Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 9 Liga
Mecz pomiędzy FC Polska Górom a Legionem zakończył się zdecydowanym zwycięstwem gości, którzy wygrali wynikiem 7:1. Drużyna Legionu zaprezentowała się znakomicie, dominując niemal w każdym aspekcie gry. W pierwszej części meczu zobaczyliśmy tylko jedną bramkę w wykonaniu graczy Legionu, autorstwa Maksyma Popova. Widać było wyraźną przewagę piłkarzy gości, jednakże musieli oni zdecydowanie poprawić skuteczność pod świątynią rywala. Jak pokazała nam druga połowa - przełamali się na dobre. Postacią wiodącą był wyżej wspomniany Popov. Rozegrał on kapitalne zawody, wpisując się trzykrotnie na listę strzelców. Co więcej - za swój świetny występ dostał został wyróżniony nagrodą MVP kolejki, czego serdecznie mu gratulujemy. Był prawdziwym motorem napędowym swojego zespołu. To przez niego przechodziła większość akcji ofensywnych ekipy Legionu. Dla triumfatorów było to niezwykle cenne zwycięstwo, bowiem dzięki niemu znajdują się aktualnie tuż nam strefą spadkową.
Miał być hit, a wyszedł… no właśnie, nie do końca chcemy użyć słowa kit, ale faktem jest, że na to, w założeniu hitowe starcie, dojechała tylko jedna drużyna. Zapowiadając spotkanie twierdziliśmy, że naprzeciw siebie staną równorzędni rywale, ale pod warunkiem, że oba teamy przyjdą w swoich najmocniejszych składach. Brak w protokole meczowym Karola Kowalskiego już na starcie dawał spory handicap przeciwnikom, a team z Wilanowa stawiał przed arcytrudnym zadaniem. Pierwsza połowa jeszcze nie zwiastowała aż takiej wysokiej porażki, bowiem bardzo długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero w 16 minucie wynik otworzył Bartek Cieślak, ale paradoksalnie przez pierwszy kwadrans działo się sporo i ten okres minął nam błyskawicznie. Do przerwy Mistrzowie prowadzili 2:0, ale Warsaw Wilanów też miał swoje okazje. Niestety dla widowiska, druga część to już dominacja gospodarzy. Grali szybciej, przeprowadzali składniejsze akcje, do tego grali bardzo uważnie w obronie, dzięki czemu stracili zaledwie jedną bramkę. Podopiecznym Kuby Świtalskiego nie możemy odmówić ambicji, pomimo niekorzystnego rezultatu próbowali odmienić losy spotkania, ale niestety rywal był tego dnia zdecydowanie poza zasięgiem. Martwić może wysokość porażki, bo bilans bezpośrednich spotkań może mieć spory wpływ na pozycję w tabeli, a raczej nie sądzimy, by w rewanżu team z Wilanowa wygrał aż tak wysoko. Mistrzowie zwyciężyli aż 10:1, a połowę bramek zdobył w tym spotkaniu Bartek Cieślak. Gospodarzy może martwić jedynie kontuzja Kacpra Owczarka, który nie dokończył meczu, a przecież za chwilę team Kuby Spławskiego zmierzy się z Dzikami z Lasu II o mistrzostwo jesieni. Patrząc jednak jak ta drużyna funkcjonuje, być może uda się zastąpić jednego z liderów. Natomiast Warsaw Wilanów ma nad czym pracować, bo choć zdajemy sobie sprawę z siły Mistrzów Chaosu, to jednak trochę byliśmy zawiedzeni ich niedzielną postawą.
Mecz pomiędzy FC Dziki z Lasu II a Interem Varsovia nie przyniósł nam sensacji. Wicelider od początku przejął inicjatywę i otworzył wynik za sprawą Michała Ossowskiego, który na co dzień reprezentuje również barwy pierwszej drużyny Dzików. Goście błyskawicznie odpowiedzieli, jednakże to trafienie podrażniło faworytów, którzy z minuty na minutę się rozkręcali i powiększali swoją przewagę. Zrobili to na tyle skutecznie i dosadnie, że do drugiej połowy przystępowali z przewagą czterech bramek. Nie było odkrywczym stwierdzenie, że zawodnicy Interu Varsovii musieli zagrać bardziej otwarty futbol i postawić wszystko na jedną kartę. Doskonale zdawali sobie z tego sprawę i zaczęli to realizować. Niestety dla nich, Dziki były w tym meczu świetnie dysponowane, przez co ich ataki były szybko neutralizowane. Ostatecznie spotkanie zakończyło się spokojnym zwycięstwem gospodarzy 10:6, którzy tym samym gonią lidera ligi, Mistrzów Chaosu. Z kolei Inter Varsovia zajmuje obecnie najniższą pozycję na 9 poziomie rozgrywkowym.
