Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 8 Liga
To było absolutne starcie na szczycie, o najwyższą możliwą stawkę – bo jak inaczej nazwać mecz dwóch głównych kandydatów do mistrzostwa 8. ligi? Mareckie Wygi, będące w znakomitej formie, miały szansę, by po ewentualnym zwycięstwie wskoczyć na fotel lidera, natomiast FC Fenix, mający nad nimi dwupunktową przewagę, zamierzał zrobić wszystko, by ten dystans powiększyć.
Większą koncentracją od pierwszego gwizdka wykazali się goście, którzy już przy pierwszym kontakcie z piłką przeprowadzili akcję bramkową – Nazar Mocyk dograł z prawego skrzydła precyzyjne, płaskie dośrodkowanie, które Mykola Vietrienko bez problemu zamienił na gola do pustej bramki. Gospodarze wyglądali na zupełnie innych niż ci, do których nas przyzwyczaili – jakby byli na boisku ciałem, ale nie duchem. I gdyby nie Mateusz Bucior, Wygi mogłyby mieć spore problemy z powrotem do gry. Bucior najpierw intuicyjnie wybronił nogą strzał Maksima Surko, a później zatrzymał Dmytro Balabasova. Marecka ekipa powoli zaczęła się budzić, kreując coraz groźniejsze akcje ofensywne, jednak ich przebudzenie było zbyt powolne. Fenix to wykorzystał – kolejna akcja Mocyka z prawego skrzydła zakończyła się pięknym strzałem z powietrza Dmytro Artyugina i zrobiło się 0:2. Z minuty na minutę jednak Wygi prezentowały się coraz lepiej i – mimo sporej niedokładności – zaczęły przypominać zespół, który wiosną wygrał trzy mecze z rzędu. Przełamanie nadeszło około 19. minuty, kiedy potężny wyrzut z autu Piotra Wtulicha trafił wprost na głowę Damiana Kotowskiego, który zdobył gola kontaktowego. Zanim goście zdążyli się otrząsnąć, gospodarze doprowadzili do wyrównania – Wtulich popędził prawą stroną, zwiódł obrońcę, wygrał przebitkę i choć jego pierwszy strzał obronił bramkarz, piłka wróciła do niego, odbiła się i trafiła pod nogi Kotowskiego, który dopełnił formalności na 2:2.
Na drugą połowę obie ekipy wyszły bardzo zmotywowane, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, dzięki czemu oglądaliśmy mnóstwo ofensywnego futbolu w najlepszym wydaniu. Świetną okazję z rzutu wolnego miał Mocyk, ale jego strzał z linii bramkowej wybił czujny Oleksandr Hutarov. Mecz obfitował też w walkę fizyczną i ostrzejsze starcia, czego dowodem była żółta kartka dla Tomasza Kąkola po dwóch faulach w krótkim czasie. Zarówno gospodarze, jak i goście walczyli o każdy centymetr boiska, ale z biegiem czasu pojawiały się coraz większe problemy z celnością podań i skutecznością wykończeń. Końcówka zdecydowanie należała do Mareckich Wyg, którzy stworzyli mnóstwo okazji i tylko jeden Bóg wie, jakim cudem nie udało im się zdobyć zwycięskiej bramki.
Patrząc na przebieg meczu, podział punktów wydaje się sprawiedliwy, ale biorąc pod uwagę finałowe minuty, gospodarze mogą sobie pluć w brodę, że nie przypieczętowali świetnej drugiej połowy golem na wagę wygranej i pierwszego miejsca. A tak – wszystko jest w rękach FC Fenix.
W niedzielne popołudnie na boisku spotkały się zespoły, które przed 13. kolejką znajdowały się w strefie spadkowej. Znając wynik ekipy OldBoys Derby II, obie drużyny wiedziały, że jest szansa powalczyć o wydostanie się z dolnych rejonów tabeli lub przynajmniej utrzymać kontakt z grupą bezpieczną.
