Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 9 Liga
FC Warsaw Wilanów w pierwszych trzech kolejkach robił z rywalami co chciał i jak chciał. Ale gdy na horyzoncie pojawił się przeciwnik, który jeszcze niedawno grał kilka poziomów wyżej, czyli Czasoumilacze, to skończyło się porażką. Rywalem na dobrym poziomie miał być też Legion. Co prawda zespół Igora Polskiego pierwszy raz grał na Arenie Grenady i chociaż w tabeli był daleko za Wilanowem, to w naszej ocenie nie pozostawał tutaj bez szans. Ta teoria dość szybko została częściowo zweryfikowana, bo praktycznie w pierwszej akcji gola dla rywali zanotował Karol Kowalski, a potem na 2:0 miał obowiązek podwyższyć Piotr Wdowiński, lecz nie udało mu się zmieścić piłki w praktycznie pustej bramce. Drużyna Kuby Świtalskiego chciała pewnie pójść za ciosem, lecz im dłużej trwał mecz, tym przewaga przechodziła na stronę Legionistów. I to przyniosło efekt w postaci trafienia Denisa Dubovyia. Jak się później okazało, więcej goli w pierwszej połowie nie obejrzeliśmy, chociaż okazji nie brakowało, bo Legion regularnie sprawdzał czujność bramkarza konkurentów. W drugie połowie obraz gry specjalnie się nie zmienił. Przewagę nadal mieli gracze z Ukrainy, to oni oddawali więcej strzałów, lecz Maciek Dobrowolski bronił pewnie, a czasami pomagała mu poprzeczka. W końcu jego świątynia padła, a autorem gola na 2:1 był Maksym Popov. I tak naprawdę trudno sobie wyobrazić jak doszło do tego, że Legion ten mecz finalnie przegrał. Wszystkie atuty miał bowiem w swoim ręku, ale najpierw doprowadził do rzutu karnego dla rywali, który skutecznie wykorzystał Karol Kowalski, a potem ukąsił ich Kuba Świtalski. I chociaż nie mamy przed sobą statystyk, to niewykluczone, że były to jedyne okazje, jakie Wilanów stworzył sobie w drugich 25 minutach. A i tak wygrał. Legion walczył do końca, zamykał przeciwnika na swojej połowie, lecz brakowało precyzji w podaniach, albo zawodnicy niepotrzebnie spieszyli się z finalizacją akcji. I w ten sposób ukraińscy gracze przegrali mecz, który powinni przynajmniej zremisować, a może nawet wygrać. Byli po prostu lepsi, jednak dopóki ta drużyna nie znajdzie bramkostrzelnego napastnika, to takie mecze jak w niedzielę, będą się niestety powtarzać.
Mecz między Heavyweight Heroes a Blokersami był pełen emocji, szczególnie biorąc pod uwagę, że obie drużyny rozpoczęły sezon poniżej oczekiwań. Już w 2 minucie Bartek Kochan dał prowadzenie Blokersom, a chwilę później Hubert Brodowski dołożył kolejne trafienie, pokazując, że goście są zdeterminowani do walki o drugie zwycięstwo w tej edycji Pierwsza połowa była zdecydowanie pod kontrolą Blokersów, którzy prowadzili już 3:0, dominując na boisku i z łatwością stwarzając sytuacje bramkowe. Jednak w samej końcówce pierwszej części Heavyweight Heroes złapali wiatr w żagle. Michał Sidor uderzył z dystansu, a piłka, po rykoszecie od przeciwnika, zmyliła bramkarza i wpadła do siatki. Trafienie to okazało się kluczowe, dając gospodarzom nadzieję przed przerwą i motywując ich do dalszej walki. Na drugą połowę drużyna Herosów wyszła całkowicie odmieniona. Zaraz po wznowieniu gry Maciek Chrzanowski zdobył bramkę kontaktową, a kilka minut później wyrównał stan meczu, co podgrzało atmosferę spotkania. Oba zespoły starały się objąć prowadzenie, ale tempo gry nieco spadło, a defensywy zaczęły grać bardziej uważnie. Ostateczny cios zadali Heavyweight Heroes – w ostatnich pięciu minutach Chrzanowski zdobył bramkę dającą prowadzenie, co zmusiło Blokersów do zintensyfikowania ataków w poszukiwaniu wyrównania. Jednak to gospodarze wykorzystali luki w obronie przeciwników. Łukasz Prusik w ostatnich minutach przypieczętował zwycięstwo, dając swojej drużynie pierwsze punkty w sezonie, co z pewnością doda im pewności siebie na kolejne spotkania.
