reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
17:00

Lider 9. ligi i pewniak do podium – Czasoumilacze – zmierzył się w 17. kolejce z zespołem Polska Górom, który wciąż walczy o utrzymanie. Pierwsza połowa przebiegała zgodnie z oczekiwaniami – gospodarze kontrolowali grę, byli skuteczni w ataku i solidni w defensywie. Gdy w 9. minucie zdobyli gola, wydawało się, że kolejne trafienia są tylko kwestią czasu.

Mimo niekorzystnego wyniku, Polska Górom nie zamierzała się poddawać i walczyła z pełnym zaangażowaniem. Niestety w 18. minucie doszło do poważnego incydentu – Beniamin Korchut doznał groźnej kontuzji kolana. Wypadnięcie rzepki wykluczyło go z dalszej gry, a sam zawodnik musiał opuścić boisko oczekując na karetkę. Po jego zabraniu do szpitala gra została wznowiona jako druga połowa.

Tuż po wznowieniu doszło do sporej niespodzianki – goście doprowadzili do wyrównania, co wyraźnie ożywiło tempo spotkania. Obie drużyny znały stawkę tego meczu. Polska Górom, mimo niższego miejsca w tabeli, grała jak równy z równym, a 15 minut przed końcem objęła prowadzenie 2:3. Czasoumilacze, podrażnieni obrotem spraw, ruszyli do ataku, próbując za wszelką cenę odwrócić losy meczu.

Mimo rosnącego napięcia, spotkanie toczyło się w duchu fair play. W 42. minucie na ratunek gospodarzom przyszedł Dominik Sędrowski, którego trafienie dało remis 3:3. Wynik ten okazał się być zaskoczeniem, ale pozwolił Czasoumilaczom zagwarantować sobie co najmniej wicemistrzostwo. Polska Górom natomiast wciąż pozostaje w grze o utrzymanie, a zdobyty punkt może mieć dla nich ogromne znaczenie.

3
18:00

Choć Heavyweight Heroes wiedzieli już, że przyszłą rundę rozpoczną w niższej lidze, to FC Warsaw Wilanów przystępował do meczu 17. kolejki z realną nadzieją na walkę o 5. miejsce w tabeli. Dodatkowego smaczku temu starciu dodawał fakt, że naprzeciw siebie stanęli dwaj czołowi snajperzy ligi: Maciek Chrzanowski (23 bramki przed tym spotkaniem) oraz Karol Kowalski (38 trafień) z Wilanowa.

Spotkanie otworzył właśnie Chrzanowski. Po długim podaniu Daniela Dudzińskiego za linię obrony, zawodnik gospodarzy — mimo że ustawiony tyłem do bramki — zdołał pokonać Piotra Kęskę. Chwilę później odpowiedział nie kto inny, jak Karol Kowalski, wykorzystując dogranie Piotra Wdowińskiego. Ten sam zawodnik asystował również przy drugim golu FC Warsaw Wilanów — akcja zaczęła się od obiecującego ataku gospodarzy, jednak skuteczny odbiór Pietruczuka uruchomił kontrę zakończoną golem. Do przerwy więcej bramek nie padło, choć okazji nie brakowało. Obaj bramkarze kilkukrotnie popisali się świetnymi interwencjami, utrzymując wynik w ryzach.

Po zmianie stron strzelanie ponownie rozpoczął Chrzanowski, ale mecz miał bardzo otwarty charakter – sytuacje mnożyły się po obu stronach. Goście wyszli nawet na dwubramkowe prowadzenie, lecz gospodarze nie składali broni i doprowadzili do wyrównania. W końcówce jednak ponownie błysnął Wdowiński, zdobywając dwa kolejne gole. Kto wie — gdyby mecz potrwał jeszcze dwadzieścia minut, być może gospodarze zdołaliby wyrównać? Tym razem jednak czasu zabrakło.

