Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 1 Liga
Dla ekipy Bartka Królaka po zeszłoweekendowej wpadce z ostatnimi w tabeli Bandziorsami nie było już mowy o traceniu punktów. Team z Góry Kalwarii jest bowiem w ścisłej czołówce pierwszej ligi, którą na ten moment tworzą cztery ekipy: KSB Warszawa, Połczyn Brothers, UA Impuls oraz właśnie Lakoksy. Chętnych na czerwcowe podium jest czterech, a miejsc na pudle – jak dobrze wiemy – tylko trzy. Nic więc dziwnego, że od pierwszych minut w grze „Krokodyli” widać było pełną mobilizację. Wiedzieli, że mecze z bezpośrednimi rywalami dopiero przed nimi i nie mogą pozwolić sobie na kolejną stratę punktów – zwłaszcza z zespołem z dolnej części tabeli.
Już w początkowej fazie spotkania Lakoksy narzuciły swoje warunki i po m.in. dwóch trafieniach reprezentanta Polski w Socca – Miłosza Nowakowskiego – szybko wyszły na prowadzenie 3:0. Ukraiński zespół długo nie mógł wejść w rytm, ale z czasem zaczął się odgryzać i zdobywać kolejne bramki, dzięki czemu emocje w tym meczu wróciły. Do przerwy jednak to Lakoksy wciąż miały komfortowy dystans – 4:1.
Po zmianie stron oglądaliśmy wymianę ciosów: 4:2, 5:2, 6:2, 6:3, 6:4. Obie drużyny miały także okazje z rzutów karnych – zarówno Miłosz Nowakowski, jak i Andrii Dutchak stawali oko w oko z bramkarzami, ale tym razem górą byli golkiperzy. Choć stawka meczu była spora, spotkanie toczyło się w spokojnej atmosferze – momentami można było odnieść wrażenie, że oglądamy bardziej luźną gierkę niż zażartą walkę o ligowe punkty.
Zespół z Góry Kalwarii wygrał zasłużenie i wciąż pozostaje w grze o miejsce na ligowym podium.
To był niewątpliwy hit zaplecza ekstraklasy! Pojedynek pomiędzy Połczyn Brothers a FC Impuls UA przyciągał uwagę już na długo przed pierwszym gwizdkiem. Gospodarze, rozpędzeni po efektownym zwycięstwie nad Fair Partner, liczyli na kolejne trzy punkty, ale naprzeciw stanął zespół, który tydzień wcześniej zatrzymał lidera, fundując KSB ich pierwszą porażkę w sezonie.
Tym razem jednak mecz potoczył się w sposób, którego mało kto się spodziewał. Po pierwszych 16 minutach to właśnie goście prowadzili... i to aż 2:0! Kluczową postacią tej części meczu był bramkarz Impulsu – Volodymyr Slobozheniuk, który wyglądał jakby miał pajęcze moce. Strzały leciały z każdej strony, a on łapał je z taką łatwością, jakby zbierał liście z trawnika.
Po przerwie Połczyn Brothers rzucili się do odrabiania strat. Atak za atakiem, próba za próbą – ale Slobozheniuk wciąż był na posterunku, broniąc niemal wszystko, co zmierzało w jego kierunku. Gdy goście dołożyli trzecią bramkę – tym razem autorstwa swojego najlepszego strzelca, Vladyslava Budza – wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty. Po chwili było już 4:0… i wtedy coś się zacięło.
Maszyna Impulsu zaczęła tracić rytm, a Połczyn ruszył z odsieczą. Gospodarze zdołali strzelić trzy gole w końcówce i nagle zrobiło się gorąco. Na ich nieszczęście – zabrakło czasu, a bramkarz gości nadal był jednym z bohaterów widowiska.
Imponujący występ Impulsu i ich golkipera zapewnił im trzecie zwycięstwo z rzędu oraz awans na pozycję wicelidera 1. ligi.Połczyn Brothers z kolei dostali sygnał ostrzegawczy – jeśli chcą myśleć o awansie do ekstraklasy, to czeka ich naprawdę wymagająca wiosna.