Mistrzowie Chaosu kontynuują swoją świetną passę w tym sezonie i z miejsca stali się jednym z głównych kandydatów nie tylko do awansu, ale i mistrzostwa 9 ligi. Już w poprzednim sezonie widzieliśmy spory potencjał w tej ekipie, ale wtedy wyniki były zupełnie inne. Inter, debiutujący w naszych rozgrywkach, od samego początku traktowany jest bez taryfy ulgowej, choć miał już na koncie mały sukces w postaci pokonania Legionu. By pokusić się tutaj o dobry wynik, musieli zagrać jeszcze lepiej niż przed tygodniem, a sam fakt, że niektórzy zawodnicy pojawili się grubo po pierwszym gwizdku sugerował, że o taki rezultat będzie piekielnie trudno. I tak też było, bo Mistrzowie Chaosu kontrolowali mecz niemal od pierwszej do ostatniej minuty. W dodatku, wbrew nazwie, gra gospodarzy była wręcz wzorowo poukładana, tak iż rywale nie mieli zbytnio pomysłu na to, jak przeciwstawić się faworytom. Gracze Interu sami zresztą przyznali, że w porównaniu do rywalizacji z Legionem, ich gra była chaotyczna i nieuporządkowana. Pierwsza połowa to wręcz dominacja Mistrzów Chaosu, którzy prowadzili aż 7:1, a w protokole meczowym zapisał się niemal każdy ich zawodnik. Goście byli w stanie odpowiedzieć jedynie trafieniem Tymona Rucińskiego. Druga część zapowiadała się podobnie. Minuty jednak mijały, gra się toczyła wciąż pod dyktando Mistrzów, ale to Inter zaczął sobie coraz śmielej poczynać. Nieco się zdziwiliśmy, gdy zapisywaliśmy ostateczny wynik meczu, bo okazało się, że w drugiej części padły już tylko dwie bramki, po jednej dla każdej stron, mimo że okazji nie brakowało. Inter zasłużył na więcej niż dwa trafienia, bo miał parę dobrych okazji, ale albo świetnie bronił Alan Bednarczyk, albo z pomocą gospodarzom przychodziło obramowanie bramki. Nie zmienia to jednak faktu, że Mistrzowie Chaosu byli zespołem zdecydowanie konkretniejszym i bardziej zdyscyplinowanym, dlatego 3 punkty zasłużenie powędrowały do ekipy Jakuba Spławskiego.
Minionej niedzieli na Arenie AWFu doszło do niezwykle interesującego starcia. Trzecia drużyną tabeli - Czasoumilacze - podejmowała bowiem niepokonane rezerwy FC Dzików z Lasu. Gospodarze starcia oprócz potknięcia na starcie sezonu zdecydowanie złapali wiatr w żagle, przez co można się było spodziewać wyrównanej rywalizacji. Mimo tak obiecującego zestawienia, pierwsze 15 minut zdecydowanie utrudniło Czasoumilaczom postawione przed nimi zadanie. Przyjęli oni bowiem aż dwie bramki. Spróbowali jednak odwrócić losy meczu, ale jedyne na co było ich stać to jedno trafienie, co w zestawieniu z kolejnymi dwoma ciosami gości sprawiło, że wynik do przerwy był bardziej niż niekorzystny (1:4). W drugiej części spotkania tempo akcji zrobiło się zdecydowanie mniej płynne. Szarpane ataki obydwu ekip przeplatały się ze sporą ilością fauli, co nie ułatwiało czerpania przyjemności z oglądanego widowiska. Mimo takiego obrotu spraw należy wspomnieć, że w tym sposobie gry bezapelacyjnie lepiej odnaleźli się Czasoumilacze. Gracze w błękitnych strojach mimo szybko straconej bramki, wykorzystali dwa błędy Dzików, po których zdołali zdobyć gole. Ich rywale w porę się jednak opamiętali i zaczęli grać z większą uwagą w defensywie. Poskutkowało to finalnym zwycięstwem 3:5. Dzięki temu gracze gości mogą się cieszyć z niebywałego sukcesu. Na pięć spotkań pewnie wygrali wszystkie z nich, zaznaczając tym samym, że w tym sezonie cel dla nich jest jeden - mistrzostwo 9.ligi
W 5. kolejce 12. Ligi Fanów FC Polska Górom rozgromiła Skrę Warszawa, wygrywając aż 13:4 w niezwykle jednostronnym meczu. Mimo tego, że goście znajdowali się wyżej w tabeli, to gospodarze zaprezentowali ofensywną potęgę, dominując przez całe spotkanie. Mecz rozpoczął się dynamicznie, a już w 4. minucie Kacper Kowalski otworzył wynik strzałem zza pola karnego, dając prowadzenie FC Polska Górom. Niedługo później Greguła podwyższył na 2:0, także popisując się precyzyjnym uderzeniem z dystansu. Skra Warszawa próbowała odpowiedzieć, a po golu Grzymały, asystowanym przez Marcinkowskiego, goście złapali kontakt, zmniejszając stratę. Jednak FC Polska Górom szybko odzyskała kontrolę nad meczem. Kowalski po zejściu do środka strzelił swojego drugiego gola, dając gospodarzom prowadzenie 3:1. Skra jeszcze raz odpowiedziała, tym razem za sprawą Marcinkowskiego, ale wynik 4:2 do przerwy zapowiadał trudne zadanie dla gości w drugiej połowie. Po zmianie stron FC Polska Górom zdominowała wydarzenia, notując serię 3 bramek, podwyższając wynik na 7:2. Skra zdołała odpowiedzieć tylko dwa razy, gdy Chwedorczuk strzelił na 7:3, a Radzki na 9:4, ale były to jedynie chwilowe przebłyski. Końcówka należała do gospodarzy, którzy dorzucili jeszcze cztery bramki, a Kacper Kowalski przypieczętował swój znakomity występ, zdobywając w sumie pięć goli. FC Polska Górom zakończyła spotkanie wynikiem 13:4, odnosząc efektowne zwycięstwo i pokazując siłę swojej ofensywy. Dzięki tej wygranej poprawiła swoją pozycję w tabeli, podczas gdy Skra Warszawa będzie musiała wyciągnąć wnioski z tego meczu, aby uniknąć podobnych rezultatów w przyszłości.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)