Herosi żegnają się z 9. ligą, natomiast FC Warsaw Wilanów wciąż zachowuje matematyczne szanse na awans do Pucharu Ligi Superbet.

4
19:00

FC Dziki z Lasu II przystępowały do meczu z Mistrzami Chaosu, znając już wynik lidera. Czasoumilacze tylko zremisowali swoje spotkanie z FC Polska Górom, więc droga na szczyt tabeli stanęła przed Dzikami otworem. Oczywiście pod warunkiem, że uporają się z rywalem, który również miał apetyt na miejsce na podium.

Jak pokazała pierwsza połowa, zadanie okazało się prostsze, niż wskazywałby na to układ tabeli. Dziki rozpoczęły mecz od swojego standardowego „oddania” piłki przeciwnikowi, ale gdy tylko ją odzyskały, wymieniły jedenaście spokojnych podań i — bez większego pressingu ze strony rywala — otworzyły wynik spotkania. Autorem bramki był Michał Ossowski.

Obraz gry nie zmieniał się z upływem czasu. Gospodarze sporadycznie próbowali atakować i kilka razy zmusili Mateusza Ziemiańskiego do interwencji, ale byli bezradni wobec spokojnej, inteligentnej gry rywala. Mimo że niedzielny upał już zelżał, Dziki nie forsowały tempa. Sprawiały wrażenie drużyny, w której każdy zawodnik dokładnie wie, co ma robić i konsekwentnie to wykonuje. A jeśli ktoś zapomniał się z ustawieniem, lider drużyny Jan Napiórkowski szybko korygował jego pozycję i decyzje.

Kolejne gole — autorstwa Bartka Kaczmarczyka (dwa), Michała Makowskiego i samego Napiórkowskiego — ustawiły scenariusz drugiej połowy. Po drodze słupki obiły jeszcze strzały Makowskiego i Okolusa.

Druga połowa upłynęła już pod znakiem pełnej kontroli. Na tyle spokojnej, że do rozgrywania akcji włączył się sam bramkarz Dzików, Ziemiański. Jego mocny strzał zmierzał w samo okienko, ale dobrze spisał się Dominik Plichta, ratując swój zespół przed kolejną stratą.

Pewne i zasłużone zwycięstwo dało Dzikom awans na pozycję lidera. Teraz wszystko w ich nogach - i głowach.

5
21:00

Spotkanie pomiędzy FC Górka Kazurka a Skrą Warszawa zapowiadało się na jednostronne widowisko – goście walczą o miejsce na podium, podczas gdy gospodarze wciąż drżą o utrzymanie w lidze. Na murawie jednak przez długi czas tej różnicy nie było widać.

Pierwsza połowa okazała się zaskakująco wyrównana – Górka grała ambitnie, dobrze organizując się w defensywie i szukając swoich szans w kontratakach. Jedyny gol w tej części spotkania padł po sprytnym uderzeniu Nikodema Marcinkowskiego, który dał Skrze prowadzenie 1:0.

Po przerwie emocji było zdecydowanie więcej. Gospodarze zaczęli drugą połowę z dużym zaangażowaniem i szybko doprowadzili do wyrównania – po niefortunnej interwencji zawodnik Skry skierował piłkę do własnej siatki. Radość Górki nie trwała jednak długo – goście odpowiedzieli błyskawicznie i stopniowo zaczęli przejmować kontrolę nad meczem. Kluczowymi postaciami tej części spotkania okazali się Bartosz Dzikowski oraz Nikodem Marcinkowski. Obaj zanotowali po dwa trafienia i jedną asystę, skutecznie rozbijając obronę rywali i prowadząc Skrę do zwycięstwa.

Ostatecznie Skra Warszawa wygrała 5:3, dopisując cenne punkty w kontekście walki o podium. FC Górka Kazurka, mimo porażki, nadal zachowuje szansę na utrzymanie, jednak wszystko rozstrzygnie się w najbliższą niedzielę.

Reklama