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli goście. Mimo spokojnego początku, już w drugiej minucie Olivier Wójcik obił słupek bramki gospodarzy. Obie drużyny nie forsowały tempa – trudno powiedzieć, czy wpływ na to miała stawka meczu, przygrzewające słońce czy po prostu krótkie ławki rezerwowych. W 8. minucie wynik otworzył Rafał Szewczyk, który płaskim strzałem pokonał Michała Piątkowskiego. Asystujący w tej akcji Rafał Dobrosz był zresztą bohaterem także kolejnych minut – zdobył dwa następne gole, dając swojej drużynie solidną zaliczkę. Trzeba przyznać, że defensywa gospodarzy nie prezentowała się najlepiej, choć warto zaznaczyć, że oślepiające słońce zdecydowanie utrudniało zadanie bramkarzowi.
Piękną akcję w 16. minucie zainicjował właśnie golkiper FC Po Nalewce – jego ofensywne wyjście i płaskie podanie przed pole karne znalazło Yakubiva, który zaliczył asystę przy trafieniu Fugiela. Gospodarze poczuli się pewniej, zaczęli częściej uderzać na bramkę i jeszcze przed przerwą zmniejszyli straty – trzybramkowa przewaga stopniała, co na chwilę mogło zwiastować emocje.
To jednak tylko rozdrażniło zespół z Bemowa. Po jednym trafieniu Yakubiva dla gospodarzy, strzelali już tylko goście. Bulbez Team Bemowo, po serii pięciu porażek, w końcu się przełamali i odnieśli ważne zwycięstwo, które pozwoli im spędzić majówkę w spokojniejszej części tabeli.
Po dość obiecującym początku rundy wiosennej OldBoys Derby II złapali wyraźną zadyszkę. W 13. kolejce na ich drodze do trzech punktów stanęła druga drużyna Siriusa. Goście radzą sobie w tym sezonie bardzo dobrze, więc spodziewaliśmy się wyrównanego widowiska.
Pierwsza połowa zdecydowanie należała jednak do Siriusa, który już w 2. minucie objął prowadzenie – autorem gola był Ihor Pivovar, wyróżniający się na tle kolegów. Najlepszy strzelec gospodarzy, Łukasz Łukasiewicz, szybko odpowiedział, doprowadzając do remisu. Od tego momentu gole zdobywali już tylko zawodnicy gości, którzy bez większych problemów przedostawali się pod bramkę Rafała Wieczorka. Dopiero w ostatnich minutach pierwszej połowy gra się nieco wyrównała, ale to Sirius zamknął tę część meczu mocnym akcentem – wynik na 1:6 ustalił, ponownie, Ihor Pivovar.
Druga połowa była już bardziej wyrównana. Gospodarze zaczęli lepiej radzić sobie w ofensywie, co przełożyło się na dwa szybkie gole, zdobyte w krótkim odstępie czasu. Goście musieli się mocno napracować, aby utrzymać bezpieczną, trzybramkową przewagę. Pierwszy gol Siriusa w tej części gry padł dopiero 12 minut przed końcem meczu, ale OldBoys Derby II szybko odpowiedzieli kolejnym trafieniem, podtrzymując nadzieję na korzystny wynik. Upływający czas działał jednak na ich niekorzyść.
Na trzy minuty przed końcem obie drużyny wymieniły jeszcze po jednym ciosie, ustalając końcowy rezultat na 5:8. Sirius II odniósł tym samym swoje trzecie zwycięstwo z rzędu, zbliżając się do podium. OldBoys Derby II, z zaledwie dwoma punktami na koncie tej wiosny, wpadli w strefę spadkową i jeśli myślą o grze w pucharze kończącym sezon 2024/2025, muszą szybko wziąć się do roboty.
Po wysokiej porażce w pierwszym meczu z KS Driperami, zawodnicy Ajaksu Warszawa podeszli do rewanżu niesłychanie zmotywowani. Dodatkowo, szansa na przegonienie bezpośrednich rywali w tabeli tylko podgrzewała atmosferę tego spotkania. Dla Driperów stawka była równie wysoka – zwycięstwo niemal zapewniało im miejsce na najniższym stopniu podium, bo gospodarze w przypadku porażki raczej nie mieliby już szans, by ich dogonić.
Pierwsza połowa potwierdziła nasze zapowiedzi – to był bardzo wyrównany pojedynek, a determinacja obu ekip była widoczna gołym okiem. Goście otworzyli wynik po trafieniu Antka Czarnockiego, ale Ajaks Warszawa nie bez powodu ma w swoich szeregach Bartka Kopacza. To właśnie on najpierw wyrównał, a później wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, którego gospodarze nie oddali już do końca pierwszych 25 minut.
Druga połowa była mniej emocjonująca – głównie za sprawą Driperów, którzy najwyraźniej opadli z sił po bardzo intensywnej pierwszej części albo po prostu stracili pomysł na skuteczne akcje ofensywne. Tego nie mógł oczywiście nie wykorzystać Bartek Kopacz, który kontynuował swoje show. W końcówce spotkania, oprócz czterech strzelonych goli, dorzucił jeszcze asystę i praktycznie w pojedynkę poprowadził Ajaks do efektownego zwycięstwa 6:1.
Ten wynik ma spore znaczenie – oba zespoły mają identyczny bilans bezpośrednich spotkań, a różnica w tabeli jest minimalna, więc to właśnie liczba zdobytych bramek może na koniec sezonu zadecydować o końcowej klasyfikacji.
W ostatnim kwietniowym spotkaniu 8. ligi gospodarze walczyli o pierwsze wiosenne zwycięstwo. Szybka bramka na 1:0 autorstwa Bartka Fiksa podziałała na Tornado Squad jak płachta na byka. Goście ruszyli z huraganowymi atakami, które przyniosły aż pięć trafień. Wyróżniał się przede wszystkim Cong Minh Duong, który za wszelką cenę chciał przypodobać się nielicznej grupce kibiców przybyłych na Arenę Grenady. Tuż przed przerwą Hubert Posacki zdobył bramkę na 2:5, sygnalizując, że gospodarze nie zamierzają się poddawać w drugiej odsłonie.
Na nieszczęście dla TRCH zawodnicy Tornado Squad mieli inne plany. Goście ponownie podkręcili tempo, szybko odskakując na pięciobramkowe prowadzenie. Dopiero przy wyniku 2:7 gospodarze zdołali znów dojść do głosu, choć pokonanie świetnie dysponowanego Macieja Laskowskiego było nie lada wyzwaniem. Kolejne bramki dla TRCH padły dopiero wtedy, gdy w szeregi gości wkradło się rozluźnienie – najpierw Bartek Fiks dograł do Szymona Dąbrowskiego, a potem Jakub Grabowski wykorzystał nonszalancję przeciwników w polu karnym. Na 10 minut przed końcem na tablicy widniał wynik 4:7.
Wtedy jednak Tornado Squad ponownie się zmobilizowało – na boisko weszła świeża piątka, a nawet minutowa kara za nieprzepisową zmianę nie wpłynęła na ich postawę. Bartek Stokowiec przypieczętował swój dobry występ kolejnym golem, a na koniec wynik ustalił Mateusz Romanowski. Tornado Squad pokonało TRCH aż 9:4, umacniając swoją pozycję w walce o miejsce premiowane biletem na Puchar Ligi Fanów (zrównując się punktami z Sirius II oraz Bulbez Team Bemowo, przy czym z obiema ekipami mają korzystny bilans bezpośrednich starć).
Gospodarze natomiast stracili kolejne cenne punkty w walce o utrzymanie – do bezpiecznej strefy brakuje im już siedmiu oczek.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)