Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 8 Liga
O 17:00 na sektorze C drużyna FC Po Nalewce rozegrała mecz z Sirius II. W porównaniu do poprzedniej edycji Po Nalewce rozgrywa rozczarowujący sezon, zajmując ostatnie miejsce w tabeli. Drużyna Sirius II ma niewiele lepszą sytuację, mając również 7 punktów.
Mimo dużych braków kadrowych gospodarze grali dobrze w defensywie, zaciekle się broniąc i próbując grać na kontry, ale nie było ich zbyt wiele, więc bramki nie udało się zdobyć. Zespół gości miał zdecydowaną przewagę przy piłce, ale nie mógł przełamać obrony oraz dobrze dysponowanego Michała Piątkowskiego. Do przerwy było 0:0.
Po zmianie stron niestety worek z bramkami się otworzył, a rewelacyjnie działający mechanizm obronny gospodarzy został zniszczony i doszczętnie podziurawiony. Prawdopodobnie mała liczba zmian spowodowała duże zmęczenie. Przy wyniku 2:0 Po Nalewce zdobyło bramkę kontaktową, ale dalszy okres meczu to już tylko gole po jednej stronie. Ostateczny wynik 5:1 jest dość sprawiedliwy, biorąc pod uwagę sytuacje bramkowe, które miały miejsce. Patrząc na dyspozycję, grę przy piłce i ogólny przebieg spotkania, ekipa Sirius II pokazała się po prostu z dużo lepszej strony.
W niedzielny wieczór na Arenie Grenady odbył się mecz 11. kolejki 8. Ligi Fanów, w którym Tornado Squad podejmowało ekipę KS Driperzy. Gospodarze, plasujący się na 7. miejscu w tabeli, mierzyli się z silnym rywalem – trzecim zespołem ligi. Mimo ambitnej postawy i walki do samego końca, ulegli rywalom 3:4.
Mecz rozpoczął się znakomicie dla Tornado Squad – już na początku prowadzenie dał im Bartek Stokowiec, który wykorzystał błąd defensywy gości. Jednak KS Driperzy szybko odpowiedzieli – Norbert Gregorczyk wyrównał po asyście Wiktora Stojka. Chwilę później Damian Kowalski wyprowadził gości na prowadzenie po bardzo dobrze rozegranej akcji z Janem Strzemboszem. Tornado nie zamierzało się poddać – Piotr Markiewicz pewnie wykorzystał rzut karny i do przerwy było 2:2.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli Driperzy. Jan Strzembosz wykończył akcję po zagraniu Maćka Zembrzuskiego, a ten chwilę później sam wpisał się na listę strzelców, tym razem po drugiej asyście Wiktora Stojka. Mimo niekorzystnego wyniku Tornado nadal walczyło – gola kontaktowego zdobył Piotr Janik, przywracając nadzieje. Jednak mimo wysiłków gospodarzy, końcówka należała już do lepiej dysponowanego rywala.
KS Driperzy potwierdzili swoją klasę i dali odpowiedź na pytanie, dlaczego zajmują miejsce w czołówce tabeli. Z kolei Tornado Squad, mimo porażki, pokazało charakter i ofensywny potencjał, który z pewnością może przynieść punkty w kolejnych meczach.
Już w pierwszych dziesięciu minutach starcia Wyg z Bulbezem zespół z Bemowa wyszedł na – jakby się mogło wydawać – bezpieczne prowadzenie 2:0. Jak jednak dobrze wiemy, to najmniej bezpieczny wynik w piłce nożnej! I tak oto w trzy minuty po zmianie stron Mareckie Wygi najpierw wyrównały, a następnie doprowadziły do remisu 2:2. Wiara w skuteczny powrót okazała się zasadna.