Warsaw Bandziors po wygranej z Lakoksami mieli nadzieję na kolejne punkty, ale ich rywalem tym razem byli Łowcy, którzy mają ambicje, by nie tylko walczyć o Ekstraklasę, ale także o ogólnopolskie laury. Od pierwszego gwizdka goście rzucili się do ataku, wywierając presję na zawodnikach gospodarzy. Ekipa Szymona Kołosowskiego starała się stawiać opór, ale pierwsza połowa nie była najlepsza w ich wykonaniu. Kolejne bramki dla Łowców szybko uświadomiły wszystkim, że mecz toczy się na warunkach drużyny z Ukrainy. Do przerwy wynik wynosił 0:9, co pokazywało dominację gości w tej części meczu.
Po zmianie stron Bandziory nie poddały się i walczyły, starając się zniwelować wysoką stratę. Dobrze rozgrywali piłkę z bramkarzem, co ograniczyło liczbę sytuacji strzeleckich rywali. Wynik nie wymagał już tak dużego zaangażowania ze strony gości, co pozwoliło oponentom częściej dochodzić do głosu. Szymon Kołosowski, wspierany przez Macieja Kiełpsza, rozmontował defensywę Łowców, zdobywając kilka bramek.
Mimo to, ostateczny wynik 3:13 pokazał, że to ekipa z Ukrainy była zdecydowanie lepsza w tym starciu i zasłużenie zdobyła trzy punkty. Brawa dla Bandziorów, którzy w drugiej połowie pokazali dużo jakości na boisku, co z pewnością zaowocuje w kolejnych potyczkach. Łowcy z kolei mają ambicje, by wygrać wszystkie mecze tej wiosny, a po dwóch zwycięstwach widać, że są mocnym zespołem. Jesteśmy ciekawi, czy znajdzie się drużyna, która pokona ich w rundzie rewanżowej.
Warsaw Rangers, po porażce z Husarią, stanęli przed kolejnym trudnym wyzwaniem w postaci lidera KSB Warszawa. Goście, po przegranej z Impulsem, byli lekko podłamani, ale ich większym problemem była kontuzja Maćka Grabickiego, który nie zagra przez najbliższe tygodnie. Zespół musiał radzić sobie bez swojego lidera, a początek spotkania to znakomita gra Kiryla Semerenko. Ukraiński zawodnik nie tylko zdobywał bramki, ale także był aktywny w obronie, co dało KSB lekką przewagę. Gospodarze, jakby zaspani, nie weszli dobrze w mecz, a Oskar Górka, jeden z liderów w ofensywie, nie potrafił trafić do bramki.
Kiedy rywale uzyskali wyraźną przewagę, Warsaw Rangers zaczęli funkcjonować lepiej na boisku, ale do przerwy wynik 2:5 nie dawał im wielkich nadziei na sukces. Zwłaszcza, iż goście pamiętali, że przed tygodniem w starciu z Impulsem nie potrafili utrzymać skuteczności i ostatecznie przegrali, więc wciąż czuli presję. Tym razem sytuacja się nie powtórzyła. W drugiej połowie KSB kontynuowało swoją dobrą grę, a do Kiryła Semerenko dołączył Sebastian Sobieszczuk, który nie tylko zdobywał bramki, ale także asystował, co przełożyło się na kolejne trafienia dla drużyny Michała Tarczyńskiego.
Gospodarze próbowali odgryzać się atakami, ale byli bezradni wobec dobrze dysponowanego rywala. Mecz zakończył się wynikiem 5:14, co potwierdziło dominację KSB. Warsaw Rangers muszą w kolejnych spotkaniach poprawić swoją grę, jeśli myślą o zdobyciu punktów. Goście odetchnęli natomiast z ulgą, ale czeka ich jeszcze wiele trudnych meczów, w których będą musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, by utrzymać fotel lidera pierwszej ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)