Skra Warszawa wyraźnie odżyła w ostatnim okresie. Można powiedzieć, że ten zespół buduje się w trakcie sezonu, dosłownie i w przenośni. Nad wszystkim czuwa kapitan, która czasami dokłada jakiś element, czasami się go pozbywa, ale wychodzi to na dobre, bo drużyna notuje coraz lepsze wyniki. I choćby dlatego Skra była faworytem potyczki z Blokersami. Nie sądziliśmy jednak, że to co zobaczymy, będzie tak jednowymiarowe, bo okazało się, że nominalni goście nie są w stanie wytrzymać tempa narzuconego przez oponentów. Skra błyskawicznie pokazała kto tutaj rządzi i mecz rozpoczęła od trzybramkowej serii. Przegrywający nie mieli w tym okresie zbyt dużo do powiedzenia, ale przy stanie 0:3 wreszcie się ocknęli. Najpierw gola zdobył dla nich Bartek Kochan, a od razu pojawiły się też kolejne okazje, by zmniejszyć różnicę do minimalnej wartości. To był naprawdę dobry okres dla Blokersów, tylko co z tego, skoro trwał tak krótko i poza jednym trafieniem, nie został odpowiednio wykorzystany. Trudno zresztą wyrokować, czy nawet zdobycie jeszcze jednej bramki cokolwiek by tutaj zmieniło, bo Skra szybko wróciła na właściwe tory i po trafieniu na 4:1 znów miała bardzo bezpieczny bufor. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa, a druga niewiele różniła się od jej poprzedniczki. Jedyna zmiana polegała na tym, że Blokersi nie zdobyli w niej ani jednej bramki, natomiast to nie jest tak, że machnęli ręką na ten mecz i oddali go za darmo. Widać było, że im się chce, natomiast przeciwnik był po prostu z innej półki. Brakowało też szczęścia, bo przynajmniej dwukrotnie oponenci wybijali piłkę z linii bramkowej. Dlatego też wynik 1:8 jest zdecydowanie gorszy, niż sama gra. Nie zmienia to faktu, że wygrała drużyna lepsza, która tym samym po raz pierwszy w Lidze Fanów zanotowała dwie wygrane z rzędu. I na pewno nie będzie chciała na tym poprzestać.
Do niezwykle wyrównanego starcia doszło o 22:00 na obiektach AWFu. Drużyna Czasoumilaczy będąca w górze tabeli i walcząca o strefę medalową, mierzyła się z Heavyweight Heroes, którzy są po drugiej stronie tabeli. I prawdę mówiąc nic nie zapowiadało tego, że mecz jaki ujrzymy, będzie tak wyrównany i emocjonujący. Spotkanie nie dostarczyło jednak wielu bramek. W pierwszej połowie błyszczał Kuszka, autor premierowego trafienia w tym meczu dla gospodarzy i słusznie później wybrany MVP całego spotkania. Goście natomiast odpowiedzieli trafieniem Chrzanowskiego i gdyby nie gol Cieślaka mielibyśmy w tej połowie remis. Druga odsłona to akcja za akcją i ciągła zmiana posiadacza piłki. Zawodnicy dwoili się i troili, by poprawić dorobek bramkowy, lecz albo dobre parady bramkarzy albo brak celności w kluczowych momentach uniemożliwiały dołożenie kolejnych trafień. Na sam koniec bramkę na 3:1 strzelił Paweł Lubiak i tym samym przybił gwóźdź do przysłowiowej trumny. Tym rezultatem mecz się zakończył. Drużyna gospodarzy cieszy się z kolejnych trzech oczek, goniąc pozostałych rywali ze strefy medalowej. Natomiast goście spadli do strefy spadkowej. Na pewno czeka ich ciężki okres, więc życzymy im, aby znaleźli sposób na kolejne punkty, które pomogły by im uciec z zagrożonej strefy.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)