Co było dalej? Rzut z autu dla Bulbez i powrót na prowadzenie, 3:2! Radość jednak nie trwała długo, bo już po dwóch minutach Wygi znów doprowadziły do wyrównania, a co gorsza – patrząc z perspektywy zespołu w zielonych koszulkach – ekipa z Marek poszła za ciosem i po raz pierwszy tego wieczoru wyszła na prowadzenie 4:3. To jednak nie był koniec złych wieści dla zespołu z Bemowa, gdyż chwilę później, po pięknej akcji w granatowym stroju, piłka wróciła do tego samego zawodnika, który pewnym strzałem wyprowadził swoją ekipę na dwubramkowe prowadzenie.
Następnie mieliśmy wymianę ciosów – gol za gol. Z 5:3 zrobiło się 6:4. Koniec emocji? Nic z tych rzeczy! Bulbez znów wróciło do gry, zdobywając bramkę na 5:6, ale na ich nieszczęście, chwilę później Wygi zadały kolejny, a zarazem finalny cios, zdobywając bramkę na 7:5 i zamykając wynik spotkania.
Dwanaście bramek, wiele zwrotów akcji i kilka fajnych zagrań – to był godny mecz, jak na dziewiąty poziom rozgrywek. Brawo dla obu zespołów!
Uff, cóż to był za emocjonujący pojedynek – i to aż do ostatnich sekund spotkania! Gracze obu zespołów zaserwowali nam naprawdę niezłe widowisko. Przed jedenastą kolejką obie drużyny plasowały się w środku ligowej stawki (a tak zdradzając – po tej serii gier zbyt wiele się nie zmieniło), choć to gospodarze znajdowali się w nieco lepszym położeniu. Dla nich komplet punktów oznaczałby podtrzymanie realnych szans na ligowe podium.
Na pierwszą bramkę przyszło nam czekać dość długo, ale gdy tylko obrońca Old Boys Derby II popełnił błąd, Ajaks Warszawa błyskawicznie to wykorzystał i wyszedł na prowadzenie. Jeszcze dłużej trzeba było czekać na kolejne trafienie – znów autorstwa Ajaksu. 2:0 i wszystko wskazywało na to, że gospodarze sięgną po trzy oczka.
Ale wtedy do gry wrócili goście. Old Boys Derby II złapali kontakt, strzelając na 2:1. Chwilę później – klasyczna wymiana ciosów: Ajaks na 3:1, ale goście znów odpowiedzieli i było już tylko 3:2. I właśnie wtedy przyszedł najładniejszy moment spotkania – przytomne zagranie piętką i gol na 3:3! Ostatecznie więc remis, który może nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, lecz na pewno cieszy... ligowych rywali obu ekip.
Świetny mecz, dużo emocji i bramek, a na koniec delikatny niedosyt – po jednej i po drugiej stronie.
Dużą niespodzianką w minioną niedzielę skończyło się jedno z ostatnich zmagań na arenie AWF, czyli spotkanie TRCH oraz FC Fenix. Na papierze wygrana gości wydawała się być formalnością i utwierdzeniem ich przewagi na fotelu lidera. Gospodarze, znajdujący się w strefie spadkowej, zagrali jednak znakomity mecz.
Początek zapowiadał się obiecująco dla Fenixa, którzy szybko strzelił dwie bramki, przejmując pełną kontrolę nad meczem. Praktycznie nie dawał przeciwnikowi żadnych szans na rozwinięcie skrzydeł, świetnie grając podaniami i zdobywając kolejne gole. Przy wyniku 3:0 TRCH zdobyło pierwszą bramkę w tym meczu, dając wyraźny sygnał, że póki piłka w grze, wszystko może się wydarzyć. Do przerwy nic już więcej nie wpadło.
Po zmianie stron gospodarze znów przespali początek drugiej połowy, tracąc bramkę na 1:4. Jednak dalsza część tej potyczki to zupełnie inna historia. Coś niesamowitego i wielkie zaskoczenie. Gospodarze odrobili straty i mieliśmy remis 4:4. Niewiele brakowało, a Fenix mógłby skończyć nawet z niczym. Po takim meczu można wysunąć wnioski, by nigdy się nie poddawać i zawsze grać do końca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)