Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 8 Liga
Patrząc wyłącznie na grę obu zespołów, trudno byłoby przypuszczać, że dzieli je aż dwadzieścia punktów. Pierwsze minuty meczu pomiędzy rezerwami Siriusa a FC Fenix były wyrównane, a to właśnie gospodarze jako pierwsi znaleźli drogę do siatki – po trafieniu Ihora Pivovara, któremu świetnie asystował Vlad Kyrylenko.
Choć goście wyrównali trzy minuty później, musieli się napracować, by rozmontować defensywę rywali. Vitalii Toniuk, broniący bramki Siriusa II, kilkukrotnie popisywał się znakomitymi interwencjami i długo utrzymywał swoją drużynę w grze. Z każdą minutą jednak rosła przewaga Fenixa, a Sirius zaczął popełniać coraz więcej błędów. Z niewinnego 1:1 zrobiło się 1:4 – na listę strzelców wpisali się Vladyslav Sarana, Maksim Surko oraz… Valery Nagorny, który niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki przy próbie przecięcia dośrodkowania.
Kapitan Siriusa, Vitalii Vierchenko, próbował poderwać zespół do walki przed przerwą, ale defensywa Fenixa była bezbłędna. Po zmianie stron w grze obu drużyn pojawiło się nieco niedokładności, jednak strzał Surki w poprzeczkę zapowiadał, że to jeszcze nie koniec ofensywy gości.
I rzeczywiście – w 31. minucie Fenix wyprowadził zabójczą kontrę, a Sarana skompletował dublet. Chwilę później dogodną sytuację miała też drużyna gospodarzy – Maksym Kalenskyi stanął przed pustą bramką, ale trafił tylko w słupek. Na szczęście dla niego, zrehabilitował się niedługo później, zdobywając gola po sprytnie rozegranym rzucie rożnym. Tempo meczu zaczęło spadać, ale Fenix nie zamierzał zwalniać z zadawaniem ciosów. W ciągu ośmiu minut dołożyli kolejne cztery bramki – punktowali Artyugin, Grunchak, Vietrienko i Balabasov. Goście świetnie radzili sobie także w defensywie – większość górnych piłek posyłanych przez Siriusa kończyła się przechwytem dzięki dominacji w grze głową.
Tuż przed końcowym gwizdkiem „kropkę nad i” postawił Surko, odbierając podanie od Sarany i ustalając wynik na 2:9. Wybrany zawodnikiem meczu, przypieczętował nie tylko efektowne zwycięstwo Fenixa, ale też przypomniał, dlaczego jego drużyna pewnie zmierza po tytuł mistrzowski.
Sirius II, mimo pozornie bezpiecznej pozycji w środku tabeli, przez tę porażkę wplątał się w walkę o utrzymanie – tyle samo punktów mają jeszcze dwa inne zespoły, a o wszystkim może zadecydować ostatnia kolejka. Fenix natomiast jest już tylko o krok od upragnionego triumfu w 8. lidze.
TRCH, czerwona latarnia ligi, podejmowało wicelidera, który – by utrzymać jeszcze matematyczne szanse na mistrzostwo – musiał wygrać to spotkanie. Gospodarze również potrzebowali zwycięstwa jak tlenu, by wciąż liczyć się w walce o utrzymanie. Faworyt był jednak jeden – Mareckie Wygi.
Tymczasem początek rywalizacji ułożył się po myśli TRCH. Już w 2. minucie wynik otworzył kapitan gospodarzy, Kamil Pasik, który mocnym strzałem z rzutu wolnego pokonał bramkarza Wyg. Na tym nie koniec – TRCH grało z rywalem jak równy z równym, a na boisku nie było widać różnicy punktowej dzielącej obie ekipy w tabeli. W 11. minucie gospodarze podwyższyli prowadzenie po dobrze rozegranej kontrze – zrobiło się 2:0.
Niektórzy mówią, że 2:0 to najgorszy możliwy wynik – i coś w tym jest. Od tego momentu Mareckie Wygi wzięły sprawę w swoje ręce. Sygnał do ataku dał Artur Jesionowski, wspierany przez Damiana Kotowskiego i Szymona Pietruchę. Goście szybko złapali kontakt, a do przerwy jeszcze trzykrotnie pokonali bramkarza TRCH, wychodząc na prowadzenie. Gospodarze grali bez zmian i z każdą minutą wyraźnie tracili siły, co było coraz bardziej widoczne. Ataki stawały się coraz mniej groźne, defensywa coraz bardziej dziurawa – Mareckie Wygi z łatwością wykorzystywały kolejne okazje.
W drugiej połowie TRCH odpowiedziało jeszcze jednym trafieniem, ale Wygi nie zwalniały tempa i systematycznie punktowały rywala. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:10. Trzeba jednak zaznaczyć – gdyby TRCH pojawiło się w szerszym składzie, być może byłoby w stanie sprawić większe problemy wiceliderowi.
Niestety, dla Kamila Pasika i jego zespołu, wyniki innych meczów również nie były sprzyjające – spadek TRCH z 8. ligi stał się faktem...
W pierwszej połowie meczu Bulbez kontra Ajaks byliśmy świadkami jednej z większych niespodzianek tygodnia. Gospodarze kompletnie zdominowali rywala, schodząc do szatni z sensacyjnym prowadzeniem 4:0! Ajaks – zespół aspirujący do walki o medale – wyglądał zupełnie nie jak pretendent, ale jak ekipa bez pomysłu na grę.
