie technologia Goal Line rozwiała nadzieje Sokilu na uznanie trafienia po poprzeczce. W końcu nastąpiło jednak przełamanie po błędzie bramkarza Sultanu – Martsyniuk zmniejszył straty, a Bobko dorzucił bramkę na 3:2. Do przerwy lider wciąż prowadził, choć to goście wyglądali na lepszy zespół. Po zmianie stron bramkarz Sultanu obronił rzut karny, co tylko podkreśliło ich szczęście w tym meczu. Gospodarze podwyższyli prowadzenie po trafieniu z dośrodkowania i kolejnej kontrze, ale Sokil nie odpuszczał, wiedząc, że zasługują na więcej. Ostatecznie Bobko zdobył bramkę po dobitce, a Tkachuk w końcówce przejął piłkę i wyrównał na 5:5. Na końcu stało się to, co działo się przez cały mecz - Sokil znów miał pecha. Goście zaliczyli piękne trafienie na wagę zwycięstwa, ale… gol nie został uznany. Mimo remisu, Sultan pokazał świetną organizację w obronie i zabójczą skuteczność kontr, podczas gdy Sokil udowodnił, że jest zespołem, który potrafi zdominować lidera – choć wciąż brakuje im skuteczności.

 

3
11:00

Drużyna z Turkmenistanu, Turkmens, odniosła swoje pierwsze zwycięstwo od ponad miesiąca, pokonując wicelidera rozgrywek FC Vikersonn II 6:3. Bohaterem spotkania został Rahim Kuliyev, który rozegrał mecz życia, zdobywając hat-tricka i notując dwie asysty. To przełomowy moment zarówno dla niego, jak i całej drużyny, która w końcu przerwała passę niepowodzeń. Mecz rozpoczął się obiecująco dla Vikersonn II – Juri Rubinski popisał się fantastycznym uderzeniem, choć początkowo jego gol został nieuznany. Kilka minut później jednak naprawił ten brak, trafiając drugą nogą i otwierając wynik na 0:1. Turkmens szybko odpowiedzieli, a Kuliyev doprowadził swoją drużynę na prowadzenie 3:1 jeszcze przed przerwą. Choć Vikersonn próbował wrócić do gry, m.in. dzięki bramce Vovka na 3:2, agresywna ofensywa Turkmens nie pozwoliła im na więcej. Kolejne trafienia Kuliyeva, Bazarova i Kovalenki ustaliły wynik na 6:3. Dla Vikersonn II to już trzeci mecz z rzędu bez zwycięstwa, a druga porażka w sezonie. Forma wicelidera wyraźnie spadła, co może być dobrą okazją dla rywali na dogonienie ich w tabeli.

4
11:30

W 14. lidze ruszyła już runda rewanżowa. Przy okazji pierwszego spotkania między Zarubami a Nieuchwytnymi, minimalnie lepsi okazali się gracze Łukasza Kuleszy, triumfując 3:2. Teraz również należało się spodziewać zwycięstwa tej drużyny, bo rywale zamykają stawkę a starcia z oponentami z dolnej połowy tabeli, trzeba po prostu bezwzględnie wygrywać. To zadanie wcale jednak nie okazało się takie proste, a pierwsza połowa była niezwykle energetyczna. Zaczęło się od bramki Vlada Fedyukovicha, a potem dostaliśmy prawdziwy festiwal nieskuteczności z obydwu stron. Przełamanie w końcu nadeszło, a na 2:0 dla ekipy w różowych koszulkach podwyższył Mate Zakariadze. Mylił się jednak ten, kto sądził, że to początek końca Nieuchwytnych. Wręcz przeciwnie – sportowa złość była duża i przełożyła się od razu na konkretne efekty. Co prawda Oleksii Kyselov początkowo zmarnował doskonałą okazję, po fantastycznej paradzie Łukasza Kuleszy, lecz lada moment był skuteczniejszy i zrobiło się 2:1. Nie minęło kilka chwil, a defensywa faworytów popełniła fatalny błąd, lecz Oleksii Kyselov w sytuacji sam na sam nie był w stanie pokonać bramkarza rywali. To się zemściło, gdy na starcie drugiej połowy wynik na 3:1 zmienił Kornel Tłaczała. Nieuchwytni nie wywiesili jednak białej flagi i dzięki dobrej postawie Łukasza Wiśniewskiego, nadal byli w grze. Udało im się zmniejszyć straty i chociaż przeciwnicy szybko odzyskali dwa gole przewagi, to wystarczył moment, by różnica dzieląca te ekipy znów wynosiła jedno trafienie. Z perspektywy Nieuchwytnych to wciąż było mało. Można było jednak odnieść wrażenie, że ta drużyna zostawiła więcej energii na finałowe fragmenty i wreszcie dopięła swego, za sprawą Nazara Petriva. Chłopaki byli ewidentnie na fali wnoszącej i kilka minut później mieli na nodze piłkę meczową. A konkretnie Nazar Horin, który z najbliższej odległości nie zmieścił piłki w siatce, co spotkało się z ogromnym rozczarowaniem zarówno samego zainteresowanego, jak i kolegów z drużyny. A że niewykorzystane sytuacje się mszczą, to chyba nie musimy tłumaczyć, jak to się skończyło. Zamiast 4:5, zrobiło 5:4, a gola na wagę trzech punktów dla Zarub zdobył Mate Zakariadze. Nieuchwytni mogą sobie pluć w brodę, bo nie musieli tego meczu przegrać. Trzeba jednak szukać pozytywów, choćby w niezłej grze, jak również w powrocie między słupki Marka Szklennika. Nestor Ligi Fanów udowodnił, że nie zapomniał, jak to się robi i pewnie żałował, że powrotu do bramki nie udało się okrasić zwycięstwem. Gdyby tutaj jednak skończyło się remisem, to chyba nikomu korona by z głowy nie spadła.

Reklama