Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 8 Liga
Zarówno TRCH, jak i FC Po Nalewce do spotkania przystępowały w mocno okrojonych składach, mając w rezerwie tylko po jednym zawodniku. Na uwagę zasługuje fakt, że w zespole gospodarzy w wąskiej kadrze meczowej znajdowały się dwie zawodniczki, co zdarzyło się pierwszy raz w historii Ligi Fanów! Pierwsza groźna sytuacja była autorstwa graczy TRCH, którzy w 3 minucie objęli prowadzenie. Dwie minuty później groźna akcja w wykonaniu gości zakończyła się bramką i mecz rozpoczął się od początku. W kolejnych fragmentach obydwie drużyny stworzyły sobie kilka klarownych sytuacji, ale żadna nie została zamieniona na bramkę. W okolicach pierwszego kwadransa na prowadzenie wyszli goście, jednak już minutę później doczekaliśmy się riposty. Mimo, że do końca pierwszej połowy pozostało jeszcze kilka minut, wynik nie uległ zmianie i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 2:2. Druga połowa spotkania rozpoczęła się w miarę spokojnie. Aż wreszcie sprytnie rozegrany rzut z autu przez zawodników gości został zamieniony na bramkę. Kolejna składna akcja i już mieliśmy dwubramkowe prowadzenie reprezentantów FC Po Nalewce. Zawodnicy TRCH ruszyli do licznych ataków i mimo dobrych interwencji bramkarza, dwa razy zdołali go pokonać i na kilka chwil przed gwizdkiem oznajmiającym koniec, odrobili straty. Ostatnie słowo należało do bardziej doświadczonych Nalewkowiczów, którzy strzelając bramkę ustalili wynik na 5:4. Po bardzo wyrównanym meczu, w którym po trzy bramki zdobyli Bartek Fiks oraz Jacek Karpowicz, więcej powodów do radości mieli goście, którzy dzięki temu wygrali drugą potyczkę z rzędu.
Pojedynek Oldboys Derby II kontra KS Driperzy zapowiadał się jako starcie młodości z doświadczeniem, choć trudno dobrać równolatków dla drużyny gospodarzy. Mimo to, Oldboysi od początku postawili twarde warunki i to oni otworzyli wynik meczu dzięki trafieniu Łukasza Łukasiewicza. Ich radość nie trwała długo, bo minutę później Wiktor Stojek wyrównał, co zapoczątkowało zaciętą wymianę ciosów – już w 10. minucie wynik brzmiał 2:2. Pierwsze minuty zapowiadały bardzo gorący pojedynek, a główne role w swoich drużynach odegrali Łukasiewicz i Stojek, którzy błyskawicznie zdobyli po dwa gole. Oldboysi pokazali, że potrafią stawiać opór i prezentować solidną grę na początku spotkania. Jednak czas i intensywność meczu zawsze działają na ich niekorzyść, gdyż z biegiem minut coraz trudniej było im dotrzymać tempa młodym Driperom. Po przerwie Oldboysi zdołali ponownie wyrównać dzięki hat-trickowi Łukasiewicza, jednak to było ich ostatnie trafienie. Z kolejnymi minutami w ich szeregach zaczęły pojawiać się nerwy, co zaowocowało m.in. dwoma żółtymi kartkami dla najlepszego strzelca drużyny w tym meczu. Te momenty rozproszenia okazały się kluczowe, bo ich rywale nie tylko zachowali spokój, ale także skutecznie powiększali różnicę. Ostatecznie goście zakończyli spotkanie wynikiem 7:4, pokazując, że potrafią wykorzystać przewagę fizyczną i dynamikę gry. Oldboysi mimo porażki zaprezentowali się solidnie, szczególnie w pierwszej połowie. Zabrakło trochę szczęścia i koncentracji w kluczowych momentach. Będą też musieli poprawić utrzymanie tempa gry, jeżeli chcą polepszyć swój dorobek punktowy w kolejnych pojedynkach.
Lider 8 ligi – FC Fenix podejmował trzecią drużynę – Bulbez Team Bemowo. Mecz na szczycie niezależnie od poziomu rozgrywkowego, zawsze jest pełen emocji i gry do samego końca. Nie inaczej było tym razem. Oba zespoły zaczęły z wysokiego „C”. Zaledwie po upływie dwóch minut był remis 1:1. Potem na prowadzenie wyszli gospodarze, pokonując stojącego między słupkami Marcina Osowskiego. Po kolejnych trzech minutach Marcin musiał po raz drugi wyjmować piłkę z siatki. Przez kolejne minuty Fenix zaczął przeważać na murawie, budując sobie trzy gole zapasu. Próbujący znaleźć metodę na rywala zawodnicy Bulbezu przejęli inicjatywę pięć minut przed przerwą, odrabiając częściowo straty i na pauzę schodzili z jednobramkowym deficytem. Druga część meczu była mniej jednostronna a każda chwila słabości szybko się mściła. 10 minut po wznowieniu gry faworyci już po raz piąty zdołali umieścić piłkę w siatce, lecz ich zwycięstwo nie było pewne. Oba zespoły grały odważnie o jak najlepszy wynik. Goście zmuszeni do pogoni, bardzo długo nie mogli skierować piłki do celu. Dwie minuty przed końcem odrobili jedną bramkę straty i ruszyli, aby doprowadzić do remisu. Jednak to Fenix w ostatniej akcji meczu zdobył gola, pieczętując swoją wygraną i zapewniając sobie lidera przed przerwą zimową. Bulbez Team Bemowo opuściło „pudło” i patrząc na terminarz, będzie miało ciężkie zadanie, aby przed rundą rewanżową wrócić na podium.
W 8. kolejce 8. ligi Tornado Squad pewnie pokonało New Samand 9:4, a Piotr Markiewicz zaprezentował formę, która uczyniła go późniejszym MVP tej serii spotkań. Tornado Squad od samego początku narzucało swój styl gry, regularnie atakując prawą stroną boiska. Już pierwsza bramka, zdobyta przez Stokowca, była efektem precyzyjnego płaskiego dośrodkowania po dynamicznej akcji skrzydłowego, który zdołał utrzymać piłkę w grze przy samej linii bocznej. Choć New Samand zdołało odpowiedzieć na 1:1 za sprawą Saidova, to Markiewicz szybko przywrócił prowadzenie swojemu zespołowi. Ważnym momentem meczu był gol Nataniela Kuźmickiego, który trafił do siatki strzałem z połowy boiska! Tornado sukcesywnie zwiększało przewagę, a Markiewicz zarówno wykańczał akcje, jak i precyzyjnie asystował, szczególnie przy bramce na 7:3, która przyćmiła chyba nawet wcześniej opisywane uderzenie z dystansu, bo była kwintesencją kombinacyjnej gry całej drużyny. New Samand nie było w stanie przeciwstawić się oponentom i zabójczej formie ich lidera. Końcowy wynik 9:4 to zasłużone zwycięstwo gospodarzy, które umocniło ich pozycję w środku tabeli. Piotr Markiewicz, z numerem 8, po raz kolejny udowodnił, że jest filarem drużyny, który kreuje i egzekwuje akcje w decydujących momentach.
Mecz pomiędzy Mareckimi Wygami a Ajaksem Warszawa był idealnym przykładem tego, dlaczego kochamy piłkę nożną, zwłaszcza w wersji sześcioosobowej – niespodzianki mogą wydarzyć się w każdej chwili. Ajaks, skazywany na porażkę, pokazał ogromną determinację i skuteczność, co pozwoliło mu odnieść sensacyjne zwycięstwo nad faworyzowanymi gospodarzami. Obie drużyny przystąpiły do meczu w szerokich składach, z jasno wyznaczonym celem – zdobyć trzy punkty. Już w 7. minucie Adam Bogusz wyprowadził Ajaks na prowadzenie, a chwilę później Bartek Kopacz podwyższył wynik na 2:0. Mareckie Wygi, które dotychczas dominowały w większości swoich meczów, wyraźnie nie spodziewały się takiego początku. W ich grze widać było nerwowość, co skutkowało wieloma niecelnymi podaniami i brakiem skuteczności. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy, gospodarze wreszcie zdobyli bramkę kontaktową za sprawą Daniela Raszkowskiego, co mogło zwiastować ich powrót do gry. Jednak Ajaks szybko zgasił te nadzieje – Henryk Nguyen trafił do siatki, ustalając wynik na 3:1 do przerwy. W drugiej połowie emocje tylko rosły. Gospodarze szybko złapali kontakt po bramce Kuzmova, ale Jakub Zdunek błyskawicznie odpowiedział, utrzymując bezpieczny dystans. Kuzmow ponownie zmniejszył stratę, zdobywając swoją drugą bramkę, jednak Mareckim Wygom brakowało skuteczności w kluczowych momentach. W 45. minucie sytuacja gospodarzy skomplikowała się jeszcze bardziej. W wyniku szybkiego kontrataku Ajaksu Mateusz Bucior zdecydował się na faul taktyczny, za który zobaczył czerwoną kartkę. Od tego momentu Mareckie Wygi musiały grać w osłabieniu, a na bramce pojawił się zawodnik z pola. Pomimo kilku prób gospodarzy, Ajaks kontrolował przebieg meczu i dowiózł niespodziewane zwycięstwo. Dla Mareckich Wyg strata punktów w tym meczu jest dużym ciosem w kontekście walki o czołowe lokaty w tej rundzie, zwłaszcza że ich rywale, FC Fenix, nie zwalniają tempa. Ajaks natomiast udowodnił, że w tej lidze nie ma rzeczy niemożliwych i że potrafi walczyć z najlepszymi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)