Brak skuteczności w podaniach, proste błędy w komunikacji i wyraźna niemoc w ofensywie – wszystko to skrupulatnie wykorzystywał Bulbez. Dla drużyny opartej na silnych, doświadczonych, choć nieco wolniejszych zawodnikach, był to idealny scenariusz. Świetnie między słupkami spisywał się Marcin Górski, który w tym spotkaniu wcielił się w rolę bramkarza. Natomiast duet Olivier Wójcik – Karol Friszkenut terroryzował linię defensywną Ajaksu, raz po raz rozmontowując ją z łatwością.
Po tak słabej pierwszej połowie zawodnicy Ajaksu musieli odbyć bardzo skuteczną rozmowę w szatni – bo już dwie minuty po wznowieniu gry wynik brzmiał 4:2. Goście ruszyli do odrabiania strat z większym zaangażowaniem i pressingiem, czym momentalnie skrócili dystans do Bulbezu. Gospodarze za wszelką cenę próbowali utrzymać topniejącą przewagę. Kluczową rolę w końcówce ponownie odegrał Olivier Wójcik – najpierw, przy stanie 4:2, wygrał pojedynek biegowy z obrońcą, przełożył piłkę i wyłożył ją na tacy Karolowi Friszkenutowi. A gdy Ajaks doszedł na 5:4 i wszystko zapowiadało dramatyczny finisz, Wójcik raz jeszcze ograł defensora, wjechał z piłką w pole karne i precyzyjnym uderzeniem po ziemi pokonał Krystiana Kontka.
Ostatecznie Bulbez dowiózł zwycięstwo, a bramki różnicy z pierwszej połowy okazały się kluczowe. Ajaks może pluć sobie w brodę – zagrali tylko jedną dobrą połowę, a to za mało, by myśleć o wygranej.
W niedzielny wieczór na Arenie Grenady rozegrano mecz 16. kolejki 8. Ligi Fanów, w którym Oldboys Derby II, walczący o utrzymanie, podejmowali ekipę Tornado Squad – zespół wciąż liczący się w grze o medale i awans.
Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando gości. Tornado Squad od pierwszych minut narzucili swoje tempo, a główną postacią był Bartek Stokowiec. Zawodnik ten w pierwszej połowie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i dołożył asystę, będąc motorem napędowym całej drużyny. Oldboys Derby II zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem – po rodzinnej akcji Jacek Łukasiewicz dograł do syna Łukasza, a ten precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza Tornado. Do przerwy było 1:3. Warto też wyróżnić bramkarza Oldboysów, który mimo trudnej sytuacji zespołu wielokrotnie ratował go przed stratą kolejnych bramek, notując kilka naprawdę efektownych interwencji.
Druga połowa zaczęła się dobrze dla gospodarzy – ponownie trafił Łukasz Łukasiewicz, zdobywając swojego drugiego gola i dając sygnał do walki. Niestety dla Oldboysów, to był ich ostatni gol w tym meczu. Tornado Squad odpowiedziało dwoma trafieniami – najpierw na 2:4 podwyższył Piotr Borkowski, a wynik w końcówce ustalił Tomek Wiśniewski, pieczętując wygraną 2:5.
Po tym meczu Tornado Squad znajduje się tuż za strefą medalową – do podium brakuje im tylko punkt. Oldboys Derby II czeka natomiast trudna końcówka sezonu. Jeśli chcą pozostać w 8. lidze, będą musieli dać z siebie wszystko w ostatnich kolejkach.
FC Po Nalewce niczym kostucha puka do drzwi kolejnych faworytów. Po zwycięstwach nad Ajaksem i Mareckimi Wygami przyszedł czas na Driperów, którzy również musieli uznać wyższość drużyny miłośników mocniejszych trunków.
Mecz rozpoczął się niespodziewanie – Darek Czopek mocnym uderzeniem zaskoczył Sebastiana Papierza i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Chwilę później FC Po Nalewce poszło za ciosem i podwyższyło wynik na 2:0. Niestety, zbyt odważna gra w ofensywie szybko się zemściła – Driperzy zdobyli bramkę kontaktową i wyczuli swoją szansę. Gra się wyrównała, a goście z każdą minutą nabierali pewności. Do przerwy było już 3:3, a sporo pecha – lub może braku dyscypliny kolegów z obrony – doświadczył Michał Piątkowski, który dwukrotnie skapitulował po dobitkach.
Po zmianie stron przez niemal 10 minut utrzymywał się remis. Jednak wystarczyła chwila nieuwagi, by gospodarze odskoczyli – najpierw Michał Kurowski wykorzystał sprytnie rozegrany rzut wolny, a następnie poprowadził kontratak, który na gola zamienił Marcin Król. Na 10 minut przed końcem przewaga FC Po Nalewce wynosiła już cztery bramki. Kolejne trafienia to efekt piorunujących ataków napędzanych przez MVP kolejki – Michała Kurowskiego, który był wszędzie: rozgrywał, strzelał, asystował. Dopiero przy wyniku 7:3 Driperzy zdołali się nieco otrząsnąć i zmniejszyć rozmiary porażki, ale było już za późno na jakąkolwiek remontadę. Mecz zakończył się wynikiem 7:5, a przegrana z drużyną walczącą o utrzymanie z pewnością chluby im nie przyniosła.
FC Po Nalewce kontynuuje swoją niesamowitą serię i walkę o utrzymanie. Już za tydzień zmierzą się z liderującym FC Fenix – i biorąc pod uwagę ich ostatnie zwycięstwa nad Driperami, Mareckimi Wygami i Ajaksem, potencjalni mistrzowie muszą zachować pełną koncentrację.
Driperzy mimo porażki utrzymują się na trzecim miejscu, dzięki potknięciu Ajaksu. Ale łatwo nie będzie – w ostatniej kolejce również zmierzą się z Fenixem i to spotkanie może przesądzić, czy zakończą sezon z brązowymi